..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
wtorek, 31 marca 2015
- Ale Ty się dobrze trzymasz - mawiają z niedowierzaniem ci, którzy widzą mnie na żywo. - Normalnie żyjesz i  w ogóle. Ja bym tak nie mogła.

A ja wiem, że byś mogła, bo człowiek ma w sobie tak ogromną umiejętność dostosowywania się do okoliczności, że może dużo więcej niż mu się zdaje
(Chodakowska na każdym treningu też mi mówi, że mogę więcej niż podpowiada mi moja głowa:)

Dlatego, gdy dzieje się coś dramatycznego, jakaś część mnie wzbija się wysoko i obserwuje wszystko z lotu ptaka, z należytego dystansu.

Bo tylko wtedy można znaleźć winę po środku, można oderwać się od emocji, a nawet zachichotać.

Takie wzbijanie się w górę i nabieranie dystansu to świetny trening radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Jest jeszcze drugie lekarstwo - MIŁOŚĆ.
Jeśli kochasz i jesteś kochana - przeżyjesz wszystko.

Amen.

A tu - nasze poranki - droga do niani i do przedszkola.
Nie straszne nam słońce, ulewa i śnieg (był dziś)
Jest moc.



poniedziałek, 30 marca 2015
- Nie wiem, czy wiesz, ale zostałam Twoją rzeczniczką prasową - powiedziała dziś Tymi. - Ludzie dzwonią i pytają, o co chodzi i ja im muszę coś mówić!

Ale nie tylko moja "rzeczniczka" dostaje telefony.
Ja dostaję od ludzi, od WAS,  tak dużo wsparcia - w telefonach, esemesach, wiadomościach na Facebooku, spotkaniach na żywo czy komentarzach na blogu, że co by się nie działo, jest lżej, cieplej.
DZIĘKUJĘ!

I może również dzięki Wam:
nie leżę zalana łzami na kanapie, nie piję co wieczór butelki wina, nie drę włosów z głowy, ani nawet kotów nie drę. Rozmawiam, planuję, biegam, staram się być dla nas sprawiedliwa. Andrzeja nawet rozumiem.

I najważniejsze:
Żyję, ogarniam, jestem dla siebie dobra, przyjmuję prezenty od bliskich i dalszych mi ludzi i tylko moje ciało, gdzieś zaciśnięte w środku, przypomina mi, że to stan wyjątkowy.

Stan wyjątkowy zakończony znakiem zapytania.
A ten znak to jing jang niepewności i ekscytacji.



czwartek, 26 marca 2015


Mieszam w tym kotle emocji jak jakaś wiedźma - to chichoczę, to ocieram łzy, zaklinam i przeklinam. Co za różnorodność!
Lęk i ekscytacja, niedowierzanie i ulga, ,smutek i wesołkowatość, ciężar i lekkość - to wszystko bełta się i wrze.
W marcu jak w garncu.

Tyle w emocjach, a jeszcze więcej w działaniu.
Przekuwam dramat na przygodę. Tyle mogę zrobić dla dzieci.
Dziś pomalowałam im pokój. Mają nową lampę w potwory i zrobiło się u nich jakoś jaśniej, przyjemniej.
A Antek  - jak to Antek - wariacko podekscytowany. Do tego stopnia, że nawet nie bardzo zauważa, że Endrju jest tylko gościem w domu.
I niech tak na razie będzie.
A potem się zobaczy.


Dziękuję Wam wszystkim za słowa, telefony, esemesy.
Jest dobrze. Moc adrenaliny na razie nieźle mnie trzyma.

wtorek, 24 marca 2015
Po dwóch dniach od atomowego wybuchu, odzyskuję spokój i tropię jasne strony.

Będę mogła zasypiać przy muzyce i zlikwidować na dobre przepastną szufladę pełną napoczętych słodyczy.

Będę mogła spać w poprzek łóżka, bezkarnie nie domykać szaf, otworzyć drzwi dla Gości, dodać ser pleśniowy do sałatki i na obiad zaserwować śledzie.

Szukam radości w drobiazgach, przestawiam meble, uśmiecham się do dzieci promiennie za siebie i za cały świat.
- I pomyśleć, że w życiu trafiają się tak szczęśliwe chwile! - westchnął Antonio dźwigając do swojego pokoju mój stolik, który postanowiłam wymienić na jego komodę.
Cieszył się z "biurka" cały wieczór i mówił, że musi na nim "rozgościć" swoje zabawki.

A ja ciągle słyszę za plecami chichot losu - chciałaś nowe, masz nowe.

Zgodnie z własnym życzeniem, niespodziewanie układam klocki od nowa.

Nie o te klocki wprawdzie chodziło, ale nie bądźmy drobiazgowi:)



A to zdjęcie pewnie przejdzie do mojej małej historii.


niedziela, 22 marca 2015
To były niebywałe cztery dni - tak intensywne, że chyba musiałaby wybuchnąć bomba atomowa, żeby mnie bardziej poruszyło.

Był wernisaż w BWA i premiera naszej książki "Smerek - życie za trzech"


leżę na nakładzie:)


Było osiedlowe palenie Marzanny - pierwsza inicjatywa nowej Rady Osiedla


był wreszcie mój debiut na zawodach biegowych



Było też BODY/CIAŁO Szumowskiej, którą czuję każdym fragmentem mojego ciała.

Był rodzinny śmieszny off road


I było bardzo ciche, spokojne i wyważone cięcie nożykiem prawdy.
A nożyk prawdy pociął równiutko wszelkie złudzenia i nadzieje. 

I to jest prawdziwa bomba atomowa, po której można tylko zginąć i narodzić się znów.


środa, 18 marca 2015
Dziś moja Zbójecka Królewna skończyła dwa lata.
Gada jak najęta, a charakter ma nie lada.

Gdy rusza w miasto, nie ma człowieka, który się za nią nie obejrzy.
Kto na żywo widział jej brawurowy chód, ten wie.

A ja kocham wszystkie oblicza mojej Rozbójniczki - i te diabelskie, i te anielskie.




wtorek, 17 marca 2015
- Mam wrażenie, pewnie zaprzeczysz, że jakoś Ci ostatnio niewygodnie w życiu.
- Nie zaprzeczę, jakoś mi niewygodnie.


Moszczę się, moszczę w tym swoim grajdołku i jakoś mi ciągle nie tak.
Wychylam głowę, rozglądam się wokół i coś bym chciała.
Ale co? Nie wiem. Trochę wiem, ale więcej nie wiem.

To nie frustracja.  Raczej twórcze telepanie, nerw, który nęci: "zmień coś"i wraz z pokusą wręcza mi w pakiecie lęk przed zmianami.
A ja nawet nie wiem, jakie zmiany.

Po prostu nieporządek mi się marzy - wziąć, rozsypać klocki i ułożyć na nowo. Ułożyć inaczej.
Żeby było to miłe łaskotanie nowego.
Bo ja lubię, gdy nowe łaskocze.



a potem kładę się spać, zamykam oczy i myślę sobie: jestem zdrowa.
Kocham i jestem kochana.
Cała reszta to dodatki.

niedziela, 15 marca 2015
Lubię weekendy takie jak ten, bo choć grafik napięty jest jak struna, to dzieje się dużo i dobrze.

Warsztaty bajkopisarstwa w Playschool - wreszcie dużo dzieciaków, dobra energia i fajne pomysły.

Wystawa w stodole - impreza w galerii w prawdziwej stodole, gdzieś na końcu świata. Zaczęliśmy o 18.00, o 22.00 byliśmy już złożeni i spełnieni, wpadliśmy jeszcze na grecką kolację i przed północą leżałam już najgrzeczniej na świecie we własnym łóżku. To moje największe odkrycie weekendu - zaczynać imprezy o 18.00:)

Wietrzenie szafy - estrogeny dziś szalały, dużo kobiet, masa ciuchów, wpadłam na chwilę, powdychałam trochę dobrych babskich fluidów, wyhaczyłam ładną sukienkę i już.

Urodziny Poli - za trzy dni moja córka kończy dwa lata. Dziś dmuchaliśmy świeczki. Pola jest w tak słodkim wieku, że można siedzieć i patrzeć na nią jak na najwdzięczniejszy boski twór. Patrzę więc na te moje dzieci i zjadłabym je z miłości i nie mogę uwierzyć, że cztery chwilę temu chciałam je zamordować.
I tak w kółko.

I wreszcie finał naszej akcji PO CO TEN FEMINIZM.
Więcej TU:
https://pocofeminizm.wordpress.com/




czwartek, 12 marca 2015
Wczoraj wróciłam z Ustki i wydawało mi się, że nawet nieźle się trzymam, nie mam żadnego zjazdu i jest ok, ale dziś obudziło mnie telepanie umysłu, który trzęsie się w mojej głowie jak galareta: z potrzeby zmian i z lęku przed zmianami.
Bo ja muszę coś zmienić. Coś więcej niż fryzurę.

Ale ten zaczęty telepaniem poranek przerodził się w dobry dzień pełen wewnętrznych zaskoczeń i małych-wielkich odkryć. A potem pobiegałam dyszkę w kolejnym życiowym tempie, co po owulacji zdarzyć się nie powinno, a jednak się zdarzyło.

W tym życiowym wyniku, nawet przystanęłam na chwilę, aby przeprosić rowerzystkę, która trzy dni temu wjechała w Antka, a ja jak matka lwica rzuciłam się jej do gardła. 3 minuty później już czułam, że przesadziłam, więc dziś - pod wpływem wcześniejszego olśnienia - przeprosiłam.
I jestem z siebie dumna:)

A teraz lecę na wieczorną herbatę do Marty.
Nie wiem, kiedy znów się zatrzymam.
Pa!




wtorek, 10 marca 2015
Żeby człowiek w tak poważnym wieku musiał się wydurniać w celach czysto biznesowych!
Taka branża:)

A ja pozdrawiam dziś z Ustki!


niedziela, 08 marca 2015
Weekend był obfity
-
dużo we mnie niepokoju, jakiegoś balansowania na krawędzi, pytań bez odpowiedzi, ale też sporo powodów, żeby odbijać się na trampolinie i lądować na manowcach nieba.
Jest RÓŻNORODNIE.

Dziś natomiast było bardzo energetycznie.
Czarna Łapa powróciła z akcją:


te panie to Rosjanki, które po polsku próbowałam odpytać z tematu równouprawnienia. Gdy zapytałam, czy rosyjski mężczyzna robi coś w domu, odpowiedziały:
- Tyci
:)



Wy jesteście oprócz tego, że piękne to i lepsze od nas. Łagodniejcie dla nas, życie czynicie delikatniejszym, za mało jest  Was wśród nas.



Bardzo dziękuję olsztyniankom i olsztyniakom, Bibliotece, Iwonie, Fotografowi, dziewczętom z KGMu i wielu innym babkom z mojego świata, które wpadły i powiedziały jak jest:)
czwartek, 05 marca 2015
To był dobry dzień.
Patrzyłam jak nasza książka trafia w tkliwe objęcia maszyny drukarskiej, jak rolki biorą w miłośnym uścisku arkusz za arkuszem.

A potem pojawił się pomysł - tak oczywisty i naturalny i tak genialny zarazem, że poczułam wielki przypływ mocy. Jakbym dostała drugie życie, a przynajmniej szansę na nie.

Niesiona dobrą energią popędziłam 10 kilometrów w tempie dla mnie dzikim i łamiąc godzinę (całe 4 sekundy!), wróciłam do domu zmęczona i spełniona.

I może za dużo chciałam, może mi się rozbuchał apetyt, może za bardzo uwierzyłam w siebie, a może po prostu dziś miałam za cienką skórę na to delikatne, prawie bezbolesne podcinanie skrzydeł.

Bo cóż to jest podcinanie skrzydeł?

To najdelikatniejsza forma przemocy w jedwabnych rękawiczkach.
Prawie nic nie waży, prawie niezauważalna, prawie nie istnieje.

Dowód?
Ograbiona z entuzjazmu czuję się zraniona i pokiereszowana.

Mnie wystarczy.
środa, 04 marca 2015

Spanie z dziurami na niespanie - 7 h, praca - 7 godzin, dzieci - 4 godziny, bieganie/Ewcia - 1 godzina, transporty/logistyka/gotowanie/krzątanina/toaleta poranna-wieczorna - 3 godziny.

Zostają 2 godziny na:

- kompa - blog/pisanie/oglądanie/gadanie na FB
- wypady do kina
- spotkania ze znajomymi
- portugalski
- Radę Osiedla
- drobne fuszki


I ciągle wierzę, że można lepiej, że można wydajniej:)

wtorek, 03 marca 2015
Zawsze czułam, że będę rządzić światem!
Wy też możecie:)



poniedziałek, 02 marca 2015
- kocham Cię.
- ja kocham Cię bardziej.
-  Ty masz kochać najbardziej siebie samego.
- Nie! Ja najbardziej kocham Ciebie i... słodycze.

Ciekawe, kiedy mu przejdzie i kiedy usłyszę pierwsze: Nienawidzę Cię!






niedziela, 01 marca 2015
Jak tu podsumować pięć intensywnych dni?

O czym napisać?
O tym że po służbowym wieczornym piciu z klientami miałam totalną zapaść - mrok i więcej nic?

A może o tym, że również służbowo wylądowałam na moim ulubionym skrawku ziemi, czyli na Wzgórzach Dylewskich, które uwielbiam za bezkres, ciszę i wrażenie, jakbym była na końcu świata.

Choć jeszcze chętniej uchyliłabym rąbka prywatnych tajemnic.
Ale tajemnice są po to, aby ich nie zdradzać, więc napiszę o tym, co żadnym sekretem nie jest.

Sekretem nie jest...
że jestem już oficjalnym zaprzysiężonym sekretarzem Rady Osiedla. Po urzędowym zaprzysiężeniu nastąpiło wesołe zaprzysiężenie w kameralnym gronie. Cieszę się na te cztery lata i na działania w fajnym gronie ludzi.

Sekretem nie jest...
że biegałam i było to dobre bieganie - raz w duecie, raz solo - nie bez wysiłku, ale z energią. No i ta wiosna! Wiosną pełną gębą.

Sekretem nie jest...
że wyskoczyłam z mężem na sobotnią randkę-rundkę po mieście. Tym razem udało mi się namówić go na Highlandera, gdzie dają pysznego tatara. Mniam!

Sekretem nie jest również...
że byłam na filmie "Joanna", z którego wyszłam rozbita i łkająca. Książki nie czytałam i nie dam rady przeczytać.

Reszta jest sekretem i milczeniem.

Dobrej nocy!