..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
środa, 30 października 2013

15-miesięczny haj dobiegł końca. Czas pożegnać się ze stałym zastrzykiem oksytocyny, która wznosiła mnie nad ziemię - dawała siłę, spokój i moc.

Wracam do cyklu, w którym będą dni wulkanicznej energii i momenty totalnej rozsypki. Znów będę ślizgać się po amplitudach skrajnych emocji - wierzyć i wątpić, śmiać się i płakać.

Dziś jestem słaba.
Można mnie zdmuchnąć.
Albo zmieść jednym ruchem dłoni.

Dziś - podobno - świętujemy Dzień Kobiecości.

Ja świętuję tym bardziej, ale z niecierpliwością czekam na jutro.
Jutro wpłynę na wznoszącą się falę.

wtorek, 29 października 2013
Jest taka książka Johna Bradshawa "Zrozumieć rodzinę" o tym, że rodzina to taki złożony system, w którym każde dziecko pełni inną funkcję w zależności od kolejności narodzin oraz własnych cech charakteru.


W rodzinach alkoholowych narzucone role są wykoślawione i znacznie trudniejsze do uniesienia, ale dzieci są dzielne - wiele udźwigną. W takich rodzinach można być przezroczystym albo ofiarą, albo grać bohatera lub stać się maskotką, która wprowadza do domu radość i światło.

Jako dziecko, nastolatka, a nawet dorosła przebierałam się na zmianę to w kostium maskotki, to w kostium bohaterki.

Tak było jeszcze całkiem niedawno. 

Trudno jest przerwać ten spektakl. Wyjść z roli, złożyć kostium i powiedzieć: dość
Ale już dość - naprawdę dość.

Jestem dorosła. Mam swoje dzieci. Nie zrzucam na nich odpowiedzialności za moje życie, szczęście, spełnienie.
Uczę je, że słowo przepraszam przystoi każdemu bez względu na wiek. I nie jest oznaką słabości, lecz przeciwnie - siły. Wiem, że jeśli coś schrzanię, wezmę to na klatę.

Ostatnią rzeczą, jaką życzę moim dzieciom jest to, aby dźwigały moje poczucie winy.
poniedziałek, 28 października 2013
Antek przygotowuje się do uroczystości pasowania na przedszkolaka i prezentuje przede mną program artystyczny:
- Jesienny walczyk, jesienny walczy, raz, dwa, trzy - śpiewa swoim dziecinnym głosikiem.

Chwilę później słyszę jak w swoim pokoju bawiąc się,  mruczy zmienionym grubym głosem tę samą melodię:
- Jesienny wa-lec! Jesienny wa-lec!
niedziela, 27 października 2013

W ten weekend sporo się działo, choć niby nic takiego.

Po pierwsze po ponad półrocznej przerwie odpaliliśmy serial na weekendowe wspólne wieczory - Homeland. Trzyma w napięciu, a główny psychodeliczny bohater nawiedza mnie potem w snach.

Po drugie psychodeliczny bohater pojawił się na jawie grubo po północy w osobie naszego ex-sąsiada. Endrju wykazał się zimną krwią i zlazł do piwnicy, choć jeszcze wtedy nikt z nas nie wiedział jakiego kalibru rzezimieszek tam grasuje. Potem były telefony na policję, a ja - wkurzona - że ktoś zabiera mi tak cenne ochłapy snu pokłóciłam się z dyżurnym policjantem. Pogróżek też nie żałowałam, a co!

Po trzecie poszłam na kawę z Tymisiową i Iwo do kawiarni Sisi koło Highlandera (jak tam ładnie!). Iwo spał, a jak nie spał to też różnicy nie było żadnej. Ma dziewczyna szczęście do niemowlaków:)

Po czwarte byłam na fajnym spotkaniu z autorem książek i programu "Mamo, Tato, co Ty na to?" Pawłem Zawitkowskim w ramach BABA FEST, z którego co nieco wyniosłam dla siebie.

Po piąte poranny niedzielny spacer z dzieciakami jakoś mnie wyciszył i doładował.

A po szóste, siódme, ósme i dziewiąte - cieszę się, że jutro poniedziałek.









czwartek, 24 października 2013
Lubię wracać do dzieciństwa. I wcale nie dlatego, że było ono sielskie i anielskie. Bynajmniej. Bywało pełne lęków, tęsknot, obaw i pytań bez odpowiedzi.
A jednak z każdej podróży do dzieciństwa wracam wzmocniona i uskrzydlona. A to dlatego, że lubię wracać do tamtej siebie: niewinnej, ciekawej, spontanicznej. Kiedy wracam, wierzę, że wszystko jest możliwe, tak jak wtedy, gdy byłam mała, a świat stary jak świat uchylał przede mną drzwi.

To zdjęcie lubię szczególnie. Ono daje mi moc.
To moc małej rozbójniczki w bawełnianych gaciach,
 która wciąż we mnie igra, a ja kocham ją  na zabój.


środa, 23 października 2013
Dziś w przedszkolu były urodziny Olka.
- I jak było?
- Noo, w kółku śpiewaliśmy sto lat, a potem był mały poczęstunek.
- O i co było?
- Dostaliśmy na takich chusteczkach wafelki, ciasteczka i rurki.
- I co?  Zjadłeś dużo?
- Tak, zjadłem swoje i jeszcze Rozalki i Gabrysia Niestrzałkowskiego*.
- Jak to Gabrysia i Rozalki?
- No pomyślałem, że im podkradnę i podkradłem.
- I co? Gabryś nie krzyczał?
- Krzyczał "aaaa!", ale pani nie słyszała.
- A Rozalka?
- Rozalka akurat się odwróciła i krzyknęła tylko "Niee!"

chciałabym to zobaczyć:)
* O Gabrysiu wiemy tyle, że nie nazywa się Strzałkowski, więc jest Gabryś Niestrzałkowski:)

wtorek, 22 października 2013
Przewijam Polę. Proszę Antka, aby podał mokre chusteczki. Zwykle mamy najtańsze z Lidla, ale ostatnio kupowaliśmy gdzieś indziej.

Antek: (z podziwem) Uuu, widzę, że mamy nowe chusteczki. Takie nowoczesne są, prawda Mamo? Prawda, że są nowoczesne?
ja: (pełna powaga) Bardzo nowoczesne.
Antek:
Te są nowoczesne, a tamte staroczesne!

***
- Dziś mieliśmy w przedszkolu angielski!
- O! I jakie słowa poznałeś?
- Mówiliśmy na powitanie hal...hal..hel...
- Heloł?
- Nie! Helołin!

***
Z ostatniej chwili. Przed 22.
Endrju czyta gazetę i zjada tabliczkę czekolady. Wstaje, idzie do kuchni, wraca z paczką delicji i kruchymi ciastkami.
- Ej! Nie przesadzasz?!
- No co? Zostałem wezwany!
- Przez kogo?
- Przez Wielkiego Węglowodana.

***
Chłopcy gadają, a Pola gryzie.
Dwa zęby na horyzoncie:)
poniedziałek, 21 października 2013

Targają mną dwa żywioły: raz wydaje mi się, że nie dam rady, że nie udźwignę, mam ochotę się schować, skulić i zatkać uszy, i zamknąć oczy, a chwilę później niczym dobra fala zalewa mnie moc i wiara, że dopóki mam u boku bliskich, nic nie może się źle skończyć. 

Próbuję otrząsać się  z tego jak pies.
Traktować to jak kolejną kłodę, którą trzeba przeskoczyć.  
Próbuję wracać do własnego życia, ale za chwilę znów myśli mi uciekają.
Nie jestem rodzicem swoich rodziców, lecz jak przystało na DDA, w tej roli czuję się jak we własnej skórze.

Ech, gdyby tak zdjąć tę skórę i znów być nagim dzieckiem - marzę o tym przez chwilę, a potem biorę się w garść.
Ten płacze, kto zapłacze ostatni.
A pewnego dnia może wszyscy wzniesiemy toast za takie koleje losu. 
Tego nam sobie dziś życzę.

Dzięki Wam za słowa wsparcia. Niby drobiazg, a od razu cieplej.

niedziela, 20 października 2013

W piątek popołudniu, kiedy Polcia szlochała w gorączce - myślałam, że gorzej być nie może.

A mogło.
Wieczorem pokłóciłam się z Endriuszą. Poszło o empatię.

W nocy - maskara. Pola niespokojna - znowu gorączka, wymioty, biegunka.
Leżałyśmy otulone poświatą ogromnego księżyca, a ja myślałam sobie, że choć tak bardzo ich wszystkich kocham, to potrzebuję jakieś szczeliny. Pęknięcia, przez które od czasu do czasu mogę uciec do alternatywnej rzeczywistości, w której nie ma nikogo, jestem tylko ja. Ja i moje potrzeby.
To chyba jedyny warunek, aby nie zwariować. Aby zmieścić się w tej roli matki i "żony".

Tamtej nocy myślałam, że już gorzej być nie może. 
A mogło.
I wreszcie pękło. Coś innego. Nieoczekiwanie.
W zupełnie innym miejscu.
Kiedyś o tym opowiem. Może nie tu, może gdzie indziej.

Dwa dni temu -  w piątek - zmieniłam tapetę w komputerze.
Okazuje się, że znowu intuicja mnie nie zawiodła - będę potrzebować teraz dużo siły.

czwartek, 17 października 2013
W chacie szpital - Endrju trzęsie się jak w febrze, Pola od wczoraj ma gorączkę, u Antka kończy się jedna infekcja i zaraz zacznie się pewnie kolejna.
Ja się trzymam. Jeszcze. Na razie trenuję umysł i staram się dystansować:
powtarzam sobie, że dziecięce infekcje to nieodłączny element życia i nie ma się co dołować. Przejdą jak ciemne chmury, potem wrócą i tak  w kółko.

Na szczęście zza tych chmur prześwitują promyki dobrego humoru.
Dzieci się śmieją, więc nie jest źle.



środa, 16 października 2013

Dziś poznałam Iwo.
Jaki on mały i kruchy!
Przy nim Pola wygląda niczym niemowlę-gigant.

Od kiedy moja córcia jest na świecie, mocniej dotyka mnie świadomość przemijania. Ludzkie życia wybuchają - zapalają się i gasną - jak nic nieznaczące iskry.
Gdy moja skóra dotyka jej skóry, dostrzegam czas, który nas dzieli - czuję jakbyśmy witały się w progu: ona wchodzi, a ja wychodzę.

Ale przy odrobinie szczęścia jeszcze trochę w tym progu postoimy.
Ja postawię ją na nogi, a kiedyś może ona weźmie mnie na ręce.




***
Dziś w rozmowie o sprawach ważnych Ania zapytała:
- Ale dlaczego?

Dlatego, że chcę dobrze żyć.

wtorek, 15 października 2013

żeby tak bać się tylko tego, co naprawdę grozi

żeby iść tylko tędy, gdzie dobry szlak wiedzie

żeby chcieć tylko tego, co dla nas najlepsze

- po to żyć?
Byłoby zbyt prosto.  

Bo jednak dobrze odetchnąć z ulgą, gdy strach ma tylko wielkie oczy, fajnie połasić się na gorsze, aby potem docenić lepsze i cudnie jest wracać z cudnych manowców.

Aby potem znów się czegoś bać, na coś się skusić i Bóg wie gdzie kluczyć.
I tak w kółko:)



poniedziałek, 14 października 2013
Mój powrót wydał mi się tak naturalny, jakbym raptem wczoraj zamknęła za sobą drzwi. Wypiłam kawę w kuchni, odzyskałam swoje krzesło zakoszone przez kumpla, bo wygodne, uporządkowałam pulpit i wzięłam się do roboty.

A potem pobiegłam po Polcię, pojechałam do Mamy, spotkałam się z Endriuszą i Antkiem.
I dzień był zupełnie zwykły.
Poza jednym - czuję niezwykłą moc.



***
Na niedzielnym seansie kinowym miałam okazję obejrzeć kilka reklam. M.in volvo, w której koleś pakuje do auta deskę surfingową i jest hasło: "dla tych, którzy wiedzą, co zrobić z czasem wolnym".

Wieczorem pytam Endriuszę ni z gruszki, ni z pietruszki:
- Wiesz co zrobić z czasem wolnym?
- Nie, a co?
- I dlatego nie masz volvo!
- pokazuję mu język, a Endriu w odpowiedzi chichocze:
- Jak byłem młody to doskonale wiedziałem, co zrobić z czasem wolnym.  I dlatego teraz nie mam volvo.

:)
niedziela, 13 października 2013

Dziś Alutka wyciągnęła mnie do kina na "Chce się żyć" - niezłe, ale gdyby ta historia wpadła w hollywoodzkie ręce, to zrobiliby z tego majstersztyk. Oni uwielbiają takie fabuły, a ja uwielbiam, kiedy film tak mnie zasysa, że zapominam o bożym świecie.  Tym razem nie zapomniałam, ale iść warto.

Wczoraj z kolei była rodzinna imprezka, z której wyrwałam się na chwilę na wernisaż do tajnej galerii 40+. 

Więc trochę się działo, ale tak naprawdę dziać się zacznie od jutra. 
Tornister już spakowałam.
Koszul nie prasuję, bo nie używam żelazka.

Dobrej nocy!

***
Kiedy się wkurzam, krzyczę często
- Do jasnej Anielki!
Kiedy Antek się wkurzy, też krzyczy:
- Do ciasnej Amelki!
 

sobota, 12 października 2013

Jestem zwierzęciem miejskim - uwielbiam rytm miasta, tętniące w nim życie, pośpiech, żywioł i chaos.
Ale najbardziej lubię momenty styku - kiedy natura wdziera się do miasta - gdy na bruku lśni deszcz, a kawiarniane ogródki oblewa słońce.

A jednak tylko w kontakcie z naturą doświadczam tego ulotnego wrażenia, że jestem częścią jakiegoś absolutnego porządku: tak jakby mi ktoś otworzył klatkę żeber i uwolnił serce. Bije radośnie. To trzepot oswobodzonych skrzydeł - wreszcie mogę głęboko oddychać.

Nic nie koi mnie tak jak ziemia i woda - prastare przyjaciółki, matki, karmicielki przypominają mi, kim jestem i skąd pochodzę. Przynoszą mi siłę wszystkich kobiet, które chodziły po tej samej ziemi, czerpały tę samą wodę.

Idę. Pcham wózek. W drugiej ręce mam aparat. Robię kilka szybkich zdjęć.
Nie muszę nic ulepszać. Jest najpiękniej jak tylko może być.















I mój ulubiony Smoczek, który wędruje w okolicach Jeziora Długiego:)

czwartek, 10 października 2013
Jestem psychosomatyczna.
Wystarczy jeden mocny bodziec psychiczny i już jest natychmiastowa reakcja ciała.
Jeden stresujący poranek i dzień później wysiadł mi organizm.
Telepanie i ból gardła.

Zjadłam pół słoika miodu i idę spać.
Chciałabym obudzić się zdrowa.

środa, 09 października 2013
Dziś był ciężki, ale dobry dzień.
Kołacze mi w głowie takie zdanie, że inicjatywy nie warto tłumić lękiem.
I myślę, że tak jest:)
wtorek, 08 października 2013
Dziś rano na świecie pojawił się Iwo!
Chyba nigdy jeszcze nie słyszałam tak zmęczonego głosu Tymisiowej.
Ale to było chwilę po porodzie.
Kilka godzin później już odzyskała wigor, pojutrze pójdzie pewnie do Chilli:)

Endrju na pępkowym, a ja idę spać.
Do snu ukołysze mnie głos Czubówny w radiowej audycji "Pod dachami Paryża".

Dobrej nocy!
poniedziałek, 07 października 2013

Każdy, kto czyta tego bloga trochę dłużej, wie, że lubię facetów.
Lubię z nimi żartować, flirtować i dyskutować, ale konie kraść wolę z babkami. 
 
I co ciekawe rzadko kiedy lubię facetów moich koleżanek czy przyjaciółek. Zwykle wydają mi się oni za słabi - zbyt prości, zbyt nudni, zbyt marudni, niezbyt wyjątkowi jak dla tak wyjątkowych kobiet, które mnie otaczają.

Piszę o tym dlatego, że bliska mi kobieta poznała niewłaściwego faceta, który z księcia przemienił się w gnojka. Powabną maskę zdjął ciut za późno; za późno o kilka miesięcy jej ciąży.

Cóż mogę powiedzieć? Mnie się od razu nie podobał, a wiecie dlaczego?

Bo liczą się fakty, a nie wrażenia.

Zanim więc ogłosisz światu, że to facet idealny, zaobserwuj jak:

1. Jakie ma relacje z rodziną (rodzice, rodzeństwo, ewentualnie dzieci).
2. Jak mówi o byłych (jeśli źle, od razu odstrzel, jeśli zbyt dobrze i jeszcze Cię do nich porównuje - też odstrzel:)
3. Jakie ma stosunek do przedmiotów.
(Wystarczy upuścić na posadzkę jego smarfona lub  lekko zarysować  jego auto. Jeśli zrobi z tego dramat lub się obrazi na cały dzień albo nie daj Bóg każe Ci płacić za lakiernika - pożegnaj się z nim na zawsze)
4. Czy jego pasje są autentyczne czy stanowią tylko element wizerunku?
5. Czy ma przyjaciół, choćby jednego dwóch oddanych kumpli.
(jak nie ma ani jednego przyjaciela - do odstrzału, jak ma kilkunastu - też do odstrzału)
6. Co go relaksuje (jeśli głównie telewizja - ja bym odstrzeliła, Ty się zastanów:)
7. Jakie ma poczucie humoru? (Jeśli tylko bawi go naśmiewanie się z innych to nie ma)
8. Czy ma dystans do siebie (Sprawdź, czy można z niego pochichotać. Jeśli nie - czeka Cię życie bardzo na serio)
9. Czy jest punktualny (to mój bzik, ale rozumiem, że nie dla każdego jest to istotne)
10. Ile czasu mija od obietnicy do jej realizacji. (Moim ideałem są mężczyźni, którzy zamiast obiecywać, od razu działają)

To moja złota dziesiątka. Bez niej ani rusz.
Potem dochodzą jeszcze kwestie porozumienia dusz, umysłów i ciał.
Ale fundament musi być.
I choć to moje osobiste kryteria, wierzę w ich uniwersalność.


niedziela, 06 października 2013
Taka jestem dobra konkubina, że zwolniłam Endriuszę z ojcowskiego posterunku, aby odreagował trzy ostatnie tygodnie.
Pojechał więc do Wawy, a ja pierwszy raz zostałam sama z dwójką dzieci.  
Ciekawe, kiedy ja zdezerteruję z posterunku, aby odreagować:)

Tymczasem pragnę donieść, że po wielu miesiącach odzyskaliśmy  "salon" i łóżko w nim, bo do tej pory Antek spał u siebie, Pola spała u nas, a my spędzaliśmy wieczory w kuchni. Od kiedy zaś Pola śpi razem z Antkiem mamy pokój oraz łóżko dla siebie i nie wahamy się go używać:)
 
Endrju kładzie się do łóżka.
ja: Daj mi kołderkę, bo mi strasznie zimno! A Tobie nie?
Endrju: (z wyrzutem) Ja nie marznę, bo wystarczy, że pomyślę o Tobie i już jestem rozgrzany. 
ja: (z jeszcze większym wyrzutem) To po co Ci ten nowy softshell za kupę pieniędzy!?
sobota, 05 października 2013
Skąpałam się dziś przypadkiem w łakomych spojrzeniach.
Ciekawe, jak to będzie, gdy ich już nie będzie.
Czy odczuję ich brak?
czwartek, 03 października 2013

Czuję się trochę jak przed nowym rokiem szkolnym.
14 października będzie moim pierwszym września.
Wciągnę na maszt flagę i pożegluję na drugą stronę jeziora, do biurka w alcatraz.

Ale ekscytację mąci stres.
Zamiast kupować zeszyty, kredki i plastelinę, porządkuję siebie i najbliższe otoczenie.
Lekarze, urzędy, zaniedbane tematy, niezłożone podpisy.
Przeżywam też rozłąkę z Polą. Dziś ponoć płakała u niani, a mi - jak to usłyszałam - pękało serce. Skleiła je wprawdzie szybko swoim bezzębnym uśmiechem, ale gdzieś pod skórą wyje we mnie instynktowna matka lwica. Chciałabym ochronić swoje dzieci nie tylko przed złem tego świata, ale oszczędzić im smutków, stresów, rozczarowań. Atawizm, z którym trudno dyskutować.

Gdybym miała  wymieniać jakieś cienie macierzyństwa, to chyba najgorszym jest to gigantyczne poczucie odpowiedzialności nie tylko za życie i zdrowie dzieci, ale także za każdą łzę, której nie udało się zapobiec.

Dziś czuję się silna i drżąca zarazem.
Ciekawe, czy lwice szlochają.

Żeby nie kusić losu, nie pojechaliśmy przez Morąg i wybraliśmy drogę przez Ostródę:)

Zaraz po powrocie zebrałam się na odwagę i stawiłam czoła rzeczywistości. Weszłam na wagę. I okazało się, że to nie mój tyłek jest taki wielki, tylko te lustra w kołobrzeskich windach tak pogrubiają:))

Jednak najważniejszą myślą powrotu jest radość witania się z domem. Fajnie się wraca do oswojonej intymnej przestrzeni własnego kąta.
- Ale to nasze mieszkanie miłe i przytulne! - wykrzyknęłam, a potem przeszedł mnie dreszcz. Na termometrze 15 stopni. Lecz nawet wyziębiona mansarda jest tak urocza, że fajnie powrócić w jej ciasne objęcia. 

Najbardziej stęskniony był nasz Antek, który w kołobrzeskim "nowym domu" ciągle wspominał "stary dom". Wczoraj biegał przejęty po mieszkaniu, pomagał rozpakowywać bagaże, ochoczo transportował łóżeczko Poli z naszego pokoju do swojego. W ten sposób my odzyskaliśmy  wreszcie przestrzeń, a dzieciaki są już razem.

Pola w nowym miejscu zasnęła bajecznie, a Antek fikał do późna.
Kiedy po raz 150 wyszedł z łóżka, krzyknęłam:
- Antek! Raz, dwa, trzy do łóżka!
On w płacz.
- Dlaczego płaczesz?
- Bo ty na mnie krzyczysz z powodem!
- Wolałbyś, żebym krzyczała bez powodu?!

Antek pociągając nosem:
- Tak.

Finał był taki, że Antek zasnął z nami. A jakiś czas później dołączyła Pola.
I tak pierwszą noc w domu spędziliśmy w czwórkę w dwuosobowym łóżku.
Dzień dobry z Olsztyna!

***
A to ostatnie wspomnienie bałtyckiego słońca - chłopcy trenują