..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
środa, 30 listopada 2011

Już kilka razy pisałam o tym, że nie jestem najlepszą kompanką do piaskownicy. Zabawa z dziećmi (moim własnym również) śmiertelnie mnie nudzi. Zamiast lepić, rysować, budować, wolę eksplorować z nim świat albo zwyczajnie wygłupiać się bez żadnego edukacyjnego celu.

Szwendamy się więc po świecie - to tu, to tam i za każdym razem jestem zaskoczona, jak dobrze nas ten świat przyjmuje.

Na piątkowym wernisażu podeszło do mnie kilka zupełnie obcych osób, aby wyrazić uznanie, że zabraliśmy dziecko do galerii.  A Groszek oczywiście w swoim żywiole - stół zastawiony smakołykami, widownia godna pozazdroszczenia i mama w zasięgu wzroku. Czego chcieć więcej?

Knajpy, sklepy, galerie to miejsca oswojone i lubiane. Może nie są tak rozwijające jak gry i zabawy opracowane przez grono psychologów, pediatrów i ministrów edukacji, ale na pewno dają dużo frajdy. I mnie, i Antkowi.

Dziś zabraliśmy Groszka na Andrzejkowy obiad do Chilli. Uwiódł kelnerki dwoma spojrzeniami i mieliśmy dziecko z głowy:)

A potem były zakupy, a po zakupach... ścigaliśmy uciekający przed nami księżyc jak łasuchy goniące słodkiego rogala.

 ***
A Endrju dostał na imieniny dwie książki ZEN.

Endrju: Ale pomożesz mi w tej drodze do świętości?
ja: Hmm, jak mam ci pomóc?
Endrju: Gdy tak patrzę na ciebie, to doskonale wiem, co mogłabyś zrobić.
ja: Dobra, dobra, chyba mylisz medytację z kamasutrą!

wtorek, 29 listopada 2011
odkopałam tę melodię w głowie
nawet nie wiem dlaczego
a może wiem?

lubię melodie, które dotykają mnie głęboko w środku
głaszczą i szarpią zarazem
a jednocześnie dają mi ułudę, że i ja dotykam brzucha kosmosu


poniedziałek, 28 listopada 2011
Ten dzień był jak szara klucha.
Mimo wielkich starań - porannej kąpieli w Krzywym i  uśmiechów-chichów wbrew nastrojowi. Nie stała się wprawdzie żadna tragedia, ale żaden cud też się nie stał. Było nijako, buro, bez energii i bez pomysłu.

do chwili aż nie kupiłam... kalendarza na Nowy Rok!

Uwielbiam ten magiczny moment, to przebieranie w formatach i we wzorach, rozważanie, który lepszy, użyteczniejszy, milszy sercu i torbie. To pieczołowite wybieranie towarzysza na następny rok.
A potem ekscytacja. Bo nowy kalendarz otwiera nowe życie. Kartki jego są czyste, gotowe do wypełnienia, wszystko może się zdarzyć.

Rok 2012 zaczęłam 28 listopada, a co tam!
Dla chwilowej poprawy nastroju warto.

Co jeszcze warto zrobić dla własnego dobra?
- Wziąć prysznic i wskoczyć w piżamę jeszcze przed dobranocką
- Napisać kilka akapitów powieści
- Powąchać świeżo kupioną powieść (ważne, aby nie była zbyt ambitna)
- Napisać sobie lub komuś trzy przykazania życia
- I włączyć ulubiony serial.

Ta ostatnia czynność jeszcze przede mną.
A zatem dobranoc, kolorowych snów:)


niedziela, 27 listopada 2011
Jak po każdym przedawkowaniu, musi nastąpić moment otrzeźwienia, spowiedź, pokuta i postanowienie poprawy.

Ja zaczęłam od postanowienia poprawy, pokutę sobie daruję, a wyspowiadam się krótko:

Za dużo dziania się, za mało snu. Za głośno dookoła, za cicho wewnątrz
.
Na świecie upiorna furia jesienna - czas odwrócić proporcje: przestać wyglądać przez okno, a zajrzeć do środka.

Bo piątek był na krawędzi baaardzo - igranie z własnymi i cudzymi emocjami, w sobotę leniwe rano, dużo trudnych niespodzianek i dobry towarzyski wieczór, a dziś niemal cały dzień spędziłam zagrzebana w pościeli, próbując się polepić po mocnym weekendzie.

Od jutra zaczynam nowe życie. (Serio, serio)

...a to foty z kilku spokojnych chwil tego weekendu, których jestem tak bardzo głodna



środa, 23 listopada 2011

Im lepiej mi się żyje, tym gorzej mi się pisze.


ale nie poddaje się.

Bohaterki mojej powieści in spe buszują we mnie i skomlą o uwagę. A ja ciągle o sobie i o sobie. Bo we mnie zgiełk i harcowanie - za dużo jak na jedną skromną duszyczkę, jak na jedno może nie wątłe, ale i nie potężne ciało.

wtorek, 22 listopada 2011
A dziś dokonałam czegoś przełomowego.
Spontanicznie, bez większego namysłu, ot tak jak gdyby nigdy nic, jednym przyciskiem, wykasowałam całą skrzynkę odbiorczą w telefonie. Ponad dwa tysiące esemesów z ostatnich kilkunastu miesięcy.

To mój symboliczny ukłon w stronę jutra:)

Godzinę później odkryłam kilka podstępnych sztuk, przypadkowo zapisanych na karcie SIM, dawno, dawno temu. Wśród nich znalazłam smsa, który przypomniał mi o dość zabawnym epizodzie, a dla Was niech będzie zagadką.

Otóż jest to wiadomość, którą dostałam od znanego wszystkim muzyka rockandrollowego, po tym, jak przeprowadziłam z nim 10-minutowy wywiad i mejlem poprosiłam o autoryzację.
Któż to taki?

Witam DZIEWCZYNKĘ, jeszcze dzisiaj luknę na tego maila i dam CI info czy wszystko ok. A tak prywatnie to wyglądasz na niezłe ziółko, ale może się mylę. Chętnie zobaczyłbym CIE W NIEGRZECZNEJ KIECCE I HARD MAKIJAZU. Czy to możliwe? Pozdro.


Poznajecie ten styl? Poznajecie tę frazę?
Takiego esemesa może wysłać tylko pieszczoch estrady:))
poniedziałek, 21 listopada 2011

Weekend - czas na zapomnienie i na trudne rozmowy, na kochanie, na gadanie z Ramsikiem, na odsypianie magicznych nocy i snucie się w piżamie do południa, na kawę z KGM-em w Awangardzie Bis, na wypad na wieś, na film i lekturę, na chwil parę z Antkiem.

Tydzień - brak czasu na cokolwiek. Ale i tak jest faaajnie:)

Motto dzisiejszego poranka:)


źródło: TU
czwartek, 17 listopada 2011
Wilgotne miejsca to książka cholernie mocna.
Kiedy przebrnęłam przez pierwsze 30 stron, ubabrałam się na dobre w fekaliach, wlazłam w nią po kolana - nagle poczułam, że płynę. Przeczytałam ją na dwa wdechy, zachłannie, w ciągu 24 godzin.
Nie jest to lektura przyjemna, ale ja jej potrzebowałam. Niektórzy twierdzą, że  nie ma tam nic nowego - któż nie zna własnego tyłka?
Fizjologia rzecz bliska każdemu, ale na co dzień nie poświęcamy jej zbyt wiele uwagi. Po prostu jest.

Dopiero w obliczu choroby i niemocy - fizjologia rośnie do rangi czegoś, co o nas stanowi. Jest naszym wstydem, problemem, może być poważnym kompleksem. Jest chyba jedną z resztek tabu współczesnego świata.

Wilgotne miejsca to książka o mnie. Czasem bardziej dosłownie, czasem mniej. To opowieść o relacji z własnym ciałem. Dla mnie fascynująca. Dlatego zachęcam.
Mimo, że łatwo i milutko nie jest.





A to pożegnalne zdjęcia z tegorocznej jesieni. W moim sercu już tęsknota do świąt, i zima, i mróz
. Wilgotne miewam tylko oczy.
środa, 16 listopada 2011
Filmy mojego życia to zwykle opowieści o dziecięcych bohaterach.
Niedługo w Poznaniu Festiwal "Ale Kino".
Kto może, niech idzie!

Chętnie zrobiłabym z pięknych opowieści zapasy na zimę,
które mogłabym otwierać w smutne wieczory i wyjadać powoli,
oblizując palce.


-Po zumbie idę z pannami na komedię romantyczną - oświadczyłam wczoraj Endriuszy.
- No tak, lepiej iść na romantyczny film zamiast zadbać o romantyzm między nami - westchnął.

Coś jest na rzeczy.
Romantyczne komedie są gładkie i łatwe. Takie też są "Listy do M." - mięciutka cudna opowieść, która w polskiej historii komedii romantycznych jest chlubnym wyjątkiem. (Może dlatego, że wzorowana na gatunkowym majstersztyku, czyli Love Actually)
- Nic nowego, ale wstydu nie ma - skomentował ponoć Maciej Stuhr.
I to zdanie  jest najtrafniejszą recenzją.
Od siebie mogę tylko dodać:
- Nic nowego, ale bardzo przyjemnie.
Twórcom udało zachować równowagę między humorem a sentymentalizmem, a ja - widz doskonały - śmiałam się przez łzy i płakałam ze śmiechu.
Adamczyka wielbię, Karolaka kocham, a ze Stuhrem mogłabym uciec na koniec świata.
Cóż więcej trzeba?:)

cdn.
***

W następnym odcinku mój głos w sprawie "Wilgotnych Miejsc".


poniedziałek, 14 listopada 2011
Od wczoraj smutek człapie krok w krok za mną, a melancholia próbuje złapać mnie w swoje objęcia.

Na wczorajszym spotkaniu KGM-u udało mi się na chwilę umknąć jesiennym szpiegom. Poranna kąpiel w jeziorze też ich trochę spłoszyła. Ale dopadli mnie tuż za rogiem zmierzchu. Już siedzieli na plecach, już czułam na karku ich wilgotny oddech i nagle znalazłam tę bajkę:

za górami za lasami

żyła sobie mała dziewczynka
która niczego na świecie się nie bała
tak tak drogie dzieci
zwali ją właśnie dlatego Niebojka :)

otóż pewnego dnia

Niebojka pomyślała sobie
skąd mam wiedzieć
co w życiu ominąć?
czego uniknąć??
skoro niczego się nie boję???

 

i wtedy po raz pierwszy
wystraszyła się.. samej siebie

 ale od czego ma się
Ciotkę Klotkę Starę Jedzę!?

otóż jej ciotka słynna w okolicy wiedźma
splunęła flegmą zmieszaną
z jednobukietowym czerwonym
winem marki vranec
i powiedziała Niebojce tak:

 

"Oj durna ty, durna!
masz dwa wyjścia
albo będziesz się bała
albo nie będziesz się bała

 jak się będziesz bała
to nawet się nie dowiesz

co w życiu Cię ominęło
albo czego uniknęłaś

 

natomiast 

jeśli bać się nie będziesz..
ominiesz to, co ominąć trzeba
i unikniesz to, czego spotkać
na swej drodze chcieć nie będziesz

Niebojka tego dnia zasnęła

bardzo bardzo spokojnie


A to bajka Antka:


niedziela, 13 listopada 2011

a wczoraj rano prószył śnieg...bim-bom...
mój groszek kwitnący zastygł na mrozie

wieczorem wieczór u Marty i Tomka.

Od razu mocny. Bez żadnej gry wstępnej poważna intelektualna szermierka. Na temat religii. Jako totalna ignorantka w tych sprawach za wiele się nie odzywam. Nawet połowy pojęć nie rozumiem. Główni rozgrywający to Marcin, Ola i Endrju. Reszta słucha z rozdziawionymi paszczami - padają nazwiska i daty soborów watykańskich.
Ja bym wolała mniej intelektualną naparzankę na temat Boga. Ale oni wolą o religii. Gdy po pijaku wracamy do domu, próbuję tłumaczyć Endriuszy:
- ale jakie to wszystko ma znaczenie?! Religia to tylko poręcz, podpórka, trzecia noga! Można bez niej..

Gdy zasypiam przypomina mi się, że poza dyskusją o religii, Marcin robił nam testy osobowości, z Olą gadałam o magii starych mieszkań, a Tymisiowa czegoś mi surowo zabroniła. Czego? Nie mam bladego pojęcia:)

piątek, 11 listopada 2011
 Po dłuższych pobytach poza domem, miękkie lądowanie wymaga czasu, łagodnego przejścia z makro do mikrokosmosu.

Dzisiejszy dzień był takim właśnie lądowaniem.
Spędziłam go w domu, kręcąc się między łóżkiem a kuchnią.
Czytałam "Wilgotne miejsca", drzemałam, piekłam ciasto, przewalałam się z Groszkiem w pościeli, smażyłam krewetki, obżerałam się słodyczami, brałam prysznic, gadałam przez telefon, robiłam tartę, oglądałam Pszczółkę Maję, po raz kolejny wzruszając się na kilku scenach.

Za oknem świat lśnił w słońcu spowity igiełkami pierwszych mrozów, a mnie śniło się, że biegam boso po oszronionej trzeszczącej trawie. A może to nie był sen?

Powoli kończę dzień leniwej rozpusty. Jutro od rana znów wsiadam na karuzelę. I kręcę się od nowa!


 

wtorek, 08 listopada 2011

- Wasze dzieci śpią?
Szczęściarze!
- Nie macie dzieci?
Lucky people:)

Antek skacze po mojej klawiaturze, ale ja się nie daję:

wobec zarzutów, że mój blog modowo-agnieszkowo-monotematyczny, dziś szczypta literatury.

BYŁONIEBYŁO
Krzysztof Daukszewicz, który nigdy nie był moim ulubieńcem, niespodziewanie wydał ogromnie przytulny tom wierszy "Byłoniebyło" z ilustracjami olsztyńskiej malarki - Joanny Milewicz. Rzecz doskonała na jesienny wieczór - bezpretensjonalna i powabna. Szczypta poezji o prozie życia. Również, a może szczególnie dla tych, którzy poezji nie czytają.

Oto kilka wierszy:

KŁÓTNIA
Najłatwiej powiedzieć - kłamiesz
Najprościej - przestań
Najwygodniej - nie błaznuj
Najdelikatniej - nie chrzań
Najtrudniej - rozumiem

WIEŻA BABEL
Zbudowaliśmy,
przez te wszystkie lata
prawdziwą wieżę Babel.
I teraz słuchamy siebie

bez rozumienia słów
nie mówiąc już o pełnych zdaniach.
Co innego znaczy - dom
Co innego - nasze życie
Co innego - być razem
Co innego - kocham
Potrzebny jest nam tłumacz,
ale podejrzewam, że i on
musiałby nauczyć się
dwóch nowych języków.

CO CHCESZ...
- Co chcesz na imieniny?!
- Odrobinę czułości
Dawne kochanie
Grzechów darowanie
I Twoje ciepłe ręce w moich włosach
- Ja się pytam poważnie!!!
- Dobrze
Może być suszarka
i jedwabne chusteczki do nosa

MAPA I TERYTORIUM
Houellbecq skonsumowany. Jak dla mnie - mocno przereklamowany.
Mam wrażenie, że są autorzy, którzy u krytyków zaciągają kredyt łaskawości. Czytelnicy próbują doskoczyć i też chwalą na wyrost. Ja nie chwalę.
Książka wprawdzie może być atrakcyjna dla Francuzów, ale mnie, pozbawionej kontekstu paryskiego świata celebrytów - wieje nudą.
I tyle.

CO W KOLEJCE?
W kolejce czeka na mnie książka Charlotte Roche o znaczącym tytule "Wilgotne miejsca", trzeci tom ukochanego komiksu MARZI oraz powieść Ewy Schilling "Codzienność" (jej "Głupiec" o miłości lesbijskiej podobał mi się baardzo)

A na dobranoc kilka słów do poduszki:

Dobrej nocy misie!
Antek po raz 13 wyskoczył właśnie ze swojego łóżeczka i... tańczy:) 

poniedziałek, 07 listopada 2011

Dzisiejszy dzień totalnie mnie wykończył!
Chyba zaczęłam go za bardzo energicznie, bo morsingiem w lodowatej wodzie.
Potem temperatura już tylko się podnosiła - i w robocie, gdzie kręci się jakaś wariacka karuzela dezorientacji na linii my-klienci, i w domu, gdzie od wczoraj trwa burza pomysłów, w której uczestniczę ja, Endrju, moja Mama -prowodyrka, mój Ojciec - innowator i Kris - posiadacz know-how.

Po 24 godzinach gadania czuję się jakbym wzięła kredyt na okrągły milion, kupiła mieszkanie, zaadoptowała strych, wybudowała dom i na końcu wprowadziła się do moich rodziców.

Marzę o tym, że nie podejmować już żadnej decyzji, położyć się spać i uznać, że nasze cztery ściany mansardy to dar niebios.


A to fota z poprzedniego morsingu. 5 minut po wyjściu z wody.
Zdjęcie nosi tytuł "KRYZYS MORSA":))

niedziela, 06 listopada 2011

Kolejny dobry weekend za mną. Dostałam od życia wszystko po trochu. Wystarczająco, żeby zaspokoić pierwszy głód, ale za mało, aby się przejeść.

Było i kino, i koncert, i miejskie szlajanie, i tańce, i wylegiwanie się w łóżku, i spotkania rodzine, czułości, drzemki, smaczne kalorie, uśmiechy i śmiechy.
Dojrzewa we mnie kilka decyzji, mam na co czekać, mam na co się cieszyć.

Mam apetyt na życie i kilka milowych kroków do zrobienia.

Nie taka straszna ta jesień, prawda?



Wychodzimy z Endriuszą z kina, po jakims katastroficznym filmie z Mattem Damonem, Gwyneth Paltrow i Kate Winslet.

ja: Kurczę, po tym filmie uświadomiłam sobie, jak bardzo się zestarzeliśmy.
Endrju: Czemu akurat po tym filmie?
ja: Pamiętam Matta Damona z Buntownika z wyboru był taki młodziutki, albo Winslet z Titanica czy Gwyneth Paltrow z Zakochanego Szekspira. A teraz są to starzy ludzie.
Endrju: Ja  też widzę, że się postarzałem, nie mam już takiej pociągłej twarzy jak w liceum.
ja: No, jak też się postarzałam.
Endrju: (z szelmowską miną) Jedyną osobą, która się nie starzeje jest chyba Tymisiowa...
ja: Tymisiowa i  Leonardo Dicaprio!

czwartek, 03 listopada 2011
Wydawało mi się, że jesień będzie deszczowa i depresyjna.
Że otulona kocem będę pisać i chlipać w poduszkę na przemian.
Piszę mało i mało płaczę.
Otulać się kocem nie mam czasu.

Za pasem znów intensywny weekend, jutro pewnie znów pocałuje mnie słońce.

Ale to wcale nie znaczy, że nie bywa trudno, smutno i nerwowo.
Bywa. Ale jeszcze mam siłę. Na uśmiech też.
To, co nieprzyjemne odkłada się we mnie po cichu - może się zbierze, a może rozproszy w pył. 

Dziś wesołe popołudnie w świątyni przyziemnej rozpusty:



A tu kilka fajnych wieści:
- Recenzja "Polowania" spod palców Bernadetty Darskiej
http://bernadettadarska.blog.onet.pl/

- oraz info, że "Polowanie: trafiło do TOP 20 Książnicy Polskiej:)
http://www.ksiaznica.pl/
wtorek, 01 listopada 2011
Z okazji Święta Zmarłych, w hołdzie złożonym życiu:
kochałam się ze sobą i z konkubentem, usmażyłam na śniadanie puchate racuchy z bananami, a potem czytałam zaległą prasę, wylegując się w łóżku. Kiedy wstałam po raz drugi, upiekłam ciasto czekoladowe,  posprzątałam łazienkę i skończyłam felieton do "Kulturki". Po południu wraz z Antkiem i Endriuszą wpadliśmy na pyszny obiad  i kawę do Tymisiów, a stamtąd na herbatę do Oli, Łukasza i małego Rafałka.
Wieczorem pojechałam jeszcze na cmentarz - zapalić świeczkę Cioci Hance i przywitać się z dziadkiem-hedonistą, po którym co nieco chyba odziedziczyłam.

Jest jeszcze wiele rzeczy, które chciałabym zrobić w hołdzie złożonym życiu. 

Na koniec wrzucam fragment sesji - w hołdzie ciału, które tak jak i życie nie jest nam dane na zawsze.

Fot. Magdalena Rogowska-Otremba, Studio eMka