..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 29 marca 2013

Kropelka jest tak spokojna, tak kochana i tak cudna, że mam sporo czasu dla siebie. Nie jestem jeszcze w towarzyskiej formie, nie kuszą mnie podboje świata, a moim najulubieńszym miejscem w domu - tym razem z wyboru - jest... kanapa:)

Trochę krzątam się w kuchni, co kilka dni wyskoczę na miasto (dziś księgarnia i rynek), ale przez większość czasu pochłaniam książki, oglądam filmy, karmię siebie i dziecko, drzemię, czyli mówiąc krótko regeneruję się.  

Z ostatnio przeczytanych:



Gołębie wzlatują - niespieszna powieść dla tych, którzy od akcji wolą obrazy. Czytanie tej książki jest jak oglądanie albumu z nostalgicznymi rodzinnymi zdjęciami z bałkańskim pejzażem w tle.

Przebudzeni - reklamowana jako powieść erotyczna lepsza od Graya. Nie lubię i nie ufam takim porównaniom.
Zresztą Graya nie czytałam, a tę książkę polecam bardzo. Sama najchętniej dałabym ją swojej córce, aby umiała w przyszłości cieszyć się seksem, a co ważniejsze, umiała odróżnić seks dobry od byle jakiego, ten który sprawia radość od tego, który kończy się porannym kacem. A przy okazji to bardzo ładna powieść od dojrzewaniu.

Mama dookoła świata - świetna powieść dla tych, które są w ciąży lub właśnie urodziły. Poznajemy tutaj historię dziewczyn z różnych zakątków świata, które swoją tradycję ciąży, porodu, połogu i pielęgnacji niemowlęcia konfrontują z polskimi zwyczajami i normami. Doskonała lektura, która dowodzi, że nie ma jednej recepty na zdrowie i szczęście, a także uświadamia, że cywilizacja europejska odarła nas z wielu pięknych rytuałów. Trochę szkoda.

McDusia - dla fanów Jeżycjady pozycja obowiązkowa, choć wyrwana z kontekstu nie zachwyca niestety. Autorka straciła już lekkość i poczucie humoru, a w zamian serwuje nam sporo dydaktyzmu i filologicznego bełkotu. Przeczytałam z przyjemnością ze względu na ulubionych bohaterów, ale sama w sobie książka się nie broni. 

Życie po mężczyźnie - zaczęłam czytać i już mi się podoba...

A wczoraj doskonały film. Dostępny na vod.onet.pl
Na krawędzi nieba

środa, 27 marca 2013

Wydawało mi się, że przy drugim dziecku to się zdarzyć nie może.
A jednak natura jest ponad nami.
Dopadł mnie baby blues.
Po 10 dniach od porodu znalazłam się w szponach hormonów  - wszystko mnie wzrusza - i mejl, i książka, i byle obrazek w sieci, a dziś na dokładkę doszedł kryzys matki karmiącej. Bo karmienie piersią bardzo mnie wyczerpuje. Pewnie też dlatego, że odzywa się echo Antkowej traumy, który był niedożywiony i dopiero gdy zaczęliśmy go dokarmiać, nabrał rozmachu.
I cóż z tego, że cały oddział zachwycał się moimi sutkami (stworzonymi do ssania o tak!:), kiedy ja i tak jestem pełna obaw.
Na szczęście zakupiłam wagę niemowlęcą i już wkrótce otrzymam obiektywną diagnozę.

Wracając zaś do hormonów - są niezwyciężone.
Gdy one rządzą, wówczas rozum, trzeźwa ocena sytuacji czy nawet niezbite dowody i niepodważalne fakty muszą ustąpić.
Hormony oplatają mnie kokonem takiej nadwrażliwości, że kilka razy dziennie doświadczam końca świata, a chwilę później przecieram oczy, budzę się jakby ze snu i nie wiem, o co mi chodziło.

Teraz jestem na jawie.
Patrzę na Kropelkę, która śpi tuż obok i wypełnia mnie spokój, ale co będzie za chwilę, godzin kilka, jutro? Nie mam pojęcia. Chemia rządzi, a ja czy tego chcę, czy nie - muszę się poddać. Składam broń i idę spać.

Przed północą - pobudka na karmienie.
Słodkich snów!


poniedziałek, 25 marca 2013
Ja szoruję prysznic, Antek wchodzi do łazienki i wykrzykuje zdziwiony:
- Maaaamo?! Ty tutaj!?? Przecież to tatuś zawsze czyści!


...szczęśliwa będzie ta, która zostanie jego żoną:)
- Mamo, dlaczego twój dźwięk siusiania jest inny niż mój?
sobota, 23 marca 2013
Jako, że sama mam traumę starszej siostry i do dziś znajduję w sobie echa narodzin mojego trzy lata młodszego braciszka, całą ciążę drżałam o to, aby Antek nie stracił naszej uwagi, kiedy na świat przyjdzie Pola.

Od początku ciąży tłumaczyłam mu, że małe dziecko to sporo obowiązków, włączałam go w przygotowania, zabierałam na badania i opowiadałam o tym, jak wygląda życie dziecka w łonie, a potem poród. Wiedział też wcześniej, że po porodzie zostanę w szpitalu i przyjął to bardzo naturalnie.

Kilka dni przed przygotowaliśmy też dla niego prezenty od Poli. Ania kupiła mi w IKEI dwa przytulaki słonie - starszy brat i siostra, a Antek zażyczył sobie od Poli szkło powiększające.

Kiedy wróciłam ze szpitala do domu, Antek był jeszcze u Marty. Zobaczyliśmy się dopiero popołudniu.
Jak zareagował na widok malutkiej?
Uśmiechnął się tak czule, jak nigdy na widok żadnego innego dziecka.
Zapytał, czy może pogłaskać i przez chwilę wpatrywał się w nią urzeczony. 
- Małe dzieci ,gdy się rodzą, mają cukier na nosie! - wykrzyknął wreszcie, bo Mała rzeczywiście, ma na nosie liczne białe zaskórniki.

Potem były prezenty i wieczór jak co wieczór, tyle że Antek miał potrzebę, aby wszystko swojej siostrze pokazać:
- Zobacz Pola, ładny mam kask?
- Pola, a wiesz, że ja mam samochód na radyjko? No zobacz, zobacz!
- Pola, jestem strażakiem!

oraz teksty w stylu:
- Poczekaj Pola, zaraz mama napełni cycuszek mlekiem i będziesz jeść!

Jak dotychczas Pola jest najspokojniejszym dzieckiem świata - tylko śpi i je, jeśli kwili to z rzadka i krótko, więc Antek może dowoli cieszyć się nami, bo ja czuję się super, a Endrju jest na urlopie tacierzyńskim.
Sypiamy, po 11 godzin na dobę i cieszymy się z promocji, jaką fundują nam dzieci. Taka sielanka nie może przecież trwać wiecznie:)





- Cześć Ślicznotko - tak wita się starszy brat ze swoją młodszą siostrą. Przypomnę mu to za 10 lat, kiedy na pewno już nie będzie chciał tak do niej mówić.
piątek, 22 marca 2013
Kilka dni po porodzie, kiedy rozpoczyna się kolejna rewolucja hormonalna, najwyraźniej odczuwam tę cienką granicę między narodzinami a umieraniem.
Ten poród, w odróżnieniu od Antkowego, był całkowicie świadomy. Tym razem to ja i moje ciało decydowało o jego przebiegu.

Poczekałam do samego końca z wypychaniem Poli, pozwalając jej samej przejść przez kanał rodny. Nawet położna Marzenka, która miała ochotę już wcześniej zacząć akcję, musiała to uszanować.  

Pomiędzy skurczami Endrju masował mi kręgosłup, a kiedy zaczynał się skurcz, poprosiłam, żeby mnie nie dotykano, żeby nikt do mnie nic nie mówił. Wyobrażałam sobie, że główka malutkiej powoli zbliża się do wyjścia - nie krzyczałam, nie szukałam wsparcia u innych, zamykałam oczy i byłam sama z bólem. A był to dobry ból - ból, który lada moment przynosi nagrodę. Dopiero kiedy skurcze zaczęły  same ją wypychać, weszłam na fotel i oddałam się w ręce Marzenki, która świetnym dopingiem błyskawicznie doprowadziła nas do finału.

Dobry poród to wspaniałe przeżycie zakończone chwilą, która już nigdy się nie zdarzy.

Ale poród to również  doświadczenie umierania - jakbym na jeden moment stanęła po drugiej stronie.
To właśnie podczas narodzin dziecka, można poczuć moc własnego ciała, ciała, które wydaje na świat nowe życie, a jednocześnie dysponuje mocą, która jest ulotna, przemija. Rodząc oddajemy dziecku kawałek własnego życia. Od tej chwili śmierć będzie towarzyszyć nam jeszcze bardziej, bo nie tylko w lęku o siebie, ale przede wszystkim w obawie o życie naszych dzieci.

Bo każde kolejne dziecko jest jak cenny skarb. Przynosi nam szczęście, a wraz ze szczęściem strach przed jego utratą.

A jednak większość kobiet nie może oprzeć się pokusie, aby doświadczyć tej małej śmierci zwanej macierzyństwem. Może dlatego, że jest to jedno z najgłębszych duchowych przeżyć, które pozwala dotknąć istoty rzeczy. 
Ja właśnie tu znajduję swojego Boga.  



czwartek, 21 marca 2013

18 marca
1:10 - odeszły mi wody

2:15 - izba przyjęć w Szpitalu Miejskim

3: 45 - Pola na świecie

Pierwsze dziecko urodzone 18 marca w tym szpitalu:)

Od wczoraj jesteśmy w domu.
Więcej szczegółów - wkrótce!

A wszystkim ogromnie, ogromnie dziękuje za dobre myśli, słowa, wiadomości i całą tę moc energii, którą dostałam najrozmaitszymi kanałami.



Pola Anna - 37, 6 tyg., 4 kilogramy, 58 cm



Rano 18 marca przyjechała do szpitala lokalna telewizja, żeby nakręcić materiał o matkach, które być może załapią się na roczny urlop macierzyński.

Popołudniu poszedł materiał w wiadomościach.
Chwilę po, wpada do mojej sali jedna z położnych:
- A pani wciąż ma igłę wbitą podczas porodu!? Zauważyłam ją właśnie w telewizji!

poniedziałek, 18 marca 2013
no to chyba już
niedziela, 17 marca 2013

Za 90 minut będzie 18 marca - czyli plan na szóstkę zrealizowany.
Pytanie - co dalej?
Im bliżej porodu, tym mniej jestem gotowa.
Kiedy kładę się do łóżka, bywam tak wypompowana, że błagam, aby tylko nie dziś - nie mogę ręką ruszyć, a co dopiero rodzić.  

Z Antkiem się spieszyłam, bo miałam idealistyczne wyobrażenie, że będziemy leżeć i patrzeć sobie w oczy. Nie zapomnę tego, jak marzyliśmy z Endrju o tym, że wieczorami Antek zaśnie między nami, a my będziemy oglądać seriale.
Teraz już nie mam złudzeń, więc na samą myśl o noworodku  już jestem wyczerpana:)  Mam takie chwile, że najchętniej odpięłabym sobie brzuch, odłożyła na półkę i poszła dalej. 


Na szczęście
mimo wszystko zwycięża ciekawość:)
Chcę już poznać tę istotkę - zajrzeć w jej zamglone oczy, dotknąć maleńkich rączek, przystawić do piersi.

Ale jeszcze nie jutro - jutro chciałabym na chwilę zapomnieć o ciąży.
Mam ochotę przewietrzyć głowę - brakuje mi wrażeń, inspiracji, planów, które nie są związane z macierzyństwem.

Jutro ruszam w miasto. Wyjdę z domu i wezmę głęboki wdech. Pójdę do księgarni, kupię sobie jakąś szmatkę, umówię się na wizytę u fryzjera, wypiję kawę.
A potem urodzę albo i nie:)


piątek, 15 marca 2013

Wczoraj Endrju wyszedł do znajomych, a ja obejrzałam "Dwoje do poprawki"  - film o małżeństwie z 30-letnim stażem, które uchodzi za udane, bo spełnia wszystkie społeczne standardy, a jednocześnie od wielu lat jest martwe - bo współmałżonków łączy głównie fakt, że są małżeństwem.

Pomyślałam o nas i naszym 7-lenim stażu, i wydaje mi się, że pewne reguły dobrej relacji są niezależnie od liczby wspólnie spędzonych lat.

Otwarcie na potrzeby drugiej osoby, współodczuwanie, zainteresowanie i najważniejsze: wzajemność. 
 

Jeśli się zamykamy, przestajemy słuchać, nie dbamy o równowagę, wtedy zaczyna się chrzanić. Zwykle powoli, niezauważalnie, a budzimy się dopiero wtedy, gdy jest już całkiem do kitu. 
 

"Jeśli drażni Cię sposób, w jaki Twój ukochany je, to znaczy, że to koniec" - powiedziała kiedyś Hanna Bakuła.

Wierzę w to.
My jesteśmy przecież tacy sami, nie zmieniamy się jakoś radykalnie. Zmienia się tylko wzajemne postrzeganie. 

Przypominam sobie letnie przesilenie między mną a Endriuszą.  Byliśmy o krok od rozstania. Coraz mniej ze sobą rozmawialiśmy, nie mieliśmy dla siebie czasu, żyliśmy bardziej osobno niż razem. Im byliśmy dalej, tym bardziej działaliśmy sobie na nerwy. Irytowały nas wzajemnie cechy, które towarzyszyły nam od zawsze: moje bałaganiarstwo czy Endriuszy czarnowidztwo na przykład.  

Potem był wybuch i wreszcie prawdziwa mocna rozmowa.  
Oczyszczenie, po którym mogliśmy otworzyć się na nowo.
Od czego zaczęliśmy?
Od tego, aby wsłuchać się w potrzeby drugiej osoby.

Dziś jesteśmy na przeciwległym biegunie. Dbamy o siebie, sprawiamy sobie radość, słuchamy się nawzajem, chce nam się gadać nie tylko o domowej logistyce, cieszy nas wspólnie spędzany czas.
Widzę, jaką radość sprawia Endriuszy robienie mi przyjemności, a ja mam frajdę, kiedy Endrju dzięki mnie może dłużej pospać, zjeść coś smacznego, odprężyć się.

Dziś wszystko wydaje mi się proste, ale prawda jest też taka, że sprzyja nam czas - ciąża, wyciszenie, spokój.

Przed nami jeszcze pewnie wiele ostrych zakrętów, ale dziś o tym nie myślę.
Cieszę się tym jak jest. Z jednego zakrętu wyszliśmy i wiem, że to nie był przypadek, lecz nasze wspólne dzieło. 
Para po poprawkach?
Dlaczego nie.
Poprawek nigdy dość:)

czwartek, 14 marca 2013

Czuję, że teraz - ze względu na bliskich dalekich - powinnam co wieczór odezwać się na znak, że jeszcze nie rodzę.

Więc nie rodzę:)
Dobrych snów!

środa, 13 marca 2013

Czas powiedzieć to głośno i wyraźnie: zabawa z moim ukochanym Antoszkiem-Groszkiem to istna katorga!
Od kiedy leżę, skazana jestem na "stacjonarne" zabawy: w Boba, w strażaka lub w kapitana okrętu. (moje inne propozycje nie zyskują zwykle uznania)

Schemat zabawy jest zawsze taki sam. Antek wciela się w rolę, a ja wymyślam mu zadania. Niby nic: leżę i przede wszystkim gadam, ale ta powtarzalność mnie dobija.
- Halo? Halo? Co się pali? - krzyczy Antek do niewidzialnej słuchawki.
- Nic się nie pali, miś utknął na wysokości! - odkrzykuję i stawiam miśka na półce.
- Jedziemy do akcji!
minuta później:
- Halo? Halo? Co się pali?
- Twoją żyrafę przytrzasnęła szuflada, przyjeżdżajcie szybko!
- Bierzemy nożyce i jedziemy na akcję!
- odkrzykuje młody, zakłada kask i wsiada do kartonowego wozu, aby 15 sekund później uratować żyrafę.
Po godzinie i 56 pytaniu: Halo? Halo? Co się pali - wymiękam:)

Bo co innego spędzać czas z dzieckiem na wygłupach, spacerach, wyprawach na basen czy lody - to lubię! Lubię także angażować Antka w prawdziwe domowe zajęcia - gotowanie, pieczenie, sprzątanie. Bardzo.

Ale odgrywanie fikcyjnych scenariuszy, dzień w dzień tych samych, to jest męka. Tylko czekać, aż ktoś rozkręci biznes w niszy:
"Rodzeństwo do wynajęcia".
Poproszę siostrzyczkę - rówieśnicę Antka.



Tu Antek ze swoimi przyjaciółmi.
najpierw ich wszystkich kładzie wokół siebie, potem przykrywa się kołdrą i krzyczy jakby mieli zaraz wyfrunąć w kosmos:
- Wszyscy gotowi? Możemy zaczynać!
I opada głową na poduszkę:)

wtorek, 12 marca 2013

Co jak co, ale Rowling umie opowiadać. Ostatnie sto stron 500-stronicowej powieści łyknęłam z wypiekami na twarzy.
Umiejętność opowiadania wcale nie jest powszechna wśród współczesnych piszących. Nieczęsto trafia w moje ręce powieść, którą czytam jednym tchem. Owszem są ciekawe literacko, bywają inspirujące, nowatorskie, godne uznania, ale wciągające - rzadko.
Tym bardziej cenię te książki, które przywracają smak pierwszych lektur z młodości, które czytywałam nawet i do świtu, z ekscytacją przewracając kolejną kartkę. Uwielbiam ten stan.

***

KING SIZE:)

Doktor: dwa tygodnie temu ważyliśmy i było 2800, to teraz już nie ma co ważyć.
ja: A ile mogła przybrać przez dwa tygodnie?
Doktor: Około 300 gram.
Endrju: A możemy ją jednak zważyć?

Doktor waży.
- Chcecie wiedzieć ile wyszło?
- No?
- 3600.


Pociesza mnie tylko fakt, że obwód główki stosunkowo niewielki:)

poniedziałek, 11 marca 2013

Moja cierpliwość jako więźniarki kanapy zostaje wystawiona na kolejną próbę: Awaria sieci.
Teraz na chwilę podłączyłam się przez telefon Endriuszy, ale o fejsie, filmach i beztroskiej włóczędze po stronach www mogę zapomnieć. W ten sposób zamyka się moje ostatnie okno na świat;)

Na szczęście książka Rowling wciąga jak dobry serial.
Jutro Marta wpadnie na kawę, potem jadę do lekarza, więc jakoś dzień minie. Na przeciwko gabinetu jest księgarnia.  Może znajdę coś co mnie uwiedzie tak jak ostatnie dwie lektury?

A Was, jaka książka pochłonęła bez pamięci?
Będę wdzięczna za rekomendację dobrych nowości wydawniczych.

A teraz zmykam - czas rozpocząć internetowy odwyk.
Niestety przymusowy. 

Na dobranoc obrazek znaleziony na FB.

Od tego warto zacząć każdy dzień:

niedziela, 10 marca 2013

Od kiedy dzień w dzień dryfuję na kanapie, polubiłam niedziele. A dzisiejsza niedziela ubawiła mnie setnie. A był to dzień zwany "wewnętrznym" albo "logistycznym", czyli zero planów, żadnych  gości:
ja leżę, Antek się snuje, Endrju sprząta.

Ale sprzątanie w wydaniu mojego konkubenta to nie dwugodzinne byle jakie szast-prast. To metodyczne, niespieszne, medytacyjne wręcz, "krok po kroku" ogarnianie chaosu.

Ale jak tu medytować, gdy ja nie mogę przyjść z pomocą, zaś Antkowi odbija totalna palma - jest Bobem,  za chwilę Kapitanem okrętu, jednocześnie gasi pożar i zamienia się w pływaka: w okularach ma gumce czołga się po podłodze. Potem łapie gwizdek, który wczoraj pożyczył od babci,  i każe nam biegać w rytm gwizdania. Albo przestawia meble, bo akurat robi piknik dla siebie i gromady pluszowych przyjaciół. Gdzieś w między czasie pomaga sprzątać, jest mechanikiem oraz fotografem i jednocześnie pakuje plecak, aby pożegnać nas tekstem:
- Co za beznadziejny dom. Idę do parku!
Albo:
- Zaraz Was zamknę w pokoju, bo jesteście niegrzeczni.

A już chwilę później biega na czworakach, udając przymilnego kotka.

Więc obrazek jest taki: ja leżę z książką - jednym okiem czytam "Trafny wybór" Rowling, i jednocześnie próbuję jakoś zająć Antka, Endrju miota się ze szmatą lub odkurzaczem, a Antek niczym pijany satelita krąży między nami.
- Antek! Trzeba zebrać te zabawki - mówi Endrju.
- Nooo dobra! - odzywa się łaskawca i dodaje pod nosem: - Jak mózg to mózg!
Ale zamiast pozbierać swoje zabawki kroczy za odkurzaczem, pogwizdując z całych sił i co rusz go wyłącza. Limit gróźb  typu: "nie będzie deseru" czy "oddamy zabawki biednym dzieciom" już dawno się wyczerpał.

W pewnym momencie Endrju z desperackim wyrazem twarzy chwyta rurę od odkurzacza i  przystawia sobie do skroni.

Koło 18.00 sprzątanie dobiega końca. Trzeba jeszcze wynieść pranie na strych i czas rozpocząć rytuał Antkowy: kolacja, nebulizacja, mycie i usypianie.

- Ej, a może jeszcze zdążę upiec ciastka? - zastanawia się Endrju.
- Zwariowałeś???
- Mam wrażenie, że w tych chemikaliach do czyszczenia są jakieś substancje psychoaktywne. Człowiek po zakończonym sprzątaniu czuje euforię.
- Że niby w Ajaksie jest prozac?
- O tak! Prozac życia!

:)

Dziecko śpi, ciastka upieczone, mój biszkoptowo-brzoskwiniowy śmietanowiec jest w lodówce, Endrju czyta, ja piszę.
Spokój nad spokoje:)

sobota, 09 marca 2013

Dzień Kobiet to dobry pretekst, aby pokazać talenty i siłę Kobiet wokół nas.
Żona Oburzona, czyli Autorka bloga
http://mojmazmniewkurza.blox.pl/html
zapoczątkowała łańcuszek promujący fajne kobiece blogi.
Każdy kto ma ochotę podzielić się fajnymi stronami tworzonymi przez kobiety - zapraszam.
W końcu gdzie szukać mocy, jeśli nie w nas samych:)



 
Oto moje typy:

http://bernadettadarska.blog.onet.pl/

Zaglądam do Bernadetty Darskiej,  ilekroć dopada mnie głód czytania. Ufam jej ocenie i cenię za to, że nie skupia się na zjadliwej krytyce pełnej błyskotliwych złośliwości, ale daje czytelnikowi naprawdę rzeczową i solidną rekomendację tego, co warto.


http://codzisjemymamo.blogspot.com/

Nie oparłam się ogólnemu trendowi i też uwielbiam zaglądać na kulinarne blogi. Szczególnie te, które mają świetne foty i są pisane z prawdziwą pasją. Ten odkryłam niedawno, a hit pt" Lody z kiwi w czekoladzie" rozłożył mnie na łopatki:)


http://fjakfrustratka.blogspot.com/

Nie czytam zbyt wielu blogów "osobistych", ale ten odwiedzam od czasu do czasu i lubię. Za bezkompromisowość, autentyczność, czasem dosadność - taki drugi biegun, nie do końca mój, ale przecież mi znany i bliski.




http://harelblog.pl/

Ostatnio mam zajawkę na młodych polskich projektantów - lubię oglądać ich kolekcje, raz na jakiś czas coś kupuję. Doskonałe odświeżenie po zakupach w centrach handlowych.
U Harel można znaleźć sporo o zdolnych projektantach, których ciuchy choć droższe od przeciętnych sieciowych marek - są ciekawsze i zwykle dużo dużo lepsze jakościowo.
Poza tym jak się ostatnio okazało, Autorka bloga jest dawną koleżanką Endriuszy ze studenckiej ławy, więc także ze wzglądu na stare dzieje - polecam!  :)

piątek, 08 marca 2013

Kocham być kobietą.

Kocham też inne kobiety: dziewczynki, baby, kobietki i kobity, dobre wróżki i wiedźmy. (Ta miłość inaczej nazywa się feminizm, przez nieoświeconych mylony często z nienawiścią do facetów)

Kocham kobiece kręgi - nawet w sytuacjach trudnych, tak jak wczoraj, kiedy się  spiętrzyły wzajemne pretensje między mną a M.

Bo kobiecy świat jest pełen niuansów, poziomów, sfer, do których mężczyźni nie mają wstępu; jest niepowtarzalną plątaniną naszych temperamentów, kompleksów, cech osobowościowych, marzeń i oczekiwań, a przede wszystkim kobiecej wrażliwości.

Dlatego spotkanie kobiety z kobietą to zderzenie dwóch kosmosów - iskrzy na dobre lub na złe. Ale na pewno jest ciekawie.

Moje Drogie Kobiety,
życzę Wam tego, abyście siebie kochały, o siebie dbały i sobie sprawiały jak najwięcej radości, bo to fundament pełnej i zdrowej (!) relacji z innymi. 
 
Dziś 8 marca.
Dwa miesiące temu ta data wydawała mi się szczytem marzeń.
Dziś mój szczyt przesuwa się na 18 marca, ale i tak się baaardzo się cieszę.


 

środa, 06 marca 2013
Właśnie skończyłam pisać ostatnią ofertę. Zamykam służbowe katalogi na kluczyk i żegnam się z nimi na jakiś czas.

Ciało już się naodpoczywało, teraz kolej na głowę.
Bo w głowie jak na dworcu.
Odjazdy, przyjazdy, zerwane trakcje.
Same atrakcje:)
wtorek, 05 marca 2013

Chciałabym jeszcze swobodnie pooddychać, zanim usłyszę: "Oddychaj, oddychaj, przyj!"

Dlatego w tym tygodniu planuję zakończyć wszystkie zawodowe projekty, odbyć ostatnią lekcję portugalskiego, pozamykać niedomknięte sprawy.
Już starczy, basta.
Rodzić wprawdzie jeszcze nie mogę, bo moja położna do 17 marca jest na urlopie, ale czy ciało posłucha - to się okaże.

Tak czy inaczej - chcę jeszcze chwili dla siebie, bez telefonów, bez żadnego "muszę". Jeśli dotrwam do poniedziałku, rozpocznę mój ostatni leżący tydzień. A jeszcze mam kilka książek do przeczytania, jakieś filmy do obejrzenia, złote myśli do zapisania, aby ich nie zgubić w drodze do szpitala.

Jeszcze nie jestem gotowa.
Jeszcze chcę kilka rzeczy: pooddychać wiosną oraz...
kino - spacer - zakupy - kawa w kawiarni

Ach jak mi się to marzy!


Zapach hiacyntów - uwielbiam!

poniedziałek, 04 marca 2013

Im głębiej poznaję kobiety, im bliżej przyglądam się mężczyznom, tym bardziej cieszę się z tego, kim jestem.
W okresie licealnym i studenckim, póki wszyscy żyliśmy tylko dla siebie, a jednym obowiązkiem była nauka, nie widziałem tej ziejącej przepaści, jaka dzieli kobiety i mężczyzn w podejściu do codzienności.

Dopiero teraz, kiedy nasz dzień to cykl: praca- dzieci-dom, dostrzegam, jak inną energią dysponujemy.

Chłopaków rzeczywistość zwykle przerasta, nawet kiedy się wyrabiają, to płacą za to wysoką cenę - grzęzną po kolana w prozie życia, po łokcie ubabrani w domowych obowiązkach. Ich marzenia dotyczą albo kolejnych celów do zdobycia (nowy dom, samochód, awans, szczyt, rekordowy wynik w czymkolwiek), albo wariantów ucieczki  od rzeczywistości (wyjazd, sobotnia najebka z kumplami, gra komputerowa). Codzienność jest dla nich synonimem przyziemnej frustrującej harówy, która podcina im skrzydła. Żyją więc przeszłością (kiedyś to było fajnie) albo przyszłością (jeszcze ja wam pokażę).

Tymczasem my kobiety jesteśmy znacznie bliżej ziemi, natury i dlatego naturalnie dostosowujemy się do sytuacji. Mamy ten magiczny dar wyciskania z prozy życia choćby kropli poezji. Umiemy bowiem znaleźć radość w codziennych drobiazgach. Bo fajna rozmowa w poczekalni u lekarza, bo  spontaniczna kawa z przyjaciółką, dobra książka, kwiat, który oszałamiająco pachnie, a może arcydzieło kulinarne? 
Nie bez przyczyny to boginie, a nie bogowie strzegą domowego ogniska.

Podczas gdy mężczyźni marzą o wielkich czynach, kobiety spełniają uczynki. Kiedy panowie planują stworzenie przełomowego dzieła, panie mają już całe artystyczne portfolio, niekoniecznie na miarę Picassa czy Joyce'a, ale za to ich własne, osobiste, autentyczne. 

Mężczyźni są nastawieni na wynik, kobiety na przeżywanie.
Każda z tych postaw może być zgubna:
mężczyzna może się całe życie frustrować, bo codzienność nie zaspokaja jego ambicji, zaś kobieta może tak bardzo zanurzyć się w rzeczywistości, że zgasi w sobie żar do poszukiwań, rozwoju, sięgania po więcej.

Mnie jednak najbardziej odpowiada metafora jak z tego obrazka:

Stać na ziemi, ale blisko nieba, słuchać szeptu wiatru, a motyle wyobraźni puszczać niczym latawce. Niech lecą wysoko, ale wracają bezpiecznie.


niedziela, 03 marca 2013

Weekend spokojny - bez fajerwerków i bez dramatów.
Czas płynął równo, woda była gładka, a kotwica rzeczywistości trzymała nas mocno.
Endrju na przykład nauczył się robić kotlety mielone, ja posegregowałam ubrania ciążowe, rozdzielając je na dwie kupki: jedna dla Walerki, druga dla M., zaś Antek pierwszego dnia był Bobem lub Strażakiem, a drugiego Kapitanem okrętu. I tak dopłynęliśmy do niedzieli.


Z dobrych wieści - znalazłam ilustratorkę mojej bajki. Prace ruszają w maju, a ja się ogromnie cieszę, bo rysunki kreślić będzie bardzo utalentowana dłoń:)

I tyle.
Jutro kończę 36. tydzień ciąży. Strachy i demony przedwczesnego porodu właśnie mnie opuściły. W ich miejsce wlazł głód - coś bym zrobiła, ale co?

Dziś na przykład pływałam po morzu.
Moja kanapa zamieniła się w wielki okręt, a ja?
Ja najwyżej w majtka:)

Sobota wieczór:

Endrju wyciąga pościel z pralki.
ja: No nie, znowu coś się zafarbowało.
Endrju: A co to przeszkadza? Dobrze wygląda.
ja: Nie pamiętam, żebyś to samo mówił o kimonie do aikido, kiedy je zafarbowałam na różowo.
Endrju: Ale trenowałem w nim, dopóki nie zrobiły się dziury! A dziury.. dziury zrobiły się od tego, że w kółko prałem je w wybielaczu.

***
Niedzielę zaczynamy od porcji złośliwości:

Rano. Próbuję Antkowi wytłumaczyć, żeby po mnie nie skakał, bo mnie to boli:
ja: A ty po polsku nie rozumiesz? Po jakiemu mam mówić? Może po portugalsku?
Endrju: O tak, tak, chętnie posłuchamy jak mówisz po portugalsku.
ja: Ale wtedy przed każdym zdaniem będę musiała wykonać długi proces myślowy..
Endrju: O! Wreszcie pomyślisz, zanim coś powiesz.

piątek, 01 marca 2013
Wczoraj...
Zasypiamy, a zasypiając gadamy jeszcze o naszych niezaspokojonych pasjach artystycznych, właściwie spieramy się.

- Ja mam gorzej - mówi Endrju -  Ty możesz normalnie pracować i wieczorami pisać książki, ja  zaś musiałem porzucić muzykę. Nie znalazłem pracy jako organista w kościele, a trzeba było zacząć zarabiać na życie.

- I lepiej na tym wyszedłeś - przekonuję. - Gdybyś był kościelnym organistą, a nie wziętym radiowcem, to może 6 lat temu  nie zostałabym w knajpie aż do szóstej rano i nie miałbyś ze mną dwójki dzieci.

- No tak, ale Ty wyszłaś na tym jeszcze lepiej, bo masz dwójkę dzieci z wziętym radiowcem, a w wolnych chwilach możesz sobie pisać.


Dziś..
Na mojej kanapie wiosna. I niech tak zostanie:)