..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 31 lipca 2015
Mój urlop dramatycznie dobiega końca, ale jeszcze chwila przyjemności: zaraz jadę z Anulą za miasto na weekend.

A za mną dwa dobre dni, podczas których zrobiłam pierwszy krok ku rozwinięciu zawodowych żagli, czyli sesja zdjęciowa do portfolio. Spędziłam też fajny wieczór w Mojdach, bo przyjechał Kris z Asią i Olgą, a reszta jak zawsze: spanie, bieganie, jedzenie i takie tam.

A pomiędzy przyjemnościami?
Wsłuchuję się w siebie - oddzielam własne pragnienia od oczekiwań innych.
Walczę - na razie we własnej głowie - o granice mojej wolności.
Niełatwa to sztuka.




środa, 29 lipca 2015
Co to się porobiło!

Dzieci siedzą jak trusie, a matki bawią się w Indian - chichoczą w łazience, nakładając sobie dzikie makijaże i gadają o pierwotnym uwalnianiu energii seksualnej.

Mam prawdziwe wakacje - były wianki, są Indianki!

Na wspomnienie miny naszego Fotografa ciągle parskam śmiechem.
To samo, gdy przypominam sobie rowerzystę pod Bławatkiem, który tak się zapatrzył, że aż wjechał w witrynę.

Hough!




Mój drugi i ostatni tydzień urlopu mija mi tak błyskawicznie, że choć jest dopiero wtorek, widmo przyszłego poniedziałku już stoi mi przed oczami, a na plecach mam oddech zbliżającej się niedzieli.

Ale nie próżnuję! Co to, to nie!

Po pierwsze nadrabiam zaległości towarzyskie - wiśnióweczka z Tymi w Chilli - wyborna, imieniny Ani też w Chilli zakończone nocną kąpielą wesołe, a dziś była zabawa w Indian. Wczoraj były wianki, jutro będą Indianki:)

Po drugie wciąż nacieszam się dziećmi. Nie wiem, co mi się stało, ale ja wyrodna matka, matka-egoistka, nie mogę się nimi nasycić. Więc tak układam plan dnia, aby mieć czas na poważne rozmowy z Antkiem i coraz to poważniejsze z Polą.

Po trzecie - biegam. Nie tylko po lesie, ale i po świecie.

Po czwarte - robię to, co grzechu jest warte, czyli oddaję się przyjemnościom ciała - jem, piję i śpię.

A po piąte - i z tego jestem dziś szczególnie zadowolona. Zrobiłam pierwszy krok do stworzenia swojego tekściarskiego portfolio. Aż sama się sobą mile zdziwiłam.


I z tym miłym zadziwienim pójdę zaraz do łóżka.

Albo nie.


Przytoczę Wam jeszcze zabawną rozmowę "międzypokoleniową":
- I jak radzisz sobie bez Andrzeja, w tych sprawach... łóżkowych?
- A co to są łóżkowe sprawy?
- pytam udając Greka i zaraz dodaję:
- Ja w łóżku zwykle sypiam, więc jeśli o to Ci chodzi, to radzę sobie świetnie.
- No ale jak z tymi, no wiesz, sprawami?
- Aaaaaaa! Pytasz mnie o seks? Z tym też jakoś daję radę.



poniedziałek, 27 lipca 2015
Wianki, wianki - kocham wianki.
Moja wewnętrzna dziewica (tak, tak, taką też mam w sobie) uwielbia je nosić!

Oto kilka fot z naszej wyprawy wiankowej.







i moja ulubiona fota, z której jestem dumna


sobota, 25 lipca 2015
Jeśli na wakacje, to tylko z Walerkami! - powtarzam co roku i co roku ponownie się o tym przekonuje. A jak życie pokazało nawet wakacje z prawie byłym mężem mogą być tak pyszne, że za krótkie!

Tym razem do naszej ekipy dołączyła jeszcze Natala - dobry duch wyjazdu, kobieta, której nie straszny był kwartet rozdartych małych jap.

A trafiliśmy do miejsca bajecznego - przepięknej leśniczkówki na Kaszubach  z ogromną lipą, w której mieszka rój pszczół, smakołykami od Gospodarzy (gorąca drożdżówka, kosz bułeczek z pieca, świeży twaróg - mniam!), z atrakcjami dla dzieci i idealnym zakątkiem na nasze wieczorne biesiady.

Było więc wszystko, co trzeba - pyszne śniadania, leniwe kawy z książką, rekreacja (zakochałam się w beachball'u!), truchtanie po okolicznych wsiach, szczypta gotowania, wieczorne pijackie partyjki w kalambury, makao albo dixita - pełne dobrego śmiechu.

Były też wycieczki - dzień w pełnym słońcu nad morzem, dzień w jakimś obrzydliwym parku z kiczowatymi figurkami łącznie z wielkim tupolewem (dzieci zachwycone!), był kobiecy wypad do Lęborka na kawę i obchód po ciucholandach, z którego przywiozłam kilka hitów modowych.

A przede wszystkim była dobra energia - i między dzieciakami (pomijając kilka spięć i drobne katastrofy), i między nami.
Nacieszyłam  się Walerką, spędziłam czas z prawie byłym mężem, bo wierzę, że po rozstaniu też jeszcze można coś ocalić,  spędziłam czas z dzieciakami - Polcia robi ze mną co chce, bo zapatrzona jestem w nią jak w obrazek - taka z niej słodka cholera jest, a Antek rozczula mnie i rozmiękcza miksem chłopięcej rozumności i słodyczą jeszcze dzidziusia. Jemu jako jedynemu pozwalałam zasypiać pod gwiazdami. My biesiadowaliśmy,  a on obok nas leżał na trawie i liczył gwiazdy.

Och, cudny był to czas, na tydzień zapomniałam o wszystkich ważnych sprawach, porzuciłam świat, w którym żyję i zatrzymałam się gdzieś na końcu świata.

To był bardzo dobry koniec.




śniadania - mój ulubiony posiłek - słoneczne, smaczne, nieśpieszne

Pani Dyrektor Wycieczki - jej flagowe teksty to:
- Nie lubię Cię!
- Proszę Cię Mamulko!
- To nie było piękne!




Nasz rajski chaos

Zabawa w pociąg

Bajkoczytarka

Wyprawa na grzyby, która przekształciła się w wyprawę na poziomki, a potem surwiwal po haszczach zakończony cudownym ocaleniem.








Czarowna miodna lipa



piątek, 17 lipca 2015
Gęsty dzień w kosmicznym tempie, bo ambitnie chciałam przed wakacjami załatwić 1001 drobiazgów, pozamykać niedomknięte sprawy, kupić nowe gary i patelnie, wyskoczyć z Mamą do knajpy na obiad i zrelaksować się u Edytki.
I udało się - a jakże.

Udały się również ostatnie dni pełne dobrych spotkań i nawet dopuściłyśmy się małego rozboju pod sceną.

Tutaj jeszcze grzecznie czekamy:


I news dnia - ukazało się drugie wydanie POLOWANIA!
Świeżutkie egzemplarze czekają już w księgarni, więc kto ma córkę, bratanicę, siostrzenicę, wnuczkę w wieku 8-13 to niech grzeje do księgarni:)




A jutro ruszamy w Kaszuby z dzieciakami, Natalią, Walerką i  Szymonem oraz ich dziećmi. Gdybyście jechali przez Wysokie Kaczki - dajcie znać.


środa, 15 lipca 2015
Jest po siódmej rano - powietrze rześkie, przesiąkłe rosą jak mokre pranie wiszące na podwórzu.

Ludzie zamknięci w autach stoją w korku, a ja biegnę.

Pomięta wiatrem woda jeziora puszcza do mnie srebrne oka, drzewa się stroją we wszystkie odcienie zieleni, a ciepły plaster słońca ląduje na mojej twarzy.

Mój tętent jest szybszy ode mnie. Wędkarze niechętnie odwracają głowy i uwagę ze swoich spławików, wróble uciekają mi spod nóg i tylko nagie obleśne ślimaki pełzną jakby się wcale nie bały, że zaraz je zmiażdżę.

A ja biegnę dalej.

Gdy wracam, witam się ze światem.
Środa. 3:3
Dzień dobry.



wtorek, 14 lipca 2015
I doznałam olśnienia. Półtorej godziny drogi od domu, ukryta w trzcinach i szuwarach malutka przystań z Domem Rybaka. A stamtąd dwie godziny jachtem po Zalewie Wiślanym i jesteśmy na mierzei.
Odlot - z jednej strony Zalew, z drugiej Bałtyk.

Wczoraj dotarłam do Nowej Pasłęki w strugach deszczu i byłam pewna, że spędzę całą dobę pod pokładem, tymczasem słońce towarzyszyło nam od początku do końca. Dzięki temu zaliczyliśmy wieczorny rejs do Piasków, kąpiel w morzu w nocy - skakałam w falach i piszczałam z radości jak niemowlak, jedzenie smażonki narwiańskiej pod pokładem (podlaska delicja!) i powrót o poranku na pełnych żaglach.

Gęba słońca jarzyła się na okrągło, a ja chichotałam nieustannie, bo Kuba dziś dał nam na pokładzie taki stand up show, że aż mi się zrobiły zakwasy za uszami do śmiechu.



niedziela, 12 lipca 2015
I znowu pysznie!
Tak pysznie, że próbuję sobie przypomnieć, co robiłam w piątek..
A! W piątek byłam w Wawie, a potem była sobota -

i dzień z dzieciakami u rodziców, długie bieganie oraz wieczór z Mareczkiem, który nie dość, że uradował (nie uratował, bo od tego są inni) moją duszę, to i ciało też - przywiózł mi karton boskich kosmetyków!

Dziś długie śniadanie z Tymi na trawie na Olsztyńskim Pikniku i czas z dzieciakami, odwiedziny naszych ulubionych sąsiadów, a wieczorem koncert Tomasza Stańko.

Gęsto, dobrze, tak jak lubię.

I tylko jednego żałuję.
Mogłam wyjść pod scenę, bo ta muza aż mnie rozsadzała od środka.
Następnym razem - nie ma bata - tańczę.


A! No i okazało się, że Tomasz Stańko jest fanem Rozbójniczek!
:))






piątek, 10 lipca 2015
Dziś cały dzień w Wawie na spotkaniach służbowych, wróciłam o 21.00 ledwo żywa i nie wiem skąd, wykrzesałam z siebie jeszcze jakieś rezerwy energii, aby poćwiczyć z Ewcią, dołożyć cegiełkę do projektu 10/31 i napisać króciutką piosenką, która zaczyna się tak...


 fotka sprzed tygodnia - słońce zatrzymane na taki dzień jak dziś



czwartek, 09 lipca 2015
Dzień dobry
Dobry dzień
- gdy znaczą to samo
Dzień dobry


- Szukamy Pani od lutego! - powiedział z wyrzutem pan w urzędzie miasta. - Pani projekt z budżetu obywatelskiego "Fotograficzny portret dzielnicy" przeszedł do realizacji, rok się kończy, a my nie możemy Pani znaleźć, bo podała pani chyba zły numer telefonu.
- Jakoś trudno mi uwierzyć, że jestem taka nienamierzalna w dobie internetu - zachichotałam, a wieczorem sprawdziłam: mam z tym panem 18 wspólnych znajomych na fejsie i przypomniało mi się zaraz, jak kilka lat temu nasz sąsiad dźgnął nożem żonę, a policja szukała go dwa lata. Przychodzili, pukali i pytali się, czy Iksiński jest w domu. Jakoś dziwnie zwykle go nie było:))

Mnie też dziś w domu nie było, bo zapakowałam dzieci do mojej srebrnej strzały i pojechaliśmy do Ani, która jak się okazało mieszka w rogu obfitości. Takiej obfitości balkonów i tarasów nie widziałam jak żyję:)
Dzieci krążyły po labiryntach domu niczym po Luwrze, a gdy weszły do pokoju Tymona, to same nie wiedziały za co się łapać - tyle szczęścia na raz!

W chwilach kiedy się nie biły, nie jęczały, nie chciały siku, i się nie kłóciły, my mogłyśmy pogadać o szamankach i kolejnym projekciku - żeby brzmiało tajemniczo, nazwę go roboczo "Wigwam 007":)

Wieczorem zaś wyruszyliśmy na poszukiwanie Minionków..
Misja zakończona sukcesem:
Antek: Te Minionki są trochę głupie, to fakt, ale umią zrobić wiele różnych rzeczy.
ja: Na przykład?
Antek: Jak jest ich dużo to mogą nawet jakąś misję wykonać!

Dużo głupków z misją - brzmi złowrogo i znajomo:))))


To był kolejny pyszny dzień - klęska urodzaju!



środa, 08 lipca 2015
Byłam dziś przejęta jak przedszkolak przed pasowaniem.
Raz, że mnie napadną i zabiorą mi kasę, dwa, że nie dojdzie do transakcji,
bo pożar, epidemia, bomba, trzy, że nie dojadę z powrotem i rozbiję auto zanim je przerejestruję.

A było zupełnie inaczej.

DZIŚ okazało się dniem dobrych ludzi.

Zaczynając od mojego prawie kuzyna, zwanego dalej "kuzynem", który podszedł do tematu na 200 procent - zajął się kupnem, przeglądem, naprawą i negocjacjami, a wszystko w tempie pendolino razy sześć.

Poprzez dobrego człowieka, który mnie podrzucił po autko

a kończąc na ludziach, od których kupiłam moją nową srebrną strzałę. Zaczęliśmy od kawy i luźnego gadania o autach, po godzinie podpisaliśmy umowę, a kiedy doszło do kasy, to ja wręczyłam panu plik pieniędzy, a on je po prostu schował.

- Proszę przeliczyć - powiedziałam.
- Nie, nie będę liczył.
- Ale trzeba przeliczyć
- naciskałam.
- Jak będzie za dużo, to obiecuję, że oddam, a jak będzie za mało, to znaczy, że tak miało być.


Jeśli wierzyć, że wszystko się dzieje po coś, to nie był przypadek, że po drodze, w samym sercu Kaszub, stał mały domek.
Tak uroczy, że zatrzymaliśmy się na chwilę, pogadaliśmy z właścicielką, a we mnie pod wpływem rozmów w aucie zakiełkowała myśl niemożliwa i nabrała całkiem realnego kształtu: zbudować domek?


Do tego stopnia, że wieczorem zadałam Antkowi pytanie:
- Chciałbyś, żebym kiedyś zbudowała nam domek?
- A mielibyśmy działkę zamiast ogródka?
- No tak
- Pewnie! i hodowalibyśmy tam jabłonie i kiszone ogórki!

Wiecie jak się cieszę?
Nie wiecie.
A ja się czuję jakbym kupiła rakietę wraz z załogą Apollo 13!
Kiedy zaś przypominam sobie teksty kuzyna, to jeszcze chichoczę!

***
Domek w sercu Kaszub



wtorek, 07 lipca 2015
Jeśli jutro zobaczycie srebrną strzałę lecącą między Trójmiastem a Olsztynem to nie będzie to kometa, ani snop światła wystrzelony z miecza rycerza Jedi.

To będę ja pędząca moim nowym autkiem!

Jest podjarka:)
poniedziałek, 06 lipca 2015
Przytulny czas mam w życiu.
Dopieszczam się i zbieram siły jak przed wojną, głodem, Himalajami.

Daję sobie wszystko, co dałabym kochanej osobie, a nasz rozbójnicki projekt 10/31 pomaga mi w tym, aby robić sobie jeszcze lepiej.

Taki autohedonizm podniesiony do potęgi!

Dzisiejszy dzień zwieńczyłam leżeniem na trawie, potem piwkiem z Tymi na plaży,  a wreszcie wieczorną kąpielą przy świecach  z książką oraz szklaneczką whisky.
I wcale nie przeszkadzało mi, że zamiast obszernej wanny mam brodzik.
Pozycja kłębka - dlaczego nie?:)



I żeby nie było. Poleżałam dobre pół godziny z bardzo przyjemną książką o tytule: "Sekretne życie pszczół".


niedziela, 05 lipca 2015


ale na koktajl starczyło:)

Ten weekend to był bardzo słoneczny koktajl czystego relaksu - pływałam w czterech jeziorach, kąpałam się w jednym słońcu, zebrałam ze sto jagód jadłam, śmiałam się, gadałam, biegałam, czytałam
i  nadal jest mi tak dobrze, że zamiast iść spać, pławię się w przyjemności samotnego cichego wieczoru.

Dobrej nocy!

piątek, 03 lipca 2015
Lubię język - mocny, krwisty, dosadny.
Uwielbiam poezję, a poetycką wulgarność szczególnie.
I zawsze obiecuję sobie, że będę notować, a potem zapominam:

Mój szef rozpoczyna spotkanie:
- Żebyśmy się nie rozpłynęli w moim pierdoleniu, bierzmy się do roboty!

Zaś R. dziś obiecuje:
- W warsztacie zrobią zawieszenie i będziesz miała auto jak pizdencja anioła.

A ja zamykam oczy i wyobrażam sobie pizdencję anioła
- musi być boska!
czwartek, 02 lipca 2015
Soczysty dzień za mną, bo mam wrażenie, że wycisnęłam z niego tyle, ile tylko się dało!

O poranku pływałam, a potem piłam kawę na plaży.

W południe przelotem ucałowałam Anię, przeszukałam oferty aut, bo almerka padła na amen, popracowałam, wypiłam dwie kolejne kawy i zjadłam magnuma w smacznym towarzystwie.

Po południu znów wylądowałam nad jeziorem - najpierw Krzywym, a potem Długim, gdzie się wylegiwałam w słońcu, pluskałam z Polcią i uplotłam wianek w ramach tajnego rozbójnickiego projektu "10/31", a po powrocie umyłam okna.Ha!

Wieczorem ukołysałam do snu bachorki i poćwiczyłam z Ewcią - po raz pierwszy wzięłam na warsztat program turbo spalanie i myślałam, że umrę! Przy każdej rundzie obrzucałam ją mięsem.
Ale ten, kto mnie trenuje, musi być na to odporny:)


A teraz już za moimi plecami czarna noc, dopijam lampkę wina i idę spać.
Znów się nie wyśpię, ale czort z tym.




środa, 01 lipca 2015
- Ona Cię okręciła wokół palca - komentuje z przekąsem moja mama, ilekroć przyłapie mnie na maślanym spojrzeniu, jakim wodzę za moją córcią.

Ano okręciła, a mnie się ten stan bardzo podoba, bo uwielbiam gapić się na moje dzieci, lampić się z zachwytem, z rozdziawioną gębą, z uśmiechem i z czułością (oczywiście pomijam chwile, kiedy mam ochotę je zamordować).

Nasz bałtycki wyjazd dał mi sporo momentów, aby się zapomnieć i zapatrzeć.
A widok był szczególny, bo moje dzieci po raz pierwszy miały okazję  poznać bliżej swoją bliską kuzynkę.
I o dziwo, ten młodociany towarzyski trójkąt wypalił. Trzyletnia Olga świetnie dogadywała się z obojgiem i razem tworzyli całkiem zgraną bandę.

Mnie zaś co jakiś czas  zalewała taka tkliwość, że miałam ochotę
wycałować, zatulić, zadusić i pochłonąć każde z nich w całości.
A mój rubensowski amorek poszedłby na pierwszy kęs:)

Antek, Olga i Pola - bardzo udany pierwszy wspólny czas.