..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS

Dialogi

wtorek, 02 lutego 2010
Rozmawiam z Mamą przez telefon:

Mama: No i zrobiliśmy małe przemeblowanie w salonie. Przesunęliśmy kanapy bliżej balkonu.
ja: To macie trochę daleko do telewizora. Widzicie z takiej odległości?
Mama: No właśnie nie bardzo. Może kiedyś uzbieramy na plazmę, a na razie ojciec siedzi w fotelu i ogląda telewizję... przez lornetkę.

:)))
środa, 21 października 2009

Spotykamy się z Endrju na obiedzie. Endrju pod kurtką ma paskudny wyświechtany polar.
- Może po obiedzie pójdziemy poszukać Ci jakiegoś swetra? - proponuję.
- Możemy - odpowiada Endrju. - Ale wiesz, że są małe szanse?

A małe szanse są dlatego, że sweter musi spełniać kilka kryteriów: być czarny, gładki, bez naszywek i napisów, z golfem zapinanym na zamek. Niby proste, ale skąd!

Łazimy po centrum handlowym, gdzie jest wiele pięknych swetrów, ale żadnen z nich nie spełnia wszystkich koniecznych wymagań. Próbuję dyskutować.

PRÓBA I
ja: Kochanie, spójrz, tyle jest pięknych kolorów, krojów, poszukajmy Ci czegoś innego! Trzeba się otwierać na nowe trendy!
Endrju: Ależ ja się bardzo otwieram na nowe trendy!
ja: Tak?
Endrju: Jeszcze rok temu, nie wyszedłbym z chaty w tym starym paskudnym polarze.

PRÓBA II
Endrju przymierza sweter.
Endrju: Mam dziwne wrażenie, że ten sweter nie jest czarny, tylko ciemnogranatowy.
ja: A to byłby bardzo wielki problem?
Endrju: No pewnie! Ucierpiałby na tym mój cały fromage!

PRÓBA III
Znajdujemy ciepłą boską bluzę z kapturem. Namawiam Endriuszę, żeby ją przymierzył. Próbuję wziąć go pod włos.
ja: A wiesz, mnie się zawsze bardzo podobali faceci w bluzach z kapturem.
Endrju: Naprawdę?
ja: Naprawdę. Kup tę bluzę ze względu na mnie, aby rozpalić ogień pożądania.
Endrju: To nie jest dobry pomysł. Ostatecznie tych wszystkich facetów w bluzach jednak zostawiłaś, a ja noszę swetry i ze mną wciąż jesteś.  

wtorek, 20 października 2009

W ten weekend, wychodząc z filmu Dystrykt 9 zrozumiałam, że dojrzałam do oglądania kina science fiction. Dystrykt naprawdę mi się podobał. Nigdy nie będę fanką tego gatunku, ale jestem w stanie wejść w klimat, dać uwieść się fabule, docenić efekty specjalne. A jak poszukam, to nawet znajdę uniwersalną wymowę:)

Wychodząc z kina, mijamy półnagie gimnazjalistki, które przebiegają przez jezdnię na czerwonym świetle. Rozlega się  pisk panienek doskonale zsynchronizowany z piskiem opon.
ja: Patrząc na te głupie siksy, dziękuję Bogu, że będziemy mieli Antka, a nie Hanię.
Endrju: A Ty tak się zachowywałaś?
ja: No pewnie. Większość dorastających dziewczynek się tak zachowuje.
Endrju: A wiesz, że ja też przebiegałem z kolegami tuż przed nadjeżdżającymi samochodami.
ja: Żartujesz chyba?!
Endrju: (z dumą w głosie) nazywaliśmy to Zabawą w Ryzyko.

środa, 16 września 2009



Ładne, prawda?:)))
sobota, 12 września 2009

Piątek popołudnie, leżymy po obiedzie i zastanawiamy się, co robić dalej?
- Może spotkamy się z Markiem i Sylwią? - proponuję.
- To jest jakiś pomysł - odpowiada Endrju. - Tylko nie chce mi się wychylać nosa z domu.
- Więc zaprośmy ich do nas.
- O nie! Tym bardziej nie chcę, aby wchylały się tu inne nosy!

Leżymy dalej:
- Może byś się ostrzygł, bo jesteś strasznie zarośnięty.
- Nie mogę, mam rozładowaną maszynkę i już dzisiaj nie zdążę jej naładować.
- A nie mogłeś pomyśleć o tym rano?

- Pomyślałem - Endrju zaciera ręce - i postanowiłem nie ładować!

piątek, 11 września 2009


Robię zlecenie dla jednej z agencji eventowych i piszę scenariusz wręczenia nagród w jakiejś tam korporacji. Na wzór dostałam inny, pisany przez osobę, która od lat tworzy takie scenariusze.  W jej pomyśle jest typowy standard, czyli czerwony dywan, fajne satutetki i wszystko to, co na gali wręczenia nagród powinno się pojawić. Tekst napisany jest fatalnie i topornie, ale to zdanie rozwala mnie na łopatki.
"Kiedy goście zasiądą do stołów, otoczy ich atmosfera splendoru i dekadencji".

Ładne, prawda?
A wiecie co jest najgorsze?
Że 90% klientów łyka ten niedorzeczny bełkot, bo to ładnie brzmi:)

***

Mój kot posiada wszystkie cechy kota indywidualisty: pieszczoty tylko, gdy ona chce, fochy i obrażanki na porządku dziennym, zero dyscypilny.

Próbuję się z nią bawić, a ona tradycyjnie rzuca się na mnie z pazurami i ucieka:
- Wyluzuj głupia - mówię do niej, a potem zwracam się do Endriuszy - ten mój kot nie ma za grosz dystansu do siebie. Wkurza mnie, bo wszystko bierze serio i zaraz gotowa jest do walki!
Endrju odrywa się od gazety i rzuca z przekąsem:
- Jaki pan, taki kram!

***
Oglądamy "Przystanek Alaska", a tam coś wspominają o wyjątkowej więzi syna z ojcem, no i w ogóle o tym, że Syn to Syn.
ja: Nie wiem, o co chodzi z tym kultem syna. Zobacz, ile facetów koniecznie chce mieć synów i stawiają sobie to za punkt honoru. 
Endrju: Też tego nie rozumiem. Kiedyś córka była problemem, bo trzeba było uzbierać dla niej posag. Zresztą mam taką teorię...
ja: Jaką teorię?
Endrju: Że marzysz, o tym, aby wyjść za mnie za mąż, ale Twój Ojciec zabronił Ci się do tego przyznawać, bo nie ma dla Ciebie posagu.
:)))

czwartek, 27 sierpnia 2009

Otwieram plik z powieścią dla młodzieży, którą finalizuję w bólach. Endriusza zagląda mi przez ramię i mówi:
- Wyrażenie "słodkopierdząca" na pierwszej stronie powieści dla młodzieży to chyba nie jest najlepszy pomysł?
- Nie przesadzaj. Poza tym wyrwałeś to z konktekstu. Napisałam "Słodkopierdząca - jak mówi tato".
- To zmienia postać rzeczy -
ironizuje Endriusza - kilka stron dalej jest pewnie zdanie "Po chuju - jak mówi wujek".

wtorek, 25 sierpnia 2009

***
W piątek spotykam przypadkowo Izę i Tomka z dzieckiem. Jedni z ciekawszych znajomych Endriuszy, którzy żyją totalnie po swojemu, a jak imprezują, a imprezują chętnie, to do białego rana.

- Dajcie znać, jak będziecie szli na jakąś popijawę - mówię.
Raczej nie - odpowiada Izka - Teraz szukamy innego hobby.
- Od kiedy?
- Od środy. Na razie nie mamy pomysłu. Scrabble odpadły, bo Tomek nie lubi, więc szukamy dalej.
- No to powodzenia!
- życzę na odchodnym.

Tego samego wieczoru dostaję esemesa: "Nie znaleźliśmy innego hobby"
:))

***
Stoimy z ojcem pod kramikiem. Ojciec pali fajkę, ja piję kawę.
tatulek: Wrzesień możesz mieć marny, bo wszyscy będą kupować wyprawki szkolne.
ja: Też tak sądzę.
tatulek: Ale ludzie to jednak są głupi. Idą na oślep jak te konie dorożkarskie i nie zastanowią się, że jedno z drugim nie ma związku.
ja: Co nie ma związku?
tatulek: Przybory szkolne z wynikami dzieci w nauce.

Na własnym i Krisa przykładzie potwierdzam.
Moi rodzice nawet nie uznawali za stosowne zaopatrzyć nas w komplet podręczników, licząc na nasze zdolności i kreatywność.
I o dziwo - nie przeliczyli się:))
***
Ze spraw mniej radosnych, jedna z moich blogowych znajomych padła ofiarą jakiegoś psychopaty, który zaczął wypisywać publicznie wulgarne oszczerstwa na jej temat. Pierwsze pytanie, jakie pojawiło się w mojej głowie, to "Po co?". Ale psychopaty nie sposób analizować prawami logiki i zdrowego rozsądku.
Mam tylko nadzieję, że droga P. nie da się zastraszyć i mocno trzymam za nią kciuki.

Coraz więcej dyskusji przetacza się na temat niebezpieczeństw związanych z obecnością w Internecie. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś chce mi dać w łeb za rogiem, to i bez Internetu może to zrobić. Bojąc się Internetu, zaczne się bać też ulicy, a potem własnego domu.
Przyzwyczaiłam się już do wizyt na blogu osób mi nieprzychylnych, ziejących zawiścią, zazdrosnych nie wiadomo o co albo i wiadomo. Jednak za każdym razem zadaje sobie to samo powracające pytanie:
"jaka to przyjemność grzebać w znienawidzonym i babrać się w cudzym?".
Czy nie lepiej tę energię zużyć na własne życie? Jest jeszcze tyle dobrego  do zrobienia, książek do przeczytania, filmów do obejrzenia.
A może chodzi po prostu o to, aby znaleźć ujście dla własnej frustracji, mieć powód, aby wylać żrący od wewnątrz jad zawiści, że inni mają odwagę żyć po swojemu, realizują własne marzenia, nie boją się życia.
Nie wiem.
Ale powtórzę raz jeszcze: "Po co?".
I hedonistcznie zawołam:
Sprawiajmy sobie więcej przyjemności, róbmy to, co nas raduje i uszczęśliwia.
Wtedy będziemy spełnieni, a świat stanie dużo lepszy.
Obiecuję:)

piątek, 21 sierpnia 2009

ja: Wiesz co? Na wszystkich obrazkach, we wczesnej ciąży, dzieci leżą główką do góry, a nogami w dół. A na ostatnim USG, nasz wisiał głową w dół jak  nietoperz!
Endrju: (uradowany) Będzie batman?!

czwartek, 20 sierpnia 2009

Mój Tatulek - jakby ktoś jeszcze nie wiedział - lubi ekstrawagancję i wszystko co wspak i wszerz.  Pamiętam czasy, kiedy w liceum namawiał mnie na dredy, a na wieść o tatuażu poważnie zaangażował się w wybór wzoru.

Moja mama rozmawia przez telefon z zaprzyjaźnionym lekarzem - Jackiem:
- U nas wszystko dobrze. - mówi Mama - Agnieszka jest w ciąży, będziemy mieli wnuka.
W tym momencie Ojciec, niemalże z dumą, dorzuca do słuchawki:
- Bękarta, bękarta!

Opowiadam dziś tę historię Asi, a ona mnie pyta:

- A Twój ojciec ma tatuaż?
- Nie, on jest tak bardziej swojsko ekstrawagancki .
- Czyli co na przykład?
- Od rana do nocy chodzi w czapeczce z daszkiem. Siedzi w niej w domu i nawet nie zdjął jej na pogrzebie cioci.
- A jak ta czapeczka wygląda?
- W sumie normalna, tyle że z trupią czaszką na przedzie.

:)))

środa, 19 sierpnia 2009

Wszyscy każą mi rozkoszować się ostatnimi miesiącami wolności, więc robię to, na co później mogę mieć mniej czasu.
W podróży przeczytałam "Bikini" Wiśniewskiego i ostatecznie utwierdziłam sie w przekonaniu, że jego proza jest jak hollywoodzkie kino - dobre gładkie rzemioło zręcznie manipulujace emocjami czytelnika. Ale żeby było jasne - na niezobowiązującą lekturę wyborne.

Potem chwyciłam za "Niehalo" Karpowicza i doszłam do wniosku, że Wydawnictwo Czarne popadło w jakiś smutny schemat. Większość ich książek jest o niczym. Pisane patchworkowym językiem popkultury, w którym autorzy - nieraz błyskotliwie, to prawda - lepią slogany reklamowe, korporacyjną nowomowę, język potoczny z literackim. I wszystko fajnie. Ale na jedną, dwie powieści. A Czarne od dobrej dekady tłucze "oniczyny", jak o takich książkach mówi moja Mama.

Zaczęłam też "Grę szklanych paciorków" Hessego od Diany, ale to z kolei za trudne dla mnie. Jak mówił kiedyś Świetlicki, bohatera trzeba pokochać, ja nie pokochałam.
Toteż u mnie lekturowa posucha.

Co jeszcze?
"Nie ma jak kochające się rodzeństwo"

Endrju:
Wiesz co? Chyba Młoda znalazła Twojego bloga i wyobraź sobie, że  czyta go Mamie.
ja: No i co?
EndrjuByłbym wdzięczny, gdybyś coś napisała o puszczaniu się z Egipcjanami i innych jej wybrykach.
ja: Masz na to dowody?
Endrju: (z szelmowskim uśmiechem) A naprawdę potrzebujemy dowodów?

Z innych spraw:
nie stawiłam się niestety na weselichu u Jozi, bo mi w tym przeszkodził wyjazd, ale zamieszczam tu ich piękne zdjęcia, aby się ostało dla potomności.
Sama zaś wracam do pracy, bo moja własna grafomania czeka, a czas nieuchronnie biegnie.
Pa, pa!




fot. Piotr Iwański

środa, 29 lipca 2009

Jezu jak się cieszę,
z tych króciutkich wskrzeszeń tra la la la la!


Jeszcze jutro idę do kramiku, a od piątku mam wolne! W niedzielę przyjeżdżają Walerkowie, a na początku tygodnia ruszamy na Wschód.

Dziś w kramie odwiedziła mnie Janiś, znów pogadałyśmy o brzuchach i o tym, że na pewno będziemy świrniętymi matkami, bo same chętnie byśmy jeszcze pobroiły, a tu taka poważna rola do odegrania.
Pokazałam Magdzie dwie pierwsze zabawki, jakie kupiłam na Jarmarku Jakubowym od Pani Patchworkowej. Pani Patchworkowa zapewniła mnie, że owe pacynki świetnie sprawdzają się w procesie wychowawczym niemowlaka. Na razie bawię się nimi ja.

Potem przewłóczyłam się z Endriuszą po sklepach, szukając czegoś w ciut większym rozmiarze, ale Olsztyn pod tym względem nie daje rady, więc jak nic, trzeba będzie udać się w podróż do stolicy, aby ten mój brzuch jakoś sensownie ubrać. 

A propos ubiorów, jest lato, a ja lubię dekolty.
Ale bez przesady - sutków przecież nie widać.
Jakiś czas temu stoję z tatą przed kramikiem, naprzeciwko katedry, ojciec pali fajkę, ja go zabawiam konwersacją. Nagle jakaś pani się zatrzymuje, uśmiecha się do mnie promiennie i mówi:
- Piękny ma Pani dekolt.
Uśmiecham się w podziękowaniu, a ona wtedy wybucha:
- Nie wstyd Pani z takim dekoltem pod katedrą stać!?

Na szczęście poszła, zanim zdążyłam odpowiedzieć.

I kolejny obrazek z ulicy:
Stoimy z Endriuszą na światłach (ja bym poszła, ale on nie pozwala), przestępuję z nogi na nogę, bo czekanie na światłach to dla mnie istna katorga. Inni też stoją. Wreszcie dwóch bezdomnych naprutych żulków nie wytrzymuje i przechodzą na czerwonym.
- Widzisz?! A ci panowie sobie przeszli - zgłaszam pretensje.
Endrju przybiera poważny wyraz twarzy, poczym wyjaśnia:
- Owszem, ale oni wyglądali na takich, co mają dziś jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia. 
 


Tygrysek i Małpa

wtorek, 28 lipca 2009

Moje życie nabrało takiego tempa, że nie mam nawet chwili dla siebie. Przed urlopem trzeba dopiąć tyle rzeczy! Może codzienność przedsiębiorcy jest nieco przyjemniejsza niż tydzień pracy najemników, ale przygotowania do urlopu to istny koszmar. Mam wrażenie, że beze mnie wszystko się zawali. Oby mylne:)

Miało być o klientkach.
Lubię moje klientki bardziej niż się tego spodziewałam, a kontakty z nimi dostarczają mi sporo frajdy.
Poniżej najbardziej popularne typy, które czasem giną w morzu przemiłych, uśmiechniętych i odlotowych dziewczyn, z jakimi mam do czynienia. |
A jednak warto je uwiecznić.

DAMA
Głównym celem damy jest dać wszystkim do zrozumienia, że mają do czynienia z damą. W moim kramiku dama kieruje się od razu w stronę gabloty.
- Przepraszam, czy to kryształy swarovskiego? - pyta dama.
- Tak to swarovski oprawiony w srebro - odpowiadam.
- Wiedziałam! - wykrzykuje dama z egzatacją - Swarovski mnie wszędzie znajdzie! A proszę mi pokazać jeszcze tamtą bransoletkę.
Podaję damie bransoletkę, zapinam jej na przegubie, dama ogląda pełna "ochów i "achów" i wreszcie pyta:
- To też swarovski?
- Nie, to fluoryt w srebrze
.
Dama wygląda jakby poraził ją piorun, a jej mina wskazuje na to, że dama obcuje z czymś nieprzyjemnym, może nawet śmierdzącym:
- Och! - piszczy histerycznie - w takim razie proszę to ode mnie zabrać!

BASIA KAPRYSIA
Basia Kaprysia wchodzi do kramiku i od razu coś wpada jej w oko. Niech będzie torba.
- Kupiłabym tę torbę - stwierdza stanowczo Basia Kaprysia - Naprawdę jest świetna!
Uśmiecham się, bo Basia Kaprysia na pewno chce coś jeszcze dodać.
- Kupiłabym tę torbę, naprawdę - zapewnia Basia Kaprysia - tylko dlaczego ona jest brązowa? Gdyby była czarna, miała guziki zamiast zamka, długi pasek, ciut większa i innego kształtu, kupiłabym ją bez zastanowienia.
 

SPONSOROWANA
Sponsorowana zwykle przychodzi ze swoim sponsorem, który zwykle jest akurat bez kasy. Sponsorowana chodzi po kramiku zachwycona i co chwila rzuca:
- A to mi kupisz na urodziny, tamto chcę na imieniny, czekaj, za tydzień mamy rocznicę, kup mi to, to i to.
Wychodzą z pustymi rękami. Sponsor zwykle nie wraca.

MARKOWA
Dziewczyna markowa nadzwyczaj ceni sobie rzeczy markowe. Jej ulubioną marką jest H&M i inne tego pokroju, gdzie materiały bywają liche, wykonanie marne i na odległość pachnie chińszczyzną. Ale metka jest.
Markowa pyta:
- Po ile ta torba?
- 150 złotych, hand made, niepowtarzalny egzemplarz
- odpowiadam.
- A czemu nie ma metki firmowej?
- Bo to robiła artystka, ktora wykonuje kilka egzemplarzy tylko.
- Phi -
markowa prycha z pogardą - to ja za 80 złotych mogę kupić firmówkę w H&M! 

ZŁOTA RĄCZKA
- Po ile ten naszyjnik?
- 50 złotych.
- A to jest ręczna robota?
- Tak.
- To po co mam płacić, mogę sama sobie taki zrobić!
- A zajmuje się pani tworzeniem biżuterii?
- Nigdy się tym nie zajmowałam , ale nie będę płacić 50 złotych za coś co można samemu zrobić!

Jest oczywiście jeszcze typ:
"Przyjdę po pierwszym"
"Ja mam tyle w domu biżuterii, że też bym mogła sklep założyć"
"Kto takie rzeczy na siebie nakłada?!"
"Ten diabeł szczęścia pani nie przyniesie, co za niesmaczna nazwa!"
oraz cała grupa pań, które opowiadają mi o swoich mężach, teściowych i dzieciach.

Ale wiecie, co jest najciekawsze?
Że ja te wszystkie babki i babeczki naparawdę lubię:)

poniedziałek, 20 lipca 2009

- Kurczę, jak Waglewski mógł napisać taki tekst? - dziwie się na głos, podnosząc dziś rano ciężkie powieki.
- Jaki tekst? - pyta ledwo przytomny Endrju.
- No "Chromolę". Przecież Waglu, człowiek wolny jak ptak, nie może znać bólu niedzieli. Co on w ogóle wie o niedzieli?

"W niedzielę, to nie widać mnie wcale,
się nie golę, chromolę.
Nie widać w ogóle, do środka się tulę,
Do siebie się tulę, do wewnątrz się tulę"

Koncert Wagli był pyszny jak pyszne bywa coś, co łączy w sobie talent, pasję i dobrą energię.

na żywo równie atrakcyjny co Fisz, okazał się Emade. Choć tak naprawdę czarnym rumakiem tego trio jest Waglewski senior.  (Więcej fot TU)

Wczoraj natomiast pojechaliśmy odwiedzić moją szaloną ciotkę, jej męża i  uroczą kuzynkę Zuzię, która jest wielkim żywiołem zamkniętym w małym ciałku. Nie dość, że trenuje dżudo i jeździ konno, to jeszcze gra w piłkę nożną, a na painballowych rozgrywkach wycina w pień wszystkich chłopaków. No i błyskotliwa jest, i urocza, i magiczna jak mała elfica.
Spędziliśmy sympatyczne przedpołudnie gdzieś w głuchym zakamarku Warmii, potem pojechaliśmy na obiad, a jeszcze później nie mieliśmy pomysłu, co dalej.
- Obejrzyjmy jakiś film! - zaproponowałam.
- Mam dość oglądania filmów na tym małym laptopie - zaoponował Endrju.
- To co zrobimy?
- Pojedźmy kupić telewizor.

Tak też uczyniliśmy i godzinę później wracaliśmy do domu z telewizorem.
- Jesteśmy już prawdziwymi mieszczanami! - postanowiłam spojrzeć prawdzie prosto w oczy. - To już koniec pewnej epoki.
- Teraz jeszcze musimy zacząć grillować w ogródku -
dorzucił Endrju.
- I chodzić do teatru na premiery i do galerii na wernisaże.
- I zacząć prasować koszule!
- Słuchaj - Endrju postanowił wykorzystać okazję -  skoro  i tak jesteś już mieszczanką, to może weźmiemy jednak ten ślub?

Rozwiałam jego nadzieje. Wprawdzie mamy telewizor, ale wciąż nie mamy telewizji. A stan panieński to mój ostatni bastion wolności.

niedziela, 12 lipca 2009

Stała się rzecz niesłychana, wczoraj wieczorem w Klubie Środowisk Twórczych widziałam na własne oczy oryginał Żulczyka. Tym, którzy nie pamiętają, przypomnę, że był taki czas, kiedy popadłam w wielkie zauroczenie olsztyńską kopią Żulczyka - niejakim Szuwarkiem.
Co automatycznie podniosło notowania również pierwowzoru.

A jednak dwóch Żulczyków w jednym mieście to nawet dla mnie za dużo:)

Również wczoraj spotkałam na starówce moją kuzynkę:

Emila: Kochana, strasznie ucieszyliśmy się z Łukaszem na wieść, że jesteś w ciąży!
ja: A to czemu?
Emila: Bardzo lubimy Andrzeja, a teraz jest szansa, że będziesz z nim trochę dłużej!

Zapewniłam ją gorąco, że nie widzę związku;))

piątek, 10 lipca 2009

Spłakałam się wczoraj okrutnie na polskim filmie "Hania" - nie jest to kino  wybitne, nie wiem nawet czy można zaliczyć do dobrego, ale mnie teraz niewiele potrzeba. Gdybym miała telewizor, szlochałabym, oglądając "Modę na sukces".
Obudziłam się dziś z zapuchniętymi oczami i pobiegłam do kramiku. Bo nie wiem, czy wiecie, ale kramik ma już letnią filię na Targu Rybnym. Tak, tak, Diabeł się rozwija. Choć niestety i zyski Diabeł przykrył ogonem.
Ale nie bądźmy drobiazgowi - w życiu nie chodzi przecież o pieniądze:)

Zasłyszane wczoraj w markecie, czyli szybki kurs neologizmów

Osoby: mama, ojciec, córka - na oko ośmiolatka.

Młoda oglada plastikowe pojeminiki na kanapki.
Mama wskazuje na jeden z nich i mówi: Ten chyba będzie dobry?
Młoda: Dobry, dobry, ale koleżanki to mają pudełka barbiowe albo hajskulmiuzikalowe.
Ojciec wznosi oczy do nieba i powtarza: Hajskulmiuzikalowe!

środa, 08 lipca 2009

Tak jak myślałam - od dwóch dni jest pysznie. Teraz moja huśtawka szybuje do góry, a mnie dopisuje humor.
Wczoraj wieczorem wskoczyłam do jeziora - woda przed zmierzchem jest cudowna niczym ta ze świętego źródełka. Nie wiem, czy uzdrawia ciało, ale duszę na pewno.
Zaczęłam czytać "Traktat o łuskaniu fasoli" Myśliwskiego. Wcześniej było we mnie zbyt wiele zgiełku, a teraz kiedy jest cicho i spokojnie, mogę z wielkim smakiem skubać tę opowieść - kawałek po kawałku. 
Nigdzie mi się nie spieszy, nie mam tej złudnej potrzeby "dziania się", delektuję się pływaniem, książką, kinem, chwilą kiedy przyrządzam jedzenie i momentem, gdy po kąpieli wcieram oliwkę w brzuch i piersi. 
To ciekawy czas.
Nigdy wcześniej tak wyraźnie nie słyszałam swojego głosu.
Nigdy wcześniej mój wewnętrzny głos nie był tak łagodny.

Wczorajsze jezioro

***
"SEDNO SPRAWY"

ja: Musimy się podzielić jakoś obowiązkami przy dziecku, więc tak sobie myślę, że skoro ja je będę karmić, to Ty będziesz  przewijał.
Endrju: A nie możesz Ty się zająć całym układem pokarmowym od połknięcia aż po wydalenie?
ja: No nie przesadzaj! Musimy zrobić specjalizacje: ja zajmę się odcinkiem przełyk - żołądek, a ty żołądek - jelito jedno i drugie.
Endrju: Super! Nie dość, że zasponsoruję te wszystkie odżywki i kaszki, to jeszcze gówno z tego będę  miał!

wtorek, 07 lipca 2009

Śpimy z Endriuszą pod jedną ogromną kołdrą (Endrju twierdzi, że 2 kołdry oddaliłyby nas emocjonalnie:), ale każde z nas lubi się owijać i tworzyć kokony, więc co wieczór odbywa się wielka walka o kołdrę. Wczoraj szarpiemy się jak zawsze i każde ciągnie w swoją stronę.

ja:
Oddawaj! Nas jest teraz dwoje, więc potrzebujemy więcej kołdry!
Endriusza: (zacietrzewiony) No pięknie! Już się w tym domu obozy tworzą!

sobota, 27 czerwca 2009

Wczorajszy zwierzyniec


- Ciesz się, Zuźka, że mam do Ciebie świętą cierpliwość.
- Bo odgryzę!


- Co tam się do licha dzieje, Blackie?
- Psy się ganiają.
- Kiedy oni wreszcie wydorośleją?!



- Ocho, starzy przyjechali, będzie kolacja.
- I wreszcie mnie wpuszczą do chaty. Ile można sterczeć na parapecie?!

środa, 24 czerwca 2009

maturzyści LO II w Olsztynie - coś około 2002 roku

Wczoraj zrobiłam braciszkowi psikusa i zamieściłam to stare zdjęcie w jego klasowym albumie na Naszej Klasie.

Wieczorem telefon:
Kris:
Grabisz sobie! Wypisujesz o mnie na blogu, a teraz jeszcze to zdjęcie!
ja:
No co? lansuję Cię! A słuchaj, czym wy się zasłaniacie? To podręcznik do fizyki?
Kris: Wszyscy zasłonili się fizyką, a wiesz, że u nas nigdy w domu nie było kasy na podręczniki, więc musiałem zakryć się "Chłopami".
wtorek, 23 czerwca 2009

Będąc w Poznaniu spotkałam się również z moim pięknym bratem - grubą rybą branży nieruchomościowej:) Brat za ostatnią złotówkę postawił mi pyszny obiad i powrócił do gorącego tematu, czyli wyprawy z ojcem do Szwecji na ryby.

Kris: To był naprawdę udany wyjazd, ale jednak spójrzmy prawdzie w oczy, zostałem brutalnie wykorzystany.
ja:
Chodzi Ci o to, że ojciec złowił 6 szczupaków, a Ty tylko jednego?
Kris:
Zapomniałaś wspomnieć, że te 6 szczupaków złowił na MOJĄ wędkę, MOJĄ przynętę, na jeziorze, które JA wybrałem i nawet odpoczywał w MOIM domku!
ja:
Czyli?
Kris: Czyli mówiąc krótko: wykorzystał cały mój KNOW-HOW!!!!

czwartek, 11 czerwca 2009

Dziś to kobiety zostawiają kochanków ze zdawkowym: "będziemy w kontakcie", a mężczyźni w skrytości ducha marzą o ślubnym kobiercu. Świat stoi na głowie.
Wczoraj wieczorem Endrju wybrał się na browara ze swoim kumplem i ten po raz kolejny namawiał go, abyśmy wzięli ślub.

- Kochanie, przerabialiśmy już ten temat - kręcę nosem i szukam w głowie coraz to nowych argumentów. - Tyle razy deklarowałam na blogu niechęć do małżeństwa, że teraz nie mogę wziąć ślubu, bo straciłabym szacunek czytelników.
- Właśnie byś zyskała -
przekonuje Endrju - wszyscy zastanawialiby się, dlaczego zmieniłaś zdanie.
- Nie kochanie, nie mogę tak po prostu porzucić moich ideałów.
- A moje ideały się nie liczą!?
- Ale Ty nie pisałeś na blogu, że marzysz o małżeństwie.
- To założę bloga i napiszę!
- O nie! Ja byłam pierwsza!


10 minut później.
- No dobra, zgodzę się na ślub, ale tylko w Las Vegas - idę wreszcie na ugodę.
- Z podobnych kurortów - mówi po namyśle Endrju - mogę zaproponować Augustów. No i Suchowola jest całkiem ładna.

środa, 10 czerwca 2009

Tydzień temu mój brat Kris wziął szybki ślub, na którym obecni byli jedynie świadkowie. Natomiast przedwczoraj wyjechał w podróż poślubną - tyle że zamiast swojej żony wziął ojca:)

/Wiem, wiem, gorzej niż w "Tangu" Mrożka:)/

Pojechali do Szwecji na ryby.
Gdyby ktoś nie pamiętał, rok temu też byli na rybach w Szwecji i nie złowili ani jednej:)

Dzień przed wyjazdem Kris szykuje sprzęt i mówi:
- Tym razem przygotowałem się na tę wyprawę. Dużo czytałem i rozwijałem swoje umiejętności wędkraskie. Nie to co ojciec - on jest zadufany i tak wierzy we własne możliwości, że nie szuka żadnych nowinek. Dlatego ten wyjazd ostatecznie pokaże, kto z nas potrafi łowić ryby. 

Tego wieczoru w poufnej rozmowie z mamą powiedział jeszcze:
- Zamierzam zrobić takie małe zawody: będę liczył w myślach, kto ile ryb złowi. Bo ojciec się mądrzy, a tak naprawdę w ogóle nie interesuje się wędkarstwem. Ja natomiast mam opracowane całkiem nowe techniki i ...

Wczoraj Kris z tatą po raz pierwszy wypłynęli na jezioro. Wieczorem dostaję od ojca MMS-a, na którym dzierży półmetrowego szczupaka.
Gadamy przez telefon:
ja:
Kto złowił tego szczupaka?
Tata:
jak to kto? Ja!
ja:
A Kris coś złowił?
Tata:
Nic!
ja:
To musi być wściekły.
Tata:
Chyba nie. Mówi, że przecież łowimy razem i każda złapana ryba to nasz wspólny sukces.

:))) 

czwartek, 04 czerwca 2009

Endrju ostatnio ma bardzo marudny okres. Włączyło mu się narzekactwo i zawsze dopatrzy się dziury w całym.

ja: Boże jaka z Ciebie męczybuła! Wszystko widzisz w czarnych barwach!
Endrju: Jakoś muszę odreagować ten radosny żółty kolor radia, w którym pracuję.

Przed chwilą.
Leżymy w łóżku, Endrju zasypia po wielogodzinnym wirtualnym podboju starożytnej Europy, a ja klepię prezentację dla klienta.

ja: Kurczę, fajna mi ta prezentacja wyszła. Naprawdę jestem z siebie zadowolona.
Endrju (zaspany): Też mi nowość, a Ty byłaś kiedykolwiek z siebie niezadowolona?

poniedziałek, 25 maja 2009

Kilka tygodni temu Krzysiek wyjechał do Budapesztu kończyć powieść.
Od czasu do czasu esemesujemy.

ja:
Twoja kniga na finale?
Krzysiek:  Z knigą finiszuję, ale to jest strasznie już męczące. Żeby użyć obrazowej metafory: jak próba dojścia do wytrysku miękkim chujem.

Nic dodać nic ująć, prawda?:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6