..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
wtorek, 30 kwietnia 2013

Długi weekend zapowiada się gęsto - piknikowa klęska urodzaju.
Zaczynamy jutrzejszym plenerem KGM-u.
Wiedźmy i ich dzieci - bez mężów.

Tymczasem:
dzieci śpią - Groszek w swoim pokoju, a Kropelka tuż obok mnie,
Endrju - ojciec Polak - wyrwał się do kina po raz pierwszy od narodzin Poli,
a ja - pod kołderką  czytam świetną powieść dorwaną przypadkiem o rozbitkach dryfujących po oceanie na ratowniczej szalupie (Charlotte Rogan "Zgubieni") i wietrzę intelekt, oglądając serial Lekarze (wciągnął, przyznaję z lekkim zażenowaniem).

Nigdy bym nie przypuszczała, że życie bez fajerwerków będzie mi aż tak smakowało:)

***
Bawimy się z Antkiem na kanapie, która raz jest statkiem, innym razem jeepem, bywa też remizą lub domem z drabiną.
- Antek? - zagaduję.
- Nie! Bob!
- No tak. Bobie, co robisz?
- Będę wchodził po drabinie na dach! - krzyczy Antek.
- To chodź Bobie, wejdź na dach, bo trzeba go naprawić - odpowiadam.
Antek przez chwilę milczy, po czym mówi z przekąsem:
- Ale to nie jest dach, tylko kanapa!
- Yyy - jąkam się zdezorientowana - Przecież mówiłeś, że...
- Nie widzisz???? - dziwi się wyraźnie poirytowany. - To jest kanapa! Bo teraz wszystko jest już sobą.

Jakiś czas później...
- Bobie?
- Nie! Powiedz Antku. Bo już nie jestem żadnym Bobem. Teraz jestem zwyczajnym Antkiem...

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Im dłużej nie piszę, tym ciężej mi przerwać milczenie. Bo w gruncie rzeczy żadnych rewelacji - moszczę się w codzienności jak pies w ciepłym kojcu. Wygodnie mi na świecie zwyczajnym, a powszednia micha pełna tej zwyczajności wystarczy, aby z wdzięcznością merdać ogonem. I tylko, kiedy karmię, ten pierwszy moment, gdy Kropelka przywiera do mojej piersi, czuję tę cholerną kruchość istnienia, dotkliwe przemijanie.

Ponoć psy nie zdają sobie sprawy z własnej śmiertelności.
Obecnie chyba tylko to różni mnie od radosnego psa.

czwartek, 25 kwietnia 2013
Najbliższy sezon letni nie sprzyja paniom o pięknych piersiach.
Panom, którzy lubią takie widoki - tym bardziej.

Dziś wybrałam się na wielką wyprawę do Alfy w celu zakupienia koszulek z dużymi dekoltami. W końcu to ostatnie lato mojego życia - nigdy później nie będę miała już takich piersi:) A tak serio - szukałam koszulek z dużym dekoltem, aby w każdej chwili móc uwolnić biust Matki Karmicielki.

I wiecie co?

W tym sezonie modne są odkryte plecy, delkolty-łódki, albo nawet absolutny brak dekoltu. Zlazłam cały sklep i wreszcie w New Yorkerze dorwałam wydekoltowane topy, więc zachłannie kupiłam trzy i mam spokój do końca lata.
I tym samym jestem gotowa na letnie eksponowanie biustu, a wy?:)
środa, 24 kwietnia 2013

Plac zabaw. Piaskownica. W piaskownicy Antek i dwóch innych chłopców. Antek mozolnie napełnia wiaderko piaskiem, a potem z moją pomocą stawia ogromną babkę.
- Jaka wielka! - zachwyca się. - To moja najlepsza babka!
Wracam na ławeczkę i słyszę, jak prosi chłopców, aby na nią uważali. Chwilę później jeden z dzieciaków z premedytacją depcze  jego babkę z piasku.

Mam ochotę zabić gówniarza. Ale poskramiam instynkt matki lwicy i obserwuję sytuację. Czy się rozpłacze? Czy mu przywali? Czy mnie zawoła?

Okazało się, że nawet nie zauważył:) 

Jeśli piaskownica budzi we mnie takie emocje, nie wiem, co będzie w szkolnej dżungli, a potem w dorosłym życiu. Dlatego każdego dnia dyskretnie dziergam magiczną pelerynę chroniącą moje dzieci przed złem tego świata. To peleryna utkana z wiary w siebie.
Tyle mogę dla nich zrobić.

***
Endrju czyta Wysokie Obcasy Extra i z przekąsem cytuje:

Endrju:
Wywiad z Wojciechowską, posłuchaj: "po urodzeniu córki napisałam 8 książek. Kiedyś pisałam wtedy, gdy miałam wenę, a teraz nie czekam na wenę, po prostu piszę, kiedy dziecko śpi."
ja: To prawie jak u nas! Kiedyś kochaliśmy się, gdy mieliśmy na to ochotę, a teraz kochamy się wtedy, kiedy dzieci śpią. I liczymy na to, że ochota pojawi się w trakcie.

***
 a to...KWIECIEŃ W MOIM TELEFONIE:) 

aż sprawdziłam etymologię słowa urlop, czy przypadkiem to słowo nie wiąże się z odpoczynkiem, relaksem, bimbaniem i leżeniem do pępkiem do góry.

Bo ja nie leżę.
Każdy się mnie pyta, czy się nudzę. Odpowiadam: ani trochę. Ale mało kto wierzy.

A ja już wiem.
"Urlop początkowo występował w postaciach urlaub, urlab w pierwotnym znaczeniu ‘uwolnienie żołnierza na pewien czas ze służby’ oraz ‘dokument dotyczący tego uwolnienia, przepustka’"

Uff, czyli urlop macierzyński to tylko przepustka. Nie ma mowy o odpoczynku.

Ale żeby być prawdomówną - odpoczywam, tyle że aktywnie.
Spaceruję, spotykam się z ludźmi, czytam ukradkiem i naprędce, oglądam filmy kawałkami podczas karmienia, coś ugotuję, zrobię zakupy i czasu mam zawsze za mało.
A dziś nawet popracowałam chwilę, korzystając z okazji, że Kropelka śpi jak śpiąca królewna.

I poza tym nie dzieje się nic, więc o czym tu pisać?

niedziela, 21 kwietnia 2013

Na początek zagadka. Sobotni poranek, my jeszcze w łóżku, Antek przybiega:
- Mamo, puść mi tę bajkę o dwóch chłopczykach.
- Bolka i Lolka?
- Nie! O tych, co wiesz, mieli szafę.
- Szafę? Nie wiem, jakich. A mieli mamusię i tatusia?
- Nie. Tam nie było żadnych innych ludziów.
- A jakieś zwierzątko?
- Nie. No o tych chłopczykach, co mieli szafę i dywan.


O jaką bajkę chodziło?
Podpowiem, że wszyscy ją znacie:)

***
A weekend był słoneczny i intensywny.
W sobotę robiliśmy porządki. Endrju ogarniał chatę, a my w trójkę ogródek. Pola spała w wózku, zaś ja z Antkiem zagrabiliśmy pamiątki jesieni - liście i śmieci. Potem udaliśmy się na wielką wyprawę w poszukiwaniu rowerowego kasku (Antek uwielbia wszelkiego rodzaju kaski, więc rowerowy musiał być) oraz wiosennych butów.  

Natomiast niedzielę powitaliśmy długim spacerem nad Długim. Antek debiutował na nowym rowerze, Tymek poginał na hulajnodze, a Dorotka na małym rowerku. Zaś my człapaliśmy, wystawiając buźki do słońca.
Na podwieczorek powędrowaliśmy do Alutki i Andrzeja, którzy po barcelońskim wypadzie przywitali nas w kreacjach z Desiguala. Pola miała to szczęście, że dostała od cioci pierwszy ciuch tej marki. Antek wyszalał się z Anielką i Amelką, a my po długiej przerwie mieliśmy chwilę na pogawędkę. 

I w ten sposób dobrnęliśmy do końca weekendu.
Jutro poniedziałek.
Od kiedy jestem na macierzyńskim, poniedziałki stały się moimi sprzymierzeńcami:)
 






I na koniec przebój weekendu.
W tej oto pozycji zasnął nasz synek po całym dniu harców:)))

"GDZIE LEPIEJ? NA DOLE CZY U GÓRY? OTO JEST PYTANIE!"

czwartek, 18 kwietnia 2013

Obejrzałam "Zakochaną bez pamięci". Nie, to nie jest komedia romantyczna, żadne wielkie kino, ale ogląda się przyjemnie.
Marie budzi się pewnego dnia i nie pamięta ostatnich 10 lat. Najświeższe jej wspomnienie pochodzi z okresu, kiedy poznała swojego ukochanego, dziś męża, z którym właśnie się rozwodzi.

Od jakiegoś czasu też stosuję taki trik. Kiedy mi jest gorzej z Endriuszą, kiedy mnie wkurza, gdy przychodzą chwile zwątpienia, cofam się do początku naszej znajomości. Przypominam sobie dobry czas, a przede wszystkim faceta, w którym się wtedy zakochałam. Bo to wciąż ten sam człowiek - zmieniło się tylko tło naszego miłosnego obrazka:)



A to - komedia - taka, jakie lubię.
Fajne dialogi, groteska, absurd i boska Julie Delpy.


wtorek, 16 kwietnia 2013

Kiedy pierwszy raz poszłam do psychoterapeuty, powiedziałam, że jestem zmęczona sobą: łapczywym podejściem do życia, lękiem, że się niewystarczająco nażyję, że nie zdążę. Ja też chciałabym czasem usiąść na kanapie i po prostu siedzieć. A nie umiem tak.
- Ależ to pani wielki atut! - powiedział wtedy. - 
Zamiast się martwić, powinna się pani cieszyć.

Wtedy zrozumiałam, że trafiłam pod zły adres, bo on nie rozumie istoty rzeczy. Owszem, moja zachłanność na życie na pewno jest twórcza, kolorowa, pozwala mi doświadczać więcej, ale niestety bywa też presją i ciężarem. A było tak zawsze, od dziecka. 
- Ty żyjesz tak jakbyś jutro miała umrzeć - mawiała moja Mama.
- Nie rozumiesz! - odpowiadałam rozgorączkowana. -

Mi życie przecieka między palcami!

Miałam wtedy może 13 lat i chciałam być jednocześnie w kilku miejscach. Do szkoły chodziłam rzadko, bo uważałam, że nie mam na to czasu, a mimo to wychodziłam z domu o 7 rano, a wracałam przed 21. Mój grafik pękał w szwach, a obawa, że ominie mnie coś ważnego, pozostała do dziś.

Wydaje mi się, że ten głód życia to dar i przekleństwo jednocześnie.
To moja trampolina, na której skaczę, kiedy dochodzi do mnie przerażająca, ale i słodka świadomość kruchości i ulotności życia. Ona odbiera i przywraca sens. 
Im bardziej czuję, że w skali wszechświata nic nie znaczymy, a wszystkich nas czeka ten sam finał, tym bardziej zanurzam się w doczesności. Chcę smakować, dotykać, wąchać, widzieć i słyszeć. Chcę skosztować wszystkiego. Tyle mojego, ile przeżyję. 
Bo skąd mam wiedzieć, czy jutro nie będzie ostatnim?
Dlatego spieszę się przed każdym nowym jutrem.

****
Dochodzi już 17.00, mam iść po Antka. W pośpiechu wrzucam na siebie ciuchy, motam chustę z Polą, szalik, nakładam nauszniki, bo nad jeziorem wieje i okulary (bo także świeci).
Wreszcie na odchodnym szybko zerkam do lustra:

- O rany! Wyglądam jak choinka. Masakra! No, ale trudno - wzdycham - w sumie to w moim stylu. 
Na to Endrju znad komputera z szyderczą złośliwością:
- Brak stylu to jeszcze nie styl.


Jeszcze trochę i trafię na www.faszynfromraszyn.pl
czytaliście w ostatnich Wysokich Obcasach?:)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Cudny słoneczny dzień.
I prawie cały poza domem.
Kładę się spać spełniona i dotleniona.

***
A tu jeszcze okruchy z weekendu:
1.

Endrju - nasz strażnik ładu i porządku:

- Zauważyłem, że nożyczki to jest jedyna rzecz, której NIGDY nie odkładasz na miejsce.
- Powinieneś się cieszyć, że to jedyna taka rzecz.
- Cieszyłbym się, gdyby nie to, że całej reszty ZAZWYCZAJ nie odkładasz na miejsce.

2.

I... pyskaty synek:

Gorąca wymiana zdań między Antkiem a Andrzejem. Wreszcie Antek odzywa się z politowaniem:
- A ciebie chyba bąk opuścił.


3.
Poza tym:

POGRÓŻKI:
"Zaraz Was zamknę w moim pokoju!"
"Nie będę się z Wami bawił"
"Jestem Bob i zaraz Cię przepiłuję!"

ROZKAZY
"Jestem zły Bob, a ty tato.. ścielić łóżko!"

STWIERDZENIA
"Jesteście niegrzeczni!"

WYZWISKA
Jesteś gapa, gamoń, głuptas, trąba, fujara, ważniak, melepeta
- wszystkie poza melepetą zaczerpnięte z bajek dla dzieci.

***
Tu natomiast backstage  z zimowej sesji dla KUKBUK-a:
http://www.kukbuk.com.pl/bylo-sobie-zycie-apetyt-w-ciazy-od-kulis/

niedziela, 14 kwietnia 2013

Pola jutro kończy 4 tygodnie, a we mnie toczy się walka żywiołów.

A wszystko za sprawą Ognia, który chciałby już mnie do czegoś zapalić, rzucić iskrę do działania, poszukiwania, rozwoju.
Woda chłodzi ten zapał:
- Twoje życie powinno być teraz spokojne, a priorytety przejrzyste jak najczystsza kropla. Unoś się na fali macierzyństwa i daj się ponieść prądowi.
Wtóruje jej Matka Ziemia:
 - Do czego się rwiesz, skoro najważniejsze i najciekawsze jest tu, blisko. Na wszystko inne masz resztę życia, a to się już nigdy nie powtórzy. 

Biorę głęboki wdech.
Ratuje mnie Powietrze.
- Jesteś wolna. Możesz robić, co chcesz. Zrób to, co cię uszczęśliwi. 

Więc jednocześnie karmię Polkę, czytam tekst Agnieszki Wolny-Hamkało o tym, jak się żyje poetom ("WO"), zerkam na "Fakty" online i śledzę ruch na fejsbuku.
W tym tygodniu pierwsza po przerwie lekcja portugalskiego.

Moja codzienna mantra powinna brzmieć Tuwimem:
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?


A może to wina wiosny?:)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Dziś na spacerze wokół jeziora Długiego poczułam tęsknotę za dzianiem się.
Ale nie za imprezami, spędami towarzyskimi czy balowaniem do rana - jeszcze nie, i pewnie długo nie.
Poczułam tęsknotę za kreowaniem jakiegoś fragmentu rzeczywistości - działaniem zespołowym, burzą mózgów, podziałem zadań, adrenaliną.
Nie jest to bynajmniej tęsknota za pracą, raczej za mniej lub bardziej tajnym prodżektem dla własnej satysfakcji.

Jest tęsknota, może wkrótce pojawi się pomysł.
Coś trzeba zacząć robić.
Na początek choćby tylko we własnej głowie.

A to obrazek do wczorajszego wpisu:
To po lewej to z pierwszych dni po urodzeniu, a po prawej z dziś  - autorem zdjęcia jest ten, kto najwcześniej wstaje do pracy. A może dlatego, że było za ciasno??:))



Wracamy od Marty:

I.
Antek: jak innym dzieniem idłem od Marty...

II.
ja: A Ty chciałbyś mieć dzieci jak dorośniesz?
Antek: Pewnie!
ja: Jak dorośniesz, spotkasz dziewczynę i będziesz miał z nią dzieci. Ty będziesz ich tatusiem, a ona mamusią.
Antek: Tak. Ja będę tatusiem, ale mamusią będziesz ty mamo, dobra? A mną... zaopiekuje się tatuś.

środa, 10 kwietnia 2013

Dziś będzie o spaniu.
I o tym, że nie tylko nasza 30-metrowa mansarda pęcznieje w miarę potrzeb, ale również łózko.
Bo zasypiamy w trójkę: ja, Endrju i Pola. Potem przychodzi kot, a za kotem, na szczęście nie co dzień, Antek. Więc w szczytowym momencie tuż nad ranem, nasze łóżko o szerokości 1,60 mieści 4 osoby i kota:)
Mammasta zapytała mnie jakiś czas temu, czy Endrju nie przenosi się gdzieś ze spaniem.
Mógłby spać u Antka, bo Antek ma podwójne pełnowymiarowe łóżko. Mógłby. Mógłby spać na podłodze obok nas. Raz nawet spróbował.
Ale ja jednak w pewnych kwestiach bywam konserwatywna (z wiekiem jest ich coraz więcej) i chcę, abyśmy spali w jednym łóżku, więc gnieciemy się jak te szprotki w oleju czy occie. A może to były sardynki? Nie wiem.
Grunt, że razem:))

***
Endrju zajada czekoladę i wzdycha:
- już wiem, dlaczego ja ostatnio tak tyję.
- nooo?
- mój organizm podświadomie próbuje uzyskać więcej miejsca dla siebie w naszym łóżku.


***
A Tu ja i Polka w obiektywie Betki





poniedziałek, 08 kwietnia 2013

Nareszcie nastał przysłowiowy kwiecień-plecień! Było i słońce, i śnieżna nawałnica, a ja wykorzystywałam okna pogodowe, aby nacieszyć się tym, że mogę już opuszczać nie tylko kanapę, ale i dom. Cudnie.

Od jutra zaczynam powrót do dawnej kondycji: na razie spacery i posiłki co trzy godziny, a nie jak do tej pory - co kwadrans.

Czym jeszcze żyję poza Polką?

Czytam - "Znów ta miłość"  Doris Lessing i oglądam - ostatnio świetny mocny duński film "Submarino", amerykański "Kinsey" oraz najświeższy odcinek "Przepisu na życie", w którym moimi faworytami są Beatka i "Żabcia", rewelacyjne kreacje. (Wszystko dostępne legalnie online).

Gadam przez telefon, spotykam się z ludźmi.

Zachwycam się kluczami ptaków na czystym niebieskim niebie.

Nie dzieje się nic wyjątkowego, a wszystko takie wyjątkowe:)

***
Przekomarzamy się z Endrju:
ja: Bez obaw, teraz gdy mamy dwójkę dzieci to na pewno cię nie zostawię.
Endrju: Uff! Nareszcie  mogę już być sobą!

***
Dumny starszy brat



I może ostatnia w tym sezonie zaspa

niedziela, 07 kwietnia 2013

Przetrwaliśmy:)
Weekend z dziećmi upłynął lżej niż przypuszczałam. Może dlatego, że pogoda przepiękna, więc były i spacery, i Goście, i wypad do centrum handlowego, i nawet wieczorna lampka wina - jak szaleć to szaleć:)

Ale myśl o tym, że miałabym tę dwójkę ogarnąć sama, póki co napawa mnie przerażeniem. Przed samotnymi matkami chylę czoła.

***
Niedziela w południe. Po spacerze. Chcę się chwilę zdrzemnąć, więc Endrju próbuje przejąć Antka:

Endrju: Chodź, pobawimy się klockami.
Antek: Nieeee
Endrju: No chodź, zbudujemy z klocków dom.
Antek: Nieeee
Endrju: Ale zbudujemy wieeelki dom!
Antek: Nieee
Endrju: Zbudujemy wielki dom i rozwalimy go młotkiem.
Antek: Dobra!





środa, 03 kwietnia 2013

Dni, które Antek spędza u Marty są o niebo lżejsze! Mam czas i na książki, i na filmy, i na drzemkę. Pojawiają się też pierwsi Goście.
Cóż poza tym?

Wczoraj inauguracyjny spacer Poli. Poszłam z Endrju i Ewą po Antka. Po raz pierwszy raz od trzech miesięcy, a przecież wcześniej  to ja dzień w dzień zaprowadzałam i odbierałam Groszka - przez ostatnie dwa lata.  
- Ma-mu-sia!? - wykrzyknął z niedowierzaniem, kiedy mnie zobaczył, a po jego buzi przemknęło szczęście w najczystszej postaci.

I najważniejsze - lepiej mi.
Hormony się chyba już ustabilizowały, Pola zajada w dość regularnych odstępach czasu, mogę już ją zabierać na spacery i czuję, że zbliża się wiosna.
Życie znów zaczyna mnie łaskotać:)


Ewa uwieczniła pierwszy spacer Poli.

wtorek, 02 kwietnia 2013

Kilka miesięcy temu zaczęłam intensywnie grzebać we wspomnieniach z dzieciństwa. Takie grzebanie przypomina trochę prucie pończochy - jedno oczko uwalnia kolejne, a obrazy same wysypują się z głowy.
Ciekawa rzecz dotyczy wspomnienia mojej Mamy.
Moje ostatnie dziecięce wspomnienie: ja mam prawie trzy lata, mama jest w  zaawansowanej ciąży. Leżymy razem o poranku w łóżku, ja trzymam rękę na maminym brzuchu i czuję kopnięcia. Potem korytarz, tata podaje mi słuchawkę, ze szpitala dzwoni mama i pyta mnie, które imię bardziej mi się podoba: Krzyś czy Kuba.
Od tego czasu mam dziurę, bolesną wyrwę. Mama znika z mojej pamięci. Pamiętam tylko zamknięte drzwi, za którymi moja mama śpi z młodszym bratem. Ja sypiam z tatą, tata odwozi mnie do żłobka, odprowadza do przedszkola, bierze mnie do lasu na spacery z psem. Mamy nie ma. Na kolejne wspomnienie z Mamą muszę poczekać cztery lata, wtedy gdy zaczęłam chodzić do szkoły. 

Ten przydługi wstęp chyba najlepiej uzasadnia moją obawę, aby wraz z narodzinami Poli nie zniknąć dla Antka. Zadanie ambitne i trudne, momentami wyczerpujące, ale mam nadzieję, że warte zachodu.
Nie ukrywam jednak, że dni, kiedy Antek spędza cały dzień w domu, są dla mnie wykańczające, bo aby zaspokoić potrzeby obojga, muszę się rozdwoić.
Antek zaś nie za bardzo jeszcze rozumie pojęcie "za chwilę" i wszystko musi być teraz, natychmiast. Więc przemieszczam się pomiędzy dwoma pokojami a kuchnią z cyckiem na wierzchu i dzieckiem przyklejonym do cycka, bo Młody raz chce być strażakiem u siebie, a raz Bobem u nas na kanapie, bo chce, żeby mu coś podać z półki, albo właśnie ma ogromną ochotę rysować i kleić i trzeba mu w tym pomóc.

Postanowiłam też nie rezygnować z wieczornych rytuałów - jest i bajka na dobranoc i wspólne leżenie dopóki nie zaśnie. W tym czasie Endrju wprawia się w kołysaniu krzyczącej Poli.

Finał jest taki, że od siedemnastej w górę padam na twarz i marzę o tym, aby zakopać się pod kołdrą. Ale może dzięki temu Antek ani razu nie okazał niechęci czy zazdrości w stosunku do młodszej siostry. Wiem, że pewnie prędzej czy później to nastąpi, ale póki co, chcę zrobić wszystko, aby czuł się dopieszczony i kochany.
Może dzięki temu nie będzie tak głodny bezwarunkowej akceptacji i miłości jak jego matka:)

A to że chwilowo matka pada na twarz, pomińmy milczeniem.
Ocala ją świadomość, że wszystko jest tymczasowe i jeszcze kiedyś zatęskni za tym koszmarnym i słodkim zmęczeniem matki polki. 

poniedziałek, 01 kwietnia 2013

Nie powiem, cieszę się, że święta dobiegają końca - 3 dni, na 30 metrach z trzylatkiem i noworodkiem, to za długo. Z opresji ratowali nas Goście, którzy na moment zajmowali uwagę Antka, a że przynosili prezenty, to jeszcze chwilę po wyjściu gości był spokój. Bo poza tym - szaleństwo na maksa. Teraz, gdy już po wszystkim, jestem skłonna powiedzieć, że fajnie było:)

Tyle, że ja wciąż jestem słaba, wyczerpana,  rozdarta między jedną a drugą rozdartą japą. Moja perspektywa zawężona jest do zaspokojenia dziecięcych potrzeb, bo Pola owszem wciąż dużo je i śpi, ale najchętniej na mnie, a Antek też domaga się uwagi, ja zaś staram się każdego zadowolić.
 (ale o tym jutro więcej).

Oto moja aktualna dość wąska perspektywa:)


Kanapa - nasze centrum świata. Antek dostał od wujka Krisa wymarzoną harmonijkę.



***

Siedzimy w czwórkę przy wielkanocnym śniadaniu, którego bogactwo zawdzięczamy Babci Antka (wielka torba smakołyków dostarczona dzień wcześniej), Antek wcina babciną babkę i mówi:
- Mamo, sprawdź w internecie, czy my też umiemy upiec takie ciasto!

***
Spacer nad jeziorem. Rzucamy się z Antkiem śnieżkami, a potem go gonię. Mały ucieka jakiś czas, aż wreszcie zasapany staje i mówi:

- Już starczy. Nogi mi się zdyszały!