..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
środa, 30 listopada 2005

30 listopada 2005

Czyż nie jest to słodkie? Znalezione podczas kilku chwil w przerwie na obiadek. W jakimś dziewczęcym, nastolatkowym, niewyżytym blogu. Też kiedyś taka byłam, Ech...

Zaraz lecę do Teatru, a potem piwko w Alibi, a potem...

15:50, leelooo
Link Komentarze (1) »

29 listopada 2005

Odzywają się demony z przeszłości, chochliki z fantazji - odzywają  się i przypominają o sobie. Moja zdyscyplinowana praca, rodzi brak dyscypliny wewnętrznej, skorumpowane ciało i mózg uwalniają nieposkromione pragnienia.
***
Szaleńczo przyjemna noc. I znów inna. Znów się okazuje, że można czerpać rozkosz z tych znanych od dawna, ale nie odkrytych obszarów zmysłowości. Znowu z nim. Z nim najprostsze pieszczoty okazują się uśpionymi wulkanami podniecenia.

Miau... jak mi dobrze.
Miau... jak mi mało.

15:48, leelooo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2005

28.11.2005

Mój dzień w pracy wygląda tak:
przychodzę i zaczynam dzień od Rzeczpospolitej, Gazety Prawnej i Pulsu Biznesu - czytam i robię prasówkę. O 8.40 przyjeżdża Pan Kanapka, o czym zostajemy poinformowani mailem. Jak przegapimy to czeka nas głodówka. Potem przeglądam zagadnienia, które muszę opracować w necie i próbuje co nieco skumać. Na przykład dziś - zagadnienia rynku FMCG. Przed 13.00 zjawia się obiad, na który trzeba się wcześniej zapisać. Dostajemy gorące styropianowe pudełko i mamy 10 minut dla siebie. Potem już liczę godziny do wyjścia. O 16.10 spadam.
Dziś po pracy była kontynuacja boomu konsumenckiego, bo mam w tym miesiącu nadwyżkę finansową i muszę coś z tym zrobić. Zamówiłam sobie perfumy i kupiłam torbę. Pieniądze są przecież po to, żeby je wydawać, co nie?
***
Wieczorem pijemy z moją współlokatorką. Śmiechu co nie miara, bo rozmawiamy na temat akustyki w pokojach porą nocną oraz poziomu decybeli generowanych podczas seksu.
Nie wiem jak wy, ale ja, kiedy słyszę charkterystyczne dźwięki zza ściany zawsze chichoczę jak nastolatka:))

15:30, leelooo
Link Komentarze (1) »

27.11.2005

Cudna odespana niedzielka, kiedy można beztrosko przeciągać się w pościeli, pozwolić sobie na poranny leniwy seksik, wstać koło południa i wziąć pyszną pachnącą kapiel. Potem zjeść bez pośpiechu śniadanko. Wypić kakao...mniam, mniam. W południe Frr gotuje pomidorówkę, a ja gadam przez telefon ze staruszkami, piszę "Klinikę" i czasem daje mu buziaczka. Niech ma.
Wieczorem odwiedzamy Fruwaczkową ciotkę Stellę i idziemy do Plazy na zakupy. Jak być nowoczesnym to pełną gębą, prawda? Fruwaczek w Plazie co chwila jęczy: o rany! ale upadliśmy nisko, żeby niedziele spędzać w centrum handlowym, o k...a, ale to jest bagno, syf, brand new world!!!

ale jednocześnie biega po tych sklepach i przeżywa:
Bo wiesz, gdybym kupił tańszą kurtkę, to mógłbym jeszcze kupić sobie buty. Ale nie wiem czy buty, czy może lepiej plecak bym sobie sprawił. Tylko, że ostatnio cały czas chodzą mi po głowie nowe sztruksy. Lecz z drugiej strony już od dwóch lat zbieram się, żeby kupić kijki trekkingowe. I wiesz co? Ta czapka Northface'a chyba nie pasuje mi do garnituru. Przydałaby się nowa. Co o tym sądzisz kotku?
***
Wieczorem Frr na meczu, a ja piszę "Klinikę", tumanię się kadzidełkami i dymem świec i wypijam butelkę wina. O 23 jestem już nieprzytomna.

15:17, leelooo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 listopada 2005

26.11.2005

Cały dzionek spędziliśmy na Offie. Zeszłam na moment do Teatru, aby się ze mnie trochę pośmiali, jak mam teraz ciężko w nowej pracy. "Zamienił stryjek siekierkę na kijek:)" Teraz, kiedy już tam mnie nie ma, kocham ich miłością wielką, sentymentalną i bezkrytyczną.
***
Wieczorem Tabaka zabiera nas na domówkę do swoich znajomych. Idea imprezy jest taka, że każdy przynosi swoje skladniki i pomysł na potrawę, są zapisy do kuchni i co pół godziny wszyscy raczą się jakimś upichconym specjałem. Świetny pomysł na koniec miesiąca.
Wracamy nocą - z nieba prószy cudny, pierwszy w Poznaniu, konkretny śnieg. A we mnie coś niedobrego się tuła i kołacze. To tęsknota za bezwarunkową miłością, za całkowitym oddaniem, za tym, żeby było mi bezpiecznie. W męskich ramionach. Opiekuńczych, czułych i silnych. Syndrom niedopieszczonej córki czy jak?

15:48, leelooo
Link Dodaj komentarz »

26.11.2005

Ilekroć mój Frr zaczyna jakieś rozmowy o zaręczynach, ślubie itp., ja ucinam dyskusję, mówiąc, że jak najbardziej, ale wtedy, gdy będzie już miał dla mnie pierścionek z brylantem, klucze do domu i kluczyki od minimorisa (moje wielkie marzenie motoryzacyjne).

Siedzimy na Off Cinema i w filmie mowa o zaręczynach:
Frr - no właśnie, bo ja nie mam pomysłu na oświadczyny jeszcze.
Ja - kluczyki od minimorisa wystarczą kochanie.
Frr spogląda wymownie na swój rozporek, wypręża klatę i mówi:
na razie masz maximorisa i na nim możesz sobie jeździć do woli.

piątek, 25 listopada 2005

25 listopada 2005

za dwie godziny idę do domku, za dwie godzinki będzie weekend. Chyba nigdy tak bardzo nie marzyłam o tej chwili.
W pracy wciąż jestem dzieckiem we mgle. Czuję się jak niepełnosprawna, ale tak naprawdę chyba prawdziwa ułomność tkwi poza mną. Kolega, który siedzi ze mną w jednym pokoju daje mi pomocne wskazówki e-mailami! Na przykład, że w swojej poczcie elektronicznej powinnam zamieścić stópkę. (Czy stopkę?:-))
Jakiś koszmar - siedzieć na przeciwko siebie, nie patrzeć sobie w oczy i porozumiewać się przez komputer!
Ale spoczko, przecież jest fantastycznie! Dziś everybody w dżinach - pełen luzik, zjadłam już obiad ze styropianowego pudełka, przeczytałam Puls Biznesu, Rzeczpospolitą i Gazetę Prawną i jest super! Tak nowocześnie i amerykańsko - ye, ye, ye.

Za dwie godziny wyrwę się z tego orwellowskiego raju i zanurzę się w szarej, pospolitej, dekadenckiej rzeczywistości refleksji, doznań, emocji, uśmiechów i spojrzeń. Wkroczę w świat ludzi.  

14:14, leelooo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 listopada 2005

Potrzebuję ciepła, przystani, gorącego oddechu i kochanych ramion. Jestem słaba, bezbronna, pozbawiona pancerza dojrzałości. Jestem infantylna w lęku przed światem. Chcę się schować, ukryć, zasnąć. Za chwilę otwarcie Off Cinema - wychodzę z pracy. Prosto do Zamczyska.

16:06, leelooo
Link Dodaj komentarz »

24 listopada 2005
Normalnie jestem pod wrażeniem. Jutro piątek - tzw. casual day. Mogę przyjść w dżinsach. Chyba ocipieję ze szczęścia!
Palec Boskiego Ironisty dotyka mnie boleśnie.
Na szczęście wewnętrzny Ironista nie śpi - więc możemy się wszyscy pośmiać, jak to Agniesia z niespełnionej artystki przepoczwarzyła się w trybik biznesowej machiny.

14:36, leelooo
Link Dodaj komentarz »

Ordnung must sein - to jedyne, co mogę powiedzieć o tym miejscu. Siedzimy w czwórkę. W milczeniu. Kompletnym. Jeśli pogawędka to tylko o pracy. Poza pracą nie więcej niż trzy zdania - na 8 godzin!!! Biuro wygląda tak, jakby się tam wczoraj wprowadzono - ani jednego znaku czyjejś indywidualności - takie same długopisy, kalendarze, szklanki, żadnego zdjęcia, obrazka, dzbanuszka czy kwiatka. NIC!!! Nie wiem, ale ja moje trzy drewniane koty MUSZĘ mieć przy sobie. Ich mruczenie dodaje mi otuchy. O paleniu nie ma mowy. Ale, żeby tylko to. Ja ni w ząb nie rozumiem, co oni do mnie rozmwiają - ustawy, kodeksy, przepisy, podatki. Po prostu kosmos. Ale sama tego chciałam. Chcialam to mam. Bo zwykle mam to, co chcę. W sumie chce mi się z tego śmiać, ale kiedy wracamy już z Frr tramwajem ryczę jak dziecko - ja się nie nadaję, nie poradzę sobie, dlaczego życie zmusza mnie do takich rzeczy?! jak ja, humanistka, mam nagle z dnia na dzień pojąć coś takiego. Mam wrażenie, że świat usuwa mi się spod stóp.
- Może zostanę kurwą! Przynajmniej będę robiła coś, co lubię. - wykrzykuję ogłupiałemu bezradnemu Frr - bo z niczego innego wyżyć sie nie da.
Wieczorem do poduszki czytam Rzeczpospolitą - dział prawo i gospodarka.
Życie lubi płatać figle. Dobrze, że mam jeszcze "Kilnikę kukieł" - pisanie tego odrywa mnie zupełnie od rzeczywistości. Chociaż tyle.

14:33, leelooo
Link Dodaj komentarz »

22 listopada 2005

No to mam ostatni dzień wolności. Biegam po mieście - robię zakupy, w Galerii rozmawiamy o Sylwestrze - ma być klubowo, artystycznie i tanio. No i elitarnie - bo oczywiście preferowani goście to artysci i pokrewni. Nie wiem, jak ja tam przyciągnę moich ufoludków z AE. Oni mają niemalże na czole wypisane: "uwaga! bankomat!". Zapowiada się ciekawie. Potem biegnę do teatrzyku, gdzie ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu dostaję bukiet pięknych kwiatów, dalej w pośpiechu kilka spraw i wreszcie ląduję w Ptasim Radio na sałatce i piwku z Ramzesem i Walerką. Gawędzimy sobie o facetach, pracy, filmach i innych bzdurkach.
***
Wieczorem dzwoni tata, że Olsztyński Teatr Lalek zlecił mu zaprojektowanie i wykonanie ruchomej sceny. Oj coś kukiełki nie chcą się ode mnie odczepić. A jutro idę do robotki - buuuuuuuu....

14:23, leelooo
Link Dodaj komentarz »

21 listopada 2005

Z moich quazisocjologicznych wywiadów wywnioskowałam pewną zależność. Im bardziej wyzwolona kobieta - niezależna, otwarta na świat, odczuwająca potrzebę samorealizacji, tym większą odczuwa potrzebę zniewolenia w sferze seksualnej. Według moich obserwacji każda prawdziwa (choć różnie rozumiana) feministka marzy, aby być porządnie zerżnięta, zdominowana przez samca, poskromiona i sprowadzona do pierwszej z brzegu dziwki.

Próbowałam się zastanawiać, na czym polega ów fenomen, ale nie mam pomysłu. Czyżby odzywały się w nas patriarchalne, atawistyczne pragnienia?

poniedziałek, 21 listopada 2005

Wczoraj kupiłyśmy z mamą buty. Ojciec wyłożył kaskę i wreszcie mam porządne kozaki -
w nowych butach mogę iść śmiało do nowej pracy. Taka skomplikowana babska logika:)
A rano pojechałam do babci - zrobiła mi na drutach świetną czapkę, taką, o jakiej zawsze marzyłam, a którą po raz pierwszy (i jedyny chyba)widziałam w "Tajemniczym ogrodzie" Agnieszki Holland. Mniam, mniam, jak tylko będę miala okazję, wrzucę tu odpowiednia fotkę.
Jutro do Poznania - Adieu!

09:05, leelooo
Link Dodaj komentarz »

19 listopada 2005
Mój pierwszy weekend w domu, kiedy nie robię nic - z nikim się nie umawiam, nie lecę na stare miasto - po prostu nic. Oczywiście powód jest bardzo prozaiczny - brak kasy. Mój pierwszy weekend od miesięcy, kiedy również nie robię nic konstruktywnego - nie piszę, bo nie mam laptopa, nie czytam, bo mi sie nie chce, ogladam telewizję, snuję się z kąta w kąt, rozmawiam z rodzicami, bawię się w berka z kotem, a czas płynie, a mnie roznosi energia. W niedzielę oszaleję. Zdycham z tęsknoty za życiem.

08:57, leelooo
Link Dodaj komentarz »

18 listopada 2005
Jadę do domu. W Toruniu dosiada się do mnie profesor filozofii i logiki z uniwerku warmińsko-mazurskiego i do samego Olsztyna zabawia mnie zagadkami logicznymi. Dobra lekcja pokory. Inteligencja, którą się tak do tej pory szczyciłam, okazała się całkiem umiarkowana. A za oknem baśniowa zima. Biało, cicho,srebrzyście. Mój pierwszy prawdziwy śnieg w tym roku. Śnieg, który wiruje w powietrzu, osiada miękko na nagich koronach drzew, dachach i rozległych polach, skrzypi pod butami i topnieje w palcach. Zimno, ale pięknie, a w domu jak zawsze rwetes, chaos i tysiące wizji.
***
Zasypiam. Daleko od niego. Nie w tęsknocie, ale w niepokoju. Niepokój nie potęguje moich uczuć, ale je zabija - powoli, okrutnie ukręca łebki dobrym emocjom. Nie potrafię ufać facetom. Jestem czujna jak pies, mam wyostrzony węch, słuch i wzrok. Nie boję się zdrady. Boję się niewiedzy, nieświadomości. Boję się życia w kłamstwie. Czy dlatego, że sama jestem zakłamana? Że sama mam kilka osobowości, których nie potrafię ze sobą pogodzić, twarzy, które targają ciałem i umysłem, bawiąc się historią mojego życia? Oceniam poprzez siebie? Nie wiem. Pragnę prawdy, autentyczności, czystych relacji, choć mnie samej na to nie stać. Nie mam więc prawa by wymagać, jedyne, co mi wolno to nie zasnąć. Być czujnym. Nieufnym i dzikim jak zwierzę. Jedyne, co mam to siebie.

08:51, leelooo
Link Dodaj komentarz »

17 listopada 2005
Od rana zwijałam się ze stresu. Składanie wypowiedzenia wcale nie jest łatwą sytuacją, bo człowiek ma irracjonalne wyrzuty sumienia. Poczucie winy. Oni dali mi pracę, a ja ją odtrącam. Oni wyciagnęli do mnie pomocną dłoń, a ja nią pogardzam. Czuję się jak ktoś nielojalny i niewierny. Na szczęście niepotrzebnie. Dyrektor okazuje się wyrozumiały, ciepły i bardzo życzliwy. Reszta ekipy również. Niektórzy grają, ale to w końcu teatr, więc co się dziwić?
***

Po południu odsypiam Festiwal i długotrwały stres ostatnich tygodni, a potem wracam do "Kliniki..." - strasznie ją ostatnio zaniedbałam, a nadzieja, że skończę to do grudnia, znów okazuje się płonna.

08:27, leelooo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 listopada 2005

16 listopada 2005

Koniec Festiwalu. Moja ostatnia noc w teatrze. Chcę ją przeżyć, chcę się dobrze bawić. Bakamy za sceną i jest wesolutko. Aż za wesolutko. Palenie w pracy ma tysiące dziwnych skutków - wracasz do ludzi i masz wrażenie, że wszyscy patrza, widzą, jakbyś miał wypisane na czole - ave marihuana. Ale ja tu przecież pracuje tylko do jutra. Siedzimy więc na ciemnej widowni i jest kompletny odlot - Kopi brzdąka na fortepianie, Mikołaj puszcza dzwonki z komórki, a ja się czuję tak lekko jakbym zupełnie pozbyła się ciała. Ale ciało jest. I skomle. Budzi się spragnione. Nieusłuchane, niegrzeczne, niedopieszczone ciało. A w lamusie jest intymnie, słodko, przytulankowo. Zbyt intymnie. Zbyt ryzykownie. O krok. O włos. O jeden gest, minutę, dotyk. Ucieczka mnie ocala. Ocala od ulotnej rozkoszy i niesmiertelnych wyrzutów sumienia. Ocala od chwilowego spłenienia, aby niespełnone pragnienia rozkwitły bujnie we śnie.

16:54, leelooo
Link Komentarze (1) »

15 listopada 2005

Piąty dzień festiwalu - padam z nóg. Jutro zakończenie. Pojutrze wypowiedzenie. Zżera mnie stres, z ktorego wyleczyć mnie może tylko sen. Dobranoc:)*

16:31, leelooo
Link Dodaj komentarz »

14 listopada 2005
Zaspokaja pragnienia moich zmysłów, daje mi rozkosz i spełnienie. Pobudza, syci i usypia rozigrane emocje. Wygrywa na moim ciele wszystkie możliwe melodie, szarpie struny ekstazy, drąży moje fantazje. Jest cudownym kochankiem. A mimo wszystko pod powiekami czają się demony niezaznanych rozkoszy. Zasypiam, a moje ciało ożywa i domaga się. Obcej skóry, nieznajomego oddechu, dłoni, które będą wędrowć po nim pierwszy raz - z onieśmieleniem, żądzą i chęcią poznania jego erogennej mapy. Moje ciało zżera tęsknota, za tym, aby ujrzały je inne oczy, aby topniało pod nową pieszczotą, aby pochłonęło je męskie, nawet przypadkowe, żarłoczne pożądanie.

Sophie Dahl
Miau.... 

sobota, 19 listopada 2005

13 listopada 2005
Świetny wrocławski spektakl "Czerwony Kapturek, kichawka i Gburek" wg scenariusza Agnieszki Zaskórskiej - śmiali się dorośli, śmiały się dzieci. To jest dopiero sztuka zrobić coś tak uniwersalnego i wielopoziomowego, aby dotarło do każdej grupy społecznej i wiekowej. Niestety znaczna większość twórców dziecięcych cierpi na cholerny kompleks sztuki wysokiej, poważnej i nadmuchanej i dlatego takich spektakli jak dziś nieczęsto widz uświadczy. A wielka szkoda.  

14:31, leelooo
Link Dodaj komentarz »

12 listopada 2005
Dowlekłam się wczoraj wieczorem zmaltretowana do domu. Mój Frr równie zmaltretowany po Mayday juz spał. Na stole wiersz, od niego. Potrafi mnie skubaniec rozłożyć na łopatki.
***
Z przecieków wiem, że mam tę pracę. Okazało się, że moja znajoma mieszka z jedną dziewczyną z tej firmy. Świat jest jednak mały. Chodzę po teatrze, żyję festiwalem, ale tak naprawdę, żyje już czymś innym. Musze grać, udawać, angażować się, choć w środku mam pustkę. Czekam na oficjalny telefon. I na koniec festiwalu. Czekam na moment, aż powiem "do widzenia".
I pomyśleć, że kilka osób potrafi tak bardzo obrzydzić miejsce w gruncie rzeczy urocze i magiczne, że chce się stąd uciec jak najdalej, że każdy kolejny dzień jest koszmarem. Teatralnego udawania.
***
Wieczorem idę do znajomej Frr na parapetówę. Obłudy ciąg dalszy - nieustanna licytacja, porównywanie, obrastanie w piórka - czyje ładniejsze. Koszmar.A wszystko w atmosferze - jak my się kochamy, jacy jesteśmy fajni, odlotowi, dżezi, cool, kosmo i bóg wie co jeszcze. Nie wiele brakowało, żebym zwymiotowała na tę nową posadzkę, bielutkie świeże ściany i tych powierzchownych plastikowych ludzi. 
Kiedy wracamy, jestem juz pijana, nie wiem, czy alkoholem, czy niesmakiem. Wszedzie teatr. Z teatru w teatr. Nienawidzę Frr i jego pieprzonego światka. Ryczę i drę sie na niego jak idiotka. Zrzucam z siebie jego dotyk. Brzydzę się pocałunkami. Tęsknię do moich najbliższych - też ludzi, ale jakby z innej planety - Ani, Ewki, Walerki. Tęsknię do szczerości, normalności, do uczuć. Maski i kukły mam w pracy. Na więcej brak mi sił.

14:16, leelooo
Link Dodaj komentarz »

11 listopada 2005

Frr wczoraj pojechał na Mayday. Spędziłam samotną rozkoszną noc w pustym łóżeczku - wreszcie można się wyciagnąć, owinąć szczelnie kołdrą, kołysać i pozwolić całemu ciału na całkowitą swobodę pozycji.

Rano jadę do teatrzyku. Dziś rozpoczyna się festiwal - przed nami dobry tydzień harówy od rana do nocy. Wreszcie coś się dzieje, wreszcie jest adrenalinka. A na poznańskich ulicach tłumy. Zjadam ogromnego marcińskiego rogala i daje się wkrecić w wir festiwalowych zdarzeń.

o 21 godzinie jestem już pijaniutka i padam z nóg. A to dopiero pierwszy dzień festiwalu...

13:37, leelooo
Link Dodaj komentarz »

10 listopad

Brzuch mnie boli, kiszki się skręcają - jadę na drugą rozmowę. Z zadanej pracy domowej wypadam nieźle i są zadziwnieni, że humanista tak łatwo przyswoił to zagadnienie. Wciąż jednak nie bardzo są przekonani

-  jak pani - polonistka pracująca w teatrze - widzi swoją przyszłość u nas? - dyrektor drapie się po głowie z zafrasowaniem.

Widzę się czy nie widzę, trzeba interweniować:

- Drogi panie! ulega pan stereotypom! Polonistka nie musi chodzić w rozciągniętym swetrze i unosić się 15 centymetrów nad ziemią! - próbuję się bronić. Wreszcie po 40 minutach dają mi spokój, wychodzę i nie mam za grosz pewności, czy ich przekonałam.

Bycie polonistką w dzisiejszym świecie okazuje się prawdziwym krzyżem, brzemieniem, przekleństwem.

13:29, leelooo
Link Dodaj komentarz »

9 listopada 2005

Mam prawdziwie muzyczny tydzień

sobota - techno, niedziela - Kult, poniedziałek - Czyżykiewicz, a dziś szanty w ZAK-u. Żeglarskie disco polo, ale jaki klimat! Ludzie z pasją snują wspomnienia z Mazur, wszedzie unosi się atmosferka przygody, chłodnego piwka, dobrej zabawy w portowej tawernie i tylko brak tu tego charakterystycznego wiatru, który łopocze żaglami i gra na wantach. Ech...ale by się popłynęło...a tu za oknem coraz chłodniejsza szara listopadowa jesień.

8 listopad 2005

miałam iść do kina z Mareczkiem na poprzedni film reżysera "Pustego domu", ale telefon od "wróżki" sprowadził mnie na ziemię. Zakwalifikowałam się do drugiego etapu i na czwartek mam się przygotować z kodeksu pracy - chcą sprawdzić, czy polonistka pracujaca w teatrze potrafi przyswoić jakieś sucharskie przepisy. Więc siedzę w domu i czytam, wgryzam się w artykuły, punkty, paragrafy. Żyć nie umierać! Najgorzej, że zaczyna mi na tej robocie zależeć. A przecież trzeba byc wyluzowanym: "jest fantastycznie, jeee, mam, co lubię, lubię co mam!" Buuu! Ja juz nie chcę mojego teatrzyku, mam dość skostnienia, chorych relacji, fałszu i bycia chłopcem do bicia.

13:07, leelooo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2