..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
czwartek, 30 czerwca 2011

Co przyjemnego można robić w urodziny?
Spać, jeść, pić i gadać, oczywiście! 
Spałam... w pracy.
Wykorzystując chwilowe bezkrólewie, padłam na kanapę i zafundowałam sobie regeneracyjną drzemkę. Co za pychota! Drzemki koło czternastej powinny wejść na stałe do repertuaru firmowych procedur.

A po pracy: jadłam, piłam, paliłam i gadałam.
Wieczorem - spontaniczne picie w ogródku i gadanie z sąsiadką o Bogu.
Wszak 31. urodziny to doskonały pretekst do głębszych refleksji:)

Cóż poza tym?
Dużo życzeń z najbardziej niespodziewanych stron - dziękuję Wam wszystkim!

i piękny prezent od Endrjuszy:
zestaw plażowy w postaci, uwaga:
- zielonego kapelusza,
- kwiecistej tuniki,
- żółtych japonek,
- kolorowej chusty,
- oraz marynarskiej torby i równie marynarskich stringów:)))
W bonusie coś dla duszy: Antologia polskiej animacji na DVD.

A jutro....
w ramach równowagi, idę z rańca do dentysty.



Każdy ma swój napój




mniam, mniam, czyli niezmiennie Weranda Grill








- Nie mam pomysłu na prezent dla Ciebie.
- Nie masz pomysłu? Przecież jest tyle możliwości. Bielizna, perfumy, biżuteria, standardowo, jakąś fajną kolekcję dvd, album, karnet na uciechy dla ciała. Możesz wykupić czas antenowy i złożyć mi życzenia w radio, albo podarować mi czas antenowy w TV, żebym mogła wystąpić i powiedzieć co myślę o różnych rzeczach. Jest tyle kreatywnych możliwości!
- Już wiem, co Ci kupię!
- No????
- Książkę!

A wszystko dlatego, kochani, że dziś kończę 31 lat.
Piękny wiek - taki nieokrągły, niesymetryczny, niepodzielny przez dwa, ani przez trzy, ani przez cztery i pięć nawet.

Gadam z Walerką, która już wczoraj złożyła mi życzenia:
- I jak będziesz świętować urodziny?
- Jutro pójdziemy sobie do knajpki, a  na sobotę Endrju szykuje mi jakąś niespodziankę.
- I nie wiesz, co to będzie?
- Nie wiem.
Endrju wtrąca się do rozmowy:
- Ja też jeszcze nie wiem.

A jeśli chodzi o Kutno, to...zaskoczka:)



Wiedzieliście?
Oto, jak kształcą podróże:)

środa, 29 czerwca 2011
Sprostowanie do wczorajszego wpisu.
- Co to z bzdury wypisujesz na blogu?

- Jakie bzdury?
- Doskonały ogrodnik okazał się takim gniotem, że nie warto go reklamować, a skrzynek z ogórkami będzie osiem, a nie szesnaście!

***
Zaraz jadę służbowo szlakiem polskich dziur - tym razem do.. Kutna.
Kutno kojarzy mi się  z przesiadkami w drodze do Cioci Hanki do Łowicza, a Wam?

Obiecałam sobie, że będę archiwizować teksty, jakie padają w firmie (złotoustym jest mój szef:)  Może kiedyś stworzę słownik slangu branżowego?

I.
Rozmowa telefoniczna.

Po drugiej stronie kabla, produkuje się moja koleżanka odnośnie jakiejś oferty. Szef milczy, po czym odpala:
- Słucham tego jak świnia grzmotów, pogadaj z Agnieszką, ona wie o co chodzi.

II.
Wczoraj dyskutujemy o programie wyjazdu dla jakiejś korporacji.
Jest spór czy zorganizować im wyjazd rekreacyjny czy rywalizację.
W końcu pada zdanie:

- Ja się z koniem kopał nie będę. Klient chce rywalizację, zrobimy mu rywalizację! Mi to wisi kalafiorem!

***

Dobra misie, zwijam manatki i do miłego!

ps. Gdyby ktoś w Olsztynie przechadzał się nieopodal katedry, niech zerknie, czy na Staszica 15 wisi już moja tabliczka:)
wtorek, 28 czerwca 2011
Poranek na wsi. Słońce zagląda na poddasze.
Otwieram oczy i otwieram okna.

Pachnie rosą. Ptaki harcują w gałęziach świerku.
Dom jest pusty i cichy.
Endrju jeszcze się wyleguje,
Antek śpi w pokoju obok jak złoto.
Potem pijemy kawę, wychodzę jeszcze nad balkon pooddychać poranną wilgocią.
Pstrykam kilka fotek, ale nie złapię nieuchwytnego.
Dobrze mi.
Chwilę później suniemy przez pagórki do miasta, do niani, do pracy, do całego dnia.






Ojciec od kilku tygodni jara się swoimi grządkami - przepowiada ilości ogórków (będzie co najmniej 16 skrzynek) oraz kosze pomidorów i fasoli.
A ja dziś rano wyszperałam sekret powodzenia nowej pasji Ojczulka.






 
niedziela, 26 czerwca 2011

Wczorajsze garden party z powodu kapryśnej pogody przeniesione zostało w skromne progi mansardy  - dziewiątka dorosłych i siedmioro dzieci na trzydziestu metrach to prawdziwy odlot. Ale mnie się podobało. I okazuje się, że wszystko jest możliwe:)

Wieczorem, gdy już dzieciarnia poszła spać, łaskawe niebo się rozchmurzyło i choć nastała cholernie zimna noc, poszliśmy do ogródka. I tam, otuleni zmierzchem, toczyliśmy Polaków noce rozmowy...

Dziś natomiast dzień na wsi i kolejny wieczór pod gołym niebem.

Piszę to, leżąc goła pod kołderką i napawam się domowym ciepłem chłodnych czerwcowych wieczorów.

Jutro zmykamy na kilka dni na wieś.
Endrju ma urlop - pysznie!





sobota, 25 czerwca 2011

Sobotni poranek, za oknem słońce, Endrju jedzie na Mazury, a my z Groszkiem pójdziemy zaraz na rynek po warzywa i świeżą bazylię. Tę z ogródka zżarły mi ślimaki.

Ostatnie dni intensywne.

W środę szlajałam się po mieście z Martą. Wieczór był upalny, cudowny, ale jakieś napięcie wisiało nad miastem. Przed Pozytywką spisała nas policja za spożywanie piwa w miejscu publicznym, przed północą zdjęto z wiaduktu wisielca, o drugiej rozszalała się burza, której już nie słyszałam, bo spałam jak zabita. 

W Boże Ciało świętowałam, sprzątając chatę, a medytowałam, kosząc chwastownik. Popołudnie na kawie u Alutki, a wieczorem niespodziewany męski nalot w ogródku. Intelektualna  elita Olsztyna najpierw opowiadała rasistowskie dowcipy (im bardziej nieprzyzwoite, tym niestety śmieszniejsze), a potem gadała o motoryzacyjnych parametrach (tutaj już odpadłam).

Wczoraj imieniny cioci.
Jak zwykle fajna atmosfera, pyszne jedzonko, zabawne niuanse, które uwielbiam tropić, bo są pioruńską kompozycją czułości i złośliwości.
Miód z dziegciem.
Są też wspólne śpiewy, łacińskie sentencje, owacje dla najmłodszych przedstawicieli rodziny.

Endrju upomina mnie, że mam nie mieszać białego z czerwonym, bo ostatnie mieszania źle się dla mnie kończyły.

Wujek  bierze mnie na  stronę:
"Wiesz, Agnieszka, mężczyźni między 30.a 40. często bywają tak głupio zasadniczy, a dopiero po czterdziestce znów chcą się bawić i szukać rozrywek. No tylko, że wtedy już niekoniecznie z Tobą"

a kiedy Endrju dalej peroruje na temat mojego alkoholizmu, wujek dodaje:

"Lepiej być znanym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem".

I za to go uwielbiam!

Wieczorem - drugi dzień godzenia się po środowym prawie rozwodzie.
Czas po kłótni, jak powietrze po burzy - jest świeży i można oddychać głęboko. Do następnego zachmurzenia.

środa, 22 czerwca 2011
Poranek cichy.

Po pierwszej kawie kochany telefon z zagranicy.


W pracy bezkrólewie. Można by poharcować, ale jestem zawalona robotą.

Dopijam chłodne mleko, zlizuję białe wąsy spod nosa i jadę na spotkanie.

Wieczorem pójdę  w miasto odreagować.

A tutaj o tym, na co można mnie poderwać - hihi!

http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,9812143,Gdy_spotykam_faceta__ktory_czyta_i_jeszcze_potrafi___.html



wtorek, 21 czerwca 2011

A dziś służbowo pojechałam na rolniczy festyn koło Kwidzynia.
Letnie przejażdźki po warmińskich pejzażach to czysta poezja.









...a potem wróciłam do domu i dopadła mnie proza.
Znów ciężki klimat tam, gdzie może być fan.
Nie znoszę tego. Nie znoszę otaczać się ludźmi, którzy nie potrafią lub nie chcą znajdować frajdy w codzienności, a wręcz przeciwnie: lubują się w szukaniu ciemnych stron i przeszkód.

Chcesz się bawić?
Zacznij się bawić.

To przecież takie proste.
A jak przyjemnie jest zabawą ubarwić życie - znaleźć radość i w pracy, i w domu, i w nudzie, w wysiłku również.
Niestety dziś w mojej piaskownicy nie ma się z kim bawić.
Groszek już śpi.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Nad morzem, mimo wrogiej pogody, było pysznie.

Bo pysznie jest w dobrym towarzystwie, a Rafał, Gocha, Paulina i Lenka to ekipa wyborowa, z którą nie dość, że jest smacznie, to jeszcze wesoło.
Wczoraj było mi tak wesoło, że po północy zaczęłam widzieć podwójnie.

Cóż poza tym?
Znowu konsumpcjonizm, czyli kilka letnich seksownych szmatek, których pewnie nie będę miała gdzie założyć i dużo dobrego jedzenia. Odkryciem wyjazdu okazała się mała sopocka włoska knajpka - Trattoria Antica. Mmmm!

Było trochę łażenia, chwila plażowania i zanim się obejrzeliśmy, trzeba wracać do domu.
Dobrze, że ten tydzień taki krótki i znów weekend za pasem:)








piątek, 17 czerwca 2011

Wczoraj cudowny francuski film "Kobiety z 6. piętra", a potem wieczór w Pozytywce.

Dziś z panienkami urządzamy sobie olsztyńskie szóste piętro.
A jutro jedziemy nad morze, z którego przywiozę mnóstwo narcystycznych fot - hihi!

Adieu Misie!



komedia z mięsem, czyli coś co potrafią Czesi i Francuzi, a w czym my Polacy czujemy się jak słonie w składzie porcelany.
POLECAM BAARDZO!

środa, 15 czerwca 2011

A w aucie dziś gra mi Fisz. A jak to z Fiszem bywa - łazi potem za mną melodia i pod prysznicem, i w kuchni, i w łóżku.

Tęsknię, choć wiem nie powinienem,
Zostałem sam jak stoję z rozsznurowanymi butami
Mam pełen słoik słonych wspomnień o Tobie, o Tobie, o Tobie...

Bo wiecie, że ja Fisza love, jak mawiła warszawska Pusia:)



Dobranoc, do jutra, si ju!

wtorek, 14 czerwca 2011

Dziś w Trójce całkiem ciekawa audycja o dwóch twarzach Tadeusza Kantora. Gościem jest Miklaszewski - autor książki "Kantor od kuchni".

To chyba tak już jest, że wszystko od kuchni jest zawsze ciekawsze.
A ludzie przede wszystkim.

Dziś rozmawiałam z Robertem o książkach. Zadał mi kilka pytań, na które długo nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi.

1. Czy w realnym świecie, wśród ludzi, którymi się otaczam, odnajduję bohaterów książek?

- tu uświadomiłam sobie, że w ciągu ostatnich lat w ogóle nie obcuję z rozbudowaną fabułą. Że nie ma wokół mnie literackich bohaterów, bo w prozie, którą czytam, jest jakaś totalna pustka - nie ma barwnych, wielowymiarowych postaci, nie ma fabuły, jest za to dużo gimnastyki i szczątki opowieści.

2. Czy odnajduję siebie w jakimś literackim bohaterze.

Po kilkunastu minutach grzebania w głowie,  oświeciło mnie. Czy jakakolwiek postać literacka jest mi bliższa niż moja własna Matylda??

3. Czy jakaś książka wpłynęła na mnie, na moje działanie, na życie.

Książka jako taka w dużej mierze mnie ukształtowała. To na pewno. Ale żadna nie wpłynęła jakoś bezpośrednio. Poza sagą Musierowiczowej, bo dzięki niej pojechałam na studia do Poznania. Ale to stara i znana wszystkim historia.

I tylko z jednym pytaniem nie miałam najmniejszego problemu.

4. Czy można mnie poderwać na książki?

OCZYWIŚCIE!
Książki to mój fetysz. A czytający (lub piszący) facet działa na mnie tak, że...
od razu miękną mi kolana.


A to fota z cyklu "gadanie o męskich potencjałach i atrybutach"

poniedziałek, 13 czerwca 2011

odespałam.

Mam znów energię. Dopiero poniedziałek, a plany tygodniowo-weekendowe gęste. I fajnie.

Dziś dzień jak co dzień.
Jakaś praca, jakiś obiad na mieście, bieganie, film zaczęty, nadgryziony "Kochałem ją", do obejrzenia potem.

Na wieczne potem czeka i film, i Trans Gretkowskiej, którą skubię po kilka stron, mimo że jest naprawdę dobra. Na wieczne potem czeka pisanie. Bo pisać latem to grzech. Od czego są długie jesienne polskie wieczory? Latem trzeba żyć.

Mam dużo aptetytów. Nie wszystkie są sekretne. Z tych jawnych chciałabym pojechać na Openera, i na warsztaty do Kawkowa, i z basieńkami na weekend i z KGM na babską noc w spa. I jeszcze Warszawa czeka. W dwóch wariantach - z Antkiem i bez. Przydałby się i trzeci - bez dziecka i bez konkubenta:)
Potem wakacje i wreszcie na koniec Poznań, żeby poznać młodego Walerka.

Dużo tego. Będzie czym zażerać egzystencjalną pustkę;))

A teraz idę spać, aby nie trwonić cennej energii.

Dobranoc!

a fota z cyklu: "Chwila nieuwagi, czyli dziecko bez nadzoru, góra 3 minuty" albo "materiał na fryzjera":))


Stylizacja - od A do Zet Groszek.
Foto - ja.
Kosmetyk stylizacyjny - Sudokrem

niedziela, 12 czerwca 2011

Ludzie dzielą się na zielonych i niebieskich, na tych, którzy piją gorącą herbatę i na tych, którzy czekają aż ostygnie.
Dzielą się również na tych, którzy w weekend odsypiają tydzień i tych, którzy w tygodniu muszą odespać weekend.

Ja należę do tej ostatniej grupy i padam dziś na twarz. Dlatego po powrocie z rodzinnej imprezki od razu wskakuję pod prysznic i w piżamę (mimo że latem raczej jej nie przywdziewam) i w pozycji horyzontalnej próbuję opanować telepanie.

W międzyczasie dostaję w zęby z główki od Antka, więc już nie tylko mnie trzęsie, ale jeszcze mam usta jak Angelina Joli.

A weekend jak zwykle był... smakowity. Dwa bardzo fajne, choć zupełnie różne wieczory. Zamiast krwi w żyłach krąży mi wino z domieszką endorfin.
W powietrzu unosi się zapach wakacji, lata.

A latem noce są bardziej aromatyczne, powłoka mroku jest lżejsza. Latem łatwiej się żyje, chętniej się tańczy i mocniej się kocha.

Jak dla mnie - czerwiec mógłby trwać cały rok!

A teraz uciekam.
Muszę dać sobie chwilę wytchnienia.

A tu, rzeź niewiniątek, czyli jak Antkowi smakuje moja zupa



czwartek, 09 czerwca 2011

Co trzeba zrobić, aby poprawić sobie samopoczucie?
Najpierw trzeba dobić starą. A potem pojechać do Media Marktu i... kupić nową.  
Ledwo przekroczyłam przez próg masardy, zrzuciłam z siebie ubrania i wskoczyłam na nią. A była piękna - gładka, czarna, z połyskiem. Potem aby potwierdzić słuszność diagnozy, postawiłam na niej młodego. Wszystko się zgadza. Pełna precyzja.

- Kocham tę wagę! - wykrzyknęłam.

I tak oto schudłam dwa kilo w ciągu doby:)

Na fali wyśmienitego samopoczucia pojechałam do kina na zabawny ćpuński film Mr Nice, gdzie niecałkiem przypadkowo spotkałam Tymisową i Tomka. Już na wejściu oznajmili mi "radosne" wieści, że w Olsztynie zamknięto kolejną kawiarnię. Uwaga: Cafe Gazeta.

W ramach wspierania olsztyńskich lokali (każdy pretekst jest dobry)wstąpiliśmy po kinie do Pozytywki. Trochę się opieraliśmy, ale barmanom z tej knajpy trudno odmówić.
I w ten sposób zupełnie przypadkiem wylądowaliśmy na urodzinach, gdzie hitem prezentowym okazał się... futerał na banana.
Jak można się domyślać, niewinny prezent wywołał ogromną falę dyskusji - czy lepiej wkładać ze skórką czy bez, jak wygląda idealna krzywizna, do czego służą dziurki w etui i tak dalej, i tak dalej.

Grzecznie wypiłam lepki podpiwek, Marta duszkiem wciągnęła Świeże i rozeszliśmy się do domów.
A w domu...Endrju... otoczony łakociami, z lubością pogrążał się w mordowaniu ludzi na ekranie:)

Tyle na dziś,  już więcej gadać nie będę, idę spać.
Dobranoc Fistaszki!


środa, 08 czerwca 2011

Znacie to uczucie? Takie ciepło rozchodzące się po całej piersi, a biorące początek w okolicach mostka?

To ciepło czuję raz na jakiś czas i jest to chwila, mgnienie oka, ale dająca rozkosz i spokój zarazem.

To uczucie dopada mnie znienacka, choć w dość przewidywalnych okolicznościach: czasem jest to natura, czasem sztuka, rzadziej, ale również: ludzie.

Dziś źródłem mojego ciepełka były te pisklaki. Spojrzałam, pomyślałam o swoim pisklaku, który już spał i pobiegłam do domu.



Lubię wychodzić wieczorem z domu, gdy Groszek już śpi. Wychodzę wtedy z lekkim sercem, bo wiem, że nic mnie nie omija.

Dziś nie biegałam, nie pływałam, żadnych triatlonów.
Dziś poszłam na mostek - pooddychać poburzowym powietrzem.
Dookoła pusto, mgła nad jeziorem, cicho i dobrze.



Oko tygrysa

product placement

w jeziorze odbijają się chmurry

Czytam "Trans" Gretkowskiej. Zaskakująco dobry. Pisząc o swojej młodości, przywróciła do życia młodzieńczy talent.

"Nie jestem nimfomanką - zadręczałam siebie. Francuzi mają na to określenie lallumeuse - łatwo się napalająca. Szybko gasnąca na podobieństwo zapałki l'allumette. Zapałka pachnie diabelką siarką. Skóra potarta zakazaną pieszczotą ociera się o piekło. Próbowałam się z niego wydobyć. Nie ciałem, ono się nie nadawało. Nie zawodził mnie nigdy umysł trenowany od małego w myślowych wygibasach. Kartezju, patron Francuzów, pocieszał: Rozum jest jedynym dobrem, o którym każdy sądzi, że dostał go w wystarczającej ilości.
Manuela Gretkowska, Trans, s. 51

***
Gadam z kumpelą, która od niedawna ma romans.

- Kiedy się kocham z moim mężem, zawsze myślę o kochanku. A gdy się kocham z kochankiem to nie mam, kurczę, o kim myśleć!

poniedziałek, 06 czerwca 2011

Zacznijmy od końca.
Właśnie wróciłam znad jeziora. Woda jest cudowna, a ja po pływaniu czuję się jak nowo narodzona. Jeśli zbiorę się w sobie i pójdę jeszcze pobiegać, możecie mnie okrzyknąć rewolucjoniską lekkoatletyki i  twórczynią nowego triatlonu:
pływanie, niańczenie dziecka, bieganie:)



Ale miało być o weekendzie, więc do rzeczy:

Niedziela była dniem natury.
Poranek nad wodą, a popołudnie gdzieś na końcu świata.
Wreszcie mieliśmy okazję zobaczyć ziemię Alutki i Andrzeja - przepięknie jest tam! Zjechało się dawno niewidziane towarzystwo, gromadka dzieci buszowała w najlepsze, panowie jarali się ogniskiem (jeden piroman maniakalnie dokładał, drugi piroman piekł pieczarki), a panie gadały o tym i owym. Był jeszcze pies, ale on nic nie mówił.
Przy akcji z zepsutymi ogórkami popłakałam się ze śmiechu. I jeszcze wtedy, gdy Alutka zdradziła największy sekret Andrzeja. No i po raz kolejny, kiedy Andrzej zarzucił teściowi, że ten chce go otruć. Ogórkami właśnie.
(Na ognisku doszło do trzeciej nieudanej próby:)

 


Alutka pokazuje mi hektary


Plenerowe przedszkole

Pies w trawie

Alutka z Anielką zwaną Andżelą
Amelka




Andrzej: Próbuję wytłumaczyć Ali, że ja nie mam kryzysu wieku średniego. Gdybym miał kryzys wieku średniego, interesowałyby mnie kobiety młodsze przynajmniej o 15 lat. A mnie interesują wszystkie!

***

Sobotni wieczór skleił mi się z jeden, pewnie dlatego, że szlak imprezowy wiódł przez Pozytywkę.
W piątek trafiłyśmy tam z panienkami z KGM-u na tańce w klimacie lat 80.
Rozkręciłyśmy imprezkę do tego stopnia, że niektórzy przenosili się z choreografią na stoły. Impreza toczyła się również na chodniku, co sprzyjało nawiązywaniu znajomości. A jak wiadomo - znajomości zawarte pod wpływem i na imprezie zawsze są ciekawe. Choćby krajoznawczo:)

W sobotę miało być spokojniej, bo tylko na pogaduchy z Ramzesem, ale siłą rozpędu znów skończyło się na dłuugim wieczorze i jeszcze ciekawszych badaniach terenowych. Finalny zgon zaliczyliśmy u Tomka (Tymisiowa jeszcze balowała na innej imprezie), a otwarte przed 3 nad ranem wino było gwoździem do trumny.

Kiedy kładłam się spać, niebo było już jasne, a ptaki nad jeziorem wcinały pierwsze śniadanie, ćwierkając przy tym radośnie i hałaśliwie.
Rano ze zdziwieniem znalazłam w torebce wyrwany felieton z Dużego Formatu, co jasno wskazuje, że nie wszystko pamiętam.
O tym, że spotkałam kumpla z pracy i rzuciliśmy się sobie w objęcia przypomniałam sobie dopiero dziś w pracy, gdy go zobaczyłam.

O pisanych nad ranem esemesach nie miałabym pojęcia, gdyby nie dowody w skrzynce z wysłanymi.
Miejmy nadzieję, że reszta również ma tak dziurawą pamięć jak ja:)

niedziela, 05 czerwca 2011

Mam gardło przepalone fajkami, wątrobę w stanie krytycznym, brzuch mnie boli od śmiechu, a głowa od niewyspania.

Bilans snu w ciągu całego weekendu mogę policzyć na palcach obu dłoni i jeszcze palców zostanie.

A wszystko dlatego, że letnie noce krótkie, a taaaakie przyjemne!

Jutro - ciąg dalszy nastąpi.
Dobrej nocy!



Fota z piątkowego popołudnia
- jeszcze wtedy i głowa, i brzuch, i gardło, i wątroba
były na swoim miejscu:)

czwartek, 02 czerwca 2011

Wstyd się przyznać. Spłakałam się okrutnie na programie "Trinny i Susannah ubierają Polskę".
Wzruszył mnie jeden powszechny paradoks. Macierzyństwo - największy atrybut kobiecości - odbiera kobietom poczucie tejże kobiecości właśnie.

Zastanawiam się, gdzie leży problem. Na ile kobiety same z siebie rezygnują, a na ile jest to wynik społecznych presji.
Ile kobiet poddaje się takim naciskom? Nie wraca do pracy, zapomina o swoich przyjemnościach i potrzebach, bo przecież nikt nie nakarmi, nie wykąpie i nie położy spać lepiej niż mamusia.

Daleko nie szukać. To, że Antek po pobycie w szpitalu poszedł pod kuratelę niani, a ja wróciłam do pracy, również w pewnych kręgach wywołało święte oburzenie.

Ostatnio z Tymisiową zrobiłyśmy mały research, ile znajomych młodych mam pozwala sobie na wieczorne wyjście do kina, spotyka się z przyjaciółkami, wybiera się na tańce czy knajpianą włóczęgę, cokolwiek, co nie wiąże się z dzieckiem. Rezultaty nie były zbyt budujące.

I znów pytanie.
Czy nasi mężczyźni są aż tak nieudaczni, że nie można z nimi zostawić dziecka? A babcie, opiekunki, ciocie i wujkowie?

A może jednak to kobiety na własne życzenie zamykają się w czterech ścianach i najchętniej zamknęłyby wszystkich wokół?

Nie wiem. Nie mam gotowej odpowiedzi.

Grunt, że babeczki z KGM-u wyłamują się ze schematu i dlatego jutro idziemy potańczyć.
To był ciężki tydzień, więc mnie - Matce Polce Pracującej i Wojującej - należy się to jak psu zupa:))


środa, 01 czerwca 2011

Każdego wieczoru jezioro pokazuje mi  inne swoje oblicze. Wczoraj było gwarno - nad brzegiem wylegiwały się pary zakochanych, na moście rozbrzmiewały gitary i turystyczna piosenka, odpoczywało kilku samotnych rowerzystów taksujących wzrokiem każde napotkane dziewczę, gwarne grupki młodzieży przemieszczały się hałaśliwie, brzęcząc puszkami w plecakach.
Dziś, po burzy, jezioro było puste. Jedynie kilku wędkarzy moczyło się w wodzie po kolana, jacyś spacerowicze snuli się z czworonogami. Nad taflą wody lewitowała mgiełka, a łabędzie suneły dostojniej niż zwykle spowite mglistym woalem - i było tak cicho, tak dobrze. Pachniało. Wilgocią, drewnem i sokiem wiosennych liści. 

Biegam już drugi tydzień. Powoli staję się  częścią jeziornego krajobrazu, elementem lokalnego folkloru. Nie ma dnia, aby ktoś mnie nie zaczepił: wędkarze, samotni tatusiowie z wózkami, rodziny, starsze panie uprawiające nordic walking czy osiedlowe pijaczki.
- O ta pani już dziś nas mijała! Biegła! - krzyczy jakieś dziecko na mój widok.
- Bo ta pani szybko biega - wyjaśnia tatuś i puszcza mi porozumiewawcze oko.
- Widziałaś mamo? - dopytuje mała.
- Nie, nie widziałam - prycha towarzysząca im matka i dorzuca:
- nie muszę chyba na każdego zwracać uwagi!

Kilkaset metrów dalej, natykam się na męski duet:
- Ja panią codziennie obserwuję jak pani biega. Ma pani kondycję.
- No niestety nie mam
- odpowiadam zgodnie z prawdą.
- Za mało seksu widać!
- Za szybko kończę!

***

A to Groszek poranny w Dzień Dziecka:)