..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
czwartek, 29 marca 2012
Dwa ostatnie dni - pokręcone. Może to zastrzyk z wiosny tak działa, że poziom hormonu szczęścia skacze to w górę, to w dół?
Ostatnia noc pełna kolorowych pijanych snów. W galimatiasie wątków jest i balkon o wschodzie słońca, i Kasjopea przeglądająca się w tafli jeziora. Jest wszystko -  jak wielkim marcowym garncu.






A jutro Poznań doznań!
W ramach preludium przed poznańską wyprawą zjedliśmy dziś pyzy na parze.

Do niedzieli fistaszki:)

wtorek, 27 marca 2012
Za mało czasu spędzam z dzieckiem, za dużo wychodzę, zbyt wiele mam rozrywek - jak często myślałyście tak o sobie?

Ja zazwyczaj nie mam z tym problemu, choć są tacy wokół mnie, którzy się nie patyczkują i ogłaszają wszem i wobec, żem matką egoistyczną i złą.

Fakt - nie poświęcam się dziecku. Pracuję, włóczę się po imprezach (głównie, gdy śpi, ale jednak!), wyjeżdżam służbowo, mam czas na bieganie czy kino. Co więcej - zamiast oddawać się dziecięcym zabawom, niejednokrotnie wykorzystuję dziecko do prac domowych - Antek ze mną gotuje, sprząta, układa ubrania i zmywa naczynia.

Z kolei pojęcie "zły ojciec" w moim kręgu kulturowym nie istnieje. Zły ojciec to taki, który pije i bije. Każdy inny jest dobry, nawet gdy go nie ma. Może być wtedy ojcem nieobecnym, ale na pewno nie złym.

A jednak, gdy patrzę na te złe rozrywkowe matki wokół, gdy patrzę na siebie i Endriuszę - nie mam ani krzty wątpliwości, że kobiety i mężczyzn dzieli biologiczna przepaść.  Ten dobry ojciec - owszem - chętnie się zajmie dzieckiem, gdy już zje, zapali i odpocznie, a złe matki rzucają wszystko, bo dziecka potrzeba jest ich potrzebą.
Groszka tęsknota jest moją tęsknotą, a płacz moim płaczem. Na szczęście śmiech też. I dlatego mimo wszystko fajnie być mamą. Nawet taką złą jak ja:)


Dzisiejsze wylizywanie gara podczas pieczenia czekoladowego ciasta
poniedziałek, 26 marca 2012
W ramach pracy nad ostatnią z moich powieściowych bohaterek, szesnastoletnią Julką, odgrzebuję stare zapiski, aby przypomnieć sobie, jak to jest. 

Co czuję, gdy czytam siebie sprzed blisko 20 lat?

Szczyptę zażenowania, dużo czułości, odrobinę podziwu, sporo sympatii i ogromne poczucie, że, cholera, wad to mi nie ubyło. Choć egocentryzm to w moim przypadku nieuleczalna, genetyczna, wrodzona wada serca. (Umysłem nie jestem egocentryczką - naprawdę!:)

Niemniej podróż przez własne dzienniki, nieotwierane od dekad, jest niezwykle ekscytująca, choć momentami po wyboistej drodze.



a oto kilka fragmentów:

rok 1995

"jeszcze trochę, a się zakocham - pomyślałam z wyrzutem, jednocześnie
ganiąc się za tak niedorzeczną myśl"

"Cóż, do kościoła poszłam zbyt podekscytowana i z modlitwy nie wyszło zbyt
wiele"

"Boli mnie serce, muszę się jak najszybciej odkochać. To boli"

niedziela, 25 marca 2012

Ten weekend był jak obraz szalonego impresjonisty. Trzeba mistrzowskiego pędzla, aby stworzyć tak doskonałą i harmonijną kompozycję pełną kolorystycznych niuansów - półcieni i półtonów; barwnych plam, z których każda inna, a razem - arcydzieło.

A wszystko zaczęło się piątkowym kiepskim koncertem Czesława. Tak kiepskim, że po kilku piosenkach zrobiłyśmy z Martą ostentacyjny exodus, a ja, po blisko dwóch miesiącach niepalenia, kupiłam paczkę fajek. Na pocieszenie zjadłyśmy jeszcze skrzydełka Szymborskiej w KFC i ruszyłyśmy w miasto. I zupełnie nieoczekiwanie noc okazała się fajna, czarowna.

A potem był dzień - ciąg dalszy dobrego snu.

Odwiedziłam mojego ukochanego doktorka, spacerowałam w słońcu, napisałam rozdział powieści, zabrałam Groszka na rekonstrukcję bitwy Napoleońskiej, a wieczorem spotkałam się z Janiś i Zaśką w "Pozytywce", gdzie spędziłam wieczór na dobrym, bliskim, fajnym gadaniu. To ten rodzaj spotkań, po których odczuwam głeboką satysfakcję i lekkość. Wierzę wtedy, że można być blisko. Dlatego i pomimo.
W Pozytywce też fajna zaskoczka. Lubię mocne uściski delikatnych kobiet.

Niedziela rozkręca się wolno, leniwie, sennie - przez dwie zarwane noce i  zmianę czasu.

Na przekór wiatrzysku jak pierwsi z klatki inaugurujemy z Antkiem sezon ogródkowy i ruszamy z grabiami na dwór. Gdy wracam do domu po południu, widzę przez okno, że większość sąsiadów poszła w nasze ślady:))

U rodziców na wsi zjadam górę boskich kopytek okraszonych skwarkami, a u Alutki i Andrzeja trafiamy na warzywno-owocową orgię. Okazuje się, że Michaś kupił jakąś turbo wyciskarkę do soków i postanowił ją wypróbować w towarzyskich okolicznościach. Wpada też Manek z Kasią, więc jest nas dużo i wesoło. Zaczynamy od soku z ananasa, potem kiwi, pomarańcze, grejpfrut, gdzieś pomiędzy ogórek, jest i burak, marchew, seler oraz rozmaite wariacje, po których ledwo zipiemy.
- Ten z buraka jakoś wali mi glebą - zauważam w trakcie degustacji.
- Może te buraki należało umyć? - zastanawia się Andrzej. 

Wisienką na torcie jest wieczorne bieganie, choć ciężko o lekkość przy pełnym żołądku.

Już dawno, dawno nie przydarzył mi się tak rozmaity weekend, pełen nieoczekiwanych, poważnych i niepoważnych muśnieć.  
A jutro poniedziałek i znów pójdę na wojnę z rzeczywistością.
Muszę pamiętać, żeby głęboko oddychać:)

czwartek, 22 marca 2012

Hop, hop?
jest tu kto?
Ja jestem.
Padam na ryjek po serii warszawskich spotkań.
Marzę o weekendzie, o tym, aby wylegiwać się w łóżku, słuchając jedynie ciszy i melodii własnego serca.
Marzę o tym, aby zwolnić. Przestać mówić i przestać słuchać. 

Ale chyba mogę sobie tylko pomarzyć.
Bo weekend zacznę koncertem Czesława Mozila i staromiejską włóczęgą.
Ale od soboty STOP - naprawdę!

Cudna bajka na dobranoc:
http://www.youtube.com/watch?v=6TovzOXeh24&feature=related


środa, 21 marca 2012
A oto owoc właściwy pamiętnej mroźnej sesji.
Przyłożyłam własną cegiełkę do genialnej akcji.
http://www.facebook.com/nieczytasz





wtorek, 20 marca 2012
Od kilku dni porzucam auto i zdaję się na własne nogi.
Zdążyłam zapomnieć, jak fajny jest świat pieszych.
Tylko na piechotę, można  ludziom zaglądać w oczy.
poniedziałek, 19 marca 2012

Biegnę.
Biegnę w życiu.
Biegnę w snach.
Biegnę gdy mi źle i gdy mi dobrze też biegnę.

Dziś również pobiegłam wśród cicho drzemiących domów nad jeziorem. Im dłużej w biegu, tym większy spokój w sercu i bardziej czysty umysł. Zaglądam w rozświetlone okna, a Bjork śpiewa mi do ucha:

His wicked sense of humour
Suggests exciting sex
His fingers focus on her
Touches, he's venus as a boy

Zadzieram głowę - nade mną czyste niebo  - choć bez księżyca. Na wyciągnięcie ręki zimowy gwiezdny latawiec. Aż chce się go chwycić za sznurek i pofrunąć wysoko. Więc frunę. Starszy Pan idący aleją, kłania mi się, zdejmując kapelusz. Mijam go z uśmiechem.
Pompon mojej czapki skacze w zgodnym serca rytmie, a wiatr tkliwie czesze mi włosy.

Dobrze mi.
Kiedy nie biegnę - gotuję, bawię się z Groszkiem w myszki, tulę go z wiecznym uczuciem niedosytu, gadam z Endriuszą, kocham się, piszę.
Na kolację jem kisiel z jabłkami i popijam piwem.
Zaraz pójdę spać.
Jutro pewnie znów pobiegnę.
Bo biegam, nawet gdy nie biegam:)




niedziela, 18 marca 2012

wiosna mnie odurzyła - nic tylko jechać na koniec świata
wiosna mnie wypieściła - mogłabym siedzieć w słońcu do ostatniego dnia

Pierwsza kawa pod chmurką.
Pierwszy sen przy otwartym oknie.

A poza tym wiele innych weekendowych przyjemności
- dużo śmiechu na "Rzezi" Polańskiego, fajny wieczór w Sznapsie i Pozytywce, zabawy z Groszkiem, kawa z Martą, bieganie i niedzielne czytanie pamiętników z czasów mego nastolęctwa. I odkrycie. Pewne rzeczy pozostały niezmienne od 20 lat. Zamiłowanie do książek oraz słabość do mężczyzn:)

Ale! Przy całej swej słabości do płci przeciwnej, daleka jestem od tego, aby to mężczyznie powierzyć moje szczęście. Nawet własnemu synkowi.
Nauczyłam się dbać o wewnątrzną wolność i bardzo to w sobie hołubię.
Więc coś się jednak zmieniło przez ostatnie 20 lat:)

moje zapiski 1992-1998

czwartek, 15 marca 2012

Dzisiejszy dzień też mi dał w kość.
Tym razem praca.
Mam hormonalne zaburzenie w odbieraniu bodźców - uginam się pod ciężarem drobiazgów,  rozbijam się o miękkie ściany delikatnych nieporozumień.

Dziś ratuje mnie bieganie. Po bieganiu czuję w brzuchu lekkość i radość.
Taką, która dopiero się przebudza, przeciera oczy, niepewnie stawia pierwsze kroki.

Jutro nowy dzień. Jutro pofrunę.
Do soboty!

Czasem jest tak

albo tak



a czasem wszystko się sypie i zostajemy sami nadzy na pustych dwóch planetach na dwóch krańcach wszechświata.

To, czy się znów spotkamy, zależy tylko od nas.
Jeszcze tego chcemy.

wtorek, 13 marca 2012

Dziś trudny, ale i śmieszny dzień w Wawie i powrót wieczorem.
Endrju przejął misję i został Ojcem Polakiem na L4. Ja występuję w roli wyrodnej Matki - na pierwszym miejscu kariera, wyjazdy służbowe i takie tam:)

A serio - Antek bardzo chory - u niego najmniejszy katar kończy się zapaleniem oskrzeli lub tak jak teraz zapaleniem płuc. Nie mam pomysłu na prewencję. I chyba na lekarzy też nie ma co liczyć:(
Na szczęście Groszek jest małym gigantem - nie ma takiej siły, która by go powaliła, więc fika, szaleje i chichocze jak najęty. 
A póki on się śmieje, to i mnie jest do śmiechu.

A tu niespodzianka znaleziona przez Elulu z Teatru, prosto z Poznania - pyszna, prawda?:)

poniedziałek, 12 marca 2012

Antek znów chory - jak zawsze zaczęło się od niewinnego gila z nosa, a dziś już stwierdzono podejrzenie zapalenia płuc. Zapieram się rękami i nogami, żeby nie iść do szpitala. Groszek oczywiście jest najdzielniejszy ze wszystkich. Na badaniu u pani doktor nawet nie pisnął, siedział grzeczny i tylko przytakiwał:
- W lewym oskrzelu rzęzi - stwierdziła lekarka.
- Taaak - odpowiedział Antek.
- Prawe też zajęte.
- Taaak - przytaknął.
Potem wróciliśmy do domu. Młody z miną człowieka świadomego, włączył nebulizator i bez protestu poddał się inhalacji, a następnie sam załadował
rozkurczowe areozole do specjalnej tuby i orzekł:
- Ja sam!

Pacjent idealny:)

A potem oglądaliśmy Krecika. Jeszcze trochę i stanę się ekspertem od krecikowej filmografii. Do tej pory moim absolutnym faworytem jest Krecik w Mieście - bajka doskonała. Wzruszająca, absurdalna, z genialnymi kadrami i socjalizmem w krzywym zwierciadle. Majstersztyk.
Jeśli macie 28 minut, naprawdę warto!

http://www.youtube.com/watch?v=UsaQoMa5_20&feature=share




***
Odszedł kolega z dawnych lat.
Nie znałam go dobrze, ale dobrze go pamiętam. Był pogodnym chłopakiem i wolał stać trochę z boku. To ten typ, którego nie sposób do końca rozgryźć, bo nigdy nie wiadomo, co o Tobie myśli. Pamiętam jego uśmiech,  w chwili gdy zwracał się do mnie: "Gerti".


niedziela, 11 marca 2012
 Za mną kolejny dobry weekend i jak zawsze za krótki. Chwytam się wszystkiego w tym swoim pazernym nienasyceniu i jak co tydzień, w niedzielę wieczór dopada mnie  wrażenie, że zostaję z niczym.

Choć to oczywiście nieprawda.
By było kilka fajnych kaw z dziećmi - u Janiś i u Autki, piątkowa kolacja z Tymisiami, bieganie nad Długim oraz sobotnie piwo w Awangardzie Bis z Martą, Pawłem i Agą oraz Łukaszem - dumnym młodym ojcem. I wreszcie była trzecia olsztyńska Manifa - w słońcu i na wietrze -  kolorowa i energetyczna.

Więc niby nie takie nic. Ale ja chcę więcej!













czwartek, 08 marca 2012

Endrju przebił dziś wszystkich - nie obsypał mnie kwiatami jak panowie z firmy, ale poszedł o krok dalej. W prezencie na Dzień Kobiet wręczył mi... prawidła do butów.
Prezent podszyty subtelną ironią:)
- Masz rację, bez sensu ten prezent - przyznał poniewczasie - co Ci po jednych prawidłach, jeśli masz kilkanaście par butów.
- Bardzo śmieszne!
- Już wiem! Teraz na każdą kolejną okazję będę ci kupował nową parę prawideł. Dzięki temu przez najbliższe cztery lata mam już prezenty z głowy!



I pomyśleć, że to zemsta za moje czerwone czardziejskie buty:)

Tu na służbowym blacie kuchennym:)


***
Wiadomość z ostatniej chwili:
o 21.15 przyszła na świat kuzynka Antka - Joasia. Waży 4100, mierzy 58 cm, jest zdrowa i czuję się świetnie. Jej rodzice również. GRATULUJĘ!

środa, 07 marca 2012

Ach ta słaba silna wola!
Ale czy można się opierać przed miłością od pierwszego wejrzenia?

A było tak:
Mieliśmy pojechać do CH tylko po krecika dla Antka, małą przytulankę, bo Groszek ma teraz  totalną fazę na Krecika. Ciągle o nim gada, ćwicząc przy okazji wymowę "errr" - Krrrrecik!

Pojechaliśmy.
Ale jak wiadomo, droga do sklepu z zabawkami bywa długa i kręta. Weszłam do jednego z butików ot tak. Pooglądać. Ujrzałam je w 5 sekundzie, w 30 sekundzie przymierzyłam, po minucie stałam przy kasie, popędzając panią, żeby szybko, szybko, bo zaraz przyjdzie konkubent i będzie kwestionował.

Przyszedł. Zakwestionował. Postukał się w czoło.
- Ohydne są!
- Boskie!
- Wyglądasz w nich tragicznie!
- E tam!

I tak oto stałam się właścicielką boskich czerwonych butów, które wprawdzie urody mi nie dodają, nie kipią również seksem, nie będą pasować do niczego, ale są zajebiste. A czy coś innego w życiu się liczy?

Jutro ciąg dalszy.
Będzie o projekcie LAS.
Zamierzam przeprowadzić eksperyment, który już od tygodni chodzi mi po głowie.
Ale to jutro.
Tymczasem dobranoc.

ps. Myślicie, że gdybym poszła spać ubrana tylko w podkoszulek i czerwone botki, to byłaby to lekka przesada? Pamiętam, że świnka Pepa w jednym z odcinków tak właśnie zrobiła:) A ja mam na to wielką ochotę:)

ps.2. A propos słabej silnej woli: do 4 razy sztuka.

wtorek, 06 marca 2012

Nie mam dziś ochoty na wpis
na podniebny rejs popłynę
niedziel chcę mieć siedem pod rząd
z obłoków grubą pierzynę

zbudzić się pod wysokim słońcem
przeciągnąć ciało jak strunę
wykąpać się w promieniach
i krzyknąć: O w mordę! Frunę!



poniedziałek, 05 marca 2012

Mam dobry czas. Spokój rozlał się we mnie - ciepły i kojący. Dobrze mi. Dziś podczas podróży do Wawy nadrobiłam zaległości lekturowe - przeczytałam dwa numery "WO" i dodatek "Książki", wieczorem napisałam kolejny rozdział powieści, do snu poczytam "Kobietę w lustrze".

Co poza tym?
Poza tym siedziałam w szafie, wstrzymując oddech i śmiech, oglądałam Krecika i tuliłam Groszka. Lubię takie powroty do krainy dzieciństwa, lubię dojrzały zachwyt nad dziecięcą wyobraźnią, zabawami, fenomenem starych kreskówek.  

Dziś lubię życie, a życie lubi mnie.

Dobrej nocy!

A tu jeszcze echo weekendu, czyli piątkowy szlak.

Tymisiowa chichra


a tu ktoś zrobił właścicielowi knajpy psikusa - ciekawe dlaczego?
Moja lista zarzutów pod adresem tej knajpy jest tak duża, że po raz kolejny obiecałam sobie, że więcej tam nogi nie postawię. I nie pomoże nawet fakt, że to właśnie tu poznałam Endriuszę i jeszcze kilku innych interesujących mężczyzn. Mówi się trudno:)

niedziela, 04 marca 2012
Gdybym dziś nie pobiegła na plażę miejską, zakończyłabym ten weekend - skądinąd całkiem sympatyczny - jakimś totalnym zjazdem. Bo ogarnęło mnie potworne wyczerpanie - imprezowe, towarzyskie, życiowe chyba też.
Tak się dzieje wtedy, gdy w dwa dni chcę nadrobić koleżeńskie zaległości, poszwędać się po knajpach, odwiedzić rodziców i jeszcze zrobić wszystko, na co w tygodniu zabrakło czasu. Utopia.

Na szczęście truchcik pod gwiazdami w dobrym towarzystwie podniósł mój poziom endorfin, a potężne odgłosy pękajego lodu na jeziorze - gromkie i dudniące - zachwyciły. Jak w groźnej baśni o podwodnych potworach.

Dzięki temu jest szansa, że niebawem radośnie owinę się kołdrą i ukołyszę do snu. 

A od jutra zwalniam - muszę, chcę, potrzebuję zająć się sobą.  



niedzielne szukanie wiosny, na którym Antek uczył się zabawy z własnym cieniem

Wczorajszy szlak:
Pozytywka-Sznaps-Sfinks-Carpenter-Alchemia-Highlander

Dzisiejszy szlak:
Kino Awangarda, z którego uciekamy po 30 minucie, rundka po starówce (wszędzie stypa), finał w Browarii.

Tradycyjnie przed północą - wzorem Kopciuszka - uciekam z balu.

Taksówkarz: A Pani co tak wcześnie zmyka?
ja: Jestem w takim wieku, że lubię przed północą przyłożyć głowę do poduszki.
Taksówkarz: No wie Pani! A co powiedzieć o moim wieku!
ja: W pana wieku będę balować do rana. Pańskie dzieci nie skaczą panu po głowie od 6 rano!

tak jak było to dziś:)





czwartek, 01 marca 2012

Widziałam dziś dom o czarodziejskich oknach. Jak z bajki.
I sen miałam w nocy - barwny baśniowy taki. 
Pieściłam ciało swoje - nie tylko ja - jak w micie.  
Pójdę znów na manowce, a wrócę o świcie.

Idę na senne manowce,
a jutro otwarcie Aquasfery i staromiejskie nocne szlajando
- dobrej nocy!