..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 31 sierpnia 2012
W myśl powiedzenia "ludzie lubią to, co znają", ja lubię filmy Woodego Allena i wcale nie przeszkadza mi, że każdy kolejny jest łudząco podobny do poprzedniego. Przejrzeć się raz w roku w krzywym Allenowskim zwierciadle  to dla mnie wielka frajda.

Wczoraj sprawiłam sobie taką frajdę, wędrując na "Zakochanych w Rzymie".
Kilka genialnych wątków, dobre dialogi i typowy dla Allena humor.

Chyba pod wpływem jednego z epizodów, śniło mi się dziś, że wylądowałam w łóżku wraz z celebrytą Maciejem Miecznikowskim. Niestety do niczego nie doszło, bo kiedy dowiedział się o mojej ciąży, zwiał aż się kurzyło:))

A film polecam - na zły i dobry humor!



czwartek, 30 sierpnia 2012
Jeszcze nigdy nie było tak źle jak w ostatnim tygodniu.
Już dawno nie było tak dobrze jak wczoraj.

Dobrze mi.
Świat pachnie jesienią - mam wielką ochotę na świeże soczyste jabłka, knedle ze śliwkami, zapiekaną cukinię, fasolkę szparagową z ogromną ilością podsmażonej bułki, mam apetyt na wszystkie oblicza malinowych pomidorów.

W moim ogródku wrzosy czekają aż je wkopię w ziemię. A ja czekam na nowy rok szkolny. Endrju idzie do nowej roboty, Antek do przedszkola, a ja?

A ja mam pomysł na kolejną powieść - lekką, cienką komedyjkę pod tytułem:
"Czterech panów, nie licząc jej"
- lojalnie uprzedzam moje przyjaciółki i koleżanki, że wszelka zbieżność osób i zdarzeń będzie przypadkowa:))))



Wychodzimy na ulicę, próbuję złapać Antka za rękę, a on się wyrywa:
- Jestem dorosły, idę sam!
- Antek dorosłość nie polega na tym, że idziesz sam. Dorośli zanim przejdą przez ulicę, to się rozglądają, czy nic nie jedzie. Jak chcesz być dorosły, musisz się rozglądać.
- Ee tam! Dorośli tylko się rozglądają i rozglądają przez cały dzień.


środa, 29 sierpnia 2012
Antkowi bardzo podoba się nowy pokój i tapczanik, i wszystko, ale niestety  jest problem z zasypianiem. Kiedy się kładzie spać, co chwila nas woła pod różnym pretekstem:
że mleko stare, że nogi się odkryły, że głodny itd.
Wczoraj zniecierpliwiona krzyczę do niego z drugiego pokoju:
- Antek proszę już spać!
W odpowiedzi usłyszałam:
- Mamo, Tato jesteście gamonie!


a to moje dechy:)



poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Jak dobrze po miesiącu wrócić do własnego domu!
Stary, a jakby nowy. I tych metrów jakby więcej, choć wciąż trzydzieści:)
A wszystko dzięki remontowemu liftingowi.

- Boby zrobiły mi nowy pokoik! - wykrzyknął podekscytowany Antek i w tej ekscytacji trwał aż do północy, wystawiając na próbę cierpliwość.

A ja?
Mam pod stopami prawdziwe dechy, najwygodniejszą sofę świata i jasne kolory wokół.  
Przede mną koniec i początek. 
Żal o wczoraj, niepewność jutra, kiełkująca radość tego, co będzie.
Spokój i niepokój płyną przeze mnie równoległym nurtem.

Na razie nie wiem nic, dlatego codziennie ruszam na poszukiwania.
Bezczynnie czekać nie umiem.

piątek, 24 sierpnia 2012
Czytaliście "Trzepot skrzydeł" Grocholi?
Ja sięgnęłam po tę książkę na urlopie, zupełnie przypadkiem, bo nie miałam nic innego pod ręką. Przeczytałam ją w jeden wieczór z drżeniem serca i pętlą zaciśniętą na szyi. To również moja historia, to także historia mojej babci. Tylko ten, kto ją przeżył, kto spotkał na swojej drodze tak toksycznego człowieka, kto zaplątał się w chorą miłość, zrozumie jak ciężko jest się wydostać z takiego bagna.
Na szczęście w to samo bagno drugi raz wejść nie sposób. Zapalają się wszystkie kontrolki.

Ale można zawędrować w tysiące innych miejsc, o których nam się nie śniło.
Tych dobrych i tych ponurych.
Wyważyć furtki rajskich ogrodów i utknąć w korytarzu bez okien.

Dziś wiem jedno. Póki mam światło w sobie i ludzi wokół, odnajdę dobrą drogę.
Może nie od razu, ale błądzić rzecz ludzka, prawda?

I tego  się trzymam w piątkowy słoneczny poranek, o godzinie dziewiątej zero dziewięć, siedząc w jednym z koszarowych budynków, które ochrzciłam wdzięcznym mianem Alcatraz:)


czwartek, 23 sierpnia 2012
Rano.
Mam już suche oczy.
Robię kreski na opuchniętych powiekach.
Szczotkuję rzęsy z niewidocznych kryształków soli.
W drodze do Warszawy gadam i śmieję się jakbym siebie zostawiła na poboczu. Na spotkaniu biznesowym opowiadam o ofercie jakbym nie żyła niczym innym.
Wracam.
Mam wyprasowaną twarz
i wypłowiałe serce.

Objadam się migdałowymi lodami Magnum.
Ot taka mała wielka namiętność ostatnich tygodni.
wtorek, 21 sierpnia 2012
Od września Groszek idzie do przedszkola.
Przygotowujemy go, że będzie musiał rozstać się ze smokiem, więc co wieczór opowiadam mu bajkę o tym, jak smoki w pewnym momencie wędrują do krainy smoków. Kiedy dziecko kończy dwa lata i idzie do przedszkola, pewnej nocy smok odfruwa do krainy, gdzie żyją smoki wszystkich dzieci.

Wczoraj rano Antek posiał gdzieś smoka, więc postanowiliśmy to wykorzystać.
Zaczęła moja mama:
- Chyba Twój smok pofrunął do smokolandii.
Antek popatrzył na nią spod byka i powiedział:
- Do jakiej smokolandii? Do krainy smoków!

Zasnął ładnie bez smoka.
W środku nocy pyta mnie:
- Mamo, gdzie jest mój smok?
- Mówiliśmy ci, pofrunął do krainy smoków.
- Ee tam! Zgubiłem!


poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Rejs po Jezioraku równie dobrze można by nazwać rejsem końca i początku, bo po takim rejsie wypada się albo rozstać albo zacząć wszystko od nowa.
Ale tak już jest, gdy na jednym pokładzie przez cztery dni toczy się nieustanna walka huraoptymistki kontra malkontenci.
Szczyptę równowagi wprowadzał Ziemek, który malkontentem nie był oraz Ewa, której z kolei do huraoptymistek raczej bym nie zaliczyła.

Jedynym bezproblemowym załogantem okazał się Groszek - na łódce, jak wszędzie zresztą, czuł się kapitalnie.
- Ja jestem kapitanem! - oświadczył na początku rejsu i tak już zostało.

Trzy pary z blisko siedmioletnim stażem na kilkumetrowej powierzchni to gwarancja docinków, swar i złośliwości, na szczęście to również okazja do chichotów i sojuszy. Szczególnie, że malkontenctwo Ducha i Endriuszy przybrało dwa różne oblicza. Endrju wyznawał filozofię "I tak nam się nie uda", a Duchu twierdził "że to bez sensu".
Z Ramsikiem ukłułyśmy bezlitosną teorię, że malkontenctwo to polska narodowa choroba, która dotyka większość facetów. Po szybkim przeglądzie mężów i partnerów naszych koleżanek potwierdziłyśmy diagnozę. Facet optymista (a jednocześnie nie świr, nie lekkoduch, nie bawidamek i nie fiu bździu) to towar deficytowy. Mam nadzieję, że ten, którego wychowam, znajdzie się w tej wąskiej grupie na wagę złota.

Na szczęście im bliżej końca, tym malkontenci coraz częściej przebąkiwali, że fajnie, że super, i że słońce, i że wiatr, i że pięknie, że dobrze też.
I w ten sposób wszyscy [- jakby mimochodem - zadeklarowali pełną satysfakcję.
Czyli fajnie było?
Mnie było bardzo fajnie:)




środa, 15 sierpnia 2012

Gadamy w drodze do Tymisiowej.
ja: Ale uprzedzam Cię, że małego Tymka nie będzie, żebyś się nie rozczarował.
Antek:
Już się rozczarowałem.
(po chwili zastanowienia)
A może Tymka wyczaruję?

***
Rano. Ja jeszcze leżę w łóżku, a Antek po mnie skacze. Wreszcie bierze swojego psa z Ikei i prosi:
- Mamo, obetnij te metki.
- Zaraz.
- No proszę Cię już, szybko.
- Antek, za chwilę.
- No Mamo! Nie bądź taka miła i obetnij!

***
A dziś śniło mi się, że była wojna. Niemieckie wojska wkroczyły do Polski, a ja wylądowałam w pierwszym transporcie do obozu koncentracyjnego.
Okazało się, że brali ludzi z Facebooka, związanych z Poznaniem. Przesłuchiwali nas naukowcy z uniwerku. Bałam się okropnie i nie mogłam uwierzyć, że zaraz pójdziemy do gazu. Pisałam esemesy do bliskich, ale oni odpisywali tylko: "to się nie może zdarzyć w XXI wieku". A ja miałam przed oczami niedawne Bałkany i wiedziałam, że historia lubi zataczać koło.

Po takim śnie przebudzenie jest jak drugie życie:)


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Mój urlop na ostatniej prostej. Jeszcze ten tydzień i trzeba będzie powrócić do rzeczywistości. Tymczasem rzeczywistość urlopowa wcale nie taka sielska - teraz zwaliło z nóg Endriuszę i moją Mamę, a my ciągle na wiejskim wygnaniu, bo panowie od remontu pod naszą nieobecność zrobili wielkie nic.
Od czwartku planujemy żagle, o ile jakiś wirusowy pogrom nie pokrzyżuje nam planów.

Co robię?
Oddaję się prozie życia.

Poezję mam w brzuchu.
To znów ten magiczny czas, kiedy biją we mnie dwa serca:)

sobota, 11 sierpnia 2012

2 sierpnia 2012

Beskidzka bajka zaczęła się pięknie. Podróż upłynęła nam gładko prawie do samego końca. Antek spał, albo śpiewał i był pasażerem idealnym. Prolog jak z dobrego familijnego obyczaju. Tuż u podnóża gór pokłóciliśmy się na amen, więc pierwszy rozdział bajki zaczął się od łez. Ale w tak czarodziejskim miejscu na ziemi nawet płacz ma swój urok. Potem była zgoda i od drugiego rozdziału beskidzka opowieść potoczyła się sielsko i leniwie. Na razie drugi dzień – zobaczymy, co będzie dalej.

W telegraficznym skrócie: jesteśmy w pięknym zakątku świata, mamy dobre jedzenie, doborowe towarzystwo, dzieciaki są wniebowzięte, słońce rozpieszcza nas bez umiaru, a co najważniejsze: nic nie musimy. I tego się póki co trzymam.


Rozmowa z Antkiem:
- Kochanie, chcesz, żeby Ci rozłożyć łóżeczko czy będziesz spał na tapczanie jak przedszkolak?
- Na tapczanie spał będę!
- Brawo, jesteś bardzo dzielny, na pewno będziesz spał na tapczanie?
- Dość mam już tego rozmawiania.



3 sierpnia 2012

Dziś fajny wypad do karczmy łemkowskiej w Wysowej i widokowy objazd po okolicy.
- Słuchajcie – zagajam przy obiedzie –
w drodze powrotnej musimy koniecznie zatrzymać się przy takiej białej kapliczce z chłopkiem!

Endrju i Asia wykrzykują chórem:
- To Jezus!

Niech będzie, że Jezus. Ten Jezus jest perełką dzisiejszej wycieczki.







***

Wieczorem wesoła partyjka Carcassonne - gry, przez którą niemal się rozwiedliśmy z Endriuszą, bo ciągle mu podpierniczałam zamki. Przed grą złożyliśmy uroczystą przysięgę, że z powodu ewentualnych sporów między graczami nie skracamy pobytu w górach. Chyba się udałoJ

4 sierpnia 2012

Codziennie śni mi się mój szef. Pierwszego dnia zatrudnił na moje miejsce przeintelektualizowaną studentkę kulturoznawstwa, drugiego dnia zabrał mi domek z klocków lego, trzeciego częstowałam go rukolą z granatem, przekonując, że to świetne połączenie. Mój urlop powinien trwać tak długo, aż przestanie śnić mi się mój szef. To będzie znak, że naprawdę odpoczęłam. Na szczęście pracowite noce rekompensuję sobie leniwymi dniami. Codziennie udaję się na dwugodzinną drzemkę, a większość czasu spędzam, leżąc i czytając. Pomaga mi w tym paskudne przeziębienie, które odbiera mi siły na górskie ekscesy. Może ta choroba jest moim błogosławieństwem – bez  niej może nie potrafiłabym wypoczywać?

5 sierpnia 2012

Tęcza w bardejowskiej fontannie. W pierwszym odruchu chwytam za aparat. Na szczęście zostało jeszcze kilka takich rzeczy na świecie, których nie da się uwiecznić niedbałym pstryknięciem aparatu. I dobrze.
Dziś dzień konsumencki – z wypadu za granicę przywiozłam różowe baleriny z Baty i majtki we flamingi. Były też knedliki na obiad i lody w Oazie.









Wreszcie przestała mnie boleć głowa. Czuję się dobrze – mam przypływ sił witalnych.
Wieczorem palimy ognisko, a potem zaczynam siać trwogę i zmykamy pod dach. Za dnia sielski domek, nocą przeobraża się w chatkę z mrocznego horroru. Ja się boję złoczyńców, Walerka myszy. Są plotki, że grasuje tu również krowa Wujka Wasyla. Ale ani wujka, ani krowy nikt z nas jeszcze nie widział.



***
Chłopcy opowiadają o wyprawie w góry:
Walerka: A baliście się dzików?
Endrju: Ja się bałem, że mi się na stopach bąble zrobią.

7 sierpnia 2012

Śniło mi się, że mam dziurę w tchawicy i zostało mi jedenaście godzin życia. Jak ja nie chciałam umierać, jak mi smakowało życie! Miałam lśniące gęste włosy i przepiękne brwi. Byłam kolorowa i radosna, a świat taki apetyczny i zmysłowy.









Wczoraj chillout nad potokiem w Radocynie – pochłaniam tam przepyszne pierogi ze śliwką. Wylegujemy się na kamieniach, czytając prasę. W drodze powrotnej zahaczamy o chatę z ceramiką w Czarnym. Chłopcy fotografują łemkowskie cmentarze, a mnie ścina z nóg. Mam wysoką gorączkę i ledwo trzymam się skóry. Zaparzam sobie lipę, łykam APAP i kładę się spać. Nie cierpię chorować, nie umiem. Bo wtedy jestem niepełna. Moje zachwyty, radości, moje całe odczuwanie świata jest takie na pół gwizdka. A ja lubię na cały. Albo w ogóle.

Byłabym zapomniała! Lokalna mysz pogryzła mi skarpetkę!

***

Dziś resztkami sił pozwoliłam zawieźć swoje truchło na wycieczkę do Krynicy.
Od tygodnia nie mam węchu, od tygodnia nie mam smaku.
Nos wydaje mi się teraz centrum wszechświata.
A zdrowy nos największym skarbem na ziemi.

Jemy lody.
Walerka: Aga, dobre te lody?
ja (liżąc loda): Endrju, dobre te lody?
Bo ja czuję tylko, że zimne i mokre.

 8 sierpnia 2012

Skończyłam czytać biografię Wisławy Szymborskiej „Pamiątkowe rupiecie” – świetna wzruszająca pełna opowieść o poetce i człowieku. Dzięki wielkie Autorkom, że zebrały do jednej szuflady wszystkie anegdoty i opowieści. Polecam bardzo.

Wczoraj emocjonująca rozgrywka w makao – żądza zwycięstwa przeplata się z chichotami tych, którzy cwałują na samym końcu rankingu.
- Znowu przegrywam? – pyta w pewnym momencie Walerka i wzdycha na samopocieszenie. – No cóż, przynajmniej mam szczęście w miłości.
- Ciekawe z kim? –
zastanawia się Szymon, któremu od początku gry dopisywało wybitne szczęście w kartach.

Dziś mamy w chatce szpital – Walerka po jelitówce, a Szym i Wojtek w trakcie. Ja wciąż walczę z zatokami, ale siły mam za dwóch. Sprzątamy dom, pakujemy się i obmyślamy logistykę jutrzejszego dnia.

Wieczorem – ostatni grill, ostatni karciany pojedynek, nasza zielona noc. Ruszymy o świcie.
Ledwie zapniemy pasy, Endrju powie, że Walerka i Szym to najlepsi wakacyjni kompani, jacy zdarzyli się w historii świata. Ja już to wiem:)