..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
niedziela, 31 maja 2015
Nie zapowiadało się, że ten weekend będzie aż tak smaczny.
W sobotnie południe zaliczyłam jakiś hiperzjazd i miałam ochotę położyć się w łóżku i wstać za tydzień.
Resztką sił poszłam biegać, przebiegłam dyszkę i mocny wystrzał endorfin postawił mnie na nogi. I do tej chwili endorfiny mnie nie opuszczają.

Zaraz po dyszce pojechałam na zasłużoną nagrodę, czyli wielkie gotowanie pod chmurką w Różnowie. Co tam się nie działo!
Pięć ekip kulinarnych, które uwijały się jak mrówki, przygotowując cuda na kiju, raj dla podniebienia. Ja dołączyłam do sekcji wege i wszystkie swoje talenty włożyłam w skrobanie, a potem smażenie marchwi. Heniu mówił, że pięknie smażę, a ja mu wierzę.

Chronologię ogarniam mniej więcej do momentu degustacji, bo potem wszystko zaczęło się cudnie mielić - to przy ognisku, to przy bufetach, to na parkiecie.

A o zmroku co odważniejsi wskoczyli do bani z gorącą wodą i wtedy to już karuzela rozkręciła się na dobre - a mnie bolały mięśnie za uszami od ciągłego chichotania.
Ale żeby nie było -zdarzały się i romantyczne momenty, gdy gapiliśmy się w niebo, podziwiając koniukcję Wenus, Jowisza i Saturna.

Do domu wróciłam grzecznie, bo chwilę po północy i mimo że nie pląsałam po rosie o świcie, jak było w pierwotnym planie, to czuję, że tej imprezie niczego nie brakowało.


gotowaliśmy z widokiem na dolinę - wizualny odlot
***

Dziś natomiast dzień zaczęłyśmy od kolejnej rozbójnickiej akcji pt." Uwolnij swoje wewnętrzne dziecko" i w Parku Kusocińskiego grałyśmy w gumę i klasy, skakałyśmy na skakankach i próbowałyśmy zachęcić dorosłych do wspólnej zabawy. Z różnym skutkiem, ale zdarzyli się dwaj staruszkowie, którzy pokopali z nami piłkę i fantastyczna pani, która zdjęła buty i w obcisłej spódniczce zaczęła grać z nami w gumę.


Resztę dnia spędziłam, nacieszając się moimi maluchami,za którymi tęsknię już po jednym dniu rozłąki i wtedy chciałabym je zjeść w całości, a już chwilę później zamordować i ukochać jednocześnie.

To był dobry tydzień. Endorfinki siedzą mi na ramionach i jest nam ze sobą dobrze.

A morał?
Gdy jest Ci tak źle, że już nic nie pomaga i na nic nie masz siły, wykrzesaj okruch i idź. Biegnij godzinę, nie musisz sie spieszyć. Gdy skończysz, świat będzie zupełnie inny, a potem już pójdzie gładko:)


piątek, 29 maja 2015
Mam niewidzialny pióropusz.

Zakładam go
- na wojnę, na samotność, na strachy, na każdy trudny dzień, a czasem i na noc.

Mój niewidzialny pióropusz nie odpędza lęków,
ale daje mi siłę, aby się z nimi zmierzyć.







czwartek, 28 maja 2015

O

Nie jestem w łatwym miejscu, dlatego w tym pędzie, jaki sama sobie funduję, nieustannie zadaję sobie pytania: czego pragnę? czego się boję? dokąd dalej pójść? jaką zapłacić cenę?

Miksują się w mojej głowie lęki i fantazje doprawione szczyptą wyobraźni i chochlą zdrowego rozsądku.

Na ile można iść na kompromis ze sobą samą?

A to wszystko w biegu, w pośpiechu.
Bo kolacja z Tymi (Tymi fajna, Plankton mniej), bo piwo u sąsiadów, bo bieganie, bo pierwsza przymiarka do napisania piosenki dla Piotrka, bo lekcja portugalskiego, bo dzieci, śmieci, groch i kapusta.

Jutro zaś Toruń i piknik motoryzacyjny, czyli dalej na wysokich obrotach.

A ja mam coraz większą ochotę stanąć na głowie i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.

Na chwilę wywrócić świat do góry nogami.


wtorek, 26 maja 2015

Żeby żyć - muszę się zakochiwać.
W ludziach, działaniach, książkach, miejscach, filmach i smakach.
Tylko wtedy świat nabiera rumieńców, a mnie się chce wstawać co rano z łóżka.

Daniel Passent powiedział o związku z Osiecką, że to był "pożar we krwi".

Ja muszę mieć pożar w sercu, a gdy umysł mi płonie - wtedy dopiero czuję, że żyję.

Więc chodzę po tym świecie i biorę jak ze szwedzkiego stołu.
Ale żeby nie było - i daję. Bo wierzę w symetrię i lubię dawać!
Tych, którzy skradną moje serce, zapraszam
- niczym na body sushi - można brać, ile kto chce.

Biorę i daję,
wracam i odchodzę,
przechadzam się po świecie, czerpiąc i ofiarując.
Tak mam.
Inaczej nie umiem.

Na dłużej zostaję tylko wtedy, kiedy pokocham.
Mam w życiu kilka miłości bezkonkurencyjnych i niezdradzalnych -
i to jest ta pierwsza najważniejsza iskra wszystkich innych płomieni.

***
Z okazji Dnia Matki - Groszek - jedna z moich dwóch miłości totalnych:

zrobił mi laurki
a potem wziął swoje pieniądze i sam poszedł do kwiaciarni.

WP_20150526_007

23:26, leelooo
Link Komentarze (4) »
niedziela, 24 maja 2015

- Dlaczego?
- Bo cenię Twoją niezależność w myśleniu i w życiu.

futro1111_kopia1

 

 

21:46, leelooo
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 maja 2015

Ale to był wieczór!
Planując kolejną rozbójnicką akcję, nasze synapsy tak się zagrzały, że ryczałyśmy ze śmiechu aż trzęsła się cała knajpa.
Ania z Martą płakały rzewnymi łzami, ja co chwilę parskałam śmiechem, niektóre z nas chichotały nieco zakłopotane coraz to śmielszymi pomysłami, a Gosia co chwilę pytała:
- Dziewczyny, czy wy na pewno lubicie facetów!
- Ależ lubimy!
- odpowiadałyśmy chórem.
- Ja nawet za bardzo - dodawałam, aby rozwiać wszelkie wątpliwości.

Ale to nie przeszkadzało zupełnie w szyderczej uczcie, która zaowocowała wieloma genialnymi pomysłami.
Królował
MOPMAN< CHATABOY< STRONKMĄŻ<MASTER PAN <PAN TOFEL

Jeśli tak wyglądają "ryczące czterdziestki" to mogę ryczeć.


A to grzeczny portrecik jeszcze przed burzą mózgów:)

czwartek, 21 maja 2015
Ależ mnie ratują takie krótkie wypady!
Jakby na chwilę wystrzelono mnie w kosmos!
Nałykam się gwiezdnego pyłu i wracam z nową energią.

Wszystko było za szybko i w biegu, ale Poznań przeżywany z prędkością światła, też ma swój urok.

Mareczek zaciągnął mnie po raz kolejny do indyjskiej knajpki nad Maltą (jak tam jest smacznie!), a z Walerką na Taczaka zjadłam śniadanie i wypiłam poranną kawę.

Gdzieś pomiędzy były jakieś biznesy, bo każdy pretekst jest dobry, aby powrócić na stare śmieci.

Zwolniłam dopiero w pociągu, gdzie:
- pograłam w QUIZWANIE
(może ktoś się dołączy, jestem pr(zero)myczek i jestem cienka)

- skończyłam czytać "Potarganą w miłości", której rogi są gęsto pozaginane, bo to książka o moim sercu.

A w Iławie dosiadł się do mnie bardzo interesujący facet, który dowiózł mnie do stacji końcowej.

Wysiadłam i jeszcze na poznańskim haju od razu poszłam biegać.

A potem - nałykana kosmosem - wyciszyłam się w gwarze dzieci i na dobre wróciłam.
Więc oto jestem.


jedyna fota - groszki i pieprzyki - jeszcze z auta.
Potem nie było czasu ni głowy.

wtorek, 19 maja 2015
Miałam coś napisać, ale tak kleją mi się oczy, że ledwo stukam w klawisze.

W niedzielę wygrałam rywalizację, która trwała do stycznia i polegała na tym, aby w każdym tygodniu zebrać co najmniej 5 treningów, które sumują się w jeden duży punkt z całego tygodnia.
Mimo różnych wichur i przewrotów, nie przebimbałam żadnego tygodnia, a moja średnia to 6 treningów w każdym tygodniu.
Siła dyscypliny.

W poniedziałek doznałam banalnego, ale jednak olśnienia. Magdalena Tulli - goszcząca w Czytankach Marginesu, zupełnie niechcący przekonała mnie o tym, że narzędzia krytyczne może bywają w czytaniu przydatne, ale nigdy nie zastąpią czucia.
Wniosek - w małżeństwie bez chemii jakoś się pociągnie. W literaturze, gdy nie ma chemii między czytelnikiem a pisarzem - katastrofa.

We wtorek,
czyli dziś.
Posprzątałam chatę, spakowałam manatki, zainstalowałam sobie quizwanie na telefonie i mogę jechać.

W środę - wpadam jak po ogień do Poznania.

W czwartek - wracam.

Pomyślności moi mili!
poniedziałek, 18 maja 2015
A dziś był taki dzień, który zaczął się słabo, a skończył fajnie, więc idę spać fully dressed with smile.

A tu nasz pierwszy rozbój uwieńczony na filmie:

https://www.youtube.com/watch?v=XbLH66GYcDo





niedziela, 17 maja 2015
Pamiętacie początek lat 90. i sejmową femme fatale - Anastazję Pe?

Jej erotyczny pamiętnik trafił do biblioteczki moich rodziców, a ja żądna "dorosłych" wrażeń, z wypiekami na twarzy, podczytywałam go ukradkiem.
Co to były za emocje!

Potem była Magda Em - śliczna i słodka. Rozkochała w sobie Polki i każda z nas chciała być taka jak Magda Em. Magda Em rządziła polskimi umysłami.

A teraz nadszedł czas Ewy Pe.
Ewa Pe jest kulinarną femme fatale.
W sobotę z okazji światowego Restaurant Day Ewa Pe wyprawiła wegańską kolację i zawładnęła naszymi podniebieniami.

Jej potrawy są jak małe dzieła sztuki - przed zjedzeniem trzeba konteplować.  Najpierw kuszą zapachem, potem sycą oczy, a na końcu zaskakują rozmaitością smaków. Ona natomiast niczym wiedźma-czarodziejka miesza kolory i faktury, egzotykę łamię polnym kwiatem czy zielskiem wprost z warmińskiej łąki. 


Istna zaklinaczka podniebień!

a o nasze wizualne wrażenia zadbała Marta Niedźwiedź przy wsparciu Marianny Sztymy - było pięknie!


* chutney cebulowo-rabarbarowy
marynowane boczniaki w cydrze z jabłkami i rzeżuchą łąkową



mus daktylowy z bananem, płatkami kokosowymi + płatki stokrotki, kwiaty fiołka, mięta i borówki


brownie z fiołkami

www.ewape.blogspot.com
piątek, 15 maja 2015
Que dia bom! Que dia surpreendente!

Primeiro - pierwsza w życiu piętnastka, półtorej godziny nieprzerwanego biegu. Przebiegłam, przeżyłam i nawet nie przemęczyłam się jakoś przesadnie.

Oto moja pętelka:)



Segundo - śniadanie na plaży. Już zamówiłam, już siadam, już jest cudnie, nagle wchodzi znajomy z branży i mówi, że umówił się tutaj z moim szefem.

- O rany, a ja mam urlop! - zaczęłam biadolić. - Błagam, idźcie obok, żebym mogła się nacieszyć moim wolnym dniem!
Zachichotał i poszedł obok.

Terceiro - spotkanie z Tymi. Ważne, po którym może być już tylko dobrze.
A jutro będzie podwójne dobrze, bo w Playschool jest Restaurant Day, który zapowiada się smakowicie nie tylko dla podniebienia.

Quarto - popołudnie z Antolkiem. Były i lody, i księgarnia i przepiękny film "SEKRETY MORZA". Seans obowiązkowy dla każdego dziecka - cudna alternatywa dla disneyowsko-pixarowych produkcji. Dla mnie półtorej godziny przyjemności wizualnej i wzruszeń. Ja chlipałam wciśnięta w fotel a Groszek oczarowany aż wstał z fotela i oglądał film na stojąco:)



Quinto - zaskoczenie dnia i smutny akcent na koniec.
Babcia w szpitalu. Babcia, o której od trzech dni piszę, wkładając jej werwę i charakter w powieściową postać wakacyjnej babki.
Na szczęście Babcia - jak to ona - jest w dobrej formie.
Prawdziwa kobieta z żelaza.

Boa noite os meus amigos:)
czwartek, 14 maja 2015
O Wzgórzach Dylewskich pisałam wielokrotnie - nie umiem tego wyjaśnić racjonalnie - ale to miejsce, gdzie moje serce trzepocze żwawiej.
Uwielbiam falujące pejzaże, wrażenie końca świata i bezkres. Wyjątkowym sentymentem darzę dylewskie miejscówki - hotel Ireny Eris, Starą Szkołę z kuchnią moich marzeń, a Kalinówka urzeka mnie wszystkim. Od kiedy pierwszy raz tam pojechałam, do dziś siedzę przy kalinówkowym kominku, w kalinkówkowym ogrodzie, sypiam w zielonej sypialni.

Kilka miesięcy temu odkryłam Pałac Pacółtowo.
Niezwykłe kobiece miejsce, bo to kobieta przywróciła mu czar i świetność.
To tam konie mają kryształowe żyrandole w stajni i to tam dziś urządziłam sobie małe bachanalia.

Kiedyś będę tam miała swój pokój i swojego konia.
Nie w Pałacu, ale w pięknie odrestaurowanej oficynie.

BYŁO TAK


A JEST TAK



www.palacpacoltowo.com
środa, 13 maja 2015
Wiosenny remanent trwa - zaczęłam od redukcji męża, a tu proszę - cała lawina zmian - w relacjach sąsiedzkich, zawodowych i przyjacielskich.

Jakbym nagle wpadła do wielkiego sita i tak mną telepie aż wytelepie ze mnie wszystko, co słabe, miałkie i niepotrzebne.

Bieganie jest dobrym sitem - można wytrzepać z siebie złość i żal. Przesiać negatywne emocje i zostawić te zdrowe i pożywne.

Ale teraz najbardziej potrzebuję harmonii.
Równego dokarmienia ciała, duszy i umysłu, równowagi między pracą a odpoczynkiem, domem a fruwaniem, bliskością a samotnością.

A że czas nie jest zbyt sprzyjający, dopieszczam się pośpiesznie i pomiędzy.

Jak dziś na fajnym kawo-montażu rozbójnickiego filmu,
jak tydzień temu podczas błyskawicznego wypadu nad morze.



a to skarby znalezione na brzegu:



wtorek, 12 maja 2015
Wtorek - i proszę, zupełnie inna energia!

Popracowałam, podukałam po portugalsku z naszą panią na Skype, wysprzątałam mansardę, pobyłam z dziećmi, a na końcu przełamałam passę i usiadłam do pisania.
Kilka tygodni temu miałam trzydniówkę z "piórem", kiedy co wieczór głucha na brzdęki fejsbuka, pisałam bajkę dla Antka. W trzy dni stworzyłam tyle, ile niegdyś tworzyłam w miesiąc. Wtedy przypomniało mi się, jakie pisanie jest cudne i jak bardzo ja go potrzebuję.

Dlatego teraz siadam i piszę.
I strasznie mi z tym dobrze.
Będę dziergać moją nową powieść rok, dwa, nieważne.
Byle by tylko oczko za oczkiem, rządek za rządkiem szły.

Bo pisanie to jedna z najtrudniejszych, ale i najlepszych ucieczek, jakie znam.


poniedziałek, 11 maja 2015
Rany, co za dzień!
Dzień absurdalnych katastrof normalnie - dziwne manowce w dyskusjach, pobity telefon, laptop roztrzaskany o podłogę (na szczęście pękła tylko obudowa), a do tego Polcia jeszcze wczoraj prawie zdrowa dziś mi ledwie dycha i Antek, który chodzi za mną i mówi, że mu się ten poniedziałek wyjątkowo dłuży.

Mi też się dłuży, więc niech się już kończy.
Do lepszego jutra futra!

A!
Jest już FANPAGE Rozbójniczek.
Polubiajcie!:)
https://www.facebook.com/lolerozbojniczki

niedziela, 10 maja 2015
No i pierwsza rozbójnicka akcja za nami. 
Było energetycznie i wesoło, a wisienką na torcie okazało się spotkanie z Martą Frej, która zgodziła się zostać honorową "członką" grupy wytwórczej LOLE ROZBÓJNICZKI i obiecała zrobić nam mema.

Jest MOOOC!

Więcej o akcji tu:
http://ro.com.pl/lole-rozsiewaly-usmiech-w-olsztynie/01206788













od prawej: ja, Marta Frej, Ania Góralska, Monia Falej


A moc była też na nocnym spotkaniu z dziewczętami z KGMu i niedzielnym popołudniu u Kasi.
To dobra nagroda po bardzo pracowitych dwóch tygodniach.
Od jutra zwalniam i wracam do normalnego życia, czyli dbam o work-life balance i dopieszczam się na każdym poziomie: umysłu, duszy i ciała.

czwartek, 07 maja 2015
Poetka znikła w oddali,
Bardzo Dalekiej Oddali,
Wszyscy Ją świetnie znali,
Wszyscy Ją strasznie kochali.
Lecz skoro tak ją kochali,
tak bezgranicznie, tak mocno,
czemu w co drugim Jej wierszu
taka straszliwa samotność?
Jeśli aż tylu Przyjaciół
wciąż przy Niej, za Nią się snuło,
czemu w co drugiej piosence
takie błaganie o czułość?


Wojciech Młynarski


Z okazji urodzin, rocznic i świąt uwielbiam dostawać biżuterię.
Bez okazji uwielbiam dostawać książki.

Ta książka wylądowała na moim biurku kilka dni temu.
Wczoraj otworzyłam ją po raz pierwszy i po raz pierwszy załkałam już na 22 stronie. To będzie piękna opowieść.

A piękne opowieści to najlepsze uwodzicielki.



środa, 06 maja 2015

Przy porannej kawie:
- Nareszcie mam energię, znów mam energię!
- Ale coś się wydarzyło?
- Nic. Wczoraj po południu po prostu poczułam, że wraca. Czułam nagły przypływ mocy.
- Czyli po prostu przytkała Ci się rurka z dopływem hormonów, a wczoraj się odblokowała?
- Nie, po prostu w weekend miałam poowulacyjny zjazd, a teraz poziom hormonów rośnie aż się ustabilizuje w normie.


Znacie to uczucie?
Ja tak mam - jak lecę w dół po równi pochyłej, to lecę. Jestem zatulona od środka, zastygła i spięta.
A potem nagle - dzień, a czasem trzy dni później - zupełnie nieoczekiwanie czuję, jak wewnątrz coś się rozluźnia, otwiera i wpływa tam fala wszystkiego, co dobre. Ta fala niesie ze sobą lekkość, radość, wiarę w ludzi, w życie i to cudowne poczucie mocy.

Mam tę moc, mam tę moc!
Mogę się podzielić, ale nie oddam:)




wtorek, 05 maja 2015
Moja mała Rozbójniczka robi się coraz większą gadułą, a ja zapominam, aby łapać te chwile i utrwalać, aby mogła siebie kiedyś zobaczyć. 

Oto film z wczoraj:

https://www.youtube.com/watch?v=wXfacOeWaAE&feature=youtu.be





poniedziałek, 04 maja 2015
Majowy weekend huśtał mną od radości po smutek, od werwy po wyczerpanie.
Ta werwa to wynik heroicznego wysiłku, aby się nie zapaść, aby nie odpuścić.
A dzięki tej walce przeżyłam kilka fajnych chwil.

Bo była piątkowa impreza u Alutki w gronie starych harcerzy.
Było miłe sobotnie śniadanie i premierowy grill u nas w ogródku z Asią, Markiem i Michałkiem.
Było niedzielne plażowanie z dziećmi i kolacja z Mamą też na plaży.

A wszystko to są drobne dowody na to, że życie nawet w tym ciemnym momencie otwiera przed nami okna i wpuszcza trochę światła.

A ja jestem z tych, co póki żyją, zawsze wyjrzą przez okno.
Więc wyglądałam.
I proszę:








sobota, 02 maja 2015
Pierwszy dzień bez dzieci, przed mną pierwsza bez dzieci noc.

Biegnę rozlewiskiem Łyny - jest pięknie, tak pięknie, że aż zapiera dech. Nagle zaczyna kropić, nieoczekiwanie przychodzi gwałtowna burza. Chowamy się pod drewnianą wiatą, burza mija, a my biegniemy w deszczu i w słońcu. Las miejski pustoszeje. Nad jeziorem nikogo. Tylko łabędzie majestatycznie suną w deszczu, jakby im nic nie padało nad dzioby.
A mi pada i jest fajnie. Jest dobrze.

Widzę galopującego jednorożca. To jednorożec, który wyłania się w chwili, gdy zachwycasz się światem, gdy masz poczucie, że świat należy do ciebie. Śmieją się nam gęby, a ramiona mamy lekkie jak ptaki. Jednorożec pędzi dalej, a my pędzimy do swoich domów.

W dobrym rozpędzie biorę prysznic, robię sobie sałatkę, kładę się do łóżka z książką i włączam Trójkową Listę polskich wszech czasów. Co jedna piosenka, to mocniejsza. A wszystkie o miłości.
Nawet nie wiem, kiedy zasypiam. Gdy się budzę nade mną wisi głowa bestii. Nie odganiam jej, choć to głodne spojrzenie wysysa ze mnie całe zapasy szczęścia. Puste oczy chłoną wszystko, co dobre. Wszystko, co dobre przepada w czarnych źrenicach bestii zwanej PUSTKĄ.

Patrzę jej w oczy, bo wiem, że nie zabawi tu długo. Za chwilę wyjdę z domu, pojadę na fajny wieczór, zagadam ją, zaśmieję, zapiję butelką wina. Ale na razie ona patrzy na mnie, a ja na nią. I przez te kilka długich minut jestem najsamotniejszą osobą na świecie, a serce szamocze mi się w klatce i wali na oślep, jakby i ono chciało mnie zostawić, ode mnie uciec.

Nie przeganiam jej.
Muszę ją oswoić.
Odchodzi wolnym krokiem, gdy wstaję, aby zrobić makijaż.

Może kiedyś wyciągnę do niej dłoń, a jej źrenice nie będą aż tak czarne?