..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
wtorek, 30 października 2012
- Kochasz mnie? - pytam.
- Kocham Cię nad życie  - i po chwili zastanowienia dodaje z tęskną nostalgią - kocham Cię nad życie spokojne, powolne i od stresów wolne.
poniedziałek, 29 października 2012
Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że żyję.
Dzisiejszy kierowca-bombowca, który wiózł nas do Warszawy, przyprawił mnie o drżenie, o łomotanie wręcz!, serca. W samej Warszawie było pysznie - szybkie biznesowe spotkanie, a potem razem z B. dałyśmy nura w Arkadii i wypłynęłyśmy ze zdobyczami - ja sukienki z Promod, a B. buty z Zary. Zakupy a conto wypłaty na listopad, bo obie lecimy na oparach:)

W drodze powrotnej próbowałam przekonać kierowcę, że nie mogę umierać, bo muszę choć raz w życiu włożyć jedną z nowych sukienek, a i B. wolałaby chodzić
w nowych butach niż leżeć w nich w trumnie.

Kiedy wysiadłam w Olsztynie, byłam bliska tego, aby uklęknąć i pocałować ziemię. Nigdy więcej.

A teraz siedzę pod kołderką i próbuję uczyć się słówek z portugalskiego, bo po roku nauki wreszcie obudziła się w grupie ambicja, istny wyścig zbrojeń. Jutro klasówka. Jak za dawnych czasów:)


A to mój ulubiony kawałek z płyty Marii P.
http://www.youtube.com/watch?v=VfnRPOj33oM

Endrju słucha i wreszcie mówi:
- Przy tej piosence Nergal to pikuś. To jest dopiero bluźnierstwo!
A mnie się podoba.
Pewnie dlatego, że mój Bóg nie nosi niebieskich szat, nie mieszka w kościele, nie stawia przede mną żadnych drogowskazów, chociaż znaki... owszem:)



niedziela, 28 października 2012
W piątek zaświeciło słońce, a ja dostałam takiego powera, że przeleciałam na nim do końca weekendu. Oj jak mi dobrze jest!

W telegraficznym skrócie nic wielkiego.
Dobry sobotni wieczór z Janiś na urodzinach Pozytywki, sporo fajnego gadania, czas z Antkiem i Endriuszą, odrobina więcej snu, kulinarne eksperymenta, czyli moja pierwsza od dawien dawna pizza, zakupy (nowe czerwone  kiczowate futerko przekracza granice dobrego smaku:))
Co jeszcze?
Niedzielne południe na wsi i popołudnie u Alutki i Andrzeja, który serwuje nam pizzę na taaakim cieście, że aż kapcie spadają. Jestem w trakcie śledztwa kulinarnego, jak zdobędę przepis, nie zawaham się go użyć:))

Ach i wreszcie miałam czas, aby w aucie, w samotności, na pełnej głośności przesłuchać płytę Marii Peszek. Daję jej trzy tak, a piosenka "Pan nie jest moim pasterzem" błąka mi się na końcu języka. Tak, tak, tak.

***
Po czym poznać płeć mózgu trzylatka?
Robimy zakupy spożywcze w Lidlu, sadzam Antka na taśmę i pytam go o różne produkty:
- A co to?
- To masełko!
- Świetnie, a to?
- To żółte kuleczki!
- Czyli, kuku...
- Kukurydza!
- A tamto?
- To moje soczki!
- A to?
- To olej! Napędowy!


Mam nadzieję, że w nadchodzącym tygodniu oleju napędowego mi nie zbraknie. Wam też tego życzę i dobrej nocy:)*

czwartek, 25 października 2012
wyczerpana jestem
jakby ktoś  wyssał
ze mnie całą witalność
trochę senna, osnuta mgiełką apatii, przygaszona półmrokiem jesiennym

Kolekcjonuję migawki codzienności:
Antek uwielbia chodzić po liniach i krawężnikach - przypominam sobie łowickie krawężniki, po których uwielbiałam stąpać, gdy odwiedzaliśmy Ciocię Hankę.

Mijam licealistów idących do szkoły. W drodze od przystanku idą i  pykają sobie...fajki. Co pokolenie to inna moda. Kilka lat temu - po otwarciu pierwszego Starbucksa w Warszawie - młodzież przechadzała się z kawą na wynos. My byliśmy mniej wyrafinowani- paliliśmy papierosy za garażami i piliśmy alkohol na długiej przerwie. Ja nie piłam, czytałam Manna i Dostojewskiego:)

Uśmiecham się do świata - blado wprawdzie i mizernie - ale zawsze.
Mam nadzieję, że w weekend nabiorę więcej sił.


wtorek, 23 października 2012
Idąc rano do pracy, przechodzę przez jezioro. Stojący na moście wędkarze odwracają się na dźwięk moich obcasów, które dudnią na moście i odbijają się szerokim echem.
- Panowie tak patrzą.. Pewnie płoszę ryby? - pytam zaczepnie.
- Ale skąd! Patrzymy, bo piękna kobieta idzie. My od rana prosimy Boga, żeby nam zesłał coś takiego.
- Mała syrenka byłaby idealnym rozwiązaniem - chichoczę w duchu, a ich obdarzam łaskawym uśmiechem i idę sobie dalej.

Po raz drugi chichoczę  - już w głos - kiedy staję pod osiedlowym sklepem.
Oto najtańsza zmiana brandingu w historii:))





niedziela, 21 października 2012
Wczesny poranek. Na dworze gęsta mgła. Wychodzimy z domu, a Antek wykrzykuje z zadziwieniem:
- Ale dużo pary!
***

dziś chciałabym o miejscach na ziemi.
Moja mama zachwyca się włoskimi miasteczkami, znam takich, którzy marzą o włościach na południu Europy, jeszcze inni odnajdują swój dom w tundrze na końcu świata, a ja - wiem, że to zabrzmi nieskromnie - czuję, że mieszkam w najlepszym miejscu na ziemi. Na szczęście nie cały czas. To poczucie dopada mnie znienacka i słodko chwyta za serce. Na przykład, gdy idę o poranku do pracy wzdłuż jeziora i zastanawiam się, ile ludzi na świecie może wędrować do pracy brzegiem jeziora, albo kiedy łapię ostatnie promienie słońca, brodząc stopami po miękko szeleszczących liściach, albo - gdy tak jak dziś - mam chwilę, moment, ułamek, aby usiąść na pomoście i cieszyć tym, co w zasięgu wzroku.
Każdy z nas szuka własnego najlepszego miejsca na ziemi.
Ale szczęśliwi ci, którzy nie ulegają złudzeniu,
że gdzie indziej trawa bywa bardziej zielona.




sobota, 20 października 2012
- Panie doktorze, a dlaczego tak się tyje w ciąży ?
Doktor uśmiecha się szelmowsko i pyta retorycznie:
- Żre się?

potem mnie pociesza:
- 4 kilo, co to jest! Pół kilo na każdą pierś, ponad kilogram macica, estrogeny zatrzymują wodę, też będzie kilogram.

Jaaasne. Moje piersi  - jeśli przytyły  - to nie więcej niż 150 gram na każdą, natomiast uda już prawie się dotykają! Powoli wchodzę w etap Pyzy na polskich drogach, na co jestem przygotowana po pierwszej ciąży, aczkolwiek nie tryskam
z tego powodu przesadną radością.

Etap pierwszego zaokrąglenia można już zaobserwować na zdjęciu czwartym.
Księżyc przed pełnią. Pełnia wkrótce:)


piątek, 19 października 2012
jednym i drugim odcinkiem "Kości"


czwartek, 18 października 2012
piękny był ten dzień
Takie dni traktuję jak prezenty od jesieni, wyraz jej łaskawości:)

Popołudniu wizyta u dziewczyny z lunulą. Mieszka w magicznym starym domu dwie ulice ode mnie. Zakochać się można od pierwszego wejrzenia.
Dziś pożytku już ze mnie nie będzie, oczy mi się kleją niemożliwie.
Dobrej nocy Fistaszki!





środa, 17 października 2012
Po dwóch miesiącach odpoczynku od pisania, znów dopadł mnie głód. To nie jest żadna przyjemność tworzenia, to taki dziwny przymus, że trzeba i już. Bo inaczej wżera się jakaś nerwowość i pustka. Pisanie wyznacza mój horyzont myślowy i twórczą perspektywę - byle dalej, byle do kolejnego zakrętu.

Tak jak bez papierosa nie mam co robić z dłońmi, tak bez pisania nie mam co robić z głową.

Ale dziś nie o pisaniu miało być, ale o czytaniu.
Zanurzyłam się w powieści. Wygrzebałam ją gdzieś na regale na wsi i czytam. Nie jest to powieść polska, ani szczególnie nowa. Nie jest krytyką współczesnej kultury, ani odkryciem literackim, na pewno nie otwiera nowej epoki i nie była tematem zbyt wielu recenzji. Ale ma jeden niezwykły atut. To historia z fabułą.
A dla mnie fabuła, taka zwyczajna: z bohaterem, rozwojem akcji, wątkami pobocznymi, kulminacją i rozwiązaniem to jak powrót do literackiego łona. To czysta przyjemność czytania, to ciekawość kolejnej strony, to łapczywe pożeranie zdań i rekreacja dla wyobraźni.

Potrzebowałam fabuły.
Zanurzam się w niej z niewinnością dziecka.
Jeszcze kwadrans, a potem pójdę spać.
poniedziałek, 15 października 2012
Wolę zdjęcia, które kradną mi duszę.
Te do nich nie należą.
Ale i taką sesję - pod okiem doskonałej stylistki i fotografki - warto sobie zrobić choćby raz w życiu.
Najlepiej w momencie, kiedy we własnej skórze czujemy się najbardziej komfortowo, gdy już dojrzejemy do swojego ciała.
W naszej własnej pełni.



stylizacja i fotografia: Katarzyna Żelechowska

acha!
słuchając wczoraj moich babeczek z KGM-u, wymyśliłam zabawę. Odwróćmy uwagę od naszych mankamentów i zastanówmy się nad atutami.
Wymieńcie trzy fragmenty Waszego ciała, które lubicie najbardziej, które najbardziej Wam się podobają, i których nie zamieniłybyście za żadne skarby.
Ja zaczynam:
- Włosy, oczy, piersi.
A Ty?

niedziela, 14 października 2012
Dobra niedziela.
Czuję się odrobinę lepiej, ale zawdzięczam to chyba tylko hartowi ducha i determinacji. Prowadzę psychologiczną wojnę z chorobą - mam nadzieję, że wygram:)

Przedpołudnie spędzam w łóżku, popołudnie na wsi, a wieczór z pannami z KGM-u w nowej siedzibie Tymisiowej. Oglądamy nasze zdjęcia z sesji. Zwykle przebiega to tak, że wszystkie pieją z zachwytu, zaś bohaterka zdjęcia ma jakieś "Ale".
- Ale spójrzcie na moje zęby!
- Jakie zęby?! -
odpowiadają wszystkie chórem głęboko oburzone.
- Ale mam tu cycki obwisłe!
- Jakie obwisłe?!! Piękne!!!
- podnosi się grupowy protest.
- Nie lubię mojej twarzy...
- Ale Ty głupia jesteś!
- przekrzykujemy.

Potem wracamy do stołu, do herbat, do wina i gadamy. Nieoczekiwanie od cycków, zębów i innych walorów tudzież kompleksów przechodzimy do spraw poważniejszych i ostatecznych. Jest chwila na przejmujące szczere opowieści, są momenty wzruszenia.
To dobry potrzebny nam wieczór.

Dziś zdjęcia z dziś, a jutro z sesji:)



Ania



IwoŻ, Monia, Marta czyli Tymisiowa (Iki i Iwy W nie złapał kadr:()


A to cudne wrzosy z ogrodu moich rodziców:



***
gadamy:
- Antek, załóż te skarpety! Ile razy mam powtarzać?!
- Mamo, ale ty jesteś awanturna!


straciłam głos niemal zupełnie. Od trzech miesięcy walczę na przemian z zatokami, kaszlem, a teraz doszło mi jakieś świństwo w gardle. Nie mam cierpliwości ani chorować, ani się leczyć. Najchętniej wykupiłabym pół apteki, zmieszała ze sobą wszystkie możliwe lekarstwa i połknęła wszystko na raz jak  to robiła profilaktycznie Pippi Langstrumpf. Ale kobietom w ciąży nie wolno, więc w ramach ograniczonej wolności, wykorzystuję domowe sposoby. Dziś posunęłam się do szamaństwa i owinęłam sobie szyję słoniną. Ciut lepiej.

Za dnia wyżywam się kulinarnie, a wieczorem kładę Antka spać, zaś Endriuszę wyprawiam na imprezę z plackiem urodzinowym dla Kamilli. 

Aby sama... polecieć na Jamał i do Rzymu.

Spędzam dwie godziny, gadając na skypie z Ewą, która siedzi we Włoszech, a potem jeszcze przed północą wracam na tundrę. Już dawno żadna książka tak mnie nie zafascynowała. Chłonę tę opowieść łapczywie - głową i sercem. Kiedy zamykam oczy, śni mi się Syberia.

Na samym początku opowieści znajduję ładny cytat Mariusz Wilka:
"Wyobcować  się - to znaczy znaleźć się w sobie"

To jest chyba największy prezent, jaki przyniosła mi druga ciąża.
Trochę nieobecna dla świata z przyjemnością odnajduję się w sobie. 


a ta fotografia zatytułowana jest przez autorkę
"Śniadanie na trawie":)))

Magdalena Skopek: Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi.
czwartek, 11 października 2012
Magiczny dzień zwykle zaczyna się od magicznego poranka.
Albo nie - już od nocy.
W środku nocy przebudza mnie krzyk z drugiego pokoju:
- Kto mi psykryje nóżki?!
To krzyczy mały hrabia. Przebudzony drepcze do naszego łóżka, a o świcie wyrywa mnie ze snu jego wrzask. Coś mu się śni, bo przez sen się złości:
- Nie lubię tego misia!

Potem niby zwykły dzień, ale pełen niespodzianek. Znajomy z branży, zwany potajemnie Czarnoksiężnikiem, przynosi mi w prezencie magiczną pomarańczowa sukienkę do samej ziemi, a popołudniu odwiedza nas w domu dziewczyna i zdziwiona pyta:
- A pani też nosi na szyi lunulę?
Bo ona też nosi.
No proszę. I do tego mieszka ulicę dalej.

I na koniec - magiczny film.
Nie widziałam go, ale mam na niego wielką ochotę. Kto też ma?


wtorek, 09 października 2012
Oksytocyna. Taki hormon. Kobiety w ciąży dostają kroplówkę z oksytocyny przez okrągłą dobę, wszyscy inni otrzymują zastrzyk szczęścia w momencie orgazmu - i kobiety, i mężczyźni. Tyle że u mężczyzn oksytocynę zabija testosteron. My- babeczki - możemy fruwać dłużej.

Ja korzystam z nielimitowanej dawki szczęścia - orgazm to cichy, nienachalny, widoczny tylko dla uważnych obserwatorów, ale najważniejsze, że nie udawany:)

Jaram się książką "Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi" Magdaleny Skopek, którą kupiłam zaraz  po przeczytaniu wywiadu w Wysokich Obcasach, zachwycam się nową płytą Marii Peszek (najchętniej bym ją wrzuciła do odtwarzacza w aucie i ruszyła w godzinną trasę), cieszy mnie nowy serial zakupiony na zimowe wieczory ("Bones"), fascynują mnie kolory jesieni i zjawiska pogodowe (2 minuty słońca, potem gradobicie, a na koniec tęcza), z lubością zajadam się kaparami (to moja nowa zachcianka), nie mogę się nasycić Antkiem i jak nigdy - mam nawet ochotę odrobić pracę domową z portugalskiego (niestety pani już prac domowych nie zadaje, bo straciła nadzieję:).

I co tu dużo gadać.
Dobrze mi jest i już.
Jak mówi Antek: Basta-pasta, koniec kropka, bez dyskusji.



niedziela, 07 października 2012
Dziś o moich językowych zdolnościach:

Napisałam Endriuszy listę zakupów esemesem.
Dzień później zachwycam się pomidorową swojego autorstwa.
Jest super, zupełnie taka jak u mamy.
Endrju zagląda do gara z bulionem.

- Tylko następnym razem napisz, że mam kupić szponder a nie "roszpond", bo wyszedłem w sklepie na kretyna.


:)))))

 
A dziś po wielu tygodniach przerwy pływałam!
Nie w jeziorze - w basenie
i czułam się tak jakbym po wiekach wygnania na ląd, wreszcie zanurzyła się w swoim naturalnym środowisku.
Nie wiem, jak wy, ale ja bez dwóch zdań jestem ssakiem wodnym.

sobota, 06 października 2012
Sobotnie południe.
Wstałam z samego rana, pojechałam do miasta, na rynku kupiłam górę warzyw i owoców. Wróciłam do domu, posprzątałam lodówkę i kuchnię, a teraz mam chwilę, aby usiąść.

Za oknem plucha - złociste liście skąpane w deszczu lśnią i drżą, ciesząc moje oko. W mansardzie ciepło, przytulnie. Słucham Trójki i czytam sobotnią prasę, Antek chory drzemie cichutko, za chwilę zrobię sobie grzanki z łososiem i kaparami (doskonałe połączenie) i znów wrócę na kanapę, otulę się kocem.

A potem pojadę na inaugurację pewnego czarodziejskiego miejsca. Play School - pracownia na piętrze, otwiera swoje podwoje. (www.playschool.org.pl)

Mam ewidentne symptomy drugiego trymestru ciąży: wysokie libido i dużo energii. Znów chce mi się pisać, tworzyć, szukać nowych podniet dla umysłu. Czuję przypływ dobrej energii i chciałabym ją wykorzystać, zanim nadejdzie czas odpływu.

Przytulnej soboty Wam życzę:)









Pożądanie czytam, Saramago czeka w kolejce, Mc Dusią delektuję się jak ciastkiem oglądanym przez szybę. Zjem je dopiero wtedy, kiedy już nie dam rady, a póki co chcę cieszyć nim oko i zaostrzać apetyt.

A to fragment zabawnego Adamczyka:

"- Nie bój się, nie będziemy uprawiać seksu.
- pocałowałem ją w usta.
(...)
- A czy to nie jest seks?
- No coś ty, to tylko całus.
- Wsunąłem dłoń pod jej bluzkę. Była bez stanika. Poczułem dotyk małych piersi.
- A to, czy to nie jest już seks?
- Nie, to tylko dotyk.
- uspokoiłem ją, głaszcząc stroszące się sutki.
- Ojej, a to?
- To tylko mały masaż -
pchnąłem lekko ją w stronę kanapy. Chciała usiąść, lecz położyłem się na niej, rozpiąłem guzik jej sukienki.
- No, a to?
- To twój guzik. Jeden rozpięty guzik nie jest seksem.
- A to? Czy to już seks?

- Dwa też nie są.
- A to?
- To tylko cztery rozpięte guziki.
- A to? To już chyba...
- Nie, to jest nagość. Nagość też nie jest seksem.
- O Jezu, a to?
- To tylko lizanie.
-  Ale to? To przecież już chyba jest seks..?
- Nie, to tylko pieszczoty.
- Ale mi jest tam mokro.
- To wzruszenie.
- Boże, co ty robisz?! Czy to nie jest...?
- Tak, to już jest. Sam nie wiem. Może powinniśmy przestać.
Nie przestawaj. To przecież tylko takie drżenie
."
:))
Piotr Adamczyk, Pożądanie mieszka w szafie, s. 42-43.


środa, 03 października 2012
Tadam! Ja już ją mam!

i cieszę się jak wariatka:)

wtorek, 02 października 2012
Kiedy zasypiam księżyc żegna mnie w oknie wschodnim, gdy się budzę - wita mnie w południowym. Przez całą noc przemierza tylko skrawek nieba, a ja w tym czasie wędruję w najodleglejsze galaktyki podświadomości.

Śnią mi się przyjaciółki z dzieciństwa - Ola Sz. ma kolejne dziecko, Magdzie R. przynoszę wino, umiera Benedykt XVI, a świat trzyma to w tajemnicy przed Polakami (drugiej śmierci papieża mogliby nie znieść:), mam sny zmysłowe i erotyczne. 

Oksytocyna krąży w moich żyłach. Libido rośnie jak temperatura tuż przed wybuchem wiosny. Chce mi się żyć, nie chce się spać.

Ale pójdę.
Z czystego rozsądku.
Jutro pobudka o szóstej rano.
Dobrej nocy!

***
Zdejmuje Antkowi przez głowę górę od piżamki.
- Chyba zaraz urwę Ci głowę i pójdziesz do przedszkola bez głowy.
- Nie mogę!
- A po co Ci głowa?
- Do mówienia.
- Tak, a do czego jeszcze potrzebna jest głowa?
- Do nosa.
- Tak. Do wąchania.
- I do czego jeszcze?
- Do słyszenia.
- Super. Po to masz uszy. A do patrzenia?
- Nie.
- Jak to nie? A co jest potrzebne do patrzenia? -
dociekam.
- Świat!
- No dobrze, ale czym patrzysz na świat? Oczkami, prawda?
- Nie! Serduszkiem!


(mam podejrzenie, że Młody nocami czyta ukradkiem Małego Księcia)
Na dobry początek dnia:
Bajka o mrówkach
- opowiadam ja i Antek:)


http://pr0myczek.blox.pl/resource/bajka_o_mrowkach.mp3


poniedziałek, 01 października 2012

Oglądam program Lisa z Katarzyną Figurą. Tak sobie myślę, że jej coming out przynosi dużo dobrego. Bo to wciąż temat tabu. Szczególnie przemoc psychiczna, ta w jedwabnych rękawiczkach, uchwytna tylko w niuansach.

Ten, kto tego nie przeżył, nie zrozumie, jakim tokiem podążają myśli ofiary. Ten, kto tego nie przeżył, nie zrozumie, jak wyrafinowanymi manipulantami są przemocowcy i jak ciężko się wyrwać z takiej matni.

Ofiara tłumaczy oprawcę i bierze winę na siebie.

Zrobił awanturę z błahego powodu?
Bo jest sfrustrowany, słaby i wiotki. Nie można go karać. Trzeba mu pomóc.
Trzeba go uratować. Ocalić.  

Zaborczy, zazdrosny? Kocha, tak bardzo kocha, że nie chce się mną podzielić.
Przecież powinnam się cieszyć.

Wpadł w gniew? Krzyczał? Wyzywał? Szarpał? Uderzył?

To tylko świadczy o tym, że nie jestem mu obojętna, że targają nim wielkie emocje. Najwyraźniej bardzo musiałam go zranić, skoro przestał nad sobą panować. Powinnam  być dla niego bardziej łagoda, wyrozumiała.

I tak dalej, i tak dalej.

Niektórzy twierdzą, że Figura wydobyła tę historię z powodów czysto marketingowych. A ja znów jak mantrę powtórzę: ten, kto nie doświadczył, nie pojmie. Ten kto to przeżył i ocalał, ma ochotę całemu światu wykrzyczeć swoją prawdę. Może dlatego, że domowa przemoc to zjawisko bardzo powszechne, a my wszyscy wciąż przechodzimy obok tego zbyt obojętnie.

Siniaków na duszy nie widać.