..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 31 maja 2013

- Antek, a wiesz że jutro jest Dzień Dziecka?
Antek zdziwiony:
- Dzień Cycka? A co to za dzień?


Głodnemu chleb na myśli, czy co?:)

W długie weekendy nie mam szans na bycie osobną, autonomiczną istotą - huby mocno przyssane piją moje soki.

Milczenie mogę przerwać jedynie warmińskim pejzażem.
Pięknie tu u nas, co nie?:)

wtorek, 28 maja 2013

Żyjemy w czasach przesytu!
W butikach sterty ciuchów do wyboru-do koloru, w księgarniach stosy łakomych lektur, w internecie dziesiątki apetycznych przepisów - nic, tylko gotować i jeść..

Do niedawna zbierałam przepisy, kupowałam kilkakrotnie więcej książek niż zdołałam przeczytać, zamawiałam ciuchy, których potem nie nosiłam.

Ale im więcej, tym mniej. Satysfakcji oczywiście.
Dlatego od niedawna próbuję wprowadzić reżim.


Nie kupuję więcej niż dwóch książek na raz.
Nie zaczynam drugiej, dopóki nie skończę pierwszej.
Zanim dojdę do kasy z nowym ciuchem, zadaje sobie pytanie: czy nie mam już czegoś podobnego w szafie, do czego to założę, czy to wnosi coś nowego do mojej garderoby?
Zwykle robię w tył zwrot i odwieszam na miejsce:)

A dziś założyłam plik z przepisami.
Zasada jest prosta.
Przepis - realizacja. Dopóki nie zrealizuję jednego przepisu, nie wklejam kolejnego.

Pierwsza pozycja - udana - kuleczki z czerwonej soczewicy znalezione u Mlecznej Krowy


Nie ma świąt bez postu, a nadmiar odbiera apetyt.
W dzisiejszych czasach głód staje się błogosławieństwem. Bo zamiast głodu towarzyszy nam co najwyżej fikcyjny neurotyczny niedosyt.

Jeszcze jeden tytuł, kolejna sukienka, coś bym zjadła, ale nie wiem, co.

poniedziałek, 27 maja 2013

Wywołana Waszymi wczorajszymi komentarzami opowiem Wam o mojej małej modowej przyjemności, która zaczęła się nie tak dawno temu i nosi tytuł: młodzi polscy projektanci.

Jak niektórzy pamiętają, miałam kiedyś sklepik z handmade'ową biżuterią oraz torbami. Zwał się "Diabeł tkwi w dodatkach" i szybko go diabli wzięli. Zostało mi po nim kilka pudeł cacek, które albo rozdaję, albo noszę sama.

Tymczasem bardziej zaczęły mnie kręcić ciuchy szyte na niewielką skalę przez młodych polskich projektantów.
A motywów mam kilka:
- znużenie sieciówkami
- przyjemność plądrowania ciekawych stylizacji w internecie
- świadomość wspierania rodzimych i utalentowanych
- tęsknota za dobrą jakością - materiał + wykonanie

I tak, raz na jakiś czas, wynajduję i zamawiam w necie jakiś modowy znak zapytania. Przypomina to trochę kupowanie kota w worku - bywają rozczarowania, ale i fantastyczne odkrycia.

Na zdjęciach z wczoraj: sukienka z
Kowalski Fashion oraz leginsy z Dream Nation (co do tych ostatnich, jakość nie porywa niestety)

Ostatni mój zakup i zachwyt to spodnie z firmy o wdzięcznej nazwie Hultaj Polski (boska, co?) Wzięłam stamtąd hultajskie spodnie dla siebie - z których prawie nie wychodzę, bo takie są miluśne, identyczne, tylko mniejsze - dla Antka, a dla Poli sukienkę. 

Lubię też moje kontrowersyjne spodnie od
Give me five (znacie je:), bluzę z Nubee, Kokilok oraz Distense (moja faworytka)

Kolejna paczka przyjdzie wkrótce od dziewczyn z Insomnii.

I tyle tej rozpusty, bo to ciuchy nietanie, i niestety czasami nie warte swojej ceny, ale mam takie własne drobne szaleństwo i już.
Na co dzień zaś mieszam ciuchy sieciówkowe z tym, co wyszperam tu i ówdzie:  choćby na osiedlowym bazarku.
Perełki za bezcen - polecam!

niedziela, 26 maja 2013

Piątkowy wieczór zaczął się nadspodziewaną sielanką: Antek zasnął niemal od razu, chwilę później Pola. Endrju otworzył sobie browara, a mi nalał symboliczny kieliszek wina. Gawędząc, spokojnie żeglowaliśmy na północ.
A przed północą... Antek zaczął dziwnie sucho kaszleć. Chwilę później już się dusił i dławił. 

Obudziłam go i krzyczę:
- Połknąłeś coś?
- Tak!
- odkrzykuje i dusi się, i czerwienieje, i puchnie.
- Co połknąłeś?? - wykrzykujemy z Endriuszą przerażeni.
- ..u..cika!
- Ludzika????!!!
- Nie! U..cika!
- Jezu! Coś ty połknął?!
- panika narasta.
A Antek ledwo żywy wykrztusza wreszcie:
- TRU-CIZNĘ!!!

Mimo ciężkiego przerażenia parsknęliśmy śmiechem. Ale że do śmiechu nie było, Endrju zadzwonił po pogotowie. Ekipa zjawiła się w 5 minut, a kwadrans później Antek i Endrju pojechali do szpitala. Zapalenie krtani.
Położyłam się spać, dziękując w duchu, że nie jestem samotną matką, a już rano wraz z Polą popędziłyśmy dodać chłopakom otuchy. Na szczęście już popołudniu zostali wypisani.

A dziś - w ramach ratowania resztek weekendu - pospacerowaliśmy kibicować zawodnikom startującym w biegu Copernicus.

pod mostem


a to nasza faworytka - Ania - tuż przed metą


i pierwsze klonowe noski


piątek, 24 maja 2013

Lubię ten stan, kiedy się w coś wkręcam - można to nazwać ucieczką od życia, ale ja wolę określenie "podróż". Moja głowa lubi podróżować - dlatego tak bardzo kocham fabuły - w kinie, książce, dobrym serialu.

Teraz pochłonął mnie bez pamięci polecony przez mą Ciotkę "Skandal". Łykam odcinek po odcinku i żyje trochę jak we mgle, bo moje myśli tylko w połowie są nad jeziorem Długim. Reszta błądzi w okolicach Białego Domu:)

Kiedyś w wywiadzie Świetlicki zdradził mi sekret dobrej fabuły.
Trzeba pokochać bohatera. Niby banał, a wcale nie taki prosty, bo od wielu seriali odbiłam się właśnie dlatego, że postać nie uwodziła (ostatnio serial Kości).
Natomiast boską Oliwię Pope ze "Skandalu" pokochałam od pierwszego wejrzenia. Spróbujcie.
O ile macie dużo wolnego czasu. W przeciwnym razie grozi Wam konflikt wewnętrzny.

selfshot komórką - leżę i oglądam:)

środa, 22 maja 2013
Bóg jest wykrzyknikiem mającym skleić wszystkie skorupy rozbitego dzbana: jeśli ktoś w niego wierzy, to znaczy, że jest zmęczony, że już sam sobie nie potrafi poradzić. Ty nie jesteś zmęczona, bo jesteś chodzącym wątpieniem. Bóg jest dla Ciebie znakiem zapytania. I tylko ten, kto się dręczy pytaniami, żeby znaleźć odpowiedzi posuwa się do przodu; tylko ten, kto nie ulega potrzebie wygody, jaką jest wiara w Boga, uchwycenia się tratwy, żeby na niej odpocząć, może zaczynać od nowa; żeby wciąż na nowo sobie zaprzeczać, wciąż na nowo zadawać sobie ból.

Fallaci, List do nienarodzonego dziecka, s.135.

Piękna książka.
wtorek, 21 maja 2013
Dystans. Słowo-klucz jeszcze z czasów studenckich.
Zawsze gdy z Walerką znalazłyśmy się w opałach powtarzałyśmy sobie, że najważniejszy jest dystans.
Trzy kroki wstecz i od razu pojawia się humor, autoironia, groteska. Nie taki wilk straszny, a kłody rzucane pod nogi - do przeskoczenia.
Z dystansu też zabawnie jest obserwować cudze zachowania.
Na przykład okiem prowincjusza spoglądać na Warszawę, a tam..  gorąca dyskusja zapoczątkowana na fejsie przez  radiową dziennikarkę o tym, że w Zielone Świątki,  po godzinie 13.00, gdy już skończyła się oferta śniadaniowa, nie mogła w żadnym lokalu zjeść jajecznicy. Głodna i wściekła przemierzała stołeczny bruk, aby wreszcie trafić do knajpy, w której zadeklarowano, że zaserwują jej śniadanie nawet o północy. Uff! Co za szczęście! Znów jest po co żyć!

Dyskusję odkrył Endrju i cały dzień przeżywał, że w tej Warszawie to dopiero mają problemy. 
- Gdybyśmy tam żyli, też byśmy takie mieli - kwituję.

Ale żyjemy tu i nie mamy.
Więc oddychamy z ulgą.

Jak dobrze mieć dystans prowincjusza:)
poniedziałek, 20 maja 2013
Przedwczoraj Polka skończyła dwa miesiące.
Jest moją iskrą, choć bywa udręką.

Jej pojawienie się na świecie wrzuciło mnie na jeszcze wyższy poziom odczuwania. Drugie dziecko można kochać bardziej od siebie, najbardziej, a jednocześnie nie mniej, ani nie więcej niż to pierwsze?
Kochać identycznie, choć zupełnie inaczej?
Niepojęte, ale prawdziwe.
Pola jest moją iskrą.

Udręką się zdarza.  Bywają dni takie jak ten, kiedy brakuje mi adrenaliny, kopa entuzjazmu, który zagłuszyłby zmęczenie.
Zmęczone jest moje ciało i umysł.
Monotonia karmienia, kołysania, usypiania.

Na szczęście iskra pozwala zapomnieć o udręce.
Choć udręka gasi czasem iskrę.
I tak w kółko.

Ocala mnie fakt, że każde jutro jest zawsze świeżym początkiem wszystkiego.



Wszystkiego najlepszego Iskierko:)
niedziela, 19 maja 2013

o rany, ale mnie ten weekend wymęczył! Mimo że atrakcji było sporo, bo i rekreacja w ogródku, i goście, i kibicowanie na triathlonie nad Długim, i majówka lotnicza, to mnie dopadło jakieś totalne wyczerpanie.

Moja głowa i ciało są kompletnie ubezwłasnowolnione. Czuję jakbym miała doczepione do siebie dwie huby, które wysysają ze mnie całą energię. Jeszcze pół biedy, gdy są szczęśliwe, ale kiedy wysysają ze mnie życie, a do tego płaczą, jęczą i marudzą, to mam ochotę je od siebie oderwać i wziąć nogi za pas.
Ale nie biorę. Biorę natomiast na przeczekanie. Byle przetrwać ten rok.
Na razie czułość przeplata się ze zniecierpliwieniem, zmęczenie miesza się z radością, potrzeba bliskości tańczy w parze z pokusą ucieczki.
I tak pchamy ten wózek, bo co innego zostało?
***

Antek:/obrażony/: Jesteś złośliwa, nie będę się z Tobą przyjaźnił!
ja: Nie pleć andronów!
Antek: /z uporem/ Właśnie, że będę pleciał!

anioły o świcie


"domek" z palet by Endrju


kolekcja ślimaków o imionach: tata-Olbrzym, Mama, Tomek, Brama i Bramka


chwile desperacko wyrywane na lekturę. Ta - doskonała. Bezlitosna.
Pioruńsko smutna i prawdziwa, ale paradoksalnie dodająca siły.


padnięte anioły

czwartek, 16 maja 2013

Wczoraj błoga kawa z Alutką na Przystani - na molo w słońcu, a dziś fajny poranek z Martą w House Cafe.

Popołudniu prace ogródkowe - trawa skoszona, kwiatki zasadzone. Antek spełniał się w roli Boba-ogrodnika, Endrju łopatologa, a ja kosiarza.
Dobrze mi było.

Teraz też mi dobrze.
Dzieci śpią - jedno za ścianą, drugie na mnie.
Obejrzałam właśnie ostatni odcinek "Przepisu na  życie", w którym uwielbiam wszystkich poza główną bohaterką - neurotyczną heroiną.
Zaraz otworzę  "List do nienarodzonego dziecka" Fallaci - to ostatnie pół godzinki tylko dla mnie, a jutro znów wejdę w rolę supermatki i ruszę z wózkiem w świat.


wieczorne rytuały:
tu zlew kuchenny - najwygodniejsza wanienka świata:))

- Antek!
- Nie jestem Antek!
- Bob!
- Nie! Dyrektor Bob!
środa, 15 maja 2013
dziś zakończyłam maraton dentystyczny - 4 wizyty, na każdej po kilka zębów.
Mam uśmiech zdrowy, że hej!

A jak to wpływa na samopoczucie?
Rewelacyjnie.
Jakbym zaczynała nowe życie.

Dawno, dawno temu, we wczesnej podstawówce, równie lekko czułam się, wychodząc ze spowiedzi:)
wtorek, 14 maja 2013



***
Babki z innych bajek

Do soboty żyłam w przekonaniu, że znam lub kojarzę w Olsztynie każdego. To takie złudzenie, gdy chodzi się do kilku tych samych knajp i zawsze spotyka się te same znajome gęby.
A tu proszę - zaskoczka.
Spotkanie Olsztyńskich Blogerek - kilkanaście babek, każda interesująca, każda z innej bajki, ale trochę z tej samej, bo wszystkie blogujemy. 

Pomysłodawczynią spotkania była Ola (
www.rodzinkazinnegoswiata.blogspot.com), a współorganizatorkami: Agata (www.caribulife.blogspot.com), Emilka (www.eforevent.blogspot.com) oraz Gabi (www.gabi-net.com.pl).


olsztyński Fajferek - pyszna nietuzinkowa knajpa


Eventowe cacko
Olę znam jeszcze z pradawnych czasów harcerstwa i wciąż mam przed oczami tę bystrą, inteligentną i wyszczekaną małolatę, do której zawsze należy ostatnie słowo. Małolata wyrosła na fajną babkę, ale energia do działania nie zgasła. 
Podobna energia biła też od reszty dziewczyn. Spotkanie zorganizowane przez blogowy kobiecy kwartet zaskoczyło chyba wszystkich. Mnie może najbardziej, bo dobrych kilka lat siedzę w eventach, a to maleńkie kameralne spotkanko było dopieszczone w każdym detalu. Przed dziewczynami chylę czoła!


lista sponsorów imponująca, a upominki dla uczestniczek- na bogato!

Kobiecy misz-masz
I wreszcie blogerki - przecudny wachlarz osobowości. Kobiety karmiące, gotujące, rysujące, fotografujące, kobiety z zajawką na kosmetyki, sprawy społeczne, modę, design, własne i cudze dzieci, miecze jednoręczne i rzadkie gatunki psów. Po prostu misz-masz, że hej!
Żeby poznać wszystkie, trzeba by wyjechać przynajmniej na weekend, choć uczucie niedosytu jest równie przyjemne. 


A co z blogami?
Podczas spotkania były dwa wykłady Gabi  (promowanie bloga w mediach)oraz Niny (Blog okiem czytelnika). Wykłady świetne dla tych, którzy prowadzą blogi tematyczne, ale dla mnie - blogowego dinozaura - raczej jako ciekawostka. Uświadomiłam sobie, że pod tym względem jestem z innej epoki.
9 lat temu blogi w większości były pamiętnikami, zakładało się je z potrzeby serca lub - jak twierdzi Endrju  - z czystej potrzeby ekshibicjonizmu:) Dziś blogi zostały zagarnięte przez biznes i marketing, więc blog coraz częściej służy promocji: pasji, firmy, osoby.
A mój blog - trochę oldskulowy, trochę niepoprawny - dzielnie się temu opiera. Kto ma tu trafić, ten trafi:)


zdjęcia: Natalia

www.olsztynskieblogerki.blogspot.com

niedziela, 12 maja 2013

Dąsam się:
ja: Nawet nie zauważyłeś, że przestałam obgryzać paznokcie, w ogóle na mnie nie patrzysz!
Endrju: Ależ patrzę! Patrzę na twoją twarz, piersi, nogi...
ja: Ale mógłbyś szerzej!
Endrju: (z szelmowskim uśmiechem) Szerzej, powiadasz? Na pupę też patrzę.

czwartek, 09 maja 2013

Znów mam fazę na zdrowe jedzenie.
Co dzień raczę się owsianką z rodzynkami i bananami (tu inspiracja - Ramsik i KUKBUK nr1), dziś zrobiłam chłodnik, słodycze ograniczam do minimum.

A wszystko dzięki serialowi "Lekarze", a konkretnie dzięki scenie, w której Alicja oddaje ojcu fragment swojej wątroby.
Podczas toczących się równolegle operacji, najpierw widzimy wątrobę ojca - wielką, brzydką, otłuszczoną, a potem pokazują wątrobę naszej nieskazitelnej bohaterki:
- Jaka piękna! Co za okaz! - wykrzykują chirurdzy.

Ten banalny obrazek tak przemówił do mojej wyobraźni, że aż pozazdrościłam tej całej Alicji. Też chcę mieć ładne organy wewnętrzne, a co!
Przecież już dawno odkryto, że nic tak się nie liczy jak piękne wnętrze:))

Na fali dbania o własne flaki, przyśnił mi się sen:

Akcja rozgrywała się w szpitalu, bo okazało się, że poza Polą, w moim brzuchu jest jeszcze jedno dziecko. Leżę na porodówce, rodzę dziecko, a chwilę później rodzę łożysko.
Lekarze biorą do ręki łożysko i wzdychają:
- Och, to ta pacjentka, która rodzi najpiękniejsze łożyska!

A na ich dłoni gładki obły lśniący kształt w równiutkie biało-różowe paseczki. Moje piękne łożysko:))

Na 69 stronie "Młodszego księgowego" popłakałam się ze śmiechu.
Cudna, nieco zapomniana literacka przyjemność. 
  
środa, 08 maja 2013

Mam to chyba po babci.
Bo babcia - jak sięgam pamięcią - zawsze była wielozadaniowa.
Widzę ją, jak siedzi na ganku letniskowego domku, słucha Lata z Radiem, czyta książkę, obiera ziemniaki i nie spuszczając nas z oka, na bieżąco rozwiązuje nasze dziecięce problemy. 
Opiekowała się naszą czwórką (ja, Kris i kuzynostwo - Emila i Marek) w bardzo prymitywnych letniskowych warunkach, a jednocześnie robiła tysiąc innych rzeczy.

I ja mam to samo. Nie umiem oddać się jednej czynności. Całkowicie się poświęcić, skupić, skoncentrować. W pracy na komputerze zawsze mam otwarte kilka okien - piszę, gadam na fejsie, serfuję po ulubionych stronach. 
To samo teraz:
karmię, to jednocześnie czytam lub/i oglądam coś na kompie, śledzę ruch na fejsie. Kiedy pędzę gdzieś z wózkiem to zwykle gadam przez telefon, a gdy już nikt nie chce ze mną gadać, to chociaż z nudów ćwiczę mięśnie Kegla.

I wszystko byłoby cacy, gdyby nie fakt, że czasem po prostu MUSZĘ oddać się jednej czynności. Na przykład Kropelka zaśnie na moim brzuchu, a w zasięgu ręki nie ma nic do czytania. Och jak mnie wtedy telepie. Albo gdy Kropelka się drze - i wtedy trzeba ją nosić, tulić, kołysać. Więc kołyszę, noszę, tulę, ale w środku już jest nerw - co tu jeszcze porobić? Może jedną ręką w garnku zabełtać, a może audiobook na słuchawkach?

Nie jestem mono.
Nigdy nie będę zen. Nie potrafię tylko siedzieć. Nie potrafię nawet siedzieć i pić herbaty. Potrzebuję kilku bodźców naraz.
I chyba to w sobie nawet lubię, gdyby nie ten nieustanny dygot, takie bólołaskotanie: coś by się porobiło.




pejzaż wieczorny

wtorek, 07 maja 2013

Matka-Polka miewa dość ograniczony wachlarz atrakcji, ale grunt to mieć frajdę z tego, co się ma:)

Dzisiejsze fajerwerki to:

- spacer na bazarek przy Grunwaldzkiej, gdzie wyhaczyłam świetną sukienkę, kamizelkę i dwie kieszonkowe książeczki
 
- micha mięsnych kuleczek, które udało mi się zrobić w biegu, gdy Polka przymknęła oko

- świetna książka o książkach Jacka Dehnela "Młodszy księgowy". Dopiero zaczęłam i jestem zachwycona!

- wizyta u dentysty - 90 minut bez dziecka. Jadę autem, w radio Mezo śpiewa Grechutą, a ja mam otwarte okna i na całe gardło śpiewam Mickiewiczem.

Ale dzień Matki-Polki to nie tylko fajerwerki. To raczej spalanie się na karmieniu, tuleniu, kołysaniu i innych czynnościach wpisanych do zakresu obowiązków na urlopie macierzyńskim.

Polka-fasolka bowiem powoli przeistacza się z anioła w standardowe niemowlę, które potrafi dać do wiwatu. Cowieczorne "kolki", czyli przeraźliwy kilkugodzinny wrzask to u Poli ani ból brzuszka, ani inne cielesne dolegliwości - to po prostu ból istnienia albo jak woli medycyna - odreagowanie bodźców z całego dnia.

I tyle.
Przy najbliższej okazji o tym, dlaczego nie jestem mono.

niedziela, 05 maja 2013

Najdłuższy majowy weekend świata dobiegł końca! Uff!
Marzę o pustym mieszkaniu i wolniejszym rytmie - zagęszczenie rodzinno-towarzyskie  wzbudzało we mnie na przemian: entuzjazm i frustrację. Byłam albo totalnie wyczerpana, albo tryskająca energią. Od jutra liczę na duchowy constans.

A co się działo?
Sporo spotkań z ludźmi - zaczęliśmy majówką KGM-u, potem był grill u Ani i Ducha (Duch jest mistrzem ognia) i kolejnego dnia spacer, podczas którego mogłam pogadać z Anią, za czym szalenie tęskniłam. Wielobój towarzyski zakończyliśmy piknikiem w Kawkowie, który mnie bardzo pozytywnie naładował, a szefem grilla i niekwestionowanym kulinarnym maestro okazał się Adam (do dziś moje podniebienie wspomina mielone na patyku:)

Były też plotki. Począwszy od sensacji (jeden z naszych licealnych belfrów na starość zrobił coming out), poprzez dramatyczne historie i wreszcie dobre nowiny (niebawem na świat przyjdzie Emil!)

Było też sporo czasu w czwórkę. Nie wiem, ile razy okrążyliśmy jezioro Długie, ale na pewno za dużo:)

I wreszcie nie obyło się bez trudów macierzyństwa, bo Polka wieczorami dawała czadu i coraz częściej chciała aktywnie uczestniczyć w życiu rodzinnym.

Tak czy siak szczęśliwie dotarliśmy do mety. Wszyscy żywi i zdrowi.

A oto ojciec Polak na weekendowej mecie, czyli dziś:)

sobota, 04 maja 2013


Majówka trwa,
a przez uchylone okno sąsiadów słychać majowe grillowe  przeboje:)

"O Boże, Boże Bożenko..."

masakra.