..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 30 grudnia 2005

Wczoraj oglądałam pokój, do którego możliwe, że już za tydzień się wprowadzę. Blisko, bo na przeciwko Plazy, trzypokojowe, czyste i w miarę nowe. Nigdy wcześniej nie mieszkałam sama, ale skoro obiecałam sobie, że koniec z konkubinackimi wspólnotami, koniec z uzależnieniami od facetów, to muszę tej obietnicy dotrzymać. Zresztą fajnie jest miec pokoik tylko dla siebie. Bądź co bądź od 6 lat nie mam swojego pokoju. Wreszcie dam upust  wnętrzarskim zapędom.
Ale tak naprawdę marzę już o własnym, tylko moim kącie, z którego nikt mnie nie wyrzuci, gdzie będę miała wszystkie swoje rzeczy, dziś rozpieprzone między Olsztynem, piwnicami Teatru, pokojem Frr i domem rodzinnym T.  
Kiedy myślę o moim przyszłym mieszkaniu, widzę starą kamienicę, drewniane zielone okna, podwórze ze sznurami od bielizny i tę fotkę poniżej.

15:21, leelooo
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 grudnia 2005
Nie mogę powiedzieć, że ta praca jest zła. Czuję, że się rozwijam, poszerzam horyzonty, zgłębiam dziedziny, o których nie miałam pojęcia. Ale z drugiej strony, ile można siedzieć w internecie i grzebać w ustawach, rozporządzeniach i dyrektywach? Ile można znosić tę ciszę i mozolne stukanie klawiatury? Pracuję tu miesiąc - każdy dzień jest taki sam, identyczny, a zatem w tygodniu spędzam jednakowo 40 godzin, w miesiącu 800, w roku 8800. Tyle godzin takich samych, toczka w toczkę, a życie mam przecież jedno. Czuję jak z każdym dniem spada mi motywacja do pracy, a jednocześnie rośnie tęsknota za przygodą, plecakiem, wygodymi butami i wyprawą gdzieś świat. Przecież mam tylko to jedno życie. Nie wiadomo jak długie, ulotne niczym mgła. Kiedy się zdążę nim nacieszyć?
15:46, leelooo
Link Komentarze (3) »

Zaciągnęłam Frr na film "Zakochani widzą słonie" - prestiżowe nagrody, rewelacyjne recenzje, świetne opinie widzów. A film? Przeciętny, więcej niż przeciętny, nudny i jakiś taki... Nie, nie, nie.
Czy coś z moim gustem nie tak? Cofam się pod wpływem pracy w "Korporacji"? Tracę wrażliwość?
I've no idea.
Podobnie było z filmem "Moja Droga Wendy" wg scenariusza Larsa von Tiera, którego pozostałe filmy są przecież niesamowie i Woodego Allena stary obraz "Wszyscy mówią kocham Cię"
- trzy porażki jedna za drugą to dość niepokojące, prawda?

Za oknem świat tonie w śniegu. Z granatowego nieba wciąż sypie nowy - biały, świeży, pachnący mrozem. Ja, naładowana potężną dawką hormonu, który roztraja mój organizm,  tonę we własnych mitach, w bajkowych pragnieniach, filmowych obrazach i postaciach. Wciąż konfrontuję rzeczywistość z tym, czym karmiłam się całe życie - z twórczą fikcją, wyidealizowanymi obrazami życia i ludzi. Dlatego nieustannie wydaje mi się, że nie jestem kochana, rozumiana, że mężczyźni nie dają mi tego, czego potrzebuję. Ale nawet jeśli nigdy nie znajdę tego, czego szukam, tej idiotycznie pięknej miłości, nawet jeśli moje pragnienia skazane są już z góry na porażkę, czy znaczy to, że powinnam przestać marzyć? Tak po prostu odrzucić tyle lat dojrzewające wyobrażenia i zaakceptować rzeczywistość taką, jaka jest?
Nie potrafię, nie chcę, nawet za cenę tego, że spełnię się tylko w snach.

08:11, leelooo
Link Komentarze (3) »
środa, 28 grudnia 2005
Pierwsza w życiu aborcja. Mentalna i nie tylko. 
Aborcja owocu płodności czy podłości?
08:04, leelooo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 grudnia 2005

Z pewnym zadziwieniem zauważyłam, że podniecają mnie mężczyźni władzy. Wytwarzają bowiem złudzenie siły. Stają się  wyzwaniem, celem, szczytem, ktory trzeba zaatakować i zdobyć. A ja uwielbiam wyzwania, poprzeczki, schody. Im bardziej strome, tym lepiej. Takich mężczyzn traktuję jak pełną przygód ryzykowną górską wyprawę, po której wraca się do ciepłej swojskiej codzienności. Z takimi mężczyznami nie chcę żyć, ale chcę doprowadzić do momentu, w którym ja o tym zadecyduję. Lubię mieć wybór.
Mój dyrektor.
Facet - do bycia?
Facet do zdobycia.
Nie, póki co nie wchodzę na ten szczyt, ale samo wodzenie palcem po mapie możliwości sprawia mi nie lada uciechę:)

Jakie były te święta?
Ciepluche, rodzinne,wesołe, takie jak zawsze.
***
Mój brat robi zdjęcia swoją nową komórką:
- no ustaw się to Ci zrobię zdjęcie.
Mama:
- Jak zdjęcie? A masz tam kliszę?
***
Moja mama uwielbia filmy z życia wzięte, ale oczywiście takie, w kt órych na końcu alkoholik przestaje pić i jest przykladnym ojcem, porzucone dziecko znajduje kochającą rodzinkę adopcyjną, a jeszcze inny bohater cudem wychodzi z zaawansowanego nowotworu. Mój brat namówił nas na francuski film - "21 gramów". Oglądamy całą rodzinką na kompie.
Mama: nie wiem, po co oni odwrócili chronologię. Chyba tylko po to, aby nie wyszło im zbyt banalnie.
Krzysiek: Tobie jak zwykle się nie podoba. Wszystko, co nie jest takie jak "M jak Miłość", cykl "prawdziwe historie" i "okruchy życia" to jest twoim zdaniem do dupy.
Mama: a możecie mi powiedziec, czym niby ten film się różni od moich "prawdziwych historii"???
Ja: jeśli na końcu umarły mąż zmartwychwstanie i dzieci też cudownie ożyją, to wtedy mamuś nie będzie żadnej różnicy.  

11:45, leelooo
Link Dodaj komentarz »

Miałam sen. Erotyczny. Jak prawdziwy. Kipiał seksualnością w czystej postaci, sycił tłumione żądze, rozniecał i tak już rozbuchane pragnienia i fantazje. Sen, z którego żal się wybudzać. Bo potem, już na jawie, ciało usypia i budzi się człowiek. Człowiek, czyli serce, sumienie, zasady. Moje ciało mną rządzi, kpi sobie ze mnie, przewraca na rozum całą resztę, byle dopiąć swego, byle się zaspokoić, byle się najeść i nasycić. Już po, moje ciało odpoczywa, a konsekwencje przejmuje sumienie. Biedne sumienie też obezwładnione tyranią ciała. Niewolnicze i wiernopoddańcze nie potrafi sprzeciwić się rozkazom libido. Ale kiedyś to się skończy, kiedyś moje drogie ciało też poniesie odpowiedzialność, będą to tzw. brzemienne skutki, które pozostaną na całe życie.
Pain is caused by pleasure...
Nie chcę takich snów więcej, ale wiem, że gdy tylko zamknę powieki, one pojawią się znów. Moje grzeszne niegrzeczne sny.

Dwa dni temu Ewa powiedziała: "wysoki poziom adrenaliny powoduje wydzielanie się endorfin - hormonu szczęścia. Jesteś, Agnieszka uzależniona od adrenaliny. Ale to można leczyć"

powinnam...   

piątek, 23 grudnia 2005

14.26 - Dyrektor zwalnia nas o 14.30, za dwie godziny mam pociąg na Wschód, a zatem:
Kochani Moi! Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam:
- Skrzydeł
- Słońca
- Śmiechu
- Puchu
- Sprężystych chodników
- i ciepła, ciepła, ciepła. Przede wszystkim tego metafizycznego.

14:29, leelooo
Link Dodaj komentarz »

Zepsuta kobieta należy do tego rodzaju istot, których mężczyźni nigdy nie mają dosyć.
13:48, leelooo
Link Dodaj komentarz »

23 grudnia 2005

Wczoraj Wojtek zaciągnął mnie na Wigilię do mecenasa. Pierwszy skrzypek filharmonii przygraywał kolędy, ludziska śpiewały, alkohol lał się strumieniami. Patrzyłam sobie na tą poznańską śmietankę plastyczą - na ich dyskusje, żarty, spory i wzajemne żale - i czułam się jak widz w reality show. Ile tam zapętleń, niedopowiedzeń, półuśmiechów oraz sprzecznych gestów! Ech artyści!
***
o 16.17 via Olsztyn. Mam już prezenciki dla wszystkich, a na myśl o pieczonym pasztecie, śledziach w śmietanie, rybie po grecku, barszczu i kluskach z makiem pryskają mi smutki wszelakie. I chce mi się żyć. I mam energii za dwóch.

A to życzenia dla teatrzyku, wciąż mojego:)

Oj Nicponie i Rok Minął, a wy znów czekacie
Aż wam Gwiazdor z nieba zrzuci całe sanie paczek
Lecz aniołki już doniosły, czy byliście grzeczni
Czarno widzę te prezenty, problem z Wami wieczny!
Wnet zacznijmy od dyrekcji, żartu wirtuoza
O nim już legendy w mieście, a nawet i poza
Niedaleko Czarna Dama, z czarnym charakterkiem
Niech się zgłosi, kto nie uległ jej czarownym gierkom?
Wokół tej diablicy, dwa Aniołki – różki mają
Przy kawusi, papierosku, widzów nakłaniają
Niech Pan przyjdzie, Panie złoty, to jest piękna sztuka
Sama nie wiem, o co chodzi, chyba kruk coś szuka.
Ale dzieci lubią teatr, teatr dzieci kocha
Bo przy kasie siedzi miła, nasza ciocia Zocha
Ale miało być o tych, którzy są Urwisami
Zdzichu taki na przykład, przyznajcie to sami!
Nie to, co Tadeusz, od niego niewinność bije
Choć powiem wam w tajemnicy, on się tylko kryje.
Wróćmy do Kobietek, bo to szatańskie istoty
Reniuś chociażby jest jak plaster na kłopoty
Ale włosy ma niegrzeczne – w nieładzie i rude
Zupełnie inne niż panie od zarządzania cudem
Czyli mówiąc krótko Strażniczki Teatru Skarbnicy
Do której każdy chciałby, wnet klucz sobie pożyczyć
No i na koniec listy, wiecie kogo wyliczę
Tę, co ma zwykle tak bardzo niewinne oblicze
Ilonkę, co pewnie, nieraz kawę przesłodziła
A o prezentach jak Wy już od miesiąca śniła
Ale, żem Gwiazdor szczodry i sam niegrzeczny bywam
Wszystkie Wasze grzeszki zapominam i zmywam
Zamiast rózgi rosochatej i ciętej w pośladki
Zdrówka i szczęścia życzę, moje kochane Dziatki!

11:12, leelooo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 grudnia 2005

"Służbowi mężczyźni potrafią umilić świat. O ile nie awansują. Wówczas świat ma umilać ich stopy. "
Karolinaonair

13:03, leelooo
Link Dodaj komentarz »

22 grudnia 2005
Wczoraj spotkałyśmy się z babeczkami na przedświątecznym piwku. O czym rozmawiają "piękne dwudziestoletnie"? O wspólnych i powszechnych dolegliwościach zdrowotnych, o dzieciach (nawet, gdy ich nie mają), o trudach porannego wstawania, bezsenności i pracy. Na szczęście piękne dwudziestoletnie potrafią się jeszcze śmiać, snuć plany, szukać swojego miejsca na ziemi i odważnie patrzeć w przyszłość. Nie mniej jednak piękne dwudziestoletnie o 21.00 wracają do domu, aby przyzwoicie położyć się spać i rano pójść do pracy. Tak wyglądają Piękne dwudziestoletnie XXI wieku.
***
A w mieście szał zakupów - agresja, chaos, wściekłe spojrzenia i przepychanki. Totalny amok wśród kolorowych witryn i błyskotliwych reklam. A w tle "Lulajże Jezuniu". Gdyby żył dzisiaj, to chyba sam by się ukrzyżował.

środa, 21 grudnia 2005

21 grudnia 2005

Bardzo miły, sympatyczny i ciepły wieczór. To niesamowite, że na co dzień w trybie korporacyjnej machiny tak trudno dostrzec ludzi. Z tymi podobnymi marzeniami, ideałami, wrażliwością. Bo przecież wszyscy w gruncie rzeczy chcemy tego samego. Łamiąc się opłatkiem z dyrektorem, powiedziałam: może nie powinnam Tobie tego mówić, ale pamiętaj, że znacznie ważniejsze od pracy jest życie osobiste: twoje plany i marzenia. Obyś nigdy nie zatracił granicy między pracą, a życiem i mógł się kłaść spać z poczuciem, że dzień, który przeżyłeś był dobry i owocny. Dziś z przyjemnością szłam do pracy - kurcze, jakie to fajne uczucie!
***
Tęsknię za moim chłopcem. Mimo, że codziennie zasypiamy razem, to przychodzą takie chwile, że nie mogę się nim nasycić. Chce go pochłonąć, zjeść i rozpiera mnie pożądanie, a każdy jego dotyk przeszywa mnie dreszczem, który woła o więcej i więcej.
Jednak mało kto  mówi o tym, że codzienność bywa inna. Będąc i mieszkając ze sobą, nie ma możliwości, aby nie utracić tej pierwotnej iskry namiętności. Po jakimś czasie znasz drugie ciało jak swoje, wszystkie jego czułe punkty i niedoskonałości. Przestajesz dostrzegać piękno, tak jak i nie zachwycasz się co dzień sobą w lustrze, samochodem, którym jeździsz od kilku lat, czy butami kupionymi w poprzednim sezonie. To ciało po prostu jest. Miło się do niego przytulić jak do miękkiego kocyka, ale nie wzbudza ono już chęci zdobywania, nie drażni zmysłów tajemnicą, nie kusi niedostęponością, nie wyzywa. Jest. Zwyczajnie jest. Wciąż takie samo.
Nie potrafię się z tym pogodzić. Moje libido drąży moją lojalność i chęć bycia lepszą. Moje libido uderza mi do głowy jak szampan i prosi chociaż o chwilę zamroczenia. Moje libido łaskocze podbrzusze i tworzy fantazje.
Nie tylko ja na to cierpię. Każdy z nas - w mniejszym lub większym stopniu.
Trzeba więc wybrać

biologia, rozkosz, impuls - miłość, bezpieczeństwo, wierność
idąc dalej
samotność - rodzina
kochanka - żona
namiętne wieczory - ciepłe poranki

Niech choć jedna osoba powie mi, że to proste, że się mylę, że jest jakiś kompromis, trzecie wyjście.

wtorek, 20 grudnia 2005

20 grudnia 2005 g.15.58

Zaraz zmykam. Muszę kupić prezent dla mojego Łosia, bo tylko on mi został na liście. Wieczorem Wigilia służbowa (ale to brzmi:))) w mojej ulubionej artystycznej knajpce. Ni w ząb mi oni nie pasują do tego miejsca. Ale cóż...:)
Do domu znów wrócę późno. Kiedy ja się wyśpię???

16:01, leelooo
Link Komentarze (2) »
20 grudnia 2005
Nadszedł czas Wigilii - jak zawsze - wigilia harcerska, wigilia w pracy, z babeczkami ze studiów, no i już w Olsztynie z Basieńkami z Liceum. W rezultacie ta najważniejsza - rodzinna, jako ostatnia, traci swój niepowtarzalny urok. Bo ile można zajadać rybę po grecku?
***
Wczoraj odbyła się Wigilia SKIPP-u. Nie widziałam ich od maja. Jakże miło było ujrzeć te mordki tak samo zwariowane jak zawsze, takie odległe przez swoje studenckie problemy, a jednocześnie tak bliskie przez ciepło i humor, jakim emanują. Spędziłam naprawdę sympatyczny i uroczy wieczór. I tylko T., kiedy podeszłam do niego z opłatkiem, odwrócił się z obrzydzeniem i powiedział, żebym sobie poszła. Zero klasy, aż mi głupio, że mogłam być z nim tak blisko. Czy cierpieniem można usprawiedliwić takie zachowanie? Mnie przychodzi to ciężko.
08:27, leelooo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2005

19 grudnia 2005

Dziwny był ten weekned - wahadłowy bardzo.
W piątek spadł bajeczny śnieg, zrobiła się plucha, ale ja miałam energii za trzech - poszliśmy na imprezkę - domową. Żubrówka, piwko, dżointy, palenie z lufki i przy tym śmiechu co nie miara. Śmiałam się równo z nimi, ale co rusz przez myśl przebiegało mi pytanie:
co ja tu robię? 
Cóż poradzę, że nawet po wódce potrzebuję rozmów na poziomie, nie bawią mnie żenujące i płytkie żarty, nie czuję się dobrze w atmosferze zakłamania i gry. I jakaś taka dziecinada, infantylność i oblecha. Nie, nie i jeszcze raz nie.
***
Po powrocie zasnęłam snem kamiennym i obudziałam się w bardzo smuteczkowym nastroju. Nie wiem. Brakuje mi autorytetu i siły z jednej strony, z drugiej natomiast całkowitego oddania, bezinteresowej miłości. Kogoś, kto będzie przy mnie w chorobie, depresji, niepowodzeniach, kto będzie cieszył się moimi sukcesami i wyciagnie mnie z porażek. KTOŚ. Łapię się na tym, że szukam faceta, dla którego będę jedyną kobietą na świecie - nie tylko w sferze fizycznej, materialnej, ale również w myślach, fantazji, spojrzeniach. Chore. Nierealne. Ale takie jest moje marzenie i może dlatego nigdy nie potrafiłam wykształcić w sobie miłości do żadnego faceta. Żadne moje "kocham" nie było takie absolutne, prawdziwe, płynące z głębi. Zawsze była rezerwa, droga odwrotu, świadomość, że to tymczasowe.  Teraz już w ogóle nie używam tego słowa, ono nie istnieje w moim zasobie wyrazów. Tak jak nie istnieje wizja przyszłości, snucie wspólnych planów. Jest tylko dziś.
***
A zatem w sobotę było smuteczowo. Nie poszłam do Strefy Słowa na spotkanie, ani na imprezkę. Zostałam w domku przy winie, wśród moich pisadełek, muzyki, filmów. Wśród świeczek i przy winie oglądałam stare zdjęcia i czytałam jakieś listy - odświeżyłam całą historię mailowego romansu z Czarodziejem i miałam wrażenie, że czytam epistolarną powieść o zupełnie mi nieznajomych kochankach. Ładne.
***
W ten sposób dobrnęłam do niedzieli i dowiedziałam się, że od stycznia nie zamieszkamy z Anią w kawalerce, bo ona własnie dostała pracę w Wawie. Muszę sama szukać pokoju, bo nie chcę mieszkać z Frr. Nie chcę już z nikim mieszkać - chcę być niezależna. Choć wciąż mnie to przeraża i napawa lękiem, że najchętniej schowałabym się pod kołdrą i nigdy spod niej nie wyszła.
***
Mimo to niedziela była sympatyczna - pojechałysmy z Anią po prezenty i wreszcie zrobiło się świątecznie, przytulnie i ciepło.
Wieczór spędziłam w rodzinką Frr, wieczorem odwiedziliśmy Stary Rynek, aby zobaczyć lodową rzeźbę i zjedliśmy po pajdzie chleba ze smalcem.
***
Tak minął weekend - zupełnie inaczej niż planowałam. Znów stoję w obliczu jakiegoś problemu. Znów jestem bezdomna. Dziwne to życie. Cholernie niespodziankowe. Ale może własnie na tym polega jego urok i niepowtarzalność?

13:16, leelooo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 grudnia 2005

16 grudnia 2005

godzina 16.01 - kończę pracę, zaczynam weeekend. Jakie plany?

Dziś wieczorkiem piwko w małym gronie, 
Sobota - rano spektakl w Teatrzyku, co by się w klimacik bozonarodzeniowy wkręcić, potem poszukiwanie prezentów i przedzieranie się przez tłumy oszalałych konsumentów, wieczorkiem - może jakieś małe spotkanko, wieczór literacki w Strefie Słowa, a noc? W SQ - znów muzyczny harcore.
Niedzielka - odsypianko, leczenie kaca, robienie kartek świątecznych, o 16-tej obiadek dla Ciotki Stelli, no i o 19.00 spektakl w Maskach w reżyserii mojej ukochanej Basi Prądzyńskiej.
W poniedziałek powlokę się pewnie do pracy wymęczona życiem. I tak na okrągło:)

16:08, leelooo
Link Komentarze (2) »

Wczoraj rozpierała mnie energia i wygłupiałam się niesamowicie - od wulkanu euforii po śmiertelną obrazę majestatu. Siedzimy w pokoju - Frr czyta Monitor Księgiowego (cha, cha, cha:))), a ja robię świąteczne pocztówki.
- Opowiadałam Ci, jak kiedyś facet chciał do rzeki wrzucić szczeniaka i wiózł go tramwajem w zamkniętej reklamówce? - pytam.
- Tak, tak opowiadałaś kiedyś.
- Tak, to o czym to było?
- No, że ty bardzo chciałaś tego szczeniaka wziąć.
- I co wzięłam? - sprawdzam jego pamięć.
- Chyba nie.
- A właśnie, że wzięłam, nic nie pamiętasz, co do Ciebie mówię, w ogóle mnie nie słuchasz!
- Słucham, ale nie mogę wszystkiego spamiętać - broni się.
- To, po co mam mówić, skoro ty i tak zaraz zapomnisz. Nic ci więcej nie opowiem - obrażam się i milknę.
- Boże - odzywa się wreszcie Frr - gdybyś ty ze sobą chwilę pobyła, to zaraz byś wymiękła. Żeby z Tobą wytrzymać dłużej, trzeba mieć na ciebie takiego zlewo..zmywaka.

czwartek, 15 grudnia 2005

15 grudnia 2005
Dziś już mam w sobie przyjemną adrenalinkę. Weekend zbliża się wielkimi krokami, w pracy też już się klimatyzuję, ale...
ale co to za życie...wczoraj byliśmy na spotkaniu z himalaistą Jackiem Tellerem. Pokazywał slajdy z próby zdobycia Everestu. Niesamowite krajobrazy, portrety ludzi żyjących gdzieś na końcu świata, żyjących zupełnie inaczej niż my. Ich twarze są spalone słońcem, ogorzałe od wiatru, ich skośne czarne oczy uwodzą i zapraszają do poznania. Jakie mają problemy, w co wierzą, co ich cieszy, a co smuci? Są tacy odlegli, choć tak niedaleko. Jest tyle ciekawych miejsc na ziemi, tyle kultur, tak innych od naszej, tyle spojrzeń na istotę życia, tyle priorytetów, a ja zamiast poznawać tysiące sposobów na bycie w świecie, jutro idę do pracy. Jak co dzień.
Wyjście poza rutynę wydaje mi się dzisiaj największym wyzwaniem człowieczeństwa.
A to link do zdjęć Nepalskich dzieci, czyż nie słodkie?
http://www.himalaje.pl/himalaje1_files/indexfotochon.htm

16:07, leelooo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 grudnia 2005

13 grudnia 2005

15.53 - zaraz kończę i biegnę do Zamku na spotkanie poetyckie z Dariuszem Suską. Trzeba się oderwać, wyjść z trybu machiny, gdzie każde słowo trzeba pisać czcionką Verdana 10. Trzeba iść do świata - przestrzeni urojeń, marzeń i mitów, trzeba iść, aby nasycić się powiewem duchowości. Brzmi śmiesznie, ale po godzinach niemieckiego Ordnungu, jest czystym prawdziwym pragnieniem.  

16:02, leelooo
Link Komentarze (3) »

13 grudnia 2005

Kiedy sie nic nie ma, można szybciej maszerować...
powiedziała Żaba w ostatniej powieści mojej kochanej Musierowicz. Zawsze marzyłam, aby mój cały dobytek zmieścić w jednym plecaku, bo tylko wtedy można być naprawdę wolnym. Przy T. to właśnie przedmioty i kot trzymały mnie tak długo. Bo przeprowadzka wydawała mi się koszmarnym przedsięwzięciem. A potem obejrzałam Closer i kilka miesięcy zazdrościłam bohaterce filmu, że zarzuciła torbę na ramię i otworzyła drzwi. Miałam ją pod powiekami prawie każdego dnia, aż wreszcie udało się wyjść. Niestety nie z jednym plecakiem, ale całą stertą rupieci, które po dziś dzień zalegają w Teatrze. Nie mam ich ponad pół roku i żyję. Czyli jednak można. Ale jakże trudno. Jak cholernie cieżko nie zakochiwać się w przedmiotach.  

15:03, leelooo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 grudnia 2005

12 grudnia 2005
Za oknem granatowo, sennie, złowróżbnie. W pracy monotonne stukanie klawiszy, nieustające sygnały telefonów, kroki - zawsze pospieszne, buczenie ekspresu do kawy i tykanie. Powolny spacer czasu. A ja marzę o wieczorze - spokojnym, ciepłym pisadłowo-czytadłowym wieczorku.
***
A to fotka z wczoraj. Kto zgadnie gdzie?


14:53, leelooo
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 grudnia 2005
11.45 - skacowani, ale żyjemy:) Było sympatycznie, choć mnie oczywiście, kiedy przekroczę próg alkoholu, uaktywniają się tęskawki i tęskawnice. Za bezpieczeństwem, silnym ramieniem, opieką i uczuciem. Wtedy nie chcę partnerstwa. Pragnę autorytetu, zaufania, bezwolności. Żeby móc polegać na kimś, żeby się oddać, żeby odstąpić komuś obowiązek bycia silnym i odpowiedzialnym.
***
"Życie z Kacperkiem (czyli mną) to droga do grobu usłana różami"
Frr dzisiejszego poranka.
11:52, leelooo
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2