..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 30 kwietnia 2010

A my pakujemy manatki i znów na wiejskie zesłanie.
Kiedyś wystarczył mi tylko plecak. Teraz nasz podręczny bagaż na 2 dni to walizka, torba, wózek, leżaczek, cała bateria pieluch, kremów i akcesoriów oraz worek zabawek.
Masakra:)

No i jeszcze prowiant, gdyż moi staruszkowie zapowiedzieli, że w lodówce jest... światło.

Wczoraj uśmiałam się do łez, bo mój boski brat, synonim gamoń (zanim dostanę od Krisa w łeb, od razu mówię, że autorką pseudonimu jest moja Mama), pojechał do Swarzędza na partyjkę tenisa i wracając pociągiem, zamiast dotrzeć do Poznania, wylądował w... Paczkowie. 

Kolejowe rozkłady jazdy to jego słaba strona, portfolio wpadek ma bardzo bogate:) 

Tutaj jedna z jego najsłynniejszych pomyłek:
http://pr0myczek.blox.pl/2007/05/Rozmowa-o-prace.html

środa, 28 kwietnia 2010

Dziś rano zmarła Stefania Grodzieńska. Jedna z moich najukochańszych postaci - pełna humoru, werwy i zbawiennego dystansu do siebie i świata.

Należała do osób, których tak bardzo potrzebujemy - żyjących lekko, choć nie lekkomyślnie.

Pozostały mi po niej cztery fantastyczne książki: "Wspomnienia chałturzystki", "Urodził go niebieski ptak", "Już nic nie muszę" i "Nie ma się z czego śmiać".

Grodzieńska sprawiała, że zawsze było się z czego śmiać.

fot. Bartosz Bobkowski

Mam nadzieję, że teraz całe niebo aniołów pęka ze śmiechu.
Odkąd powędrowała tam Stefa, na ziemi jest ciut smutniej.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Wczoraj zadzwoniła do mnie E. Jej przyjaciółka miała wypadek samochodowy. Zginęły dwie osoby, ona jest w stanie krytycznym.
- W takich chwilach uświadamiam sobie, jakie życie jest kruche - powiedziała E. - Wszystko jest beznadziejne. Nie chce mi się już żyć.

Ta kruchość wywołuje dreszcz na moich plecach. Nie umiem się oswoić z tym, że życie ludzkie gaśnie w kilka minut. Ateizm mi tego nie ułatwia. Ale co jeśli nie śmierć nadaje sens naszemu życiu?

Świadomość ulotności jeszcze mocniej mnie napędza: przypomina, że trzeba cieszyć się drobiazgami, ale nie warto drobiazgami się przejmować.
Interesujące równanie, prawda?

Moim małym radosnym drobiazgiem jest ogródek.
Wcześniej nasz niewielki kwadracik był koszmarnym wysypiskiem śmieci. Ale wczoraj Endrju z pomocą taty - założył siatkę, ja zgrabiłam śmieci i liście i teraz można już myśleć o tym, co najprzyjemniejsze, czyli jak go zagospodarować.

Mam nadzieję, że jeszcze w maju zrobimy małe ogródkowe party

No właśnie - co byście zasadzili na 50 metrach kwadratowych?
Ja na pewno zasadzę zioła, ale co jeszcze?

.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010
niedziela, 25 kwietnia 2010

Z okazji Dnia Książki, przypadającego 23 kwietnia, kupiłam nową porcję do czytania. Tym razem nie porwałam się z motyką na księżyc i wybrałam takie tytuły, którym bez trudu podołam nawet z watą w głowie.
Toteż padło na "Bladego Niko" Tomka Tryzny, "Nielegalne związki" Grażyny Plebanek, "Dziennik Anny Frank" i "Hanię Banię" Hanny Bakuły. Swoją pierwszą książeczkę dostał również Antoszek, a nosi ona niebanalny tytuł: "Zwierzęta".

Tak naprawdę wybrałam się do CH nie po książki , ale po sukienki.
Sukienki to takie hasło-cukierek, którym od porodu częstuje mnie mój konkubent, a chodzi o to, że mam deficyt ubrań dla kobiet bez brzucha i gdy jestem zmęczona lub przybita, Endriusza mówi:
- To chodź pojedziemy kupić Ci sukienki.
A ja się ociągam:
- Innym razem.
Bo lubię smak odroczonej przyjemności.

Więc tak naprawdę w Dzień Książki pojechaliśmy po sukienki.
A że znalałam tylko jedną - różową kratkę z falbanką - żądni większych zakupów poszliśmy do Empiku.

Oto jak wygląda triumf książki nad dobrami świata doczesnego:)

 

czwartek, 22 kwietnia 2010

Przedwczoraj uroczy spacer z Alutką i Amelką, która umiłowała sobie zjeżdżalnie.
A dziś przedpołudnie u Janiś.
Na zdjęciu: ja z Antkiem i Zaśka z Kają.
Janiś po drugiej stronie obiektywu:)

Pośród wielu tematów, jeden okazał się zagwostką nie do rozwiązania.

Dlaczego dzieci, gdy dowiadują się, że ich rodzice uprawiają seks, zwykle są zgorszone, zawiedzione i zniesmaczone.

Pamiętacie moment, kiedy zorientowaliście się, że Wasi Rodzice jeszcze TO ROBIĄ?

Trauma, prawda? I dlaczego??? Ja nie mam pojęcia.

środa, 21 kwietnia 2010

Wczoraj zostawiłam chłopaków w domu, a sama wyrwałam się do kina.
Kino znów ma dla mnie niecodzienny smak - kiedyś bywałam rzadko, bo nie miałam kasy, dziś brakuje mi czasu. Stąd mój zaostrzony apetyt.

"Była sobie dziewczyna" to film przyjemny. Słowo "przyjemny" w pełni oddaje moje pofilmowe emocje. Nie ma tu bowiem ani intrygującej fabuły, ani zaskakującego suspensu, ani powalającego humoru czy chociaż wzruszających scen. Aczkolwiek jest niezwykle urocza aktorka, która nadaje kadrom blasku, jest kilka doskonałych zdjęć, jest malownicza scenografia i... jest przyjemnie. Po prostu.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Skończyłam pisać felieton - zamiast mózgu mam kupę waty.
Czas to otwarcie powiedzieć - macierzyństwo odmóżdża. Przynajmniej w pierwszych miesiącach.

Ostatnio gadałam o tym z Aśką. Szukałyśmy przyczyn, dlaczego tak ciężko nam sięgnąć po książkę, zrobić coś twórczego.
Już teraz wiem.
To wcale nie chodzi o to, że krąg zainteresowań matek zawęża się do kupek i zupek. 

Wszystkiemu winna adrenalina.
Od trzech miesięcy jestem na nieustającym spidzie. 24 godziny na dobę. Niezależnie od pory dnia i nocy mam włączone czujniki na potrzeby Antoszka.
Albo go karmię, albo się z nim bawię, albo go usypiam, albo... no właśnie. Albo czuwam, gdy on śpi. I nigdy nie wiem, czy mam teraz wolne dwie minuty czy dwie godziny. (Ta druga opcja w moim przypadku się nie zdarza).
Co więcej, nie wiem również, kiedy będę miała następną wolną chwilę.

Towarzyszy mi wieczna niepewność:
czy zdążę zrobić siku?
czy zdążę zrobić siku i przygotować coś do jedzenia?
czy zdążę zrobić siku, przygotować coś do jedzenia i sprawdzić pocztę?

W tej sytuacji na pierwszy ogień idą przyziemne potrzeby, a na te wyższe brakuje czasu i koncentracji. Trudno jest pisać na wyścigi, a ostatnimi czasy tak właśnie pracuję. Scenariusze imprez obmyślam pod prysznicem, hasła tworzę na spacerach i nieustannie towarzyszy mi poganiacz: "szybko", "szybko".

Mogę się albo sfrustrować albo odpuścić. Próbuję odpuszczać. 
Ten czas traktuję jak wakacje od myślenia.

niedziela, 18 kwietnia 2010

moje szczęście na kolanach u Babci
czwartek, 15 kwietnia 2010
Polska popada w typowe dlań skrajności.
W zbiorowym szlochu szczyt osiągnęły galerie handlowe. Ponoć w Galerii Mokotów manekiny mają przypięte czarne wstążki.

Inny front, miłośnicy czarnego humoru albo cynicy, jak kto woli, opowiadają sobie dowcipy o ulubionych napojach pokładowych: zimnym Lechu i bloody Mary.

Jak życie pokazuje, przesyt zawsze pachnie groteską.

Tymczasem u nas żadnych fajerwerków, co nie znaczy, że ponuro. Nic z tych rzeczy - w końcu Antek umie już uśmiechać  się pełną gębą, a jego uśmiechy to moje szczęście. Konkubent też ma się dobrze, choć dochodzi do siebie po weekendowym dyżurze, snuje się niewyspany, a dziś znów przyłapałam go na zabijaniu. Potworów rzecz jasna.   
Moja bezfajerkowa codzienność to wiosenne spacery, trochę pracy przy zleceniach, wstępna propozycja roboty, która wymaga przemyślenia, ale miło, że się zdarzyło.
Co jeszcze?
Mam nową mysz od Norte.
Zakochałam się bez pamięci w jej mysich wyrobach i wymyśliłam, że co miesiąc będzie do mnie trafiała nowa mysza. Kwietniowa jest boska.
Jak tylko trzasnę jej fotę, pochwalę się.

Tymczasem zmykam - wolne chwile są teraz bezcenne.
środa, 14 kwietnia 2010

Wracamy po 4 dniach milczenia, uroczych leniwych dniach na wsi, gdzie ciepły garnuszek maminy, świeże powietrze i przestrzeń.

życie toczy się dalej, wiosna ma w nosie ludzkie tragedie, rozpuszcza kokieteryjnie zielone włosy, tymczasem media na kilka dni zawiesiły prognozę pogody w obawie, że  trzeba będzie zapowiedzieć słońce.

Słowiańskie dusze płaczą na potęgę i wszyscy kochają byłego prezydenta.
Tak go kochają, że chcą go pochować na Wawelu. Od czynów za życia ważniejsza okazuje się śmierć. Tragiczna czyni z ofiar bohaterów narodowych.
Ech to nasze zamiłowanie do martyrologii.

Słowianie płaczą, Słowianie się awanturują (Wawel jednak niektórych zbulwersował), Słowianie snują teorie spiskowe (może to Ruscy wykręcili śrubę samolotu albo zgęścili mgłę?), Słowianie obiecują poprawę i w pierś się biją.

A życie toczy się dalej.

sobota, 10 kwietnia 2010

Nie sposób nie skomentować tego, co się stało.
Pośród ofiar znalazły się dwie świetne posłanki: Jolanta Szymanek-Deresz i Izabela Jaruga-Nowacka.

Trzy dni temu z premierem leciała moja ciotka.
Przypomina mi się wiersz Szymborskiej.

W mediach pełna mobilizacja.
Endrju jedzie do Wawy, a my na wieś.
Jak na wojnie - mężczyźni na front, a kobiety z dziećmi w bezpieczne miejsce.

Wszelki wypadek

Zdarzyć się mogło
Zdarzyć się musiało.
Zdarzyło się wcześniej. Póżniej.
Bliżej. Dalej.
Zdarzyło się nie tobie.

Ocalałeś, bo byłeś pierwszy.
Ocalałeś, bo byłeś ostatni.
Bo sam. Bo ludzie.
Bo w lewo. Bo w prawo.
Bo padał deszcz. Bo padał cień.
Bo panowała słoneczna pogoda.

Wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo
Co by to było, gdyby ręka, noga,
o krok, o włos
od zbiegu okoliczności.

Więc jesteś? Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć była jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć temu.
Posłuchaj,
jak mi prędko bije twoje serce.

piątek, 09 kwietnia 2010

Niedawno Diana trafnie zauważyła:
- Już jakoś tak jest, że kobieta wśród obowiązków zawsze wykroi sobie chwilę na przyjemność. Z kolei mężczyzna wśród przyjemności zawsze znajdzie chwilę na pracę.

Ostatnie dni to mała domowa rewolucja - skumulowały nam się wizyty w poradniach dziecięcych, poza tym walczę z karmieniami, a żeby tego było mało, nastąpił nawał zleceń, więc uwijam się jak ukropie. Jeśli tylko przydarzy mi się wolna chwila, staram się robić coś pożytecznego: zamarynuję mięso, zrobię sałatkę do obiadu, przetrę podłogę, cokolwiek.

Endrju od kwietnia pracuje w domu, ale staram się szanować jego czas pracy i nie obarczam go domowymi zajęciami.

Tak było i dziś.
Endrju został w domu, bo miał kilka pilnych telefonów, a ja pojechałam do poradni. Poszło nam sprawnie, więc szybko wróciłam do domu.

Pukam do drzwi.
Otwiera mi stropiony jakbym go przyłapała na niecnym uczynku:
- A co tak szybko? - pyta.
- Miałam tam nocować? - odpowiadam i wchodzę do mieszkania.

Kątem oka dostrzegam odpalony domowy komputer, a na nim otwartą grę.

To ja nie wiem, w co ręcę włożyć, a Ty grasz??? - pytam wzburzona. 
- No muszę trochę pozabijać potwory - Endrju tłumaczy się mętnie.
Butelka niewyparzona, mleko nieprzygotowane, a Ty sobie grasz?!
Miałem skończyć, zanim wrócisz, ale taki mi się potwór trafił, że już od piętnastu minut próbuję go zabić.  Bez skutku. 
 

czwartek, 08 kwietnia 2010

Dziś mała domowa rewolucja.
Musimy zaprowadzić nowy porządek.
Życie towarzyskie, intelektualne i zawodowe zawieszam do odwołania.

Dobre rady proszę włożyć do szuflady.
Jak wrócę, dam znać.

Adieu!

środa, 07 kwietnia 2010

Wczoraj fajne spotkanie z Janiś, Dianką i Zaśką, dziś mgławy poranek i brak pomysłu na to, jak spędzić dzień.

Antek wszedł w fazę ciekawości światem, więc teraz już w ogóle nie mam czasu na pisanie - muszę go zabawiać, nosić po naszym przestronnym mieszkaniu, prowadzić mądre dialogi, śpiewać i wymyślać cuda wianki.

Dlatego proszę się nie spodziewać żadnych rewelacji.
Oddaję się domowej rutynie, czyli nudy Panie.

poniedziałek, 05 kwietnia 2010

Te święta są za krótkie. Zawsze zostawiają niedosyt.
I nostalgię:
wszystko, co smaczne, szybko się kończy. 
Na szczęście zaczyna się wiosna. 






niedziela, 04 kwietnia 2010

Jak na zadeklarowaną ateistkę przystało, w piątkowy wieczór zabrałam się za przygotowywanie święconki.

U mnie w domu zawsze farbowało się jajka w łupinach cebuli.  Ja jednak postanowiłam podejść do sprawy awangardowo i ugotować je w soku z buraków. Ten, który miałam lodówce, okazał się przerminowany, więc wrzuciłam do wrzącej wody tarte buraczki ze słoika.
Niestety. Ku mojemu rozczarowaniu efektu nie osiągnęłam.
Nawet się nie zaróżowiły.

Spacerując po domu, szukałam inspiracji i padło na pasmanteryjne resztki.
Honor uratowany.
Na wielkanocne śniadanie jaja  pojechały udekorowane. 

Niech żyje hand made:)

i kurka made by Tymiś

piątek, 02 kwietnia 2010

Siła entropii i nieuchronność przemijania najmocniej uderza mnie, kiedy sprzątam. Kamień, którego nie sposób usunąć, plamy nie do ruszenia, nieodwracalne uszczerbki tynków, odrapane meble to efekty bezlitosnego zębu czasu.

Dziś mogłabym wziąć udział w spocie reklamowym i z histerią poskarżyć się na wszystkie środki czystości.
Praca z ajaksem nie jest czystym relaksem, domestos zabija na śmierć głównie moją cierpliwość i nawet święty boże cilit tu nie pomoże.

Na szczęście sprzątam okazjonalnie, bo pewnie budziłabym się w nocy z krzykiem, że w łazience grasują zarazki.

To tyle, jeśli chodzi o sprawy małej wagi.

Ze spraw wyższych:

Dziś rocznica śmierci papieża.
Nie płakałam po papieżu.
Wystarczy, że uśmiechałam się do żywego.

Ktoś umiera, by narodził się ktoś.

Dziś na świat przyszedł mały Rafał.
Długi po wuju:)

Gratulujemy, ściskamy i przesyłam słoneczne dobre fluidy!

czwartek, 01 kwietnia 2010

Nie lubię, gdy ktoś zdradza mi zakończenia, ale na pohybel temu, kto popsuje mi smak pierwszych zdań powieści.
Tego nie jestem w stanie wybaczyć.

Tym razem jednak to ja popsuję zabawę i zdradzę początek nowej powieści Krzysztofa Vargi:

"Kiedy boening 767 Polskich Linii Lotnicznych LOT eksplodował w powietrzu nad Atlantykiem, Krystian Apostata był już kompletnie pijany. A właściwie był totalnie najebany oraz nawalony w trzy dupy, nagwizdany, nastukany, a wręcz napierdolony."

Krzysztof Varga, Aleja Niepodległości, Wołowiec 2010, s. 7.

Jak stwierdził Endrju, oto polska młoda kurwa proza:)

Żeby jednak być fair wobec autora i jego czytelników, zapewniam, że ów początek to tylko pretekst do rozważań nad stanem języka polskiego.
Potem już jest poważnie, choć nadal śmiesznie - jak na 68. rocznik przystało.

PS.
Dziś żartu prima aprilisowego nie będzie, bo rok temu na łamach bloga zażartowałam, że jestem w ciąży i proszę. Rok później dziecko śpi na moich kolanach.
Z żartami, nie ma żartów!

PS2. Wiem, że według zasad poprawności językowej, powinno się mówić i pisać BLOGU zamiast BLOGA. Ale mnie taka odmiana nie przekonuję. Liczę na siłę uzusu:)