..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
wtorek, 30 marca 2010

Związki, a nie związek, miłości, a nie miłość.
Nasze myślenie wciąż nie dogoniło rzeczywistości.

Wchodząc w dorosłe życie, zakładamy, że spotkamy na swojej drodze tego jedynego, na zawsze, stworzymy rodzinę i jak w happy endzie baśni: będziemy żyć długo i szczęśliwie.
Slepi na to, co dzieje się dookoła: rozstania, zdrady, nieporozumienia, myślimy, że u nas będzie inaczej.  
A gdy po latach przychodzą tak typowe dla miłości rozczarowania - przyzwyczajenie, konflikty, wzajemny chłód, jesteśmy bezradni i pełni pretensji.

Miłości przychodzą i odchodzą, jedne zostają krócej, inne dłużej, niektóre na zawsze. Płomienie gasną, a w ich miejsce zapalają się nowe.

Im szybciej się z tym pogodzimy, tym lepiej.
Na miłość nie ma gwarancji.
Ale też nie ma limitu - można kochać wiele razy.

Niełatwo zmienić poglądy, szczególnie w naszej kulturze, gdy od dziecka każą nam marzyć o królewiczu, drugiej połówce, tym jedynym puzzlu miłosnej układanki.

Najwyższy czas jednak dogonić rzeczywistość i nie łudzić się, że gwarancją miłości jest przysięga małżeńska, dzieci, wspólny kredyt czy mieszkanie.

Na miłość nie ma gwarancji.

poniedziałek, 29 marca 2010

Wiosenne spotkanie KGM odbyło się w sobotę w kolorowym zaułku Tymisiowej.
Przewodnicząca ugościła nas winem, sałatką i pizzą. Na spotkaniu stawiły się:
Ania z pysznym ciastem (poproszę o przepis) i sałatką
Iwona z jeszcze gorącą pizzą
i ja również z sałatką.

Podsumowując:
nas było cztery, sałatek trzy, dwie pizze i jedno ciasto.
I wino!

Jadłyśmy, piłyśmy i gaworzyłyśmy.
Również o dzieciach, przede wszystkim o dzieciach.
Tylko o dzieciach?
Nie tylko!

Również o pracy, o teściowych, o lekarzach, o nawykach higienicznych mężczyzn, że tak oględnie ujmę zagadnienie: "dlaczego mężczyźni tak długo siedzą na sedesie".
- To oczywiste - stwierdziła Przewodnicząca - po prostu my nie mamy czasu, aby pozwolić sobie na takie posiedzenia. Wpadamy, załatwiamy, co trzeba i pędzimy dalej.

W myśl powyższego, ze spotkania urwałam się już 22.00 niczym Kopciuszek z balu. Tylko, że w mojej bajce, królewicz czekał w domu z wrzeszczącym wniebogłosy potomkiem.

A wiedźmy, wróżki i księżniczki z KGM zostały jeszcze za siedmioma przecznicami, wzgórzami i rzeką, przy okrągłym nakrytym stoliczu, w kolorowym zaułku.

sobota, 27 marca 2010

A wczoraj fajne przedpołudnie u Janiś.

Dzieci, pomiędzy karmieniami, zachwycały się kolorowymi zabawkami
i przytulnym zamieszaniem, a my obgadywałyśmy naszych najbliższych, snułyśmy refleksje na temat miłości, trzydziestki oraz wielkiej kariery zawodowej, która przeszła nam koło nosa: najpierw wydawało nam się, że jesteśmy na to za młode, a potem nagle, niespodziewanie i znienacka stałyśmy się za stare:)


Na zdjęciach: Janiś z Kają, ja z Antoszkiem-głodomorem,
po drugiej stronie obiektywu - Zaśka

piątek, 26 marca 2010

Zawsze byłam pełna podziwu dla wytworów ludzkiego umysłu. Twórcze osobowości dawały mi inspirację do pisania, a przede wszystkim do życia.
Po roku zabawy w hendmejdowy kramik, pokochałam również rękodzieło - owoce wyobraźni i rąk.

Dlatego cieszę się, że otaczają mnie kobiety, które poza życiem zawodowym mają w sobie chęci i energię, aby tworzyć. Zwykle dla własnej przyjemności, autoterapii, ot po prostu, bo tak. 

Jozi bawi się w szycie zabawek, Ewka robi kolaże i ślubne prezentacje, Tymiś eksperymentuje z filcem, a Kasia jak gdyby nigdy nic w kilka tygodni uruchomiała świetny portal kulturalny.

Zresztą, co tu dużo gadać, sami popatrzcie:

czwartek, 25 marca 2010

Wczoraj Antek skończył dwa miesiące. Uśmiecha się dopiero od kilku dni, a te uśmiechy dawkuje nam bardzo oszczędnie. Nieźle się trzeba nagimnastykować, żeby Antoszek-groszek łaskawie rozjaśnił oblicze.

ja: (z nadzieją) W naszej fachowej książce piszą, że jak skończy trzy miesiące, będzie się już głośno śmiał.
Endrju: ( z przerażeniem) Ja nie chcę! Wystarczy już, że głośno płacze.

środa, 24 marca 2010

Mam napisać jakiś korporacyjny scenariusz.
Spotkałyśmy się w recepcji hotelu, które ona nazwała "lobby".
- Musimy nakęcić "success story" - oznajmiła.
Ujęcia nazwała "shootingami", obiecując "support", czyli gotowe materiały do wmontowania.

Potem poszły w ruch wizuale topperów, stopperów i wobblerów, egzekucje instorowe, launche produktów (nie mylić z lunchami).

Była pobudzona - bujała nogą, bawiła się telefonem, a jej rozbiegany wzrok przypominał kulki uwięzione w grzechotce oczodołu. Poczułam mdłości. Nie cierpię babrać się w korporacyjnym gównie - słuchać ich bełkotu, uprawiać propagandę, uczestniczyć w tym całym marketingowym cyrku. I jeszcze udawać, że w to wierzę.

Od kilku lat - pracując w reklamie, a potem w eventach, oddawałam swoją energię, pomysłowość i czas właśnie czemuś takiemu. Tworzeniu iluzji, promowaniu pustych idei, łechtaniu ego jakichś pseudoważniaków. 
Cała ta robota to dmuchanie kolorowych baloników - wszystkie są tak samo puste, a od dmuchania aż głowa boli.

Nie wiem, gdzie mnie poniesie w przyszłości.
Chciałabym robić coś konkretnego, być bliżej życia, mieć satysfakcję i świadomość, że moja para nie idzie w gwizdek, że ma sens.
W wirtualnych czasach coraz trudniej o takie zajęcie.
Dziś tradycyjne zawody: piekarza, szewca czy krawcową w dużej mierze zastąpiły maszyny. A  świat zalały iluzoryczne profesje: key account managerowie, strategic plannerzy, copywriterzy i art directorowie.

Marzę i szukam w głowie miejsca dla siebie na tym świecie.
Za chwilę siądę do scenariusza. I znów perwersyjnie pogrzebię w marketingowych fekaliach. 
Na szczęście - tylko okazjonalnie i na moich warunkach.  
Inaczej bym tego nie zniosła.  

poniedziałek, 22 marca 2010

Mieszka we mnie dużo Agnieszek: Agnieszka-śmieszka, Aga-Baba Jaga, Agucha, co łatwo wybucha, Agusia-milusia i wiele, wiele innych.

Od kiedy Antoszek-groszek pojawił się na świecie, za łeb wzięły się dwie Agnieszki.

Emocjonalna i Rozwojowa.

Emocjonalna Agnieszka oddaje się macierzyńskiemu odlotowi, pragnie smakować te wyjątkowe i bezpowrotne chwile,  w których jest miejsce na spacery, liczenie chmur, delektowanie się widokiem śpiącego dziecka, zapachem jego rozgrzanego karczku, polowanie na minki i uśmiechy.

Rozwojowa natomiast wyjmuje swój pejczyk do dyscyplinowania i tupie nogą:
- Antek jest śliczny, słodki i niesamowity, ale kobieto masz jedno życie. Więc zamiast przechadzać się po świecie niczym leniwy mruczący kot, bierz się do roboty. Czas ci przelatuje przez palce, powieści leżą, mózg na spowolnionych obrotach, tak być nie może. 

- Widzisz tylko czubek własnego nosa - nie wytrzymuje Emocjonalna - a gdzie miejsce na rozwój emocjonalny, budowanie relacji z dzieckiem, czas na wzruszenia, które narodziły się wraz z Antkiem?

Oliwy do ognia dolewa Pragmatyczka:
- Na macierzyńskim haju zdążyłaś zapomnieć, że nie masz pracy? Bo zlecenia to rzecz niepewna. Oczywiście nie wyobrażasz sobie roboty na etacie, ale mamy jakieś wyjście? Chyba przestałaś już wierzyć, że można mieć kasę bez żadnego wysiłku, a status utrzymanki nie jest dla ciebie!

- Bo kolejny własny biznes wybij sobie z głowy - niby mimochodem dorzuca Sceptyczka.

- Nie daj się wkręcić w system - agituje przekornie Buntowniczka - pierdol pracę, statusy-strusy i rób to, co kochasz.

- Zaufaj intuicji - radzi  Idealistka. - Czy w tej chwili cokolwiek innego cieszy cię bardziej niż wspólny czas z Groszkiem? 

A zatem jak widzicie, lekko nie jest, rozdarta sosna to przy tym pikuś:)

Dlatego, aby dać wszystkim Agnieszkom równe szanse, nie terroryzujcie mnie proszę pytaniami:
- I co zamierzasz teraz robić?
- Kiedy następna powieść?
- Z czago będziesz żyć?
- Co z firmą?
itepe itede.

Wtedy bowiem pejczyk Rozwojowej staje się nieznośny, a my tu - sami rozumiecie - chcemy sobie pożyć.

Zresztą, czy ktokolwiek z Was zliczył kiedyś wszystkie chmury?
No właśnie. 
Pozwólcie, że się tym zajmę:)

niedziela, 21 marca 2010

Weekend mija nam pysznie i lekko.
Wczoraj w południe witaliśmy wiosnę przy Moście Jana, gdzie spotkaliśmy kilkoro znajomych z dziećmi lub rowerami. Przybyła Ostasia z małym Michasiem, jej koleżanka Ruda z Michaliną Amelią,Tomek K. ze swoim dwukółkiem oraz Janiś z Adamem i Kają, a Magda S. otworzyła gabinet wesołego psychologa.

Endrju na ostatniej prostej przejął ode mnie wózek i wkroczył w tłum jako dumny tatuś:)

Pogadałam chwilę z Janiś i obie zgodnie stwierdziłyśmy, że mogłybyśmy nie wracać już do pracy. Ale temu zagadnieniu poświęcę osobny wpis.

Wieczorem zaś odwiedziła nas Marta z Maksem, a ja znów uśmiałam się z Maksowych opowieści. Muszę przyznać, że lubię mężczyzn zaprzyjaźnionych ze mną kobiet. Może dlatego, że to mądre koiety, które dokonują słusznych wyborów?

Natomiast dziś uprawiamy typowo niedzielne zakupowe szlajanie, którego owocem jest  m.in. nowa płyta "Strachów na lachy". 

Zainspirowana przepisami mojej koleżanki ze studiów - Pauli, na kolację przygotuję tortille, potem ruszymy za ocean śledzić poczynania Michaela Scolfielda.


Dumni ojcowie:)

piątek, 19 marca 2010

Gadulstwo to bardzo łagodne określenie tego, co uprawia Ewka. Ona wpada w trans, łapie jeden wątek, aby porzucić go dla dygresji, która niedokończona przechodzi w wątek kolejny i tak dalej, i tak dalej. Jej pauzy, aby zaczerpnąć powietrze, są tak krótkie, że dopiero po kilkukrotnej próbie udaje mi się wtrącić jakieś własne zdanie.

Lubię te rozmowy i lubię Ewine frazeologizmy:

"Patrzył na mnie jak ta sroka w malowane wrota"

"I zasnęłam jak kamień w wodę"

***
Z ostatniej chwili!
Właśnie dzwoniła Asia.
Wylądowała na porodówce.
Nasz doktorek ma dyżur - zdążyła przed jego kolejnym wyjazdem na narty.
Podczas mojego porodu śmigał na lodowcu, szuja jeden:)
Ojciec dziecka pędzi pociagiem ze Szczecina.
Słowo "pędzi" w przypadku PKP brzmi groteskowo.

Trzymam kciuki. Trzymajcie i wy:)

W porannej audycji Wojciecha Manna redaktor Nogaś polecał "Miasto szklanych słoni" Sieniewicza, które właśnie wczoraj zaczęłam czytać.

Nie ma się co spodziewać porywającej fabuły, bo chyba nie o to tu chodzi, ale sugestywny język uwodzi od pierwszych stron:

A przecież wiosna coraz bliżej. Dworcowe szyby powlekał mokry szron, śniegu ledwie na grubość paznokcia, piaskarki zapadały w letni sen. Tylko patrzeć, jak drzewa zaczną odchodzić od zmysłów, pijane własną zielonością, jak ptaki uczynią z nich rozświergotane gniazda, jak rozpęknie się, zafaluje zimowe lustro jeziora i małe rybki będą wyskakiwać nad jego powierzchnię, udając młodsze rodzeństwo delfinów.

Mariusz Sieniewicz, Miasto szklanych słoni, s. 9, Kraków 2010.

Prawda, że ładnie ujęte to oczekiwanie na wiośniany wybuch,
który już tuż, tuż?

środa, 17 marca 2010

Miałam iść do Alutki, ale za oknem biegun północny.
Skończyłam oglądać rosyjską "Rusałkę" i piszę felieton. Lubię filmy, w których olśniewają mnie pojedyncze kadry.
Kolejne zdania zagryzam ciasteczkiem Lu i łyżką cytrynowego kisielu. Antek leży w łóżeczku, patrzy na karuzelę i wydaje radosne okrzyki. Kot śpi pod kaloryferem. Sielanka w domowych pieleszach trwa w najlepsze.

***
OJCOWSKA MIŁOŚĆ
Wczoraj. Trzymam Antka na kolanach i próbuję jeść, brakuje mi trzeciej ręki.

ja: Mógłby już sam siedzieć, byłoby łatwiej.
Endrju: O tak, mógłby już siedzieć. Na wykładach na przykład.


Z filmu.

wtorek, 16 marca 2010

Kiedyś młode matki kojarzyły mi się z nawiedzonymi babami, których świat zawęził się do pieluch, kupek i zupek. Wiało od nich nudą i zapachem garkuchni. I choć wydawały się spełnione, ja nie mogłam w to uwierzyć. Nie można się spełnić w domowym areszcie.

U mnie miało być inaczej.
Nie wiedziałam jak, ale inaczej.

Dopiero teraz rozumiem, że spełnienie i szczęście nie zależy od imprez, kina, wydarzeń kulturalnych i "dziania się", które przecież tak uwielbiam i którego mi czasem brakuje.

Spełnienie i szczęście rozwija się gdzieś bardzo głęboko, niezależnie od świata zewnętrznego: ilości wypitego wina, przetańczonych nocy, szalonych zakupów czy zwiedzonych ciepłych krajów. To wszystko przynosi jedynie krótkotrwałe zadowolenie, ulotną euforię.
Spokój i szczęście kiełkuje w duszy.  

 Mój spokój zakiełkował wraz z narodzinami Antka. Ten mały rozdarty człowieczek zmienił wszystko, choć pozornie nie zmienił niczego. Nadal czytam, słucham, oglądam, mam takie same pasje, interesuję się światem i umiem się nim dziwić.

Czego zatem dokonał swoim przyjściem?
Sprawił, że przestałam być najważniejsza.

Niby taki drobiazg, a w istocie przełom.
Bo Antek zasłonił moje własne smuteczki, frustracje i złości, które wraz z jego narodzinami straciły na wadze, skuliły się w sobie i zeszły na drugi plan. 
Antoszek dodał mi siły i determinacji, przyniósł potrzebny mi dystans i odpowiedź, co jest dla mnie najważniejsze.
Oczywiście on!

Kolejna nawiedzona matka?
Zawdzięczamy to chyba naszej pramatce.
Matce Naturze:)

poniedziałek, 15 marca 2010

Chwilę po moich internetowych zakupach, rozbolał mnie wyrzynający się ząb mądrości.
Ale to jak!
Przypadek czy przestroga?:)

Napieprza mnie szczęka i migdałki, a zęba jeszcze nie widać.
W takich chwilach świat bez bólu wydaje mi się najlepszym ze światów.

Ale nie ma się co mazać, nie takie bóle człowiek przeżył:)
 Za oknem słońce, Antek drzemie mi na kolanach, a ja biorę się za prace redakcyjne.

W końcu tydzień się zaczął i dość tego bimbania.

piątek, 12 marca 2010

Weekend zaczynamy drugim sezonem Prison Break.
Antek od trzech dni jest cudownym dzieckiem - ładnie śpi, budzi się pogodny, pozwala mi pójść do łazienki i spokojnie zjeść śniadanie.

Wczoraj wpadłam w sidła sieci - nabyłam świetną bransoletkę z rzemienia i srebra, która będzie mi pasowała do księżycowego wisiorka oraz ręcznie szytą myszę - nie wiem po co, ale nie mogłam się oprzeć. W chwilach słabości zawsze kupuję przedmioty z kategorii "nie wiem po co". Wczoraj na przykład sprawiłam sobie nagrodę za poród i połóg. Nie będę przecież czekać aż ktoś to zrobi za mnie:)
Na szczęście Endrju  szybko wrócił z treningu, więc nie zdążyłam się na dobre rozkręcić. 
Wirtualne pieniądze z internetowego konta wydaje się znacznie lżej.
A ja uwielbiam nikomu niepotrzebne, lecz niepowtarzalne bibeloty. 

Boski ten mysz, prawda?


foto by Norte

czwartek, 11 marca 2010

Zawiośniało, prawda?
Jeśli ktoś ma problem z upływem czasu, nie powinien mieć dzieci. Od kiedy Antek pojawił się w moim świecie, dni nabrały zawrotnego tempa. Ledwo wstajemy, a już trzeba kłaść się spać. I tyle się dzieje, choć nie dzieje się nic.

Po długim spacerze w słońcu, zjemy placki z jabłkami, a potem utniemy sobie drzemkę.

Stos napoczętych książek piętrzy się na skrzyni, kurz harcuje po półkach, chałtury domagają się uwagi, a powieść cichutko czeka na swoją kolej. 

Ja zaś siedzę w fotelu i zwyczajnie sobie bimbam.
O tak właśnie!

wtorek, 09 marca 2010

- Nie uwierzysz! - oświadczyła E., wybudzając mnie z drzemki niespodziewanym telefonem.
- Co się stało?
- Moja ciężarna kuzynka, która mieszka w Szwajcarii, usłyszała od położnej, że tylko Polki i Rosjanki golą krocze.


- Rozumiesz?
- zapytała E. - Rozumiesz, co to znaczy?! Tylko my i Rosjanki musimy na każdym kroku potwierdzać swoją kobiecość. Nawet w ciąży, torturujemy się depilacją, gimnastykujemy się z lusterkiem, aby usunąć zbędne owłosienie, czym kobiety w Europie nie zawracają sobie w ogóle głowy.

Zaczęłyśmy analizować własne doświadczenia i rzeczywiście Europejki nie mają aż takiej korby na punkcie wyglądu jak my. Ich kobiecość nie tkwi w makijażu i zabiegach kosmetycznych, a przynajmniej nie osiąga takiego rozmiaru jak u nas, czyli konieczności wyjścia do osiedlowego warzywniaka w pełnym makijażu:) 

Przypominają mi się słowa Magdaleny Środy, która powiedziała, że polska kobieta bez make up'u czuje się, jakby nie miała twarzy.
I niestety sama wpisuję się w tę zasadę, bo dzień zaczynam od "zrobienia oka".

A przecież są babki, które sypiają w makijażu lub wstają wcześniej, aby nałożyć "tapetę", zanim mężczyzna się obudzi . Mógłby się bowiem odkochać, gdyby  zobaczył swoją ukochaną w wersji sauté.

Zastanawiam się, skąd u nas to ciśnienie?
Skąd te kompleksy?
Presja mężczyzn?
Wina samych kobiet?
A może cywilizacyjne zacofanie, kolejny spadek po PRL-u?
Jak to wyjaśnić?

niedziela, 07 marca 2010

Na dzisiejszej Manifie nie mogło zabraknąć reprezentacji nieformalnego Koła Gospodyń Miejskich.
Ja stawiłam się z Endriuszą i Antoszkiem, który od urodzenia jest wychowywany w jedynym słusznym światopoglądzie feministycznym, przybyła też nasza przewodnicząca - Tymisiowa oraz Aga. Aga dała czadu i należy jej się co najmniej honorowe odznaczenie "za zasługi", bo przyciągnęła ze sobą jeszcze trzy pokolenia: Babcię, Mamę i córeczkę.

Pierwsza olsztyńska Manifa zgromadziła całkiem pokaźne grono kobiet i mężczyzn w szerokim przedziale wiekowym. Były oseski i emeryci. Ku naszemu zdziwieniu - niewielu licealistów. Pewnie większość w tym czasie siedziała na gg, bo jak twierdzi nastoletni syn naszego znajomego, gadu-gadu jest bardziej wydajne, można jednocześnie rozmawiać z kilkoma, a nawet kilkunastoma osobami, na co w realu nie ma szans.

Mimo to olsztyńską Manifę można uznać za udaną.
Jak zawsze na takich spędach, dobra energia krążyła w powietrzu, ludzie się do siebie uśmiechali, niektórzy przełamywali pierwsze lody i co tu dużo gadać - było fajnie!


Ja, Antek i Tymisiowa, która rozpieszcza nas niebanalnymi upominkami. Dziś Antek dostał od Ciotki świetną hendmejdową zawieszkę.

*Zanim ktoś się oburzy (i słusznie), że Antol wisi na genitaliach, zawczasu wyjaśniam, że kombinezon o wiele za duży stąd takie wrażenie:)


Aga&Tymiś - nasze Panie z KGM

piątek, 05 marca 2010

Kocham zajawkowiczów, pasjonatów, kolekcjonerów.
Kocham wariatów, ekscentryków i dziwaków.
Kocham wszystkich, którzy żyją żarliwie i namiętnie.

Tacy ludzie wywołują uśmiech na mojej twarzy, są dla mnie inspiracją, a dla świata - cennymi klejnotami w masie przeciętności.

W ostatnim "Newsweeku" wywiad z Tomaszem Zimochem - rewelacyjnym komentatorem sportowym, który podczas tegorocznych igrzysk znów zabłysnął charyzmatycznym dopingiem i odlotowymi metaforami.

Jest też rozmowa z Wojciechem Mannem, którego uwielbiam słuchać w piątkowe poranki. Mann opowiada o tym, jak politycy mieszają w radiowej Trójce, a ja sobie myślę, że nasza demokracja  niewiele się różni od białoruskiej.

W ubiegłą niedzielę TVN emitował dokument o mojej ulubionej Wisławie Szymborskiej (film nagrała mi Alutka i mam nadzieję go wkrótce obejrzeć)

W tej garstce pozytywnej nadzwyczajności jest jeszcze Stefania Grodzieńska, Adam Michnik, Magdalena Sroda, Joanna Chmielewska, Andrzej Poniedzielski, oszołom Cejrowski (pomimo), Katarzyna Miller i jeszcze kilka innych powszechnie znanych osób. Są również kreacje aktorskie - na przykład genialne role Meryl Streep i postacie literackie - Pippi Langstrumpf.

Te wszystkie osoby - realne i zmyślone - to moje akumulatory. Przesyłają mi dobrą energię, nakręcają do życia i zawsze poprawiają nastrój. 

A wszystkich łączy jedno:
dystans do rzeczywistości i błyskotliwe poczucie humoru.

Banalne, a takie niezwykłe.

środa, 03 marca 2010

Superbabkom, wydaje się czasem, że pewne problemy na pewno ich nie dotkną. Że na przykład one, gdy zostaną mamami, będą potrafiły połączyć życie zawodowe, towarzyskie, intelektualne wraz z supermatkowaniem. W końcu są superbabkami, no nie?

- Będziemy sobie leżeć z Antkiem na kanapie i oglądać filmy -  z pewnością żółtodziobów snuliśmy z Endriuszą plany w czasie mojej ciąży.

- Co te dziewczyny opowiadają - dziwiłam się moim dzieciatym koleżankom - przecież taki niemowlak dużo śpi i w tym czasie można się świetnie zorganizować. Szukają pretekstu, ot co.

Wyobrażałam sobie, że zabiorę Antka do pracy do kramiku (będzie sobie spał w wózku - he, he), będę chodzić na szpilkach i w ogóle nic się nie zmieni, bo wszystko zależy ode mnie. A ja jestem super hero przecież.

Śmiać mi się chce z tych jakże niedawnych, a szybko rozwianych złudzeń.
Mój słodki wymarzony dzieciaczek śpi tylko w nocy (warunek: przy piersi), w samochodzie oraz w towarzystwie (dba o pijar). Poza tym je - zawsze łakomie i żarliwie (od małego zażera pustkę egzystencjalną?), a przede wszystkim się drze. I jest to wrzask tak przejmujący, doprawiony morzem słonych łez i przypieczętowany buzią w podkówkę, że nie sposób nie reagować. W tej sytuacji wyjście do toalety albo pod prysznic staje się nie lada wyczynem, a o konteplowaniu zawartości szafy na ubrania trzeba zapomnieć. W tym kontekście szpilki to perwersja.

Już teraz wiem, jak niewiele ode mnie zależy.
Wiem również, że nie ma co się porywać z motyką na księżyc, bo skończy się frustracją. Superbabka i supermatka to nieszczęsny mit albo łut szczęścia tych, którym urodziły się niemrawe dzieci.

Uciszam rozdartego potomka i zastanawiam się, jak nam minie piątek - muszę jechać za miasto na spotkanie z klientką. Antoszka zabieram ze sobą - nie mam wyjścia. Od jego łaskawości zależy, czy będę mogła spokojnie porozmawiać i nadal pracować, czy zostaje mi już tylko etat supermatki.

wtorek, 02 marca 2010

Mimo paskudnej pogody, wybraliśmy się wczoraj z Antoszkiem na wycieczkę po księgarniach, z której wynieśliśmy "Kapuścińskiego non-fiction" i "Miasto szklanych słoni" Sieniewicza, w ramach wspierania lokalsów:) Lubię książki o ładnych okładkach (co jeszcze moim książkom się nie zdarzyło), a okładka "Miasta..." jest bardzo wdzięczna.

Fajnie spaceruje się po mieście z takim szkrabem wiszącym w chuście, bo wtedy ludzie się uśmiechają.
Takie same reakcje wzbudzałam, podróżując z kotem.
Najbardziej bawi mnie widok podejrzanych typków zgrywających twardzieli, którzy na widok zwierzaka lub małego dziecka mimowolnie rozciągąją banany szerokiego uśmiechu.

Z wielką tęsknotą czekam na promienie wiosny.
Wówczas razem z Antkiem będziemy się włóczyć po naszym mikrokosmosie aż do utraty tchu.

W końcu zachłanność na życie przenoszona jest drogą płciową.
Z pokolenia na pokolenie:)

poniedziałek, 01 marca 2010

Dziś będzie stresujący dzień.
Dlatego z przyjemnością powracam do wczorajszej słonecznej niedzieli nad jeziorem.



więcej w albumie.