..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
sobota, 31 maja 2014
Gdy byłam dziewczynką, zamykałam własne namiętności w niewidzialnej skrzyneczce i wciskałam głęboko pod poduszkę. Pod kołdrą dotykałam własnego ciała - jakie to było przyjemne! Czułam jednak, że dorosłym może się to nie spodobać.
Lecz im bardziej skrywałam seksualność przed światem i przed sobą, tym bardziej dzika i nieposkromiona się stawała. Patrząc na nastoletnie ciało, wiedziałam już, że hoduję piękną, lecz straszną bestie, która zaprowadzi mnie do krain cudnych i mrocznych. Kiedy więc wreszcie wypuściłam ją na wolność, przejęła nade mną władzę. A była królową bezwzględną i kapryśną. 

Od kilku lat oswajamy się nawzajem, ale to mocno spóźniona lekcja.  
Moja bestyjka nie będzie mi posłuszna. Ona jest z buszu, nie z zagajnika. Dlatego czasem muszę zamknąć oczy i wypuścić ją na manowce fantazji. Pląsa wtedy po bezkresach namiętności z moją drugą połową. Jak tygrysica w uścisku z sarną.
A pomiędzy nimi ja.

Wpis ten dedykuję mojej córce.
Jak i postulat w ramach Międzynarodowego Dnia Działań na rzecz Zdrowia Kobiet. Do akcji przyłączyłam się dzięki Jol-ene. 





czwartek, 29 maja 2014
CISZA - gdy siedzę z bliską osobą ramię w ramię, a nasze myśli  jak źrebaki razem gdzieś galopują.

Cisza, gdy zatopieni w lekturze podróżujemy po światach równoległych. 

Cisza - gdy jest tak dobrze, że brakuje słów. 

Cisza - gdy jest tak źle, że już nie ma nic do powiedzenia. 

Cisza przesycona namiętnością. 

Konspiracyjna cisza kipiąca chichotem.

Błoga cisza przerywana oddechem śpiących dzieci. 

Cisza to spokój, to niepokój, to szczęście,to gniew, cisza to ekscytacja, cisza to żal.

Wokół mnie cicho ciszami rozmaitymi. 




środa, 28 maja 2014
a dziś tak


wtorek, 27 maja 2014
Kiedy na wakacjach zamęczaliśmy naszą babcię marudzeniem: 
"Nuuudzi mi się!", babcia odpowiadała zawsze jednym tekstem:
"Inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą". 

Dziś takim smęceniem zamęcza mnie czasem Antek, a ja niezmiennie odpowiadam:
"Po to masz wyobraźnię, żebyś się nie nudził". 
Wyobraźnia to motyw, który stale przewija się w naszym domu. Antek wie, że wyobraźnię zabija nadmierne bajkowanie i zbyt duża liczba zabawek. 
Wie też, co najbardziej stymuluje wyobraźnię.
A mianowicie: NUDA. 

Bo ileż można skomleć, że nudno?
Jak się już temat wyczerpie, a matka nie reaguje, wtedy zaczyna się faza nieskrępowanej kreatywności. I nagle odkurzacz może być Reksiem albo ciężarówką, a fotel wyspą, która ucieka przez wiedźmą Meluzyną. 

Tutaj dzisiejsza głupawka wieczorna:
https://www.youtube.com/watch?v=oa5Itz2zNDs&feature=youtu.be
głośniki wymagane:)



A tutaj wspomnienie z sobotniego stymulowania dziecięcej wyobraźni, czyli warsztat bajkopisarski w Playschool. 






poniedziałek, 26 maja 2014
A dziś zamiast takiej wymuskanej laurki, napiszę tak jak czuję. 
Relacja Matki i córki to jest emocjonalny Broad Peak - nie może się obyć bez ofiar. 

Matce marzy się, aby córkę ulepić z tego, co najlepsze - dać jej swoje zalety i uchronić od własnych błędów. 
Zaś córka, aby odnaleźć nową tożsamość, musi uporać się z kosmiczną tęsknotą za matczynym ciepłem, musi się zbuntować, oderwać i tę matkę symbolicznie w sobie zabić. 

Moje  młodzieńcze bunty, choć intensywne, nie odcięły pępowiny, jaka łączyła mnie z moją Mamą. Bądź co bądź moja Mamuśka ma tak silną osobowość, że oderwać się od niej to wyczyn. Mój bunt był późny, sprowokowany przez własne macierzyństwo. Dopiero wtedy pierwszy raz krytycznie spojrzałam na moją Mamę. Nie była idealna. Nie dała mi wszystkiego. Nie umiała przepraszać. 

Otworzyłam puszkę pandory - wylały się z niej wszystkie żale, niedotulenia i krzywdy.

I ten stan trwał całkiem długo - na tyle długo, że pozwolił mi dorosnąć, wziąć odpowiedzialność za swoje życie. 

A po nim nastąpiło zrozumienie. 
Moja mama nie jest doskonała. Nie dostałam od niej wszystkiego, czego potrzebowałam, bo nie mogłam tego dostać. 
Zrozumiałam wtedy, że mam prawo do odczuwania braku, a jednocześnie nie muszę szukać winnego. Bo winnego nie ma. Nie ona jest winna. Winne są czasy, okoliczności i sama rola Matki obciążona ciężarem nie do uniesienia. 
Matki nie mogą zaspokoić wszystkich dziecięcych potrzeb. Nie tylko ze względu na miotanie się między pracą a domem i brak jednej recepty na dobre wychowanie, ale też dlatego, że mają prawo do własnego życia i własnych marzeń. Moje najnowsze odkrycie, prawie jak Ameryki: matki też mają swoje, oderwane od dzieci, życie! (Pamiętajcie o tym, Kochane trzydziestki!).

Dziś wiem, że moja Mama robiła wszystko, aby nasze życie było najlepsze pod słońcem. Dzięki niej, wiem też, że jestem piękna i mądra. Dzięki niej nie boję się wyzwań, a kiedy tracę, przypominam sobie jedną z ulubionych maminych fraz:
"w życiu nie tyle się zyskiwało, i nie tyle traciło".
(A gdy mowa o trwonieniu forsy: "Poszedł wół, niech ciele":)
Moja mama nauczyła mnie dystansu do codziennych problemów, śmiechu w najtrudniejszych życiowych sytuacjach i spoglądania innym w oczy bez zazdrości i bez kompleksów. 

DLATEGO DZIŚ MOJEJ MAMIE DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE:

Dzięki Mamo!

niedziela, 25 maja 2014
O jak mi dobrze było. I jest ciągle. 

Pogoda na rejsie cudna - i słońce, i wiatr, i chmury. Pogoda ducha jeszcze lepsza - chichoty, czary-mary i gadu-gadu nocą, gadu-gadu dniem. Popływałam, popiłam, pojadłam, pospałam, a przede wszystkim pośmiałam się tak jak lubię. 

Wrzucam kilka fot, których nie trzeba cenzurować. 
A to, co najciekawsze - jak zwykle poza nawiasem:)


Jak na okonia, to do Makowa



Angie i ostatni rejs przed rozwiązaniem



na pierwszy ogień poszła pigwówka

czwartek, 22 maja 2014
Deszcz niespodzianek trwa!

Niespodziewany list od Ewy i kolejna inspiracja w ramach babskiej wymiany - patrz foto. 

Niespodziewany zakup, bo przyszedł Jarek do alcatraz, że ma rower do sprzedania - miejski, dostojny, idealnie skrojony na taką panienkę jak ja. Pomyślałam jakieś 7 minut, a że myślę błyskawicznie -  jutro będziemy robić deal. 

Niespodziewana akcja foto.
Znalazłam w WO fajną akcję - "za co dziękuję Mamie" - jutro z rańca strzelę sobie fotkę dla mojej Mamy, a jeszcze bardziej dla siebie. Zerknijcie Dziewczęta. 

A poza tym pierwsze długie pływanie (woda w jeziorze jest już idealna!), przemiła pogawędka 
przy kawie i nalewce Kasi., wzmożony apetyt na czytanie (poza kilkoma tytułami, które są w kolejce, są dwa nowe - "Bokserka" Grażyny Plebanek i "Londyn NW" Zadie Smith) i wreszcie podjarka nadchodzącym weekendem.

Niespodziewanie, u progu miesiączki, jest dobrze.



***
Antek zabrał zabawkę Poli. Pola drze się wniebogłosy. Histeria na maksa. Antek nie zważając bawi się najlepsze. 
- Antosiu, zabrałeś jej zabawkę? Spójrz jak ona teraz płacze.
Antek rezolutnie:
- Może ząbek idzie?
środa, 21 maja 2014
A za mną dwa doskonałe dni!

Wczoraj wieczorem piwo z Krzyśkiem, który przyjechał do Olsztyna na spotkanie literackie. On mnie upił, a ja w zamian wyciągnęłam od niego garść sekretnych opowieści (a w wyciąganiu stories jestem niezła:), wróciłam do domu przed północą jak wzorcowy Kopciuszek, a nawet lepszy - bo w obu pantoflach. A że w chichocie i zygzakiem? Nie bądźmy drobiazgowi!

Dziś natomiast o świcie popędziłam do Wawy biznes robić. 
A pomiędzy biznesami nabyłam przeeeepiękną czerwoną suknię na specjalną okazję, wzięłam udział w seansie hipnozy (tak, tak! byłam w transie! to działa!), a na koniec uciekałam razem z moją firmową koleżanką przed policją. Oni za nami, my przed nimi, skręcamy w boczną uliczkę, jeszcze jeden zakręt, wysiadamy z auta, już uciekamy do sklepu, a oni tuż przy nas, kogut się świeci, wyskakują z radiowozu, a Angel łapie się za brzuch w 6. miesiącu ciąży i jęczy: 
- Ale..ale.. ja się źle czuję!
Strażnicy prawa w popłochu zerkają na brzuch, oblewają się rumieńcem, przepraszają i wracają do radiowozu, a my śmiejemy się najdyskretniej jak się da. Ale nie da się. 

To były bardzo fajne dni. 
Czas odsapnąć. 

...A to rewelacyjna fota z okładki. Mogę na nią patrzeć bez końca:)

wtorek, 20 maja 2014
poniedziałek, 19 maja 2014
A czasem zdarzają się tak fantastyczne momenty, że nawet hormony muszą abdykować. Więc choć krzywa mojego samopoczucia powinna teraz opadać, nic z tego - dobrze mi!

Weekend upłynął mi w słońcu i deszczu, z  dzieciakami i bez, na trawie i na kanapie, w zgiełku i w ciszy.

Sobotni poranek z książką, niedzielne śniadanie w łóżku, wesoły spacer z Ewą na kibicowanie Fruwakowi w triathlonie, przepyszna kolacja w Casablance, trochę snu, seksu i tańca i wszystko, co pyszne i lekkie jak bita śmietana. 

A tydzień zapowiada się gęsto, a ja się huśtam pomiędzy wierzchołkami przyjemności. 



sobota, 17 maja 2014
A Basia mnie wczoraj nakarmiła!

W ramach inspiracji i dzielenia się własnymi odkryciami dostałam tę oto książkę. 

Tak bez okazji, ot po prostu
- zrobiłaś mi wielką frajdę Kochana:)




czwartek, 15 maja 2014
Tulę i obcałowuję maluchy po powrocie z Wawy:
- Ja to mam szczęście! Mam najfajniejsze dzieci na świecie. 
Antek z lekceważeniem macha ręką:
- Każda mama tak myśli o swoich dzieciach.

i tak powinno być:)


fot. Anne Geddnes
***

A wieczorem opowiadam bajkę na opak, w której zamieniam bohaterów. 

Od czasu do czasu tak robię. 

I wtedy zamiast Czerwonego Kapturka jest Zielony Berecik, który idzie z plecakiem pełnym smakołyków do chorej babci, a Kopciuszka wymieniam na Felka Pantofelka. Felek ma złych braci, którzy każą mu szorować podłogi i okna, ale to on kradnie serce najpiękniejszej księżniczce. Szewczyk Dratewka ustąpił miejsca Szwaczce Dratewce, a na ziarnku grochu sypia też chimeryczny i delikatny książę. 

Jedna drobna zamiana, a bajka nabiera zupełnie innego charakteru - spróbujcie!

środa, 14 maja 2014
Hormony i atawizmy - to dwie siły, które władają moim samopoczuciem i pragnieniami, wskrzeszają tęsknoty i odpędzają lęki. 
Dzięki hormonom wznoszę się i opadam na energetycznych falach, a dzięki atawizmom świat wokół mnie zdaje się bardziej magiczny. 

Księżyc mnie chroni, przyroda koi, a wilki i niedźwiedzie unoszą mnie na swoim grzbiecie, torując nam drogę przez las. 

Ostatnio trafiłam na cytat, który potwierdził, że moją słabość do tych istot wcale nie jest przypadkowa:

"Żmudzini o wilkach przez uszanowanie nie 
mówili wilki wyją, lecz że śpiewają. Także o innych zwierzętach. Natomiast o kulcie wilka i niedźwiedzia u Słowian pisał K.Moszyński: wilk uchodził za pogromcę złych demonów, a niedźwiedziowi przypisana była władza odwracania zła"
(A.Bruckner "Starożytna Litwa")



A za mną fantastyczne popołudnie
- dwie godziny totalnego relaksu w gabinecie kosmetycznym
i inspirująca sąsiedzka herbata. 

Jutro gnamy do stolicy - agenda napięta jak struna. 
Dobrej nocy!
wtorek, 13 maja 2014
Taki mam lekki czas - buzuje we mnie energia, słodko drzemie błogość, ambicja gdzieś głęboko się tli, ale nienachalnie. 
Pewnie dlatego zamiast zredagować ostatnie 10 stron powieści, wolę poczytać lektury błahe, aczkolwiek miłe memu sercu:)

Oto mój majowy zestaw:
"Gorzka czekolada" - literatura niskich lotów, doskonała na majowy chillout
"W Paryżu dzieci nie grymaszą" - dzięki tej lekturze dzieci nad Długim też grymasić przestaną:)
"Być kobietą i wreszcie zwariować" - najnowsza książka Kasi Miller, czyli mój absolutny majowy przysmak



A żeby można było na chwilę złapać oddech i zerknąć na literki, 
jestem gotowa pozwolić dzieciom na wiele. 

Malowanie po szafie? A tam! Malujcie!




poniedziałek, 12 maja 2014
Jest design!




są chwile, kiedy chciałoby się mieć 7 żołądków:)


wbrew pozorom poważnych rozmów nie było



Gosia czeka na swoją kreskę:)


A Tymi udaje, że zna coś więcej niż bonjour i french kiss




Panie leżą przed Woodym Allenem



I Organizatorki:
Emilka - moje odkrycie sprzed kilku miesięcy:)



oraz Agata - którą znam z czasów lasu i brezentowych namiotów



a to jedna z wielu fotek ze wspomnianej perspektywy loda - 
atut - nie widać drugiego podbródka:)


Jeśli lubicie pyszne jedzenie i doskonałe wino, chcecie spędzić wieczór z fajnymi babkami, a przy okazji poznać najlepsze alibi na schadzkę z kochankiem lub strzelić sobie focię z "perspektywy loda" to w imieniu Organizatorek zapraszam Was na "Dobry wieczór". 

Dziewczyny miały świetny pomysł!

Emilka oraz Agata zorganizowały w Playschoolu pierwszy dobry wieczór we francuskim stylu, czyli zapewniły nam klimatyczny wystrój, rewelacyjny poczęstunek i kilka francuskich atrakcji. Reszta leżała już w naszych rękach. 

Lecz tam gdzie jest wino i kobiety musi być dobrze. I było. 

Przechichotałam więc popołudnie z tandemem kulinarnym Karolina& Gosia, pogadałam chwilę z innymi babeczkami, a na finał - kiedy dziewczęta już się nieźle zintegrowały, zamieniłam się w słuch i tylko parskałam śmiechem, bo opowieści należały do gatunku tych najlepszych. 

Dziś już wiem, że muszę koniecznie przepisać się do ginekologa Kafki (tylko jego pacjentki mogą nosić bezkarnie gumki w torebce), wiem też, że należy koniecznie zacząć odwiedzać rodzinne groby (ja mam w Łowiczu!), a także będę pamiętała, że zanim wetrę banana we włosy, muszę go dobrze zmiksować (w przeciwnym razie czeka mnie kilka dni żmudnego wyczesywania).

Było pysznie!





To był baaaaaardzo przyjemny weekend, po którym czuję się energetycznie naładowana, a jednocześnie cudnie wykończona jak po spotkaniu z... radziecką armią;)
sobota, 10 maja 2014
Sobotni ranek, przedpołudnie i popołudnie z dziećmi, bo Endrju w radio. 
Zdążyliśmy już zrobić naleśniki z czekoladą, zjeść drugie i trzecie śniadanie, pójść w odwiedziny, pojeździć na hulajnodze, oglądać bajki, stworzyć dzieło sztuki, 
ale żeby nie było tak różowo, Antek ma fazę jęczenia i płakania z byle powodu, a ja huśtam się między czułością a nienawiścią. 

Ale już za dwie, najwyżej trzy godziny porzucę posterunek. 
Nie będę ukrywać - czekam jak na zbawienie:)

*** 
A teraz zagadka z wczoraj:

KTÓRA TO GODZINA?
- Antek, sprawdź godzinę na piekarniku!
- Jeden, kwadracik i linia zakręcona w dół, kropka, pięć albo dwa, kwadracik i linia zakręcona w górę!


Kto zgadnie?:)
czwartek, 08 maja 2014
- Czego potrzeba, aby zostać pisarzem?
- Drukarki! 


Tak odpowiedziały mi przedszkolaki na spotkaniu z interesującym człowiekiem. 
A tym interesującym człowiekiem byłam ja sama - tak, tak, Monia wkręciła mnie w taką akcję.
Więc dziś ubrałam się najkolorowiej jak się da (Antek, mój osobisty stylista zatwierdził wybór garderoby), nałożyłam korale z guzików, wzięłam pod pachę maszynę do pisania i moją bajkę, i... pojechałam!

Było zabawnie, mimo, że nie jestem strażakiem (ten to dopiero musi budzić emocje), dzieci chyba miały podjarkę. A ja jeszcze większą. No i wreszcie miałam komu przeczytać moją bajkę o cipkach, siusiakach i ubocznych skutkach bzykania. 

Fajne doświadczenie, po którym jestem tak wykończona, że najchętniej przytuliłabym się do największego misia świata i zasnęła.
A potem obudziła się i pobiegła dalej.



wtorek, 06 maja 2014
Macie tak czasem, że coś absurdalnego, nieprzewidywalnego, wariackiego robi Wam cały dzień?

Do teraz mam przed oczami obrazek brygady śmieciarzy, którzy machają do mnie pogodnie z pomarańczowej ciężarówki albo zastęp wiewiórek przebiegających mi drogę czy wesołych wędkarzy na mostku, z którymi ucinałam sobie pogawędkę, pędząc do pracy. W piątki czasem jeden tekst Wojciecha Manna w radiowej Trójce potrafi "zrobić mi dzień". 

A dziś dzień zrobiła mi jedna niewinna fota buraczka. 
Ale to nie byle jaki buraczek!
Bo to buraczek w towarzystwie marchewki, chabra i powoju, które Bacha wytatuowała sobie na ręce. Aż zadzwoniłam, aby pogratulować jej wariactwa i fantazji i przez cały dzień chichotałam w myślach i nie tylko. Szczególnie, że Basia zamierza rozwijać swoje grządki. Wspomniała coś nawet o brukselkach wypadających spod pachy. 

Dzisiejszy dzień zostawi w mojej pamięci jeszcze kilka innych fajnych obrazków, bo to był dobry dzień, choć przecież tak zwyczajny jak wiosenny buraczek. 

A Wam, co "robi dzień"?


Basia i jej buraczek:)
poniedziałek, 05 maja 2014


Jestem na fali wznoszącej – czuję jak mnie niesie.  

O poranku zachwycam się łabędziami, które przecinają sunące kłęby mgły, brodzą w niej jak w wacie, a poranne słońce złoci ich smukłe szyje. Ten olśniewający spektakl rozgrywa się w ciszy, którą tak lubię, kiedy idę do pracy brzegiem jeziora. W pierwszym odruchu chwytam za aparat, ale zaraz rezygnuję – są rzeczy, których nie złapię, nie zatrzymam na dłużej. Przemykają i zostają jedynie pod powiekami.

Wieczorem rozczula mnie widok pierwszych kaczych matek. Poruszają się z piszczącym stadkiem kwilących maleństw i są takie przejęte, takie czujne, takie oddane.
Śmigam sama na hulajnodze, którą podwędziłam dziecku i jest mi dobrze. Nie. Jest mi wspaniale. Hulaj dusza. 

Zjadłam dziś pyszny obiad w Casablance, zdobyłam książkę Doris  Lessing  „Marta Quest”, a teraz piję wino i tak bym chciała, aby ten stan trwał wiecznie.

A to tylko hormonalna fala – jeszcze tydzień i powoli będziemy opadać. 

niedziela, 04 maja 2014
To był przecudny długi weekend - dzieci pierwszy raz od stycznia zdrowe, zjechali się bliscy, był czas na spotkania rodzinne, towarzyskie, oddychanie słońcem, lasem i wodą - mmm bosko!

Przez ostatnie cztery dni zdążyłam się wprosić do teściów Tymi na obiad na wsi, wypić poranną kawę i wieczorne piwo z licealnymi Basieńkami, zjeść śniadanie w Chilli z KGM-em, wysączyć popołudniowe wino z Olą, Łukaszem (kawa) i małym Rafałkiem (sok), spędzić dzień z moim najlepszym ze wszystkich braci i naciągnąć na obiad najpierw rodziców, a potem teściów. Bajka. 

Nie ugotowałam nic, niczym się nie przemęczałam - jak na długi weekend przystało - trochę hasałam z dziećmi, a jeszcze więcej bez nich. 

I tak powinno być:)