..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
niedziela, 30 grudnia 2012

Spacer nad jeziorem. My idziemy, a co chwila mijają nas rozmaici biegacze.

Endrju:
Oni wszyscy biegają szybciej ode mnie.
ja: Ee tam, jesteś nadambitny.
Endrju: Wcale nie, gdybym był nadambitny, to bym robił sobie plany treningowe i takie tam.
ja: Wy wszyscy mężczyźni macie to samo: sprawdzacie dystans, prędkość, zamiast zwyczajnie biec i cieszyć się życiem.
Endrju: Ale ja cieszę się życiem! Tylko czemu wszyscy cieszą się szybciej ode mnie?!



złoty polski grudzień:)




Opowiadam Endriuszy o spotkaniu z dziewczętami:
ja: i Ewa opowiadała o Włochach. Polscy mężczyźni zwykle nie mają podzielnej uwagi, skupiają się na pojedyńczych czynnościach, a Ewa mówiła, że Włosi są niesamowicie szybcy, sprawni i robią kilka rzeczy na raz.   
Endrju /prycha z pogardą/:
Na przykład jednocześnie jedzą pizzę i machają rękami?

Kiedy już mi się wydaje, że mam wszystko poukładane, jestem spójna i polepiona, nagle dotyka mnie jakiś drobiazg - niewinne słowo, rzucone niedbale, pewnie nieświadomie. Jak niewidzialna zadra włazi mi pod skórę i otwiera wszystkie stare, powierzchownie pogojone rany. Rozsypuję się w drobny mak, a potem się podnoszę i mozolnie, od nowa układam, cierpliwie porządkuję.
Mogłabym  wyprzeć, zapomnieć, zbagatelizować, ale nie umiem i nie chcę. Będę się w tym babrać, aż się oczyszczę, aż się uwolnię, aż odzyskam siebie - tę pierwszą, tę zanim się cokolwiek zdarzyło.
Lepię się od nowa. I nie przestanę.

czwartek, 27 grudnia 2012

jak fajnie jest mieć bratnie dusze! Nadawać na tej samej fali, porozumiewać się tym samym kodem, bez trudu odgadywać intencje i współodczuwać jakbyśmy były zlepione. Przeszłością, wrażliwością, światopoglądem, dziesiątkami wspólnie przeżytych chwil i przegadanych godzin. 
Czuję to, ilekroć spotykam się z taką.
Dziś przypomniała mi o tym Ewa. Ku mojemu zaskoczeniu - w doskonałej formie! Kwitnąca.

Spędziłyśmy ze sobą dwie za krótkie godziny w House Cafe i jak dla mnie - to była dopiero rozgrzewka. Jutro ciąg dalszy:)

Ewa przywiozła mi z Rzymu zajebiste, przecudowne buciory, żadne tam włoskie szpilki, ale porządny kawał buta z klasą. Aż szkoda je wkładać na taką pogodę. Na razie zachwycam się nimi w domu i czekam aż będzie sucho.

Cóż poza tym?
Czytam trochę klasyki terapeutycznej. Bradshawa "Powrót do swego wewnętrznego domu" i znów otwierają mi się kolejne okna do własnego świata, a wraz z nimi uchylają się drzwi, przez które wpływa dobra rzeka spokoju. 

Z literatury - zwanej piękną - bez żalu porzucam powieść Jana Jakuba Kolskiego, którego filmy uwielbiam, ale pisarstwo mnie nie uwiodło, czytam "Jaskółki z Kabulu" i zaostrzam apetyt na historie mocne i prawdziwe.

I dzisiaj tyle.
Dobrej nocy Kochani!

środa, 26 grudnia 2012

Tkliwość moja matczyna, gdy na niego patrzę, gdy jestem blisko, gdy tęsknie z daleka, nawet gdy się wkurzam i gdy mam dość, także. Tkliwość - taka, że smak łez zasycha na wargach i ściska się serce - ze wzruszenia, ze szczęścia i ze smutku też.
Bo tkliwość matczyna to jedno z tych uczuć, o którym nie sposób opowiedzieć -  jest gdzieś na granicy życia i śmierci, najgłębszego sensu bycia tu na ziemi. 


U Cioci Oli:

Ola: Antek, chcesz kanapkę?
Antek: Tak!
Ola: Z serem?
Antek: Niee.
Ola: Z wędliną?
Antek: Niee.
Ola: Z samym masłem?
Antek: Nieee.
Ola: (lekko zdesperowana) To, z czym?
Antek: (triumfalnie) Bez!

wtorek, 25 grudnia 2012

Świąt półmetek - na razie jest intensywnie i wesoło. Ja wprawdzie nie należę do wulkanów energii, mocno już czuję ciążący brzuch i najchętniej grzałabym się za piecem, ale mimo to -  fajnie. W przeddzień Wigilii wesoła wizyta Gosi i Rafała, Wigilia zaś tłumna i gwarna, bo najpierw u mojej Cioci, a potem na wieczornym kolędowaniu. Dziś dobre spotkanie w "młodym" gronie rodziny.

Antek przeszczęśliwy. Choinką zachwyca się kilka razy dziennie: Mamo, wspaniała ta choinka, nie sądzisz? albo Cudowna jest nasza choinka! albo Czy możemy postanowić, że już nigdy nie rozstaniemy się z choinką, bo ja kocham choinki! 

Prezentów dostał co nie miara - a ja, gdy patrzę na jego dziecięcy entuzjazm, radość mam z tego podwójną.  Tyle że w pakiecie z  jego prezentami powinniśmy dostać jeszcze akt notarialny na 10 metrów powierzchni magazynowej. Absolutnym hitem i faworytem jest walizka z narzędziami od wujka Krzyśka. Bez niej się Młody nigdzie nie rusza, bo a nóż widelec coś będzie zepsute i trzeba będzie naprawiać.

Te święta są dla mnie wyjątkowe z wielu innych powodów. Cieszę się, że spędzam je we własnym domu, radują mnie wieczory, kiedy jesteśmy tylko we dwójkę, a Antek śpi za ścianą.

Dziś przetestujemy grę planszową od Mikołaja. Dam znać po.
A Wy co robicie w świąteczny wieczór?


piątek, 21 grudnia 2012

Dociągnęłam do końca tego tygodnia niczym Maratończyk do mety. Na ostatniej prostej: wstałam o szóstej rano, popędziłam do alcatraz, popołudniu odebrałam Antka z magicznego domu, zrobiłam obiad, bawiłam się w Boba, piknik oraz strażaków, posprzątałam pokój Antka, kuchnię i łazienkę, i o 21.00 wreszcie padłam na twarz.

Mam wielki plan, aby od jutra zająć się jedynie tym, co przyjemne.
Rano lekarz i zakupy, potem ubieranie choinki, pieczenie pierniczków, wizyta Krisa i spotkanie z Basieńkami w Pozytywce. Niedziela też pełna atrakcji - jest na co czekać, jest czym się cieszyć.
Dziś wypada początek mojego spowalniania - wchodzę w trzeci trymestr, słowo "muszę" zamieniam na "potrzebuję".
I chciałabym tak do wiosny:)
****
A to Antek na sankach.
Przez kilka dni miał fazę na okulary słoneczne, nie ruszał się bez nich:
- Mamo, nic nie widzę - mówił, gdy wracaliśmy do domu po zmroku.
- Nie widzisz, bo masz ciemne okulary!
- Ale przecież okulary są po to, żeby widzieć lepiej!




środa, 19 grudnia 2012

Unoszę się na fali życiodajnych hormonów - tak dobrze mi, miękko ze sobą, ze światem wokół. Zdrowe soki płyną przeze mnie - chce mi się kochać, spać, czytać, nie robić nic i nic nie musieć.
Chciałabym ten stan zatrzymać, chwycić i nie puścić, by nie odleciał, nie prysł. 
To nie może trwać długo - jest zbyt słodko.
Ale dziś taka już zasnę, a jutro będzie futro.

wtorek, 18 grudnia 2012

Ponadgodzinna rozmowa telefoniczna z Anią inspiruje mnie do serii krótkich pytań:
1. Pielęgnujecie swoją fantazję?
2. Rozwijacie się - duchowo, fizycznie, intelektualnie, emocjonalnie?
3. Szukacie mniej oczywistych ścieżek, ale za to własnych?
4. Cenicie swoje życie, miejsce, w którym jesteście, każdy dzień powszedni?
5. Kochacie siebie?

Te pięć krótkich pytań, które wyleciały mi spod palca w niecałą minutę, domaga się stałego zadawania i nieustannych odpowiedzi. Codziennie - w ramach wieczornej modlitwy.
To jedyna szansa.

Dobrej nocy.
Idę wędrować po dachach moich snów.

 

a.jansson

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Czy Wy też kręcicie się na przedświątecznej karuzeli?

Ja się kręcę. Lecę ostatkiem sił, ale energii mam za czterech, bo myśl o nadchodzących wolnych dniach to nie lada turbodoładowanie. Serce bije mi szybciej - szybciej się ruszam, głośniej się śmieję i głośniej płaczę. Jak już płaczę.

Za mną sporo dobrych dni.Sobotnie urodziny Tymisiowej - impreza zacna, spontaniczna, fajowska; niedzielne piwo z Dianą i to, co lubię - gadanie, dziś kolacja z Alutką i Agatą.

W międzyczasie pożeram świetną książkę Swietłany Aleksijewicz "Wojna nie ma nic z kobiety" (dostałam ją na zeszłoroczne mikołajki:)), a na domiar dobrego - przyszła do mnie wielka paka książek i mam ogromną ochotę zakopać się pod kołdrą i czytać, czytać, czytać.

Cóż jeszcze?
Kupiłam sobie odlotowe spodnie, które nie zyskały niczyjej aprobaty, poza Antkiem. Od dziś to on będzie moim jedynym stylistą modowym:)

Spodnie są milutkie, cieplutkie i cudne, i wcale, a wcale nie przejmuję się komentarzem Endriuszy, który rzekł:
- Wyglądasz w nich jak piętnastolatka, która chce ogłosić światu "spójrzcie, jaka jestem szalona".

W gruncie rzeczy to chyba komplement, bo mogłabym wyglądać jak dzidzia piernik, która ogłasza światu, że jest szalona i do tego młoda:)

A oto i one:)


proj. GIVE ME FIVE

niedziela, 16 grudnia 2012

ja: Kochasz mnie bezdennie?
Endrju: Kocham Cię bezdennie i nawet bezmyślnie.

środa, 12 grudnia 2012
Dziś fajne spotkanie z Anią.
To ten rodzaj spotkań, które cenię najbardziej. Jeden na jeden i dobre mocne gadanie. Pitu-pitu zostawiam sobie na frywolne wieczory w większym gronie.

A tu:
Antek i jego dwie wielkie męskie namiętności - sen oraz picie.
Butle, które mu towarzyszą niemal wszędzie. Również podczas zasypiania:)


na zdjęciu, poza Antkiem: miś od wujków z Wawy oraz kot od Bety, konik Jozimamy i mój ukochany królik oraz kilku innych "przyjaciół":)
wtorek, 11 grudnia 2012

Wszystko, co mogłam sama w sobie otworzyć, już otworzyłam. Co mogłam samodzielnie zrozumieć - zrozumiałam. Teraz potrzebuję jakiegoś bodźca z zewnątrz, wytrychu do kolejnych drzwi, inspiracji, aby iść dalej, aby jeszcze bardziej dotrzeć do siebie.
Dlatego poszłam dziś po wsparcie do mądrzejszych ode mnie.
I wyszłam z jednym ważnym olśnieniem oraz listą lektur. Nie wierzę w ludzi, ani książki, które zmieniają życie, ale wierzę w magiczną moc słów i spotkań, które w odpowiednim miejscu i czasie mogą nas przenieść zupełnie gdzie indziej. 

s. 152.



A to dwa trafne i dość zabawne fragmenty z książki "Jak pies z kotem":

O KOBIETACH
"Większość kobiet jest głodna. Jak są smarkate, to są niewidzialnym dzieckiem ("i tak mi się nic nie należy"), bohaterką rodziny ("Muszę ich wszystkich uratować"), maskotką ("Muszę ich wszystkich zbawić"). Nadrabiają sobie marzeniami. Czasem mają ukochnego misia, lalkę, kotka, niewidzialnego przyjaciela. Od smutku, od pustki, od własnej nieważności. Faceci czasem marzą, że JĄ uratują, ale ratują od smoka, ognia, innego faceta, tego niedobrego. Ratują i stają się dzięki temu bohaterami. Już. ONA ma być zachwycona i szczęśliwa. A kobitki marzą głównie o tym, że on się pojawi i je zrozumie, domyśli się, pokocha całym sercem, ciałem, zdejmie z niej poczucie, że ona jest niekochana.

O MĘŻCZYZNACH

"Dobra - myślisz sobie. Biorę się w garść, nie będę spędzał życia w cichej rozpaczy jak inni faceci. Będę teraz dziarsko się rozwijał i realizował. Na co mam ochotę? Co zawsze lubiłem robić? Chodziłem z chłopakami co wtorek na piłkę. Dobra, zadzwonię, może jest jeszcze miejsce w składzie. Jest. Niedziela - nie mogę się doczekać, nowe życie, teraz je biorę za bary, oto wracam! Kto wie, może w wakacje zrobię Orlą Perć, a potem...Zawsze marzyłem o Himalajach, nawet gdzieś nisko... Poniedziałek: kupuję korki i spodenki, robię rano rozgrzewkę stawów, żeby nie było trzody, bo chłopaki potrafią przyspieszyć, a kiedyś grałem w ataku jak torpeda. Wtorek rano - dziecko 39 stopni. Kurna mać! Ale dobra. Uff.. Oddychaj, zarządzanie gniewem. Medytacja, ciśnienie spada. Dobra. Trudno. Nie poddawać się. W czwartek pójdę, umówiłem się z żoną. Czwartek. Żona też chora. Oboje leżą. Dobra, przyszły wtorek, byle się nie przeziębić i od nich nie zarazić. Czapka, ciepłe herbatki, wytrzymam. Poniedziałek - okazuje się, że jak była chora, to nie zdążyła z robotą, i musi jutro zostać po godzinach. No szlag trafia dosłownie! (...) Finalnie optymalną dla nerwów metodą staje się nic nie planować, nigdzie nie iść i mieć na wszystko założone lejce. Siedzieć przed telewizorem i czekać aż coś się wykolei, bo wtedy jesteś pod ręką i na niczym ci nie zależy. Może z ciebie nie pilot, może nie kowboj, ale w odróżnieniu od Jamesa Bonda ciągle jesteś w domu i nic się tu nikomu złego nie stanie"

s.160
na tym fragmencie - popłakałam się ze śmiechu:)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Ta ciemność mnie dobija. Czekam na święta jak na nowe życie. Od stycznia zwalniam, chcę zadbać o siebie, chcę się trochę wyciszyć, marzę, aby wreszcie się wyspać przed nadciągającą wielką bezsennością.

Szczęśliwy ten, kto wysypia się nawet w wózku sklepowym:)

niedziela, 09 grudnia 2012

Znów zawirowanie w hormonach - jakby niewidzialna ręka bełtała w kotle moich emocji. W miodnym słoju błogostanu znajduję łyżkę dziegciu - już mi jest ciężko fizycznie, łatwo się męczę, nawet niewielki wysiłek sprawia mi trudność, nie mam kontroli nad własnym samopoczuciem, a to zawsze budzi we mnie niepokój i bezsilność. Poza tym grzebię w rozpoczętym temacie - słucham trzeciego odcinka radiowej audycji "Na własne nogi" i znów o mnie i o mnie, i o mnie. Im więcej kopię, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jakie mnie czeka wyzwanie, ile jeszcze przede mną. Ale ta świadomość mnie jakoś wzmacnia, buduje, napędza.

Zaczęłam od dziegciu, a teraz miód.

Dobry piątkowy chillout, cudna sobota - Ramsik wpadła na śniadanie, potem pojechałam z Antkiem na kiermasz do Dywit, który bardzo lubię za kameralną atmosferę. Odebraliśmy Endriuszę z dworca - stęskniłam się. Wieczorem kolacja z Anią i z Duchem. W dobrym towarzystwie kompletnie zapominam o tym, że nie piję. To taki doskonały barometr relacji. Mam takie małe postanowienie, że po porodzie będę piła tylko z tymi, z którymi lubię spędzać czas również w trzeźwości. Z resztą świata nie warto.

A niedziela prawie cała w łóżku z przerwą na rodzinną imprezkę.
Jutro poniedziałek - mam ochotę wyjść z domu owinięta w śpiwór i niedźwiedzią skórę.

***
PRZEPAŚĆ PŁCI I POKOLEŃ
Endrju od jakiegośc zasu biega. Kiedy rok temu zaczęłam biegać - po namowach kupiłam sobie odpowiednie buty. Biegałam w starym dresie, bluzie i włóczkowej czapce. Endrju zaś ma nie tylko odpowiednie buty, ale również oddychającą koszulkę, specjalną kurtkę, spodnie, komin na szyję i... aplikację trenerską na smartphona. Wiadomo:)

Dziś Endrju szedł biegać.
Antek rozgrzewa się z nim w mieszkaniu - obaj się rozciągają. 
- Antek, za rok chyba już będziesz biegał z tatą, co? - zagajam, a on przecząco kręci głową:
- Ale nie mogę biegać, nie mam telefonu!

Masakra:)


czwartek, 06 grudnia 2012

Dziś mam całe łóżko dla siebie i wieczór samych przyjemności.
Za siedem godzin zadzwoni budzik, ale jeszcze jest noc - dla mnie na wyłączność.
I mogę z nią zrobić wszystko, co mi się zamarzy:)

środa, 05 grudnia 2012

Wreszcie spadł śnieg. Jutro Mikołajki. Czytam fajną książkę Kasi Miller i Miłosza Brzezińskiego "Jak pies z kotem"  i uśmiech przeciąga się na moich ustach, i ślizga się, i huśta między jednym a drugim kącikiem.  

Pola fika w brzuchu jak zwariowana, a ja mam już weekendowy nastrój, bo nadchodzący czas zapowiada się pysznie.
Piątkowy domowy chillout, sobotnie śniadanie z Anią, potem jarmark świąteczny w Dywitach, w niedzielę Antek do dziadków, a my jakieś kino,  potem kanapa, książka i luz.

A to kanapa z ostatniej niedzieli. Takie niedzielne popołudnia lubię szczególnie. Moglibyśmy na tej kanapie dryfować w nicości i też byłoby mi pysznie.

I zabawny autoironiczny fragment książki:
- Wiesz, przez mój problem z nocnym moczeniem w końcu poszedłem na terapię.
- I co? Przeszło?
- Nie. Moczę się dalej, ale teraz jestem z tego dumny.

:))

wtorek, 04 grudnia 2012

Zmęczona jestem wczorajszym dniem.
Zupełnie nieoczekiwanie rozsypałam się w pył, a teraz się zbieram.
Wczoraj pozostawiło we mnie łagodny cień smutku, a dziś podarowało mi spokój. Jest dobrze, będzie dobrze.
Zapisałam się na terapię. To moje drugie podejście.
Czuję, że jestem na właściwej drodze, że to idealny moment, że jestem blisko, ale utknęłam i potrzebuję pomocy mądrzejszego ode mnie.

A tu - pierwszy odcinek cyklu audycji, które słucham od wczoraj.

Polecam bardzo.

http://www.youtube.com/watch?v=zdNoswBMrHk



To zaś anegdota, którą Endrju przyniósł z treningu:
Znajomy ma synka ciut starszego od Antka. Mały bał się duchów, a on i małżonka przekonywali go, że duchów nie ma. Jacyś przyjaciele doradzili im, aby zastosowali magiczny sprej - spryskali nim szybę i zapewnili malca, że teraz duchy na pewno nie przedostaną się do środka. Uradowani postanowili wcielić pomysł w życie. Zawołali młodego, spryskali sprejem okno i zapewnili, że teraz duchy nie wejdą. Młody popatrzył na nich gorzko zawiedziony:
- Czyli jednak one istnieją?!

poniedziałek, 03 grudnia 2012

Otworzyłam puszkę Pandory, widzę jak na dłoni, kim jestem.

Jestem:
bardziej niż partnerem i rodzicem - dzieckiem swoich rodziców

Panicznie boję się:
porzucenia, niekochania, samotności

Staram się:
być najlepszą matką świata, dać Antkowi wszystko to, czego mnie brakowało

Mam:
nieustające poczucie winy

Chcę:
zbawić świat i wszystkich uszczęśliwić

Na każdym kroku:
udowadniam sobie, że jestem fajna i wartościowa

Kompulsywnie:
traktuję relacje z mężczyznami

Nie czuję się:
dobrym człowiekiem

Jestem dzieckiem, ciągle tym pokrzywdzonym dzieckiem pełnym żalu i agresji.
Wiadomo, kim jestem, prawda?

Ja też to wiem, ale nie wiem jeszcze, od czego zacząć swoje powtórne dorastanie.
Bo przecież oprócz tego - co wymieniłam - jestem jeszcze kimś.
JESTEM Sobą.


- Mam dla Ciebie coś, co powinna mieć w torebce każda kobieta w ciąży - powiedziała Bacha i wyciągnęła z torby...nie krem na rozstępy, nie pas ciążowy, ani suplement diety, nie małe słodkie urocze przecudowne buciki dla noworodka.. ale czerwoną szminkę!

Mimo że nie widziałyśmy się ponad cztery lata, chemia pozostała. Bo czerwona szminka obowiązkowo w torbie musi być. Używam rzadko, bo to sprzęt awaryjny. Kiedy nie zdążę lub nie chcę robić makijażu, czerwona szminka przychodzi mi z pomocą. Z nieumalowanymi oczami i bladą buźką komponuje się doskonale:)

A oto kilka fotek z wczorajszego backstage'u sesji dla KUKBUK'A.
Bardzo ciekawe doświadczenie, bo mogłam podejrzeć, jak pracują profesjonaliści i zachwycić się ich warsztatem. Kunszt wizażystki poznałam po tym, że po pół godzinie "malowania", wyglądałam zjawiskowo i tak jakbym nie miała na twarzy nawet pyłka. To chyba najlepszy test na dobry wizaż:)

A to mój codzienny obowiązkowy zestaw biżuterii, której nie zdejmuję nawet do snu.


I pierwszy numer magazynu, dostępny m.in. w EMPIKU. Ja polecam gorąco!

niedziela, 02 grudnia 2012
- Tato? Czy my jedziemy wozem strażackim?
- Nie, a dlaczego?
- Bo tak szybko pędzimy.
- To dlatego, że jesteśmy w Warszawie, a tu wszyscy się spieszą jak do pożaru.
- Gonimy kogoś?
- Nie, nie gonimy.
- To dlaczego aż tak pędzimy?
- Bo jesteśmy w Warszawie, tu wszyscy pędzą.
- Zwolnijmy, Tato!


Nawet nasze dziecko, wychowane na sielskiej prowincji, zauważyło, że Wawa to inny świat.
Wpadliśmy tam wczoraj jak po ogień.
Najpierw była sesja dla
smakowitego magazynu-świeżynki  - KUKBUK, którego Basia jest współtwórczynią, potem pyszna pizza w AïOLI na Świętokrzyskiej z Basią i Piotrkiem, a wreszcie wieczór do późna u Pawła i Agi w Pruszkowie.
Z samego rańca odwiedziliśmy jeszcze outlet (jakże by inaczej), z którego wyszłam z naręczem toreb i torebeczek.
I do domu.

Zdjęcia z backstagu i kilka słów o sesji - jutro:)


Na zdjęciu: ja, Antek, Endrju, Basia, czyli Nakarmiona Starecka oraz Piotrek