..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 30 grudnia 2011

To był dobry dzień - krok dalej naprzód, krok bliżej.

To był też dzień kolejnego wariactwa, przekraczania następnej granicy.
(kiedyś opowiem)

Rok 2011 kończę syta i głodna jednocześnie, ale podsumowanie zostawię na jutro, bo to był rok wyjątkowy, szalony, mocny, mięsisty i już dziś wiem, że słowami nie oddam nawet kawałka tego, co działo się w moim sercu przez ostatnie 12 miesiecy.

A dziś małe wspomnienie z wczoraj.

czwartek, 29 grudnia 2011
Och, dziwny był dziś ten dzień. Piaskownica, w której się bawię, jest najfajniejsza na całym podwórku, ale bywa w niej zbyt tłoczno czasem.
Łakomi chcą mieć cały zamek dla siebie.

Ja też bywam łakoma. Chwilowo z apetytem pożeram nową książeczkę Kasi Miller (którą jak zwykle dedykuję wszystkim kobietom i tym przed i po zdradzie własnej i partnera:)
A poza tym wciąż czeka
na mnie smakowity, choć w dużej mierze przypadkowy stosik grudniowych książkowych podarunków.






ja czytam, a dziecko w tym czasie zatraca się w powolnym, sukcesywnym zalewaniu kuchni:)



A teraz zmykam - idziemy dziś z dziewczętami z KGM-u uprawiać seks w wielkim mieście. Wielkiego miasta wprawdzie nie ma, seksu też pewnie nie będzie, ale będziemy my:) Kto nas dziś znajdzie?
środa, 28 grudnia 2011

Endrju późnym wieczorem:
- A Ty naprawdę chcesz spać z zegarkiem na ręku!? O rany! Zupełnie jak Świnka Pepa, która nie zdjęła do spania swoich nowych czerwonych butów!

***
Endrju: A napisałaś na blogu, że powiesiłaś w chacie swoje ogroooomne zdjęcie?
ja: Nie, a po co?
Endrju: Zataiłaś! To może ja napiszę o tym w komentarzu.
ja: Lepiej załóż kontr-bloga. Mam już pomysł na nazwę. Pochmurnowo!

wtorek, 27 grudnia 2011
Znalazłam dziś na empikowej półce malutkie książeczki z wykładami Osho - takie na jeden kęs, na smakowitą godzinę wyrwaną z pośpiechu codzienności. 

Na pierwszy ogień łyknęłam "Buntowniczość - najważniejsza cecha".

Oto kilka kąsków:

[buntownik]
"o jego życiu nie decyduje nikt inny, a tylko jego własna inteligencja. Zapach właściwy jego życiu to zapach wolności - nie tylko sam jest wolny, ale pozwala innym żyć wolno. (...) Wolność jest dla niego tym, czym w przeszłości był Bóg dla tak zwanych religijnych ludzi. Wolność to jego Bóg.

"Szanuje swą własną boskość oraz boskość całego wszechświata. Cały wszechświat jest jego świątynią - dlatego właśnie opuścił małe świątynie, które stworzył człowiek."

"Buntownik żyje w sposób naturalny, odpowiada w sposób naturalny, zaznajamia się z egzystencją i dobrze się w niej czuje. Dobrze czuje się wśród drzew, wśród rzek, pośród gór. (...) Niczego się nie wyrzeka, niczego nie potępia. W sercu ma tylko wielki honor i wdzięczność. Dla mnie owa wdzięczność stanowi jedyną modlitwę".

"Budda potrzebuje energii do tańca, a Zorba potrzebuje oczu, aby przeniknąć ponad niebo i dostrzec odległe przeznaczenia istnienia i ewolucji. Moim wyobrażeniem buntownika jest nikt inny jak Zorba Budda"


A ja, jak na Zorbistkę przystało, dziś cieszyłam się życiem, sprawiając sobie - w ramach choinkowego prezentu od Rodziców - upatrzony zegarek:)

Fajowski, co?;)




a to już ostatni fragment, a dedykuję go tym, którzy potrafią i razem tańczyć, i wspólnie płakać. Macie takich wokół siebie?
Ja mam:)

"Tylko buntownik jest prawdziwie rewolucyjny i prawdziwie religijny. Nie tworzy żadnych organizacji, nie szuka zwolenników, nie buduje kościołów. Jest jednak możliwe, aby dwóch buntowników podróżowało ze sobą. Mogą lubić swoje towarzystwo, wspólne tańce i śpiewy, wspólne łzy i płacz, wspólne odczuwanie intensywności istnienia i wieczność wspólnego życia. Mogą stworzyć coś na kształt wspólnoty, nie poświęcając indywidualizmu żadnego z nich. Wręcz przeciwnie, wspólnota buntowników działa odświeżająco na indywidualizm każdego z nich, odżywia indywidualizm każdego, dodaje mu godności i szacunku".

OSHO, Buntowniczość:najważniejsza cecha, Nowe Horyzonty, Wawa 2011
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Święta na ostatniej prostej i całe szczęście.
To jest taki maraton rodzinno-imprezowy, że potem powinno się dostawać kolejne tyle wolnego na regenerację.

Wigilia u Rodziców  jak zawsze w dwóch odsłonach. Pierwsza oficjalna z całą familią, dużo ludzi, smoltoki w podgrupach, Antek szaleje z małym Szymkiem i jest przeszczęśliwy. Endrju przebiera się za świętego, z okna skacze i każe nam śpiewać kolędy, zapominając, że trafił do rodziny, w której melodia w śpiewaniu nie przeszkadza.

Wieczór już tylko w wąskim gronie, prezenty dla dorosłych, gadanie, picie, jaranie szlugów. Jest jak zawsze blisko i fajnie. I jak zawsze za krótko.

Drugi dzień świąt rozkręca się powoli - leniwą kawą, czytaniem Wyborczej i spacerem po wsi.

Wszystko nabiera tempa popołudniu -
najpierw niespodziewany esemes z życzeniami, który rozlewa się ciepło we mnie, a potem kolacja u moich ulubionych Wujków Endriuszy. Tam dopiero jest tłoczno!
Końcówka wieczoru w knajpie mocna i graniczna.
Kładę się spać z tęsknotą za ciszą i za delikatnością.


Dziś już ostatnie podrygi.
Zaraz pojedziemy na wieś po Antka, a wieczór?
Wieczór z dziewczętami w Pozytywce.
Zaklinam rzeczywistość. Będzie dobrze, będzie pysznie:)


Antek z naszą małą choineczką


Wigilijny specjał - ośmiornice w galarecie.


Endrju w roli życia:))

Świąteczny spacer:














sobota, 24 grudnia 2011

Wczoraj był cudowny wieczór. Jak fajnie spotkać nieznajomych ludzi i płynąć z nimi na jednej fali. Już dawno nikt mi nie sprawił tyle przyjemności.

A potem miałam zły sen.
I zasnęłam.
I przyszedł do mnie sen dobry.
Śniło mi się, że biegłam w stronę starego miasta, a na niebie, tuż nad moją głową pływały delfiny. Skakały w chmurach,  nurkowały w błękicie, rozpryskując go dookoła, a potem nastała noc delfiny zamieniły się w orki i śmigały po rozgwieżdżonej tafli. A ja biegłam, i biegłam, i czułam się taka lekka.

To jeden z tych snów, który mnie nie opuści nawet na jawie.
Dopóki nie przyjdzie inny i go nie przegoni.

czwartek, 22 grudnia 2011

Zaczęło się w Winomanii, skończyło w Carpenterze.
Było pijacko i wesoło, dziś boli głowa, a w pracy wszyscy mają wczorajszy oddech. Dobrze, że wigilia firmowa jest raz w roku tylko:)


Po północy

wtorek, 20 grudnia 2011
"Sylwester w Nowym Jorku" arcydziełem nie jest.
Nie jest nawet wybitną komedią romantyczną.
Ale to zupełnie nie przeszkodziło mi się wzruszać, ukradkiem ocierając łezki i uśmiechać się tam, gdzie prawdopodobnie powinnam pękać ze śmiechu.

Jedno jest pewne - Amerykanie to oszołomy, a ja po tym filmie czuję się jakbym była po kilku sylwestrowych imprezach i cieszę się całym sercem, że tym razem Nowy Rok przywitamy w domu, w spokojnym kwartecie.

***
Przed kinem, w przymierzalni:
ja: Czy to możliwe, że 38 rozmiar jest na mnie za duży, a 36 za mały?!
M.: Możliwe! Prawdopodobnie masz 37.

Gadamy o pewnej znajomej pannie:
M.(cięta na nią, prowadzi monolog): Ona nigdzie nie wychodzi. Ewentualnie na zakupy. Ale poza tym nigdzie. Nawet do kina nie wyjdzie. No ale czemu ja się dziwię?! Jak ktoś ma 40 znajomych na facebooku...
[pauza, śmiech] Niezłe co? Sama to wymyśliłam:))

***
post scriptum do choinki:

wczoraj uparłam się, że zostawimy na choince zapalone lampki, żeby Antek miał niespodziankę, gdy rano wstanie.
Leżymy w łóżku.
Endrju: Jasno jak cholera, co?
ja: Strasznie jasno aż mnie razi.
Endrju: Nie wiem, czy zasnę w takich warunkach.
ja: Ja chyba nie zasnę.
Endrju: To może wyłączmy jednak te lampki?
ja: W żadnym razie! Lepiej przykryjmy ją kocem!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Poranne wejście do jeziora przy halnym hulającym nad głowami było wyczynem nie lada. Teraz to już nie ma co ściemniać na temat przyjemności. Zostały tylko resztki ambicji pt. ja nie dam rady?!

Choć jedno jest niezmienne - po takiej kąpieli skok endorfin murowany! Drobinki radości fruną do głowy, zahaczając po drodze o serce.
Dla takiego stanu duszy, warto.

Popołudniu ciąg dalszy prezentowych pielgrzymek. Kolejne drobne zdobycze upolowane. Tylko dla siebie (od siebie) nie mogę znaleźć prezentu. Chciałabym duży srebrny pierścionek z kamieniem. Macie jakiś dobry adres?

A w domu czekała na nas choinka!
Pachnąca i roziskrzona światełkami. Warto było toczyć o nią bój z Endriuszą, który twierdził, że nie mamy miejsca na choinkę.
- Dziecko musi mieć choinkę! - upierałam się jeszcze wczoraj.
- Ale gdzie ją postawimy? - kontrował Endrju.
- W przedpokoju!
- Za wąsko!
- E tam. Dostawimy do ściany!
- Pierwsze słyszę, żeby sprzedawali choinki, które są z tyłu płaskie!
- To kup pół choinki! Wykombinuj coś!

I wykombinował. Choinka stoi w pokoju:)
Wprawdzie nie ma już miejsca na fotel Endriuszy i biedaczek siedzi teraz na podłodze, ale czego się nie robi dla rodziny, prawda?:)


Bo jeśli chodzi o smak świąt, mój liberalizm ustępuje miejsca tradycjonalizmowi pełną gebą. Lubię święta świąteczne do bólu - uwielbiam kiczowate świąteczne hity, przepadam za kupowaniem i pakowaniem prezentów, jaram się wigilijnym jedzeniem, a choinka rzecz konieczna bezdyskusyjnie. Więc dziś cieszę się jak dziecko i z przyjemnością celebruję ten przedświąteczny czas. Mmm... jak pachnie! 

niedziela, 18 grudnia 2011

Wróciłam z Warszawy.
Śnił mi się dom na końcu świata, a potem się obudziłam, zrobiłam pierwszy set świątecznych porządków (których już dziś nie widać), nacieszyłam się Antkiem, odwiedziłam Babcię, która na ostatniej prostej coraz bardziej mnie zadziwia i mi imponuje, pogawędziłam z Asią przy herbacie i spędziłam leniwy pościelowy wieczór z Endriuszą, oglądając siódmy sezon House'a.

Jest niedziela - dryfuję na falach, poddając się temu, co przynosi wiatr. Dziś wiatr jest spokojny, a morze gładkie. Czas odpocząć po sztormach. Choć to właśnie one są warunkiem mojego istnienia.

***

Poczatek siódmego sezonu House'a. Cuddy mówi Housowi, że kocha go takim jaki on jest i wcale nie chce, żeby się zmieniał.
ja: A Ty mnie kochasz taką jaką jestem?
Endrju: Ja Ciebie tak, ale Ty mnie nie.
ja: Czemu tak myślisz?!
Endrju: Bo chcesz, żebym szybciej się ruszał.

czwartek, 15 grudnia 2011
Późna noc, gadamy w łóżku o prezentach choinkowych. Ja totalnie nie mam pomysłu na upominek dla Andrzeja.
Endrju już zasypia i nie chce ze mną gadać.


ja:
A może karnet na SPA?
Endrju: A może karnet na SPANIE?

***
A dziś wieczorem zapraszam na Kobiecy czwartek do KINOTEKI w PKiN.
Będziecie? Bo ja tak:)



wtorek, 13 grudnia 2011

NICCC GO NIE RUSZY:)



To zamiast wpisu.

Bo przecież o tajnym prodżekcie napisać nie mogę.
O pracy pisać to nuda.
Że nieustannie tęsknię za swoim dzieckiem ? Nie uwierzycie.
Sekretów alkowy nie zdradzę z przyzwoitości.
Drgnienia duszy? Nieuchwytne!

więc milknę dziś i idę spać.

I Wam też mocnego snu życzę:))

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Zanurzyłam się znów w pisaniu.
A pisanie to nic innego jak nurkowanie wgłąb siebie. Jak tak się kotłuje!
Leżę w łóżku, z laptopem na brzuchu, dziecko za ścianą śpi, kot mruczy na wyciągnięcie ręki. Za oknem snuje się noc. Pod rękę z chłodem przechadza się na paluszkach. Ciiicho. 
A u mnie głośno. Bo ja buszuję w swoich snach, impresjach, pragnieniach i pragnionkach. Grzebię w tym kufrze pełnym świecidełek myśli i zadziwiam się, zawstydzam się.

I choć nie jest to kopalnia diamentów, czuję się jakbym gościła w sezamie.

Cudownie, że podświadomość jest tancerką wolności.
Przynajmniej za sny nie muszę przed nikim odpowiadać.  
Nawet przed sobą.
:)

niedziela, 11 grudnia 2011

Zjawiła się w knajpie koło północy. Kocica taka. Zastygła w progu, czekając aż wszystkie oczy skierują się na nią. Stała i uśmiechała się jak gwiazda do nieistniejących  fleszy. Wreszcie zdjęła płaszcz i opadła na fotel. Ale nie było to zwykłe opadanie, jakieś tam prozaiczne klapnięcie na pierwsze z brzegu siedzenie. Kocica opadała na fotel wolno i  z gracją, a gdy już opadła, kokieteryjnie zmrużyła oczy, potrząsnęła główką i doskonale wystudiowanym gestem posunęła dłonią od kolanka przez całe udo. Nóżka na nóżkę. Spojrzenie famme fatal. Ręka niby przypadkiem wędruje na drugie udo i ślizga się wdzięcznie po nim - w górę i w dół. Patrzcie na mnie - woła jej całe ciało. To jak się pochyla, pręży, odrzuca głowę, wszystko jest niby mimochodem, ale wytrenowane do perfekcji.
- Czy ja przypadkiem nie zajęłam Twojego miejsca? - pyta niskim głosem Endriuszę, który właśnie wrócił z papierosa.
- Nie zajęłaś - odpowiada krótko Endrju i odwraca się do chłopaków.
- Wydaje mi się, że tu siedziałeś - Kocica nie należy do kobiet, które się łatwo zrażają.
- Nie siedziałem - Endrju zniecierpliwiony odgania ją jak naprzykrzającą się muchę.

A ja?
Ja kawałek dalej chichoczę pod nosem, dumna z mojego faceta, że nie nabrał się na koci teatr.

- Ale imię ma ładne. Może dalibyśmy takie imię naszej niepoczętej córce? - pytam rano.
- Ani się waż! Znam kilka dziewczyn o tym imieniu i wszystkie miały tę samą przypadłość. Były przerysowane!

***

A wczorajszy wieczór z okazji 6.urodzin Kulturki był pyszny.
Bez przerysowania!

czwartek, 08 grudnia 2011
Po mamie odziedziczyłam umiejętność, talent wręcz! do delegowania zadań. Ale nie myślcie sobie, że jestem jakimś dyktatorem, o nie! Każdemu potrafię dać wolność i swobodę:)

Jutro jedziemy z Antkiem do kardiologa i jest plan, żeby to Endrju odebrał Antka od opiekunki:

ja: Chciałabym, żebyś odebrał go punktualnie o 12.00 mniej więcej.


:)
Pod nowojorską warszawską choinką:)





Dzieje się zbyt wiele, aby zdążyć wszystko opisać.
Pocieszam się, że w okresie młodopolskim też ciekawiej żyli niż pisali:)

Dziś będę wrzucać tu tylko małe echa i eszka różnych zdarzeń.

Echo sobotniego jarmarku:
http://www.tvo.com.pl/?pokaz=4525&page=wiadomosci





w następnym odcinku echo wczorajszej Warszawy:)
Choinka pod zamkiem iście nowojorska!
środa, 07 grudnia 2011
Kto choć raz wszedł w dyskusję z Endriuszą, ten wie, że w kwestii praw autorskich Endrju należy do radykałów  i nigdy nic z sieci nie ściąga - ani muzy, ani gier, ani filmów.
Ja też wolę kupować oryginały, ale głównie dlatego, że nie znam się na tych wszystkich programach do kradzieży.

ja: Wiesz, co dziś zrobię? Zaloguję się wreszcie na Chomiku, bo tam ponoć jest wszystko!
Endrju: Nie rób tego!
ja: Oj daj spokój! Będę ściągała tylko to, czego nie można kupić.
Endrju: Mamy stały adres IP, złapią nas, przyjdą i nam wlepią taką karę, że się nie pozbieramy.
ja: No wiesz? Twoją jedyną motywacją jest lęk przed karą!?
Endrju: Szukam argumentów, które do Ciebie trafią. Bo Ty nie masz moralności.
poniedziałek, 05 grudnia 2011

Dziś był dzień jak flaki z olejem - nawet na morsing się nie zdobyłam.
Ale kąpiel przy plus siedem? Też mi wyzwanie!

Wędrując dziś po sieci, znalazłam super akcję.

http://www.nieczytasz.pl/

I od razu zrobiło mi się lepiej:)

Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!

W końcu to i moje erotyczne motto.

niedziela, 04 grudnia 2011

Rozmowa z cyklu: snujemy plany na odległą przyszłość:

Endrju: Ale obiecaj mi, że jak będziemy mieli nowy dom, to spełnisz moje jedno wielkie marzenie.
ja: /umieram z ciekawości/ No mów! Co to za marzenie?
Endrju: Marzy mi się głęboki dwukomorowy zlew!

***
Endrju: I tak sobie myślę, że najlepiej gdyby sypialnia nie stykała się z dziecięcym pokojem.
ja: Chodzi ci o seks?
Endrju: Chociaż jeśli zdecydujemy się na drugie dziecko,  to przy dwójce dzieci pewnie nie będziemy już uprawiać seksu.
ja: I pewnie nie będziemy już sypiać, więc może zrezygnujemy w ogóle z sypialni?

piątek, 02 grudnia 2011
Diabeł będzie z biżuterią, a Wy?
Zapraszam!

czwartek, 01 grudnia 2011

Jestem wielką wodą. Sztormy moje są gwałtowne i nieokiełznane. Choć ostatnio bliżej mi do Oceanu Spokojnego - życie moje toczy się w głębinach i  tylko czasem rekin przetnie trójkątną płetwą gładką taflę wody, delfin zalśni wdzięcznie, aby za chwilę zniknąć i pozostawić po sobie niepewność: był czy się przewidział?

Na moim morzu cisza. Namiętne fale uderzają o brzeg - codziennie tak samo, choć każdego dnia inaczej. Gdzieś pod powierzchnią wody duża ryba zjada małą rybkę, ktoś ociera łzę, a może to nie łza, tylko słona woda oceanu? Zaklęte w kamień emocje porastają wodnym mchem, a inne rozkwitają na rafach koralowych.

W moim oceanie jest wszystko: i smutek, i radość, i rozczarowanie, i ekscytacja. W moim oceanie codziennie coś się rodzi, a coś umiera. 

Ale tylko ja wiem, kto przyszedł, a kto odchodzi.