..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 29 czerwca 2012
Lubię być słomianą wdową.
Wtedy nawet nasza mansarda wydaje mi się przestronna, a łóżko jest jak ocean.

Groszek śpi. Experymentalna zupa ze wszystkiego i niczego stygnie, świeżo upieczone ciasto wyleguje się w piekarniku, a ja leżę, popijam piwo i wdycham lato. Dobrze mi.

Zaraz zagrzebię się w powieści i zniknę.
Dobrej nocy Kochani.

a poniżej rąbek tajemnicy - powieściowy projekt tekst&foto


Och jak cudownie!
Ciepła noc pachniała wakacjami, a poranek... proszę o więcej takich poranków - o słońce, wiatr, odświętne dzieciaki z kolorowymi bukietami w dłoniach, aurę długo wyczekiwanego końca i radosnego początku.

Mój urlop dopiero za miesiąc, ale w moim sercu nieustające wakacje już trwają.
Uroczyście oświadczam, że o 9:22, w przeddzień 32. urodzin,  jest mi na świecie pysznie, a Wam?

***a to - ukradzione Agacie Boreckiej:

Zasłuchane dziś na plaży-
Jeden "chłopczyk" woła drugiego "chłopczyka":
"Dawaj do nas! NAKURWIAMY salta!"

Słodkie maleństwa:-)



rys. Agata Borecka, www.borecka.com.pl


środa, 27 czerwca 2012
babrzę się w tej mojej powieści
przedzieram się przez zdania, słowa, frazy
czasem się przyjemnie dziwię, częściej bywam niepewna
tropię nieścisłości i niedoskonałości
skreślam, poprawiam, wskrzeszam, dopieszczam (a w tym jestem słaba)

wiem, że nic nie wiem
muszę gdzieś wyjść, przewietrzyć głowę
piwa się napić, z ludźmi pogadać
na szczęście weekend za pasem
***
słucham soundtracku do jednego z moich ulubionych filmów
Zagadka:
z jakiego filmu to kadr?



Komentarz Endriuszy:
- od kiedy poprawiasz tę powieść, łatwiej Cię za piersi chwycić niż wyrwać Ci z rąk maszynopis.


wtorek, 26 czerwca 2012
W weekend miałam sen.
W tym śnie powtarzałam jak mantrę kilka zdań, które wracały, błąkały się między sennymi obrazami, krążyły mi po głowie jak ptaki przed daleką podróżą.

Rozłóż mnie na części pierwsze.
Rozbierz mnie
na drobne elementy.
Rozedrzyj mi serce i ubranie.
Na łopatki mnie rozłóż.

Rano po przebudzeniu zapisałam je w telefonie.
Modlitwa czy fantazja?
Hormony czy osobne życie podświadomości?


rys. Sławek Gruca

Bo ja  ostatnio jestem coraz bardziej osobna.
Odklejona od tego, co do tej pory.

I dobrze mi z tym.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Och, uwielbiam po całym dniu zanurzyć się w wodzie i pływać, pływać, pływać dopóki nie opadnę z sił. Bo woda zabiera mi bagaż z całego dnia - zdejmuje z ramion znużenie, głaszcze, omywa, masuje i pieści. A potem oddaje mnie światu lekką, świeżą, jakby przed chwilą narodzoną. Cudnie.

A dziś kilka słów o rodzeństwie, bo ten weekend jakoś mnie natchnął.
Tak sobie myślę, że chyba nie ma większej porażki rodzicielskiej niż wychować dzieci, które się nie lubią, nie tolerują, nie mają ze sobą więzi. Fatalna relacja między rodzeństwem to zwykle pośrednie dzieło rodziców - może byli niesprawiedliwi, może nie okazywali uczuć, może zawiązywali koalicje z jednym dzieckiem przeciwko drugiemu? Jedno jest pewne - nie dali dzieciom w prezencie wystarczająco dużo prawdziwej dobrej jasnej miłości.
Za każdym razem, kiedy obserwuję takie rodzeństwa, dziękuję w duchu moim staruszkom, że z Krisem
mam tak świetny kontakt, mimo tego, że w dzieciństwie waliłam jego głową o podłogę, a on garściami wyrywał mi włosy:)

I obiecuję sobie, że jeśli kiedykolwiek Groszek będzie miał siostrę lub brata, zrobię wszystko, aby tworzyli zgrany duet. I wierzę, bardzo wierzę, że to się uda. W końcu w tym temacie mam niezłe wzorce.


w drodze powrotnej z plaży

***
wieczór.
Pijemy z Antkiem sok z kubeczków.
Ja stukam w jego kubek i mówię:
- Na zdrowie!
Antek podjarany chichocze i prosi:
- Jeszcze raz!
Więc stukam ponownie w jego kubek, a on wykrzykuje:
- A psik!
niedziela, 24 czerwca 2012
Już w piątek obiecałam sobie, że w niedzielę kładę się do łóżka najpóźniej o 19.00 . Wtedy czułam, że będzie intensywnie, a było? Jeszcze intensywniej.

Dwie cudne noce -
obie inspirujące i obiecujące, z Ramsikiem dużo dobrego gadania, a z Tomkiem i Martą pitolenie na wesoło, dwa razy popłakałam się ze śmiechu, wymyśliłam temat na krótką filmową etiudę i załapałam się na darmowe słuchowisko wędrownego wariata, który siedział kilka ławek za nami i prowadził monolog. Ale jaki! Gdyby to nagrać - genialny monodram gotowy!

Cóż jeszcze?
Dwie fajne popołudniowe imprezy rodzinne, dwa plenery w słońcu, pierwszy w ogródku zleciał mi na niańczeniu trzymiesięcznej Asi, żeby moja kuzynka Emila miała choć chwilę dla siebie, drugi na  w słońcu i na jeziorze, niespiesznym gawędzeniu i pełnym relaksie.
Gdzieś pomiędzy chwila na czułości, szczypta czytania, ciasteczka, całuski, duperele i tiruriru. 


A teraz leżę zakopana w pościeli, obłożona zaległą prasą, książkami, podręcznikiem do języka i pierwszym wydrukiem własnej powieści. Leżę i odtruwam się zieloną herbatą. Leżę, łudząc się, że w dwie godziny nasycę każdy głód.
Na chwilę zapominam, że  mojego głodu życia nasycić się nie da.
Za duże mam łaknienie.






padł:)



SUPERAMAN??




czwartek, 21 czerwca 2012
U mnie zygzak, szlaczek, fala, czyli wznoszenie i opadanie. W jednym momencie nie mam siły ruszyć ręką, a za chwilę  rozpiera mnie energia.
Czasem słońce, czasem deszcz po prostu.

Ale w tej falującej rzeczywistości dzieją się rzeczy przełomowe!
Skończyłam pisać powieść.
Zaczynam mozolne klejenie i redagowanie.

To przedsmak prawdziwego finału:)






***
jutro przyjeżdża Ramsik - jak ja się cieszę na to gadanie.
Z tej okazji nawet jestem gotowa iść z Anką na mecz, bo Ania kibicuje Niemcom. A ja nie mam bladego pojęcia, dokąd ją zabrać. Kto wie, gdzie w naszym mieście wyświetlają mecze?

środa, 20 czerwca 2012
Dziś Wawa - spotkanie korpo, z którego wychodzimy oczarowane, bo potencjalny klient to piękniejsza wersja Krzysztofa Majchrzaka.


panienki w akcji:)


A potem orgietka kulinarna w Mamma Marietta na Mokotowie - knajpie rekomendowanej przez
Nakarmioną Starecką. Z czystym sumieniem polecam dalej.

Wracam do domu stęskniona okrutnie, przyklejam się do Groszka i tak zostaję do wieczora. Dziś spokojnie we mnie: piję zieloną herbatę, trochę błąkam się po sieci, trochę piszę. Typowy środek tygodnia: zbieram siły po weekendzie, zbieram siły przed kolejnym:)

A tu: wokal Groszka

http://www.youtube.com/watch?v=oDkoSc0bJBI&feature=share


Tłumaczenie: Bob Budowniczy nie jest sam/Przez cały dzień robota wre/Bob z przyjaciółmi do pracy się rwie:)



wtorek, 19 czerwca 2012

Ja stygnę, a ty śpisz
Tracę wdzięk
Nim przepotworzę się
Przestań śnić

Przedarłam się
Przez miliony błon
I ochronnych warstw

Więc z ramion ramę złóż
Opraw ten
Wyblakły mocno akt
Opraw mnie

W mojej almerce od roku - z niewielkimi przerwami - śpiewa Hey z płyty
"Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!".
Gdybym kiedyś chciała się tatuować, wydziarałabym sobie między łopatkami wersy z tej płyty właśnie.
Piszę o tym dlatego, że chyba nie znam bliższego mi albumu, a także dlatego, że dziś dużo jeździłam po mieście, słucham Nosowskiej i było mi i słodko, i strasznie zarazem.
Znacie ten stan?
To tak jakby się rozpruć i czekać, aż świat będzie zadawał ból i pieścił jednocześnie.

Więc czekam.
Symptomatyczny trzeci tydzień cyklu.

poniedziałek, 18 czerwca 2012
Kiedy się płynie w towarzystwie ludzi o takich pseudonimach jak: Biały Kieł, Bimber i Wujek z Ameryki, to wiadomo, że lekko nie będzie. Najpierw wirtuoz nawigacji wywiózł nas w pokrzywy, potem był zamach na moje niskoalkoholowe piwo, wreszcie próba uduszenia cumą, która niby miała mnie chronić, podczas pływania wpław.  O szowinistycznych docinkach, żartach i rechotach nie wspomnę.
Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że źle mi z tym było.  Było mi dobrze - bo słońce grzało nam ryjki, brzuchy się trzęsły ze śmiechu, woda cudnie kołysała, a po meczu z Czechami szybko znaleźliśmy jasną stronę przegranej.
Mój szef optymista darł się wniebogłosy: Polacy nic się nie stało! i dodawał w post scriptum: Najważniejsze, że nie przegraliśmy z ruskimi!

Po pysznej rybie w Sztynorcie u Córki Rybaka i czułym pożegnaniu z załogą, jednogłośnie ustaliliśmy, że kolejny rejs w takim składzie nie wcześniej niż w 2017:)











piątek, 15 czerwca 2012
Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
Wczoraj było za dużo wina.
Więc postanowiłam, że to ostatnia butelka wina w moim życiu.
Od dziś tylko rytualnie do posiłków i piweczko.

- Endrju.. a byłam bardzo pijana?
- Eee troszeczkę.
- Nie zrobiłam wstydu?
- Nie, no coś Ty. Tylko skakałaś po całej chacie i krzyczałaś, że jesteś iskierką.
- O jezu...
- Spokojnie, to było po tym, jak goście wyszli:)

Miłego weekendu kochani!
A ja jutro płynę.



środa, 13 czerwca 2012
Nad moją głową fruwają granaty i pociski, kibice się leją, ktoś ociera łzę, zagryza wargi po porażce, ktoś inny świętuje zwycięstwo, kogoś nosi - z tęsknoty lub ze złości nosi. Niektórzy wokół mnie się kochają, niektórzy się krzywdzą. Czasem są to jedni i ci sami.

A ja dziś siedzę sobie cichutko, popijam wodę z cytryną, zapadam się lekko do wewnątrz i piszę, piszę, piszę. Dobrze mi dziś i spokojnie.
Zaraz zamknę oczy i zasnę, a sny moje będą jak górski strumień - szemrzący i kryształowy. Co mi przyniesie?
To się okaże.
Dobrej nocy.



wtorek, 12 czerwca 2012
Jak podnieść temperaturę gry wstępnej?

1.Wylądować w łóżku podczas meczu Polska-Rosja (w domu bez telewizora)
2.Rozpocząć grę wstępną
3.Usłyszeć wiwatujących sąsiadów
4. Przerwać pocałunki i entuzjastycznie krzyknąć: Chyba gola strzeliliśmy!

Na partnera, który ostentacyjnie manifestuje swoją niechęć do mistrzostw, działa to jak płachta na byka:)))

5. Chwilę po, sprawdzić wynik w internecie.
Jest! 58 minuta Błaszczykowski:)


Polska do boju!:))
Są takie dni, kiedy muszę uciec od zgiełku rzeczywistości, zamknąć drzwi przed natłokiem wrażeń i bodźców.
Moje ciało krzyczy wtedy stop, moja dusza błaga o ciszę, pauzę, obraz kontrolny.

niektórzy mają konflikt między rozumem a sercem.

a ja nie potrafię iść za głosem serca - bo moje serce rwie się w przeciwne strony, chciałabym być w kilku miejscach naraz, w coraz to innych ramionach świata.
Czuję, jak rozrywa mnie od środka - bo moje serce to patchwork sprzecznych pragnień: bliskości, wolności, potrzeby przywiązania i głodu nowych wyzwań.
Chcę być w domu i poza domem, chcę stabilizacji i marzę o nieznanym jutrze. Każdy z fragmentów mojego połatanego serca żyje osobno, więc niemożliwe jest iść za jego głosem.

Dlatego zwykle pytam się intuicji.
Bo to ona najlepiej wie, czego dziś potrzeba memu sercu.

Teraz są to ramiona domu.
Zatapiam się w nich z uczuciem ulgi i błogości.

A rozsądek?
Rozsądek to pantoflarz - odzywa się tylko wtedy, kiedy wszyscy inni umywają ręce:)

poniedziałek, 11 czerwca 2012
- Mamusiu, ty płaces? - zapytał mnie Antek, kiedy po słabym dniu w robocie wracaliśmy autobusem. Kontroler biletów wisiał właśnie nad nami, wypisując mi mandat (bagatela 150 złotych!) za jazdę na gapę.
- Nie. Tylko troszeczkę - powiedziałam, ocierając nadprogramową łzę, która wylała mi się  z oka.
- To ja bede glaskał, nie płac mamusiu! - wykrzyknął i rzucił się, żeby mnie tulić. A to najlepsze tulenie pod słońcem - najczulsze, najkochańsze, najbardziej kojące.
W tym czasie kontroler wręczył mi świstek, życząc z uśmiechem miłego dnia.


Dzień nie był miły. Dzień był pełen niepotrzebnych napięć i łez, jakby się zlepiły ze sobą wszystkie małe smutki i zmęczenie z ostatniego tygodnia.
I nie pomogło kilka dobrych chwil, ani słowa-niespodzianki, nawet wyprawa na plażę okazała się dziś tylko krótkotrwałym lekarstwem. Choć gdy pływałam w chłodnej wodzie - taka lekka, taka wolna, taka jakby mnie ten świat nie dotyczył - było mi cudnie, najcudniej na świecie.






niedziela, 10 czerwca 2012
A było tak:
na początku wiedziona antymasowym instynktem zapisałam się na fejsie do grupy "Mam w dupie Euro", ale czym bliżej było do mistrzostw, tym bardziej chciałam poczuć tę ogólnonarodową ekscytację, bo przecież nie lubię, gdy mnie coś omija.
Tydzień przed zrozumiałam: Chcę wziąć w tym udział!
Uwielbiam zbiorowe histerie - adrenalinę, entuzjazm i wspólną radość. Wypisałam się z grupy "Mam w dupie Euro" i zaczęłam otwarcie manifestować swoją kibicowską postawę. O zgrozo! Faceci wokół mnie zupełnie niepiłkarscy. Endrju ma wstręt do futbolu, chłopcy w robocie nie czują piłkarskiego bluesa, więc ja - pewnie znów na przekór - postanowiłam zostać kibicką z prawdziwego zdarzenia.


W piątek pojechaliśmy do strefy kibica zorganizowanej przez Martę, Tomka i sąsiadów na ich podwórku. Był grill, piwko, dzieciarnia biegała, my gadaliśmy, zerkając od czasu do czasu na duży ekran.
Natomiast wczoraj wylądowaliśmy na wiejskiej strefie kibica u rodziców Tomka, gdzie spędziliśmy uroczy wieczór w ogrodzie, dogadzając sobie smakołykami z grilla i nie tylko.

Żeby było jasne - w mojej odmianie kibicowanie nie mecz jest ważny, ale otoczka:) Otoczka Euro bardzo mi się podoba!

A jeśli macie ochotę na ortodoksyjną odmianę kibicowania, tu skrawek mojej esemesowej korespondencji z Fruwakiem.
Czwartek 18.00
FRUWAK:
"24 godziny!!!:) Do boju Polsko!!! Oby dziś normalnie spać, aby się nie dłużyło!:)"

JA: /prowokacyjnie/: "A kto z kim gra?"

FRUWAK: "Uduszę! Zmniejszę dopływ tlenu!:) Ja już tyłem chodzę!"

Piątek 15.00
FRUWAK: W domu piwa i Campione, Campione w głośnikach!:) Jaki świat dziś jest piękny! Tego wszyscy nie zapomnimy nigdy! Ten kraj już nigdy nie będzie taki jak dzisiaj!"

To się nazywa prawdziwa eurohisteria:)))




piątek, 08 czerwca 2012
Co robicie?
Bo ja pracuję w Centrum Dowodzenia Wszechświatem:)



Zgadnijcie, gdzie to jest?:)


wtorek, 05 czerwca 2012
A dziś fajny dzień.
Bo znalazłam w sobie energię, aby rano pobiegać nad jeziorem.
Bo Betka miała sesję, którą powoli wieńczymy pewien fotoprodżekt.
Bo mogłam na chwilę oderwać się od tu i teraz.

Bo wykradłam trzy minuty, żeby pogadać z Walerką przez telefon i cholernie cieszę się na nasze wspólne wakacje w Beskidach.
Bo w pracy było dużo roboty, ale w dobrej atmosferze.
Bo nagrałam Krisowi filmowy instruktaż wiązania chusty.
Bo mogłam spędzić dobre popołudnie w domu z chłopakami.
Bo mi zwyczajnie dobrze, a jutro jadę w podróż.




***

BIURO W DOMU albo uroki wolnego zawodu
Rano. Endrju w kuchni pisze poranny raport, a ja kręcę się nago między łazienką, a pokojem.

Endrju odrywa się od roboty i patrzy.

ja: Ej, no weź!
Endrju: No co? Chyba mogę sobie popatrzeć
z cielęcym wyrazem twarzy, gdy się tak nago przechadzasz.
ja: Gdyby widzieli to Twoi pracodawcy, nie byliby zadowoleni.
Endrju: No fakt! Goła baba chodzi po moim biurze!


poniedziałek, 04 czerwca 2012
Pół roku temu narodził się pomysł, aby wybudować się na działce moich rodziców. Grunt za darmo, dziadkowie pod bokiem, jezioro tuż tuż, okolica bajeczna i blisko, bo 12 kilometrów od miasta - same plusy.
Pan od kredytów  nie wierzył:
- Pani nie zdaje sobie sprawy, co to znaczy budowa! te formalności! I pani chce to zrobić sama?!
Powstał projekt, przeszłam całą biurokrację, uzyskałam pozwolenie na budowę, udałam się do notariusza, złożyłam wniosek kredytowy.


Gdy sześć miesięcy później zjawiłam się u niego z kompletem dokumentów, zrobił oczy jak spodki:
- I pani sama wybuduje ten dom?
- Zatrudnię kogoś.

Zdążyłam przekonać Endriuszę, że to świetny pomysł (przekonał się)!, zdążyłam  zaprojektować biblioteczkę na antresoli, aby pomieścić nasze tysiące książek, zdążyłam Antka zapisać do przedszkola, które znajduje się przy trasie wlotowej, zdążyłam się nacieszyć tym domem jakbym go miała.

I gdy już czekałam na decyzję kredytową, nagle mnie olśniło. To było jak flesz lampy błyskowej - moment. Zrozumiałam, że nie mogę. Nie po to wyjeżdżałam do Poznania na studia, pracowałam w każde wakacje, szybko się usamodzielniłam, aby teraz wracać pod ciepłe skrzydełka rodziców.  Niby to tylko skrawek ziemi, na którym stanąłby mój osobny dom, ale nie.
O dziwo, moi rodzice zrozumieli. (Tutaj wielka zasługa Krisa)
Pan od kredytów popłakał się ze śmiechu, gdy zadzwoniłam powiedzieć mu, że jednak się rozmyśliłam.

I właściwie jakby tematu nie było, gdyby nie to, że straciłam wszystkie swoje oszczędności na akty notarialne i projekt. Nawet długi mam.
Wiec teraz jesteśmy biedni jak myszy kościelne. Biedni, ale wolni i z lekkim sercem. Jakie to cudowne uczucie!

Dziś - w ramach klepania biedy - zrobiłam obiad na cały tydzień. Mięso mielone w trzech wariantach:)

Najlepiej jednak komentuje sprawę mój rodzony braciszek:
- Ty tak ciągle gadasz, że kasy nie masz, a jak się czyta Twojego bloga, to pełen wypas - imprezki, kolacyjki, wyjścia. I pomyśleć, że Ty taką biedę klepiesz.

Jak widać, grunt to dobry lans:)

niedziela, 03 czerwca 2012
I kolejny pyszny weekend. Fajnie tak się huśtać od weekendu do weekendu, szczególnie gdy każdy jest ciut inny, odrobinę zaskakujący, przynoszący szczyptę nowych doznań.

Piątek - spotkanie z Basieńkami przy piwie na starej Warszawskiej. Diana przyleciała z Chin, więc był pretekst, aby spotkać się w prawie pełnym składzie. Ale jak to na takich spotkaniach bywa - trudno w trzy czy cztery godziny nadrobić rok rozłąki, zejść na poziomy głębsze i ciekawsze. Dlatego w sobotę w ramach kropki nad "i" wyskakujemy na kawę do Awangardy Bis.


Diana & Janiś

Wieczorem uderzamy z Endrju na Dajtki do Kamilli i Piotra na kulinarną orgię. Wędruję moimi zaułkami z dzieciństwa i zachwycam się. Jest mój szeregowiec i wyspa zboczeńców, i ślad po starej kuźni, i dom Myszatej jest, sklep Żyda też. W sklepie Żyda kupujemy fajki i pukamy do drzwi Kamilli. Wpadamy w zupełnie nieznane towarzystwo. Nieznane przez pierwszą godzinę, bo szybko okazuje się, że łączy nas pajęczyna tajemnych powiązań, o których nie śniło się nawet detektywom.

A dziś próbowaliśmy ochłonąć - do 13.00 wylegiwałam się w łóżku: ja z nową powieścią Leili Marouane "Życie seksualne muzułmanina w Paryżu", Antek z "Binta tańczy" kupionej w nowej księgarni na Skłdowskiej, a Endrju spał:)
Potem wessała nas logistyka.

Wisienką na torcie było wieczorne bieganie.
Żyć - nie umierać.
Gdyby jeszcze dziecko chciało spać:)


Antek w oczekiwaniu na Lody.


mniam!

- Antek, a wiesz, jaki dziś jest dzień?
- Ładny?
- Dzień dziecka!
- Mój dzień!
piątek, 01 czerwca 2012
Z okazji Dnia Dziecka, życzę nam wszystkim, abyśmy zrobili prezent swojemu  dziecku
- tym, którym kiedyś byliśmy i o którym czasem zapominamy.