..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2015
Parzą mnie macki życia - gorąco jest i nerwowo, ale nawet w tych ciasnych objęciach rzeczywistości, zdarzają się chwile cudne, czas staje w miejscu, a mnie jest najlepiej na świecie. 
Taki rewers i awers codzienności.
Ale to chwile ulotne jak płonąca iskra.
Bo życie iskrzy. Oj iskrzy.

Bo wiosna, bo sztuka,bo wino, fajki, ośmiornice i co tam jeszcze chcecie:
może być seks i smażone zielone pomidory.

A! i jeszcze grill przyszedł cygańską spedycją. Leżał na wycieraczce wraz z workiem węgla. Dzieci uwierzyły, że to dobra wróżka.

A to rewers i awers ośmiornicy - perwersyjnie smaczna!




wtorek, 28 kwietnia 2015
A ja w biegu.
A po biegu - biegnę,
aby przewietrzyć głowę, wyprowadzić na spacer ujadające myśli.

Byle do połowy maja - potem usiądę, odpocznę, wezmę urlop, wykąpię się pierwszy raz w jeziorze.

A teraz lecę spać, bo od jutra... znów biegnę!:)




Oto dzisiejsze arcydzieło Antolka,  w obliczu sytuacji - wzruszające.
Wierzę jednak głęboko, że jeśli się kocha dzieciaki, a siebie nawzajem choć trochę lubi, można tak przejść przez rozstanie, aby do końca trzymać się za ręce. Bo co by się nie działo, zawsze będziemy ich rodzicami, a one już zawsze nas będą łączyć czymś znacznie silniejszym niż to, co łączyło nas bez nich.

I tak nam dopomóż Bóg czy Niebóg,
a najlepiej jeśli dopomoglibyśmy sobie sami:)



poniedziałek, 27 kwietnia 2015
To nie jest zwykła wiosna!
To jest WIOSNA LUDÓW - dookoła same rewolucje, pociski śmigają mi nad głową, a ja kurwa nie wiem, czy mam do schronu lecieć czy iść w pierwszym szeregu.

A wszystko zaczęło się od chwili, gdy założyłam na palec pierścionek z fioletowym oczkiem - pierścionek Arabelli.

Jeśli pragniecie świętego spokoju i życia w harmonii, trzymajcie się ode mnie z daleka.

Bo u mnie kurwa Wiosna Ludów.



niedziela, 26 kwietnia 2015
Za mną fantastyczny piątek, który zaczął się dobrym czasem w robocie, a raczej poza nią. Potem był wiedźmowy wernisaż Samograja w Koszarach Dragonów. A dzień skończyłam spontanicznym rozbójnickim spotkaniem. Było ukrywanie się w krzakach i śpiewanie Happy Birthday mężowi (nie mojemu), wylizywanie michy po cieście, był atak na miasto, a tam jedzenie, picie i garść przezabawnych opowieści o facetach. Niektóre już puściłam w obieg, bo warte są upamiętnienia. Ja się chichrałam do łez.



Za mną też sobota i niedziela, które spędziłam na wsi u rodziców. Gdzie jadłam, gadałam, zajmowałam się dzieciakami, nacieszałam się słońcem, moczyłam nogi w wodzie i... biegałam.
Dzisiejszą dyszkę po górkach w życiowym tempie dedykuję maratończykom Orlen Warsaw Marathon.


Antek trzęsie stołkiem, na które nabite jest metalowe wiaderko.
Dudni i łomocze, aż się chata trzęsie.
- Maaamooooo, fajną muzykę robię?

Tak się robi domową perkusję:)

***
Za mną fajna kawa z Monią i nieoczekiwane wieczorne spotkanie biznesowe.

Przede mną bardzo pracowity mocny czas.
Jak przeżyję najbliższe dwa tygodnie, to będę żyć.

czwartek, 23 kwietnia 2015
Miesiąc nowego życia upłynął tak szybko, jakbym zamrugała kilka razy oczami.
W międzyczasie wydarzyło się jeszcze trochę innych zadymek, że ta moja, nawet we własnych oczach, powoli traci na znaczeniu w obliczu armagedonu wokół.

Mojego męża wciąż lubię, może i nawet kocham,  jeśli wziąć pod uwagę, że miłość to nie tylko chemia:) Ale nie mogę powiedzieć, że życie bez niego to udręka. Co więcej, mam wrażenie, że osobne życie służy nam obojgu. On jest wypoczęty i szczupły, a ja mam w głowie więcej nieposkramianej radości.
A nieposkramiana radość to dla mnie źródło siły i kreacji. To moc.

Ale żeby nie było aż tak różowo, rozstanie jest świetnym testem równouprawnienia w praktyce.
Więc powiedzmy sobie szczerze: RÓWNOUPRAWNIENIA NIE MA.
Jest za to kryzys męskości, bo mężczyźni rozpaczliwie szukają dobrego balansu pomiędzy maczoizmem a partnerstwem.

Wczoraj, kiedy przedstawiłam swoje plany na przyszły tydzień, Endrju lekko obruszył się, że nic tylko wychodzę i wychodzę. Takie jest wrażenie, prawda?
Mnie samej też się tak wydaje, ale - uwaga! - od miesiąca wszystko zapisuję i fakty są druzgoczące:
oto miesięczny bilans opieki nad dziećmi:

- moje są wszystkie poranki, poza dwoma, kiedy byłam na wyjeździe
- wszystkie noce, poza jedną, którą spędziłam w Poznaniu
- w popołudniach osiągamy remis
- a w wieczorach biję męża na głowę z wynikiem 20:8


Dziś natomiast, nie od męża wprawdzie, usłyszałam, że jak dziecko chore to zamiast posyłać do niani, powinnam wziąć dwa dni urlopu. O ojcu nikt się nie zająknął. Jakby dzieci były półsierotami.

Równouprawnienia nie ma.
Wystarczy odwrócić sytuację.
Endrju zostaje z dziećmi w mansardzie, a ja się wyprowadzam.
Lincz społeczny gwarantowany.

Ale świat idzie do przodu, świat się zmienia.
Dlatego jestem feministką, jestem rozbójniczką i choć nie wierzę w równouprawnienie, będę do niego dążyć w myśl hasła, że nie cel się liczy, lecz droga:)

A to nasza dzisiejsza droga na starówkę i lody



środa, 22 kwietnia 2015
Jeszcze mi życie osobiste nie zwolniło, a w robocie rozpętał się młyn.
Dwie rewolucje w jednym czasie to stanowczo za dużo nawet na mnie.
Świat pędzi do przodu, a mnie się marzy wysiąść na chwilę, odetchnąć, zasnąć dobrym mocnym snem w ramionach silniejszych niż moje. 


wtorek, 21 kwietnia 2015

Jedziemy z dzieciakami za miasto obejrzeć rezydencję mojej przyjaciółki, o której już plotkuje całe środowisko, bo i basen, i kort, i staw z wyspą.

Antek:
- Ciekawe, jaki jest ten nowy dom cioci. Jeśli będzie brzydki, to nie powiem cioci, żeby jej nie sprawiać przykrości. Tobie powiem, gdy będziemy wracać, dobrze?
- Dobrze.

Wracamy.
Antek:
- Mamo,bardzo mi się podobał ten dom i to jezioro przy domu. Ale mówiłaś, że on jest duży, a on jest o wiele, WIELE, WIELE mniejszy od naszego!



To się nazywa przewaga mieszkania w bloku:))))

To był prawdziwy GIRLS POWER WEEKEND.
A każda z Dziewczyn inna - różne spotkania i różne temperamenty!

Na sobotnią kawę o poranku wpadła do mnie Ramsik - dzieci czekały na ciocię Anię od świtu, a gdy przyszła, krążyły wokół nas podekscytowane i zakłopotane.
Wieczorem miałyśmy ciąg dalszy w Highlanderze i po czterech godzinach gadania, po piwie, whisky i wódce z cytryną, zgodnie stwierdziłyśmy, że za mało, za mało.
Gadania, nie wódki.

A w międzyczasie pojechałam jeszcze do Mamy, aby pokazać jej filmy naszego dzieciństwa, zaś popołudniu pobiegłam na kolejne spotkanie Rozbójniczek - mamy konkrety i jak dobrze pójdzie, to pierwsza nasza akcja  już w maju.

Niedzielę rozpoczęłam śniadaniem z KGM-em, które płynnie przeszło w spacer z moją kuzynką Emilą (nie widziałam jej ze 2 lata!), a niedzielę skończyłam koncertem Caci Vorba też w towarzystwie kobiet.

Nie pamiętam, kiedy wokół mnie było tyle kobiecej energii.
Jest moc.



A poniedziałek był dniem mężczyzn - najpierw panowie w pracy, potem panowie w domu wyssali mi całą energię.
Na szczęście są to zasoby odnawialne.
Więc od wczorajszego wieczoru odnawiam:)

sobota, 18 kwietnia 2015

Gdybym teraz był dzieckiem
I miał wszystko przed sobą
O tobie mógłbym tylko śnić
Tylko śnić o tobie
Gdybym miał niewiele lat i niewielki dość był
Nie umiałbym przewidzieć, że kiedyś będę z tobą żył

Jakiż sprawił to bóg?
Jakiż sprawił to bóg?

Gdybym później wyglądał jak nasi synowie
Zrozumiałbym czemu tak zawróciłem ci w głowie
Chwali mi się jednak, że
Przez całe lata, zatrzymałem cię
By zabrać dziś na koniec świata

Jakiż sprawił to bóg?
Jakiż sprawił to bóg?

 

Wojciech Waglewski

Dziś w Trójce na pierwszym miejscu piosenka, od której miękną mi kolana.
Kiedyś byłam grupies Fisza, dziś Fisza wciąż wielbię, ale to WW wygrywa.

Cóż jeszcze dziś?
Pierwsza lekcja portugalskiego po długiej przerwie. Tym ciekawsza, że przez skype.
Pierwsza od miesiąca dyszka w nienajgorszym czasie.

Za mną mocne wrażenia zawodowe i trzy bardzo pracowite wieczory.

Od jutra chillout i same atrakcje. A zapowiada się pysznie i gęsto.
Czego i Wam życzę:)

 

czwartek, 16 kwietnia 2015
Po tym, jak stanęłam przed wizją samotnych nocy z moją ukochaną Córcią, znaną z tego, że w nocy pije hektolitry wody płynów i ktoś musi wstawać i jej robić następne i następne picie, dostałam w prezencie dwie wielkie butle.

Od tej pory zasypiam z czterema butelkami tuż nad głową - ja śpię, a królewna w nocy pije jak smok wawelski:)



A cudnego króliczka wydzierganego dłońmi Wiedźmy Angie, która kiedyś mnie zahipnotyzowała, dostałam wczoraj na Chłodnej 25.
Chłodna 25 mocno straciła ze swego danego uroku, Angie za to  jest coraz barwniejsza.


środa, 15 kwietnia 2015
Nie mógłbym być z Tobą, bo jesteś zbyt wymagająca i pamiętam Twoją skłonność do niewierności.
Chociaż może przydałby mi się Twój wysoki poziom wymagań, wysoki poziom ambicji, w dodatku poparty własnym autentycznym talentem,  bo to działałoby na mnie mobilizująco.
A skłonność do niewierności? Może wtedy i ja mógłbym legalnie skakać w bok?
Więc w sumie.. wady przekłułaś na zalety:)


Z. z poznańskich akademickich czasów.




 
wtorek, 14 kwietnia 2015
Bardzo lubię takie drobne upominki, które wyskakują jak królik z kapelusza w chwilach szczególnych. 
Dwa lata temu dostałam od wujka kilka szpul taśmy 8mm, na której miały być stare rodzinne nagrania. Bez większej nadziei dałam je znajomemu filmowcowi.
A wczoraj - zupełnie niepsodziewanie - znalazłam na swoim biurku filmy z mojego dzieciństwa. Jakość fatalna, ale wzruszeń co niemiara!

Patrzę w oczy tej dwójce dzieciaków, które są tak ufne i radosne i chciałabym je przytulić bardzo bardzo mocno, bo wiem, że przyjdzie dla nich trudniejszy czas.
Ale one tego nie wiedzą, a ja im bardzo tej niewiedzy zazdroszczę. 





niedziela, 12 kwietnia 2015
Koniec weekendu, dwa tygodnie od wieczoru szczerości, czas wziąć po lupę moje emocje. Bo może nie wyglądam, ale emocje miewam.

Bardzo kolorowe.

Zacznijmy może od ciemniejszych odcieni i tego, co najgłębiej.

Najgłębiej mam duże poczucie porażki, świadomość, że projekt "rodzina" się nam nie udał,  że to, co budowaliśmy 8 lat, zbyt łatwo zostało odpuszczone, przekreślone jednym zdaniem: "ja już nie chcę walczyć o małżeństwo".


- Jak możesz być taka spokojna? - zapytała mnie wczoraj Tymi ze łzami w oczach.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego jestem spokojna.


Może dlatego, że więcej we mnie współczucia niż złości. Uważam, że mój życiowy partner zwyczajnie po ludzku wymiękł, a ja chcę i mam siłę, aby biec dalej. I czuję, że on się zgubił, popełnił błąd, wyrzekł się czegoś trudnego, ale czegoś, co daje sens w życiu. I żadna dodatkowa godzina snu nie jest tego warta. I może zrozumie to za kilka, kilkanaście lat, a może nigdy - tego nie wiem.

Może dlatego, że odchodząc, dał mi kawałek życiowej przestrzeni, którą się zachłystuję. Mogę spontanicznie zaprosić gości, słuchać do snu muzyki, przestawić meble, zamontować na oknie suszarkę na pranie (moje wielkie marzenie przez lata blokowane:)

Może dlatego, że już nie muszę nikogo na nic namawiać, po prostu jak chcę, to robię, planuję, marzę, celebruję drobiazgi dnia,  cieszę się na każde jutro i nie słyszę, że coś nie ma sensu.

Może dlatego, że nawet w najbardziej dramatycznej sytuacji, jakaś część mnie umie się wznieść wysoko i pośmiać się, bo tam gdzie są łzy jest i miejsce na śmiech.

- Ty Kacprzyk zawsze się wymkniesz banałowi - zachichotała Walerka na piątkowym śniadaniu na Taczaka 20 - A już byłam pewna "dopadło ją: ma dwójkę dzieci, męża" a tu proszę! Znów zaskakujesz!

Dlaczego jestem spokojna?
Bo za mną dobry czas, a wokół mnie dobrzy ludzie.
Ostatnie dni to same fantastyczne spotkania:
W Poznaniu kolacja z Mareczkiem i śniadanie z Walerką (jak ja ją kocham!),
w Olsztynie kino i wino z Tymi, kawa z Agą i nasiadówka pod gwiazdami na tarasie Casablanki z Betką i Magdą. To ogrom wsparcia, ale też śmiechu, bo bez tego się nie da.

Dlaczego jestem spokojna?
Bo kocham i jestem kochana.
Bo mam dwójkę największych skarbów świata.

Tu w koszulkach z Poznania:



Ale nie zawsze jestem spokojna.
Jest we mnie spory potencjał złości.
Wtedy zapalam się na chwilę - wybucha we mnie złość zmieszana z żalem i wówczas walę na oślep.
Wystrzelam się, wezmę głęboki oddech, a potem macham ręką i idę dalej.
Tak mam. I lubię to.

piątek, 10 kwietnia 2015
Wróciłam z Poznania z Targów Motoryzacyjnych późnym wieczorem i ledwo przekroczyłam próg domu, Antek dopadł mnie i poprosił o cowieczorną bajkę. A cowieczorne bajki są dlatego fajne, że powstają na gorąco w momencie opowiadania.

Ta zaczęła się tak:
Dawno dawno temu, za górami, za lasami zorganizowano Targi Motoryzacji. Przywieziono tam kilkaset samochodów - pięknych lśniących jaguarów, volvo, mustangów, nissanów, fordów, toyot i wielu wielu innych. Za dnia bogaci ludzie chodzili po wielkiej hali i oglądali te wszystkie auta.
A wieczorem, gdy wszyscy poszli do domów i w hali zgaszono światła, białe volvo zamrugało światłami i powiedziało do innych aut:
- Hej podoba Wam się tutaj? Stoimy bez ruchu jak jakieś pajace. Ludzie wsiadają do nas, robią sobie z nami zdjęcia, jest gorzej niż w zoo. Czy wy też tak się czujecie??
- Tak! - odpowiedziały chórem auta.
- To co koledzy? Spadamy stąd?
- Pewnie!
Pierwszy wyjechał wielki tir, burząc jedną ze ścian, a za nim podążyły fordy 4x4, toyoty hiluxy, jeepy i mniejsze auta.

I kiedy rano ludzie weszli do hali, nie było tam żadnego samochodu.
- Co jest grane? - pytali, a wtedy sprytny właściciel targów mówił:
- Wszystkie auta stały się niewidzialne.
- Naprawdę? - dziwili się ludzie, a potem każdy z nich wykrzykiwał:
- Chcę mieć niewidzialne auto! Muszę je kupić, choćby kosztowało majątek!
I w ten sposób właściciel targów od każdego wziął po 100, 200
 i 300 tysięcy, wmawiając ludziom, że kupili niewidzialne auta. Tymczasem sprzedał im po prostu kawałek powietrza.
- O co chodzi? - dziwili się. - Nie mogę wsiąść do tego auta, nie mogę nim ruszyć, nie mogę wlać paliwa, bo nie zatankuję przecież powietrza!

Kiedy wreszcie zorientowali się, że sprzedawca ich nabrał, chcieli go złapać, ale on z kieszeniami wypchanymi pieniędzmi, leciał już samolotem. Pożyczono nawet drabinę strażacką, żeby go pochwycić na niebie, ale nic z tego nie wyszło. Uciekł i ślad po nim zaginął.

A Ci wszyscy bogaci ludzie, którzy wydali całe swoje pieniądze na niewidzialne auta, musieli zacząć jeździć tramwajami. Marzli na przystankach, tłoczyli się w środku i stali się zupełnie zwyczajni jak każdy inny człowiek.


A to pomarańczowy jeep wrangler.
Na 35. urodziny jak znalazł:)

Jutro opowiem Wam niebajkę - o poznańskich spotkaniach i o tym, jak mi jest na świecie i co mi w duszy gra.


środa, 08 kwietnia 2015
I złamała się wieloletnia rutyna:
- Goście wtargnęli do mansardy, burząc spokój i rytuały -
zrobiło się gwarnie, wesoło, a przy tym tak bałaganiarsko, że Endrju dostałby zawału serca albo wyskoczyłby oknem.

W zeszłym tygodniu wpadł Bartek z Kasią i dziewczynkami, a wczoraj zagościła u mnie Betka z Magdą
- chaos nie z tej ziemi, dzieci wyczyniały cuda, był wrzask, śmiech, płacz i cała menażeria zachowań skrajnych.
I nam w tym wszystkim nawet udało się pogadać.
Pola chciała się popisać i zaśpiewała swój ulubiony szlagier "taty nie ma, taty nie ma"
(śpiewa go od miesięcy, zmieniając tylko tatę na mamę, albo mamę na Antika")
Betka nie wiedząc, że to jej stary hicior, w pierwszej chwili pomyślała, że jest to pieśń porzuconego dziecka i aż się popłakała ze wzruszenia, czym i mnie niemal doprowadziła do łez... śmiechu.


***
A dziś kolejny fajny dzień.
Dobry czas w robocie, potem obiad z P. , który zapytał:
- A wąsy już Andrzeja namierzają?
- Jakie wąsy?
- Twój Ojciec! Nie chce go zamordować? Ja bym zamordował!


Ja chichoczę, a P. patrzy na mnie z mieszanką głębokiego współczucia i przerażenia:
- I co Ty sobie myślisz? Że z dwójką dzieci księcia z bajki znajdziesz?

Chichoczę znów. Teraz to tylko księciowie w grę wchodzą.

Po spotkaniu z P. popędziałam do Chilli na spotkanie założycielskie bandy Rozbójniczek.
Na razie kwartet inicjatorski to Ania, Marta, Gosia i ja.
Olsztynie bój się!
Będzie się działo.

To był dobry dzień.
A jutro Poznań. Służbowo. Jadę na Targi Motoryzacji.

Może się jakiś narzeczony z jaguarem znajdzie?
 

wtorek, 07 kwietnia 2015
dziś powiem głosem nieswoim
ale to bardzo mój głos




poniedziałek, 06 kwietnia 2015
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też kocham. Spraw proszę, żebym nie chciała mieć już więcej żadnego męża.
"Niewiadoma", księga II



W te święta było wszystko, co kocham.
Czas z dziećmi i czas bez nich, śniadanie w domu moich rodziców, było wesołe szlajanie z Tymi poprzedzone mocną rozmową (to lubię:) i świetne spotkanie z Betką, Kasią i Magdą. Był czas na bieganie w dobrym czasie, były słodkie chwile, kiedy mogłam przymknąć oczy i pozwolić, aby zassał mnie inny wymiar, czytałam, drzemałam, jadłam wspaniałości i gadałam z ludźmi.

I choć każdy dzień podszyty jest delikatnym smutkiem, to jednocześnie odczuwam lekkość jakby nagle ktoś wyjął mi z dłoni ciężką walizkę.
Smutek i lekkość - ładny duet.
Zamykam oczy i widzę, jak tańczą. Kruche łatwopalne figurki origami.
Czy przeżyją do jutra - to się okaże.

***
A na zdjęciu Kasia i Magda. Betka po drugiej stronie obiektywu.


***
Przyłapuję Antka w chwili, gdy pakuje naleśnika do DVD.
- Hej?!! Zwariowałeś?! Co Ty robisz?!
- Byłem ciekaw bajki o naleśniku.



piątek, 03 kwietnia 2015
Konie i delfiny śnią mi się od dziecka.
Dosiadam ich grzbietów, a one mnie niosą, dając mi dziwne bezgraniczne szczęście, totalną wolność.

Pierwszy impuls był w zeszłym roku, gdy po raz pierwszy odwiedziłam stadninę w Pałacu Pacółtowo i pogłaskałam konie.

Kilka dni temu miałam sen. 
Wylądowałam w górach w pięknym letnim domu pełnym ludzi. Latem dziewczyna,  która zajmuje się stadniną planowała wyjazd, a ja podjęłam się, że ją zastąpię. Rany, jak ja się w tym śnie cieszyłam na ten czas!

Dziś po raz kolejny pojechałam na Wzgórza Dylewskie - dla mnie najpiękniejsze miejsce na ziemi, najbardziej magiczny koniec świata -  i tam, znów, konie.

A potem popołudniu poszłam pobiegać i pobiegłam z prędkością dla mnie niemożliwą, bo 5 km w tempie 5:24/km. Ale gdy zerknęłam do Endomondo, uderzył mnie podpis: Pr0myczek jeździła konno, przebyła 5 km.


I wtedy mnie olśniło: ja przecież mogę nauczyć się jazdy konnej!


Mogę wsiąść na grzbiet i zacząć jeździć. Poczuć cielsko bestii, poczuć tę moc i lekkość jednocześnie. Mogę spełnić swoją wielką fantazję, która drzemie we mnie ponad trzy dekady. Bardzo tego chcę, bardzo potrzebuję.




To był dobry dzień.
Dzień, w którym życie przerasta fantazje.
Dzień improwizacji i impresji.

To nie był postny dzień - oj nie.
czwartek, 02 kwietnia 2015

"Myślę, że nie odpowiadałoby mi tempo i styl życia, który osoba z Twoim temperamentem chcąc nie chcąc narzuca bliskim. Ja mam gawędziowstręt, a Ty lubisz być w centrum zdarzeń".

K., który zna mnie 32 lata:)


***



środa, 01 kwietnia 2015


od jutra, w związku z wiosenną blogową ramówką, cykl "Dzika kobieta mówi", czyli
JAK ZE MNĄ ŻYĆ - instrukcja obsługi plus obiektywne wypowiedzi tych, którzy mnie znają.

A wszystko po to, żeby już żaden mężczyzna nie uciekł ode mnie z krzykiem, nawet jeśli to tylko niemy krzyk wymalowany na twarzy głęboką ulgą:)