..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
czwartek, 28 lutego 2013

Wyglądam przez okno. Antek maszeruje dziarsko z Endrjuszą, a w dłoni trzyma malunek.
Wraca od Marty.



- Mamo! Mam dla Ciebie obraz!
- Ooo, jaki śliczny, a...co to jest?
- Ściany!
- Aaa, rzeczywiście! Piękny!
- Ale nie trzymaj go do góry nogami!

środa, 27 lutego 2013

Nowy numer KUKBUK-a, a nim dużo, dużo smakowitych przepisów, fot, wywiad z moim ulubionym pisarzem oraz... ja:)

Jeśli macie wolne 15 zeta, lubicie jeść lub gotować, gońcie do Empików, Kolporterów i innych takich.
Pismo z gatunku przyjemnych i pożytecznych.
W końcu 69 przepisów działa na wyobraźnię:))



wtorek, 26 lutego 2013

Dzisiejsza wizyta u lekarza wreszcie mnie uspokoiła.
Teraz będę już leżeć z lekkim sercem.
Pola waży 2800, więc chucherkiem raczej nie będzie.

Skoro wyszłam z domu, postanowiłam zaszaleć: prosto z gabinetu lekarskiego powędrowałam do znajdującej się na przeciwko Biedronki. Po tygodniach domowego aresztu nawet zakupy w Biedronce mogą być powodem ekscytacji. Wydałam stówkę na same zbędne smakołyki i od razu mi się poprawił humor.
Cóż jeszcze? Pocztą przyszły do mnie same niespodzianki: nowy numer KUKBUKA, w którym jestem oraz totalna zaskoczka - płyta od Ramsika "Domowe Melodie" .
Na przyjaciół narzekać nie mogę - rozpieszczają mnie okrutnie.
Ika i Ala przyniosły mi książki, Marta i Ania wpadają ze słodkim i kwiatami, zawsze jest ktoś chętny na kawę i plotki, jeszcze inni dzwonią albo esemesują. Na blogu dostaję wyrazy wsparcia, a czasem odzywają się nawet tacy, za których nie dałabym złamanego grosza, jak mawiała moja babcia.

Dzięki Wam wszystkim ogromnie.
To bardzo fajne uczucie mieć wokół siebie tyle dobrej energii.
Chyba tylko ona trzyma mnie i mój temperament w ryzach, na kanapie, niezmiennie na lewym boku:)




Monika Welch

poniedziałek, 25 lutego 2013

Po całym dniu wypełnionym logistyką - praca, zakupy, Antek, wycieczka po moje wyniki badań, obiadokolacja, kąpanie i ubieranie młodego - Endrju poszedł pobiegać. Wrócił grubo po 21.00 i już myślałam, że siądzie w fotelu, i swoim ulubionym zwyczajem zanurzy się w jakiejś książce o zen, ale nie:
- Co będziesz teraz robił?
- Idę wić!
[chodzi o wicie gniazda - przyp. red.:)

- Ale co będziesz robił po nocy?
- Naprawię wspornik w szafce
- rzekł i rozłożył swoją skrzyneczkę z narzędziami.
- Ty jesteś albo szalony, albo masz kochankę - skwitowałam.

Bo skądinąd wiem, że mężczyźni, którzy mają kochanki, chętniej angażują się w zaniedbywane dotąd domowe prace naprawcze. A żony dają się zwieść:)

Ja też się daję zwieść mojemu herosowi prac domowych, więc spokojnie wędruję do łóżka, gdzie kończę pewien spontaniczny projekcik i teraz będę szukać ilustratora, chwilę uczę się portugalskiego do klasówki, oglądam kolejny odcinek "Przepisu na życie", a na dobranoc przeczytam jeszcze kilka stron smacznego "Kapelusza" Fallaci, którą mi przywiozła Ika na długie kanapowe dni. 

Dobrej nocy!

niedziela, 24 lutego 2013
Bez ściemniania - ciężko mi już. Zachowuję pogodę ducha, bo z nią lżej się żyje, ale jestem zmęczona. 6 tygodni leżenia dla mojego temperamentu to naprawdę wielka lekcja pokory.
A im dłużej leżę, tym bardziej słabnę. Męczą mnie drobne czynności, zgaga, ograniczenia własnego ciała. Nie mam już nawet ochoty na spotkania towarzyskie.
W nocy śni mi się, że pływam, biegam i fruwam. Marzę o lekkości, o tym, aby wrócić do dawnej kondycji. W snach powoli zanurzam się w chłodnej wodzie jeziora. I jest mi tak cudnie!
Ale paradoksalnie  nie jestem jeszcze gotowa na powitanie Polki. Przez to zmęczenie, wydaje mi się, że najpierw muszę się wyspać i odpocząć, zanim ją wezmę w ramiona i zanim ruszy kołowrotek opieki nad noworodkiem.

No dobra, dość smęcenia:
weekend upłynął mi na zabawach z Antkiem, herbatach z gośćmi, oglądaniu, czytaniu, gotowaniu i... podziwianiu konkubenta.

Przeczytałam "Miłość z kamienia" Grażyny Jagielskiej - mocna, dobra, intymna książka. Przejmujący głos zza kulis pracy korespondenta wojennego.
Teraz czytam "Kapelusz cały w czereśniach" Oriany Fallaci.
Upiekłam marchewkowe babeczki i eksperymentalny schab ze śliwkami i winem, który podbił podniebienie Endriuszy. Skończyliśmy pierwszy sezon "Gry o tron".
A Endrju? U niego prawdziwa jazda hormonalna. W związku z moją niedyspozycją, to on uaktywnił syndrom wicia gniazda. Nie dość, że posprzątał chatę, jak co tydzień, to jeszcze okna umył. W najbliższej kolejności szykuje się wizyta stolarza, który dorobi nam trochę półek w ramach projektu: "maksymalne wykorzystanie niewielkiej kubatury mansardy", a także gruntowany remanent dziecięcego pokoju i naszych szaf.


I tyle, więcej żadnych rewelacji.
Jutro poniedziałek. Zaczynam 36 tydzień ciąży. W tym momencie życia, dziękuję czasowi za to, że jest i płynie.  
Do jutra!

A to Antek bawi się w myszkę:)


czwartek, 21 lutego 2013
...i brzuch na dzień dobry.

Dobrego piątku i weekendu całego!



Odkąd leżę - czyli jakieś 6 tygodni - codziennie oglądam Fakty i wszystkie inne programy publicystyczne TVN-u, na które nigdy nie miałam czasu. Po sześciu tygodniach utwierdziłam się w przekonaniu, że informacyjne oblicze telewizji nie istnieje. To jedna wielka ściema i bujda. Natomiast niewątpliwie telewizyjny przekaz czyni z polityki rewelacyjny spektakl. Efektowny, nie powiem, można się wciągnąć. Są afery, spekulacje, ekscytacje, cięte dialogi, błyskotliwe riposty. Jednym słowem: dzieje się! 
Cóż, że pod płaszczykiem rzetelnego dziennikarstwa informacyjnego. 

A wszystko po to, aby ulec złudzeniu, że telewizor to okno na jakikolwiek prawdziwy świat. Tymczasem w Faktach głównie są sensacje i skandale, w debatach popisy personalne i zero wiarygodnych informacji - nawet gdy mowa o ustawach, to każdy czyta je inaczej, a widz? Widz się nabiera.

Po 6 tygodniach gapienia się na polityczny teatr telewizji z lekkim sercem opuszczam widownię. Nie powiem, bawiłam się nieźle, ale już wystarczy. 

Porzucam publicystykę na TVN online i zaglądam do seriali. Dziś relaksuję się przy drugim sezonie "Przepisu na życie". I chichoczę sobie, bo to dobry serial, który nie rości sobie pretensji do czegoś, czym nie jest.

W tym kontekście hasło Faktów: warto wiedzieć więcej. Domaga się rozwinięcia.
Warto wiedzieć więcej - wyrzuć telewizor.

wtorek, 19 lutego 2013

Wokół mnie wszyscy znużeni zimą. Poza mną.
Mnie zima cieszy, a im większa plucha-zawierucha za oknem, tym milej mi na kanapie. Ciepło, przytulnie, miękko i niespiesznie. Otwieram kilkoro drzwi na świat: telefon, komputer, gazetę, książkę i nawet chwilami się dziwię, że ten czas aż tak szybko płynie.

Cel: dotrwać do Dnia Kobiet.
Zadanie na szóstkę: do 18 marca.

Kanapowa sytuacja uświadomiła mi ważną rzecz - jestem uzależniona od bycia potrzebną. To nadaje cel mojemu życiu, na tym opieram poczucie własnej wartości. Nie umiem żyć tylko dla siebie - jestem zwierzęciem stadnym i potrzebuję stada, no stadka chociażby.
Ważne odkrycie.
Muszę teraz odkryć, co z tą wiedzą zrobić, ale na razie pójdę spać.

Boa noite!


Lisa Evans

poniedziałek, 18 lutego 2013

weekend był mięciutki i przytulny jak pierzynka, pod którą się wylegiwałam. Przytulny dla mnie. Bo dla Endriuszy okazał się wielkim wyzwaniem, stąd od niedzieli nazywam go herosem codzienności. A to dlatego, że ostatnie dwa dni upłynęły mu pod znakiem: zakupów, pieczenia (ciasteczka i pizza), gotowania, prania i sprzątania. Ale jakie to było sprzątanie! Gruntowane porządkowanie szafek i szuflad w kuchni (coś koło 4 metrów kwadratowych) zajęło mu ponad 5 godzin. Z jakim efektem? Nasza mansarda znów zwiększyła swoją objętość! Tym razem o trzy wielkie wory szpargałów do wyrzucenia.
Cała ta akcja bardzo mnie usatysfakcjonowała, bo zaspokoiła narastające przedporodowe pragnienie wicia gniazda. Jeszcze tylko dwa pokoje oraz okna i będę gotowa:)

Od prozy odrywaliśmy się jedynie wieczorami (Endrju od prozy życia, ja od prozy Kai Malanowskiej) i razem z bohaterami serialu "Gra o tron" przeżywaliśmy mrożące krew żyłach przygody.
A potem przyszedł poniedziałek i nadał jakieś zawrotne tempo tygodniowi.
Po przytulnym weekendzie zostały tylko ciasteczka i znikający porządek w kuchni:)

made by Endrju                                                                          made by me

***
A tu fotoblog Betki:
http://bettybluephotos.blogspot.co.uk/

zajrzyjcie i dopingujcie ją proszę, bo oko ma, ale leń z niej okrutny - hihi!

piątek, 15 lutego 2013

efekt uboczny przymusowego chilloutu na kanapie - Twój świat się zawęża, podróżujesz w wyobraźni, rozmawiasz przede wszystkim ze sobą, kochasz się i pływasz bardziej w snach niż na jawie. 

Kurczy się krąg Twojej mocy. 
Niemoc najbardziej boli i dotyka mnie w relacji z Antkiem. Brakuje mi porannych przechadzek do Marty, spacerów, zakupów, lodów, nawet kuchnia już nie jest taka moja jak była...

tyle zdążyłam napisać i usłyszałam pukanie do drzwi.
- Pieprzę, nie otwieram - pomyślałam.
Leżałam na kanapie zalana łzami. Dziś kroplę goryczy przelał fakt, że Endrju postanowił zabrać Antka na zakupy i zapowiedział, że wrócą od Marty później. Leżałam więc, łkałam, ubolewając nad  tym, że WSZYSTKO mnie omija. Czułam się najbardziej samotną istotą na ziemi.
Niespodziewane pukanie na chwilę wstrzymało mój szloch. Ciekawość zwyciężyła, podeszłam na palcach do drzwi. Nie, nie zamierzałam otwierać. Miałam tylko zajrzeć, kto jest po drugiej stronie. 
I kto był?
Jak w amerykańskim filmie: NIESPODZIANKA!!!
Na schodach stał cały KGM z proporczykami: IT'S A GIRL!
Dziewczyny zbaraniały na widok mojej czerwonej i opuchniętej gęby , ale kiedy powiedziałam, że nie, nie wydarzyła się żadna większa tragedia,  wparowały z impetem do środka, a ja  nie mogłam wyjść z szoku. Kręciłam się pomiędzy nimi wzruszona, a one już coś wkładały do piekarnika, już parzyły herbatę, już przestawiały stół i krzesła, i jak w zaklęciu "stoliczku nakryj się!" biesiada była gotowa.
Przyniosły ze sobą WSZYSTKO: i moc pyszności, i jednorazowe naczynia, żebym nie musiała po Gościach zmywać, i własną herbatę, kawę, mleko i nawet... szmatę rzuciły na podłogę, aby mi nie nabłocić.

Okazało się, że już od dwóch tygodni spiskowały, a późniejszy powrót Endriuszy i Antka był częścią aranżacji.

Kobiecą rozchichotaną energią rozwiały wszystkie moje smutki, a niezapowiedzianym najściem dały mi ogromne wsparcie i poczucie, że choć  żyjemy - każda - własnym życiem, to w przełomowych momentach potrafimy być razem. 

Cudnie mi dziś z Wami było Baby moje, Wiedźmy wy:) 
***

Pierwsze zdjęcie, ja zapłakana jeszcze, dziewczyny rozchichotane



Ja i Iwa rozpakowujemy prezenty z okazji BABY SHOWER - fota jutro:)


i pożegnalne zdjęcie


Antek tylko otarł się dziś o kobiecą moc KGM-u, ale wrażenie pozostawiły na nim ogromne:
- Tatusiu, a czy jeszcze kiedyś przyjdzie do nas takie mnóstwo cioć? - zapytał, kiedy szedł pod prysznic.
- Upieczemy dla nich babeczki, ciasteczka i pizzę - rozmarzył się Antek, a Endrju z trwogą zaczął kalkulować, ile godzin spędziłby w kuchni, gdyby gotował dla tylu czarownic:)

a to suplement poranny:


zawieszka otuchy na poród:)
środa, 13 lutego 2013

Tak  bym jeszcze chciała pożyć, zanim Polka przyjdzie na świat.

Pod wpływem kilku bezsennych nocy napisałam szkic monologu o dojrzewaniu  - trzeba go rozwinąć, bajka O Lilce i Leonie czeka na moją uwagę, dziś na moim stoliku spiętrzył się  stosik apetycznych książek:
Patrz na mnie Klaro - Kai Malanowskiej
Miłość z kamienia - Grażyny Jagielskiej
i Gołębie wzlatują - Melindy Nadj Abonji
(w walizce porodowej czeka Żaba Musierowicz i Mama dookoła świata - krzepiące lektury na pobyt szpitalny)

Zanim urodzę, marzy mi się jeszcze ... pójść do knajpy, kina, na zakupy i kochać się. Mocno i naprawdę. 
A  żeby powrócić na ziemię: umyć okna.

Dlatego przemawiam czule do mojej córy i proszę, żeby doczekała do wiosny.
Niech świat zdąży zakwitnąć na jej powitanie.

wtorek, 12 lutego 2013

zanim zaległam na dobre na kanapie, mój dzień aż po brzegi wypełniony był logistyką. Pierwsza chwila relaksu przypadała na godzinę 20.00-21.00.
A dlaczego?
A dlatego, że byłam niezastapiona. To ja odprowadzałam Antka do Marty i przyprowadzałam z powrotem do domu, ja robiłam posiłki, piekłam ciasta i babeczki, ja robiłam poranną i wieczorną inhalację, kąpałam, ubierałam do snu i szeptałam do ucha bajki. Co nie znaczy, że Endrju się nie angażował. Od niepamiątnych czasów to on pierze, sprząta, robi zakupy, ale pielęgnowanie Antka zawsze było raczej moją domeną. 
W końcu byłam niezastąpiona. 

Tak mi się wydawało.
I tak wydaje się wielu kobietom, dopóki los nie da im prztyczka w nos.
Mi dał.
Zesłał mnie na kanapę i znacznie ograniczył możliwości działania. 
Jaki jest efekt?
Chłopaki radzą sobie świetnie.
Endrju nie dość, że sprząta, pierze i robi zakupy, zaczął gotować (pizza jego autorstwa to majstersztyk), piec (niedziela - ciasteczka czekoladowe, wczoraj - babeczki marchewkowe), odprowadza Antka, kąpie, ubiera i właściwie robi wszystko.

A ja jestem wreszcie tylko od przyjemności. Razem czytamy bajki, bawimy się w pożary, ja Antka usypiam, tulę, chociaż już wiem, że i w tym znajdę sobie równych. 

Leżę od ponad miesiąca.
Nie jest to największa frajda na świecie, ale chyba było to potrzebne, abym zobaczyła, że beze mnie świat nadal istnieje:)

Wniosek z tego jeden:
czasem same pchamy się w domowy kierat, ulegając złudzeniu, że nikt nam nie dorówna.
A wystarczy tylko puścić stery i kapitan się znajdzie.
Nie czekajcie na wyrok lekarza, zróbcie to same.
Dla siebie.

***
ZAGADKA
ja: Ja Tobie ciągle mówię, jaki jesteś wspaniały i sobie świetnie radzisz, a Ty mi nic.
Endrju: Jak to? Przecież mówię, że dzielnie leżysz.
ja: Daj spokój jak to brzmi!
Endrju: No co? W książce, którą czytam w kółko piszą o tym, żeby siedzieć z zapałem:)

ps. Jak myślicie, co to za książka??:))

niedziela, 10 lutego 2013

Przeczytałam "Boginie w każdej kobiecie" Jean Shinody Bolen, a właściwie łyknęłam. Świetna książka o archetypach, które nami kierują. Bez trudu odnalazłam w nich siebie i większość kobiet z mojego otoczenia. Każda z nas ma miks 7 bogiń, ale u każdej to inne boginie walczą o dominacje. Ich świadomość może odrobinę pomóc rozważniej dzielić władzę.
Ta książka odkryła przede mną coś jeszcze: dostałam pewien pakiet początkowy, który do niedawna wydawał mi się rozkosznym przekleństwem. Zamiast go tłumić, zamiast się winić, muszę tę cudną energię odrobinę przekierować.

- Cóż jestem winna, że mam to ciało? - przypomina się w tym momencie Ewa z Mrożkowego Tanga:)

Mam ciało i 7 bogiń w sobie.
Chciałabym jednak, aby ostateczna decyzja należała do mnie.

Jak na razie Antek ma dwie wyraziste pasje:
- Straż Pożarna, w którą uwielbia się bawić
(w skład jego akcesoriów wchodzą: wielki wóz z kartonu, remiza z czterema wozami strażackimi, 5 kolejnych wozów plastikowych, każdy z innej parafii + wóz strażacki budowany z fotela i kołdry).
W domu ratujemy z opresji i pożarów zabawki, ludziki, moją kolekcję szmacianych myszy i siebie nawzajem. Kiedy bawi się ze swoją przyjaciółką Inką, sadza ją na pianinie, a sam wkłada na głowę pudło od klocków lego i rusza na ratunek.

- Budowanie i majsterkowanie, czyli krzyżówka Boba Budownicznego z Mańkiem Złotą Rączką. Uwielbia narzędzia - kombinerki, śrubokręty, miarki i inne.

i tu dwie małe anegdoty:
1.
Bawimy się klockami lego. Nagle Antek mówi:
- podaj mi tamten kolcek - i dodaje pod nosem -
hamulcowy...

2.
Czytam mu książeczkę. Na obrazku jest las.

ja: Był sobie las. Pod drzewami rosły grzybki oraz czerwieniły się dojrzałe po-zio-???
Antek z okrzykiem: POZIOMICE!



piątek, 08 lutego 2013
Wczoraj od rana tłumaczę Antkowi, że jest takie święto pączka, które nazywa się Tłusty Czwartek. Antek bierze telefon komórkowy i mówi:
- Sprawdziłem w telefonie. Dziś jest ósmy czwartek.

A to kolejne dzieło mojego syna.
Przyniósł od Marty i już od progu wykrzyknął, co ten rysunek przedstawia.
Zrobiłam zdjęcie i wysłałam Krisowi:
"Jak odgadniesz to wypłacam Ci tysiaka w gotówce".
Kris się podjarał, dzwoni i mówi:
- Odpowiadam na pytanie. Na rysunku jest koparka i Bob.
Przegrał.

- Antek, a co jest na rysunku?
- Zielone audi i ściany!


czwartek, 07 lutego 2013

Jesteśmy poranionymi dziećmi. Samotnymi, niedotulonymi, poszukującymi bezwarunkowej akceptacji.

Najbardziej bezbronni bywamy w miłości. Wtedy szczególnie wyłażą z nas dzieci złaknione kochania. Napychamy się tortem przekładanym warstwami bliskości, czułości i seksu, oszukujemy swoje serca pozornym uczuciem sytości, ale w głębi duszy pozostajemy wciąż głodni. I wiecznie głodni. 

Gdy się sprzeczamy, wyłazi z nas egocentryzm - wszystko kręci się wokół naszej krzywdy. Liżemy własne ranki i zadrapania zamiast się porozumieć, nabrać chłodniejszego dystansu, odsunąć na bok swój żal.

Każdy chce jak najlepiej, każdy ma dobre intencje, każdy chce tego samego: kochać i być kochanym.

To takie proste i takie trudne.
Szczególnie, gdy w głębi duszy jesteśmy poranionymi dziećmi.
***

Depres, masz rację, jeśli sami się nie dotulimy, nikt nas nie utuli.
Ja już to wiem od dawna, od niedawna się uczę:)

środa, 06 lutego 2013
Są takie chwile, kiedy nie umiem siebie utulić. Bywam wtedy bezbronna i wiotka. Wyłazi ze mnie niedotulone dziecko łaknące bezwarunkowej miłości.
- Czego Ty chcesz ode mnie?
- Niczego!


Tylko mnie kochaj. Aż mnie kochaj.

wtorek, 05 lutego 2013

Cała jestem czekaniem.
Nie mam siły na żadne wielkie projekty, nie mam ochoty na snucie planów, nie trawi mnie głód spotkań towarzystkich, a jeśli - to najlepiej jeden na jeden. Nie wybiegam myślami poza jutro i pojutrze.
Czekam - trochę jak na dworcu, z walizką u stóp, ze wzrokiem wlepionym w rozkład jazdy i wskazówki zegara. Coś poczytam, pooglądam, pogadam, ale tak naprawdę tymczasowym sensem mojego istnienia jest czekanie.

***
pod wpływem ostatnich rozmów, myślę trochę o tym, że niektórzy rodzice robią swoim dzieciom prezent w postaci biletu na podróż w czasie. Zostawiają po sobie listy, pamiątki, notatki, skrawki, opowieści. Dzięki temu możemy wrócić do swoich korzeni - poznać rodzinne historie sprzed naszych narodzin, podejrzeć przez dziurkę od klucza samych siebie, gdy byliśmy mali - na zdjęciach, filmach, pierwszych rysunkach.

Mnie tego zawsze bardzo brakowało. Osadzenia w korzeniach.
Jednym łącznikiem terażniejszości z historią była Ciocia Hanka. Jej dom był pełen skarbów. Z kolei w  moim domu - poza kilkunastoma zdjęciami - nie znalazłam zbyt wiele takich pamiątek. Od dziecka uwielbiałam grzebać w tym niewielkim stosiku fotografii i do dziś żałuję, że nie zachowały się żadne zapiski moich rodziców. Może ich zresztą nie było?
Brakuje mi tych historycznych puzzli rodzinnej układanki. Snute dziś opowieści, zniekształcone przez selektywną pamięć, nigdy  tego nie zastąpią.

Gdy trochę "dorosłam", sama zaczęłam archiwizować to, co dla mnie ważne. Mój pierwszy pamietnik napisałam w wieku 11 lat. Wtedy wyobrażałam sobie, że piszę go dla swojej córki, żeby mogła mnie lepiej poznać. Potem pisałam już dla siebie i kogoś bliżej nieokreślonego.

Teraz w dobie cyfrowych zapisów mamy znacznie więcej możliwości, choć odnoszę wrażenie, że w tym natłoku zdjęć, filmów, nagrań możemy z kolei zgubić istotę rzeczy. A może nie? Ciekawe, czy nasze dzieciaki będą miały frajdę z podróży w czasie, jaką im zafundujemy. Mam nadzieję, że tak:)

poniedziałek, 04 lutego 2013

Piszę bajkę o Lilce, która żyje w domu nibyrodziców i szuka prawdziwej Mamy, czytam z przyjemnością "Dzienniki" Anais Nin, obejrzałam krótkometrażowy film "Moja nowa droga" - dla tych, którzy lubią młode kino, łakomy kąsek.
Cóż jeszcze?
LEŻĘ.
W mojej głowie pootwierane słoiki najróżniejszych myśli. Zanurzam w nich palce, próbuję znane i nowe smaki. To niesamowite, że można tak bez końca i zawsze coś się odkryje - coś gorzkiego, coś słodkiego. Cierpka nuta, nuta błoga, miękka, zagadkowa.
Mam w głowie totalny koktajl.
Leżę i się karmię.

***
Dziś usłyszałam od koleżanki, że dzieciakom trzeba szeptać do lewego ucha pozytywne afirmacje: jesteś mądry, jesteś dobry, jesteś kochany, jesteś bezpieczny... i jednocześnie głaskać, tulić, dotykać.

Robiłam to od dawna, intuicyjnie, ale nie wiedziałam, że ucho ma aż takie znaczenie.
Mam nadzieję, że moje afirmacje nie przepadły w studni prawego ucha i mimo wszystko trafiły tam, gdzie trzeba:)



niedziela, 03 lutego 2013

Weekend przełomowy - Antek jeszcze wczoraj rysował totalne abstrakcje, a dziś ni z tego, ni z owego narysował pierwsze w swoim życiu głowonogi!

Na rysunku: Antek z Tatą:))


***
Poranek. Antek chodzi po mieszkaniu z aparatem fotograficznym:
- Mamo, mogę zrobić Ci zdjęcie?
- Jasne, rób!
- Uśmiech!
- A teraz ja mogę zrobić Tobie zdjęcie?
- pytam.
- Jak Ci pozwolę to pewnie, że tak!
- A pozwalasz mi?
- Nie.

:)

ja w obiektywie Antka

I Antek w moim obiektywie, po wyprawie samochodem na zakupy.
Nie czekałam na pozwolenie:)


***
Antek siada przed kompem, zaklinowała mu się noga między kanapą, a stolikiem. Wyciąga wreszcie stopę i mówi z z perfekcyjnym, wyraźnym "er":
- Kurwa.
Mnie zatyka:
- Co Ty powiedziałeś?
- Kurwa
- powtarza i wzrusza ramionami.
Zastanawiam się przez chwilę, jak zareagować, ale zanim zdążę coś wykrzytusić, Antek mówi:
- To takie powiedzonko, wiesz?
***
Oglądamy z Endriuszą serial, popijając bezalkoholowe piwko i zagryzając je czipsami. Endrju zbiera z mojego dekoltu okruszki i komentuje z uśmiechem:
- Body sushi?

piątek, 01 lutego 2013

Pierwszy przyczółek dzisiejszego dnia zdobyty - test z portugalskego napisany. Teraz najważniejsze: wizyta u lekarza. Żeby szybciej mi leciał czas, oglądam film "Motyl i skafander".
Siedzę, a właściwie leżę, jak na szpilkach. Jak fakirka.