..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Czym żyję na koniec roku?

Ano żyję miejscem, w którym - jak ktoś trafnie zauważył, plecy tracą swą szlachetną nazwę.
Po tygodniu brania leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych, ból wciąż doskwiera przy zwykłym chodzeniu, więc codziennie przeżywam żałobę, że nie dane mi pójść biegać. A moja żałoba to miks furii i rozdzierającego smutku, który kisi się we mnie, dopóki nie postukam się w czoło i nie podziękuję losowi, że jestem zdrowa, syta i w ogólnym bilansie zadowolona nawet, nie mówiąc już o rumianych dorodnych dzieciach.

Najwyraźniej potrzebowałam lekcji pokory na koniec roku.
Jutro idę do magicznego masażysty i w nim cała moja nadzieja.

Co jeszcze?
Coś tam by się znalazło, ale tak grzebać przed północą w blasku księżyca?
To jakby chcieć zakopać trupa.
A dziś nikogo nie grzebiemy.

Siusiu, paciorek za zdrowie i do łóżka!
pa!

A to dziś selfie rano u Edytki :)

 
sobota, 27 grudnia 2014
Fajna Wigilia - bez spiny, nerwów, stresu, za to z tymi, których kocham, miłe wieczorne kolędowanie, dobry leniwy pierwszy dzień i wieczorne spotkanie Basieniek drugiego dnia świąt - zaskakująco szczere i prawdziwe.
Ale w tym świątecznym rwetesie zatęskniłam za ciszą, za sobą, za własnymi myślami. I dziś - na przekór planom - zgodnie z tym, co podyktowało mi ciało i dusza, cały dzień spędziłam w piżamie w totalnym dziecięcym rozgardiaszu, a wieczór w ciszy z winem, pisaniem i czytaniem. I tak dziś mi jest najlepiej.
Bo gdy są ludzie, musi być potem bezludzie:)
Amen.



z wtorku:

Co ranek razem z Pola idziemy obudzić Antka. Dziś było tak:
ja do Poli: krzyknij: Antek! Pobuuudka!
Pola: Atik! Duuupka!

wtorek, 23 grudnia 2014
Gdy mam czarny język
mogę Ci powiedzieć
co na serca dnie
a tam pustka, perły
zatopione wraki
kto to wie
Ty nie

Rozplącz mi język
zapleć warkocze
włos na czworo dziel

gdy mam czarny język
weź młynek i miel
kawę i wino, krew i łzy
gdy mam czarny język
na języku my.



Dziś zamiast choinki, pierniczków i świątecznych klimatów, trochę na przekór piosenka po-winna wprost spod prysznica i zdjęcie znad kawy.




z albumu Tomka Sikory
niedziela, 21 grudnia 2014
Szlajany weekend dobił mój kręgosłup, który załatwiłam scyzorykami Chodakowskiej. I choć spędziłam dwa fajne wieczory, krążąc po knajpach i każdy wieczór był inny, i każdy na swój sposób wyjątkowy, to jednak kończę weekend przeżarta frustracją, bo utykam jak stara babcia. I złoszczę się na ciało me niedołężne i na siebie też, że to ciało przeforsowałam.

A tak mi się marzyło świąteczne bieganie o poranku.

Nawet nie próbuję sobie wyobrażać, jak z kontuzjami radzą sobie ludzie, którzy poświęcają temu całe swoje życie, albo przygotowują się do zawodów. Moje bieganie jest tylko jedną z wielu świeżych zajawek, a każda kontuzja czy choroba wywołuje we mnie łzy wściekłej bezsilności.

To chyba jeden z powodów, dla których nie umiałabym się poświęcić jednemu. Nie przeżyłabym straty.

I w ten sposób, zupełnie niespodziewanie, od kręgosłupa dotarłam do rdzenia.

Monotęsknota - a życie stereo.