..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
środa, 29 lutego 2012

...a Ciebie chcę mieć na deser
A Ciebie chcę mieć na potem
Zachowaj dla mnie obrączkę
I ocal dla mnie niecnotę

A Ciebie chcę mieć po wszystkim
a Ciebie chcę mieć na końcu
Wyląduj ze mną w pokorze
na mym ostatnim słońcu...

fragment "Rajskiego deseru" Agnieszki Osieckiej

Kupiłam pokaźny zbiór jej piosenek - gruby tom niewielkiego biblijnego  formatu w czerwonej oprawie ze złotymi literami. Trzymam przy łóżku i czytam po kilka wierszy przed snem.
Poezja zamiast wieczornej modlitwy - tak!
To jest moje pismo święte.
A na dziś - amen.

wtorek, 28 lutego 2012

Przede wszystkim to nie jest film o sponsoringu. Francuski tytuł "Elles" dużo więcej mówi niż polskie tłumaczenie. Ale polski "sponsoring" jest pewnie chwytliwy, bo od tygodnia sala pełna, więc niech Szumowskiej będzie. Należy się.

Gdybym miała komukolwiek coś doradzić, powiedziałabym, idź na ten film bez oczekiwań, nie czytaj wywiadów, recenzji, nie spodziewaj się niczego.

Ja się spodziewałam, dlatego dopiero w połowie filmu doceniłam tę opowieść, w której studiujące prostytutki są tylko pretekstem, aby opowiedzieć o głównej bohaterce, którą gra Juliette Binoche. I to ona, tylko ona, jest w tym filmie gwiazdą absolutną, gwiazdą magnetyczną, gwiazdą, za którą widz podąża w ciemno.
Nigdy nie byłam jej szczególną fanką, ale w tym filmie uwiodła mnie totalnie. Gdybym miała wybierać między kobietami "Sponsoringu", poszłabym do łóżka z Binoche.
Ale Binoche to nie jedyny smak tego filmu. "Sponsoring" to wielka apetyczna micha rozmaitych filmowych smaczków - to ciekawy koncept niemal w każdej scenie, w każdym ujęciu. 
 To również waga detalu, rewelacyjne zdjęcia, kilka doskonałych kreacji, szczegóły i szczególiki, które w kinie kocham.

I to, co najważniejsze. W tym filmie, tak jak w "33 scenach", jest prawda. Nie wyłożona po hollywoodzku - kawa na ławę  - ale uchwycona w niuansie, w geście, w tym, co poza słowami.
W tym co najważniejsze.
Ja mówię TAK.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Niania z Endrjuszą powiedzieli Antkowi, że wyjechałam w góry. Nie zrozumiał, więc podczas mojej nieobecności powtarzał wkoło:
- Mama? Góry?
Po czym patrzył do góry na sufit i stwierdzał:
- Nie ma!
Wróciłam po czterech długich dniach.

Najpierw krzyknął radośnie: Mama! i zaraz podbiegł, wyciągnął łapki i rzucił mi się na szyję. Po sekundzie wyrwał się z objęć i z dziką radością pokazał prezent od wujka Krzycha, gadał jak najęty, używając coraz to nowych słów. Potem z równą radością pomógł mi rozpakować walizkę - ustawiał kosmetyki na półkach w łazience, wkładał brudną bieliznę do pralki, a czystą do szafek. Już dawno nie widziałam go w takim euforycznym amoku. Gejzer ekspresji.
Ze Słowacji przywiozłam mu zegarek na rękę - o którym marzył, od chwili, gdy sobie kupiłam taki. Chodził przeszczęśliwy po domu, nie mogąc się nacieszyć własnym zegarkiem, ale powoli, powolutku gasł.
Kiedy wreszcie pierwsze emocje opadły, rzucił zegarkiem o podłogę i się rozpłakał. Był to płacz złości, gorczy i długo tłumionego smutku, gniecionej tęsknoty. Tuliłam go do siebie i opowiadałam, jak bardzo mi go brakowało i że tam, gdzie byłam, cały czas o nim myślałam. Jaki jest mądry, grzeczny, pomocny i radosny.  
Łzy wyschły szybko. Minęła przesadna euforia, poszedł precz smutek.
Tulił się do mnie jeszcze długo, a kiedy kładłam go do łóżeczka był już spokojny, łagodny i uśmiechnięty.

Przeglądam się w Antku jak w lustrze. Doskonale rozumiem jego emocje.
Jestem taka sama.
Czasem tak niewiele potrzeba, aby się oddalić. Ale i niewiele trzeba, aby być znów blisko, tak blisko jakbyśmy się nigdy już więcej nie mieli ze sobą rozstać.


***
A tu miły prezent od Pharlapa, którego kilka lat temu spotkałam na campie blogerów. On wie, jak mi poprawić humor w poniedziałek:)

http://polakdogorynogami.blox.pl/2012/02/Mam-bardzo-silna-slabosc-do-Agnieszki-Kacprzyk.html

Zapakowałam do walizki cztery pary spodni, komplet narciarski, strój do biegania i trzy książki - nie biegałam, nie czytałam książek, nie jeździłam na nartach, a w spodniach chodziłam jednych - różowych.  
Większość planów - szlag trafił.
Dlaczego?
Bo pysznie się działo!
A proporcje były doskonałe. Bez jednej dominanty, a jednak orgia, ciągle orgia:)

Orgia kulinarna - w roli mistrzów - Ori, Andhella i Jaro. Przyjemność podniebienia 10/10. Był i gulasz wołowy, i zupa rybna, i malaga, i krem jarzynowy, i jajecznica o poranku.

Orgia na śniegu - ułańska fantazja, w rolach głównych panie i dwóch panów. Nagrzane płomieniami paleniska skaczemy pół nago w zaspy śniegu.

Orgia w jacuzzi - po dwóch dniach mycia się w mikro miseczce wyprawa na basen nabiera szczególnego znaczenia. Moczymy się w jacuzzi z rozkoszą, a na ślizgawce piszczymy jak dzieci.

Orgia alko - no cóż. Tę orgię wszyscy znamy. Chcąc- nie chcąc piliśmy. Nie dało się inaczej. Biesiady trwały do późnych godzin nocnych, a byli i tacy co hasali do szóstej, robiąc innym kolonijne psikusy.

Orgia zakupowa? - nie. Ale drobna przyjemność w Bardejowie, bardzo ładnym słowackim miasteczku, gdzie na rynku zahaczamy o cukiernię, a potem odwiedzamy Batę i jakiś przedziwny kolorowy sklep, w którym wynajduję kilka fajnych ciuchów.

Orgia taneczna - tak, tak, tak. Zupełnie naaturalnie dzielimy się na dwa obozy - my podbijamy parkiet, gdy  śpiewa i gra Piatnizza, a inni - z Kubą na czele - tańczą do pieśni patriotycznych. 

Orgia foto - orgietka. Kolejna sesja do pewnego cyklu zdjęć, który może, na pewno, wkrótce zakończy się fajnym zbiorem.

Mogłabym napisać jeszcze o kilku orgiach, na przykład orgii śmiechu, kiedy Kuba poddawany był próbom surwiwalowym albo gdy Mario wpadł do potoku albo gdy Ori& Jari wywoływali duchy.
Ale teraz muszę wyjść z domu, więc ograniczę się tylko do tego, że oddać słowami niczego nie zdołam, bo równie wiele zdarzyło się poza słowami.
A wszystko mam w powrotnej walizce.
I tak powinno być:)








Desigual jest wszędzie:)

środa, 22 lutego 2012

- Czego się boisz?
- Boję się, że będę tęskniła za domem.

Boję się nocy. Boję się nocnych wysp samotności. Nie umiem chyba zasypiać bez ramion, które mnie otulą albo bez migdałowego zapachu Antkowej główki rozgrzanej snami o dziecięcych krainach. Zapomniałam, jak to jest oplatać się własnymi ramionami.

Ale poza tym się cieszę. Przebieram nóżkami. Wyciszam obawy. Koncentruję się na tym, co wyczekane i lekkie jak pyłek. 

Za wcześnie na koniec świata.
Jeszcze chcę żyć, jeszcze chcę tańczyć, i kochać też jeszcze chcę.
Do niedzieli!

wtorek, 21 lutego 2012

Tęsknię za życiem bez prozaicznego bólu zęba
i za wiosną tęsknię.

A poza tym miękko mi jest - tak bym chciała nic nie robić, wtulić się w rogal kołdry, popijać kawę w zimowym słońcu wpadającym do mansardy, czytać Marqueza ułożona w pozycji księżyca. Chciałabym obudzić się jutro w taki leniwy dzień - zrobić chłopakom śniadanie, snuć się w piżamie po domu, nic nie musieć, o niczym nie myśleć.
To są pragnienia znamienne dla pierwszego dnia cyklu, ale już drugi, a na pewno trzeci dzień przyniesie mi energię. Wtedy będzie we mnie kipiało, a mój chód nabierze sprężystości.
Jestem chemią. Jestem koktajlem hormonów. Dziś chcę bliskości, czułości, uwagi, spokoju, chcę się oddawać - położyć na talerzu jak ostryga.

Ale na razie zasypiam tylko z prośbą do mojego zęba. Piszę podanie o odroczenie wyroku do następnego tygodnia. Do podania dołączam pantomograficzne zdjęcie mojej szczęki. Uśmiech na rentgenie to upiorna prawda o nas - mięso, kości, woda  i człowiek gotowy:)

poniedziałek, 20 lutego 2012

Dziwny będzie ten tydzień, krótki taki, bo w czwartek ruszamy w Beskidy na firmową integrację. Bardzo się cieszę, bo jest czym się cieszyć, ale też bardzo się smucę, bo nie lubię, nie cierpię, nie znoszę rozstawać się z moim dzieckiem. Najchętniej bym go zapakowała do torebki jak yorkshirka i nosiła wszędzie ze sobą. 

- Piję piwo bezalkoholowe i nucę piosenkę Amy MCDonald, którą słucham w aucie -
-
Zagryzam sajgonki i piszę ofertę -
-
Czytam Marqueza i czekam na miesiączkę -
-
Żyję i wsłuchuje się w bicie własnego serca.
Bije. -

Ząb mnie boli, a dusza?
Licho wie. 
Ale boli, nie boli, śmiać się trzeba.
Ja się dziś śmiałam, po raz kolejny słuchając Groszkowego wokalu.
Posłuchajcie sami: 

http://www.youtube.com/watch?v=Vg4c0EKNwBk

niedziela, 19 lutego 2012

za mną fajny weekend - różnorodny, chillotowy, towarzyski i domowo-piżamowy też,  dokładnie taki, jaki powinien być. Poza jednym szczegółem: wyrzyna mi się ostatnia ósemka i jest to ból straszny, podły i okrutny. Jest to ból, który zaciera kolory życia, a przejaskrawia wszystko - boli mnie każdy dźwięk, każde przełknięcie śliny.
Muszę przeżyć tę noc, a jutro ruszę po pomoc.

Ku pokrzepieniu własnemu wrzucam anielski kwartet - wspomnienie życia sprzed bólu i moja modlitwa o spokojną noc.


foto - EMKA STUDIO

czwartek, 16 lutego 2012

Ta fotografia pochodzi sprzed wielu lat. Została zrobiona zupełnie przypadkiem przez kogoś, kto miał świetne oko do fotografii i fatalny charakter. Dotkliwie mnie poturbował, ale i dał mi pierwszą ważną lekcję samoobrony.
Dziś już nie otworzę się przed nikim, kto ma ochotę ograniczyć moją wolność, targnąć się na moje poczucie własnej wartości, podważyć to, co mi bliskie. Dzięki niemu nauczyłam się dbać o siebie i własną odrębność. On zapoczatkował proces, w którym uczę się walczyć z niestającym poczuciem winy, że nie spełniam czyichś oczekiwań.
Znalazłam to zdjęcie zupełnie przypadkiem w jednym z kartonów.
Patrząc na tą fotografię, cieszę się, że jestem tu gdzie jestem, doceniam pełnię, jakiej teraz doświadczam.
A nazywając rzecz wprost - jestem szczęśliwa. Dlatego i mimo że. 

środa, 15 lutego 2012

Tak kiedyś wyobrażałam sobie macierzyństwo.
Że będę siedzieć wraz z ojcem dziecka i pękać ze śmiechu oraz rozczulenia, patrząc na własne dziecko.
I przyszedł taki czas, że pękam. Z dumy też. Bo dwulatek to cud. Nie mogę się na niego napatrzeć. Nadziwić, jak chłonie świat wokół, jak go przeinacza, jaki ma spryt, polot, dziecięcą słodycz i niezdarność. 

Z macierzyńskiej fascynacji narodziła się moja nowa podjarka. Literatura dziecięca. Większość tego, co zalega w empikach i księgarniach to kolorowy chłam, w którym od czasu do czasu można znaleźć perły - mądre, pięknie wydane, doskonałe graficznie książki, które dla mnie są takimi cackami, że chcę je mieć.
Nie dla Antka. Dla siebie.

Jedna z takich perełek to Elmer.

Poznajcie go.

***

A to o innym cacku.
Wyzłośliwiamy się.

Endrju: Kulki już doszły?
ja: Nie, ale jak tylko dojdą, dowiesz się o tym.
Endrju: Te kulki to twój krok do samodzielności.
ja: Bez kulek też jestem wystarczająco samodzielna.
E
ndrju: Ale wciąż za mało zarabiasz, żeby mnie porzucić
ja: Spokojnie, dałabym radę. Wyobraź sobie, że pieniądze nie są  powodem, dla którego jestem z Tobą.
Endrju: Ale będą, gdy już przyślą ci te kulki.  

wtorek, 14 lutego 2012

Po czym poznać okrzepłą parę?

Po tym, że w Walentynki idą do pierogarni.
Pierogi z pieca były wyśmienite!

Oto cała prawda - sam środek - nasz miłosny farsz:) 

Ale deser też będzie - bez obaw.

A to zagadka dla olsztyniaków:


Gdzie znajduje się to miłosne wyznanie?

poniedziałek, 13 lutego 2012

Dzisiejszy dzień jest jak koszyk z przyprawami. Trochę soli, szczypta pieprzu, pyłek chilly, czosnek, imbir, curry i słodka papryka.
A wszystko dlatego, że dziś od rana życie mi nie smakowało.
Choć po dodaniu tego i owego kładę się spać z zupełnie innym uczuciem.

SÓL w nadmiarze
poniedziałkowe zniechęcenie, ból powrotu do pracy po fajnym weekendzie, rozstanie z Antkiem, którego mam niedosyt, zbliżająca się miesiączka, zima, chujnia, grzybnia, ble.

PIEPRZ
jest - dziś bardziej ziołowy niż cayenne:)

SŁODKA PAPRYKA
Paczka od Magdy - redaktorki "Kliniki"  - pełna książkowych smakołyków. Dziękuję!

CHILLI
We wspomnieniu olsztyńskiej żaby. Jej krótkie story publikuję tu, bo nie wszyscy znają, a warto:)


CURRY
Czysta egzotyka. Jakiś czas temu zaparkowałam na zakazie. Za wycieraczką znalazłam wezwanie do straży miejskiej i mandat stówkę. Zapomniałam. Przyszli i zostawili mi kolejne, że mam się u nich stawić. Nie mogłam. Dzwoniłam, ale nikt nie dobierał. Naszli mnie późnym wieczorem.
- Ja zaraz zapłacę - zaczęłam trwożnie w progu.
A oni na to.
- Ale my tylko przyszliśmy porozmawiać.
:))

Dziś kocham władzę:)

IMBIR
W kilku rozgrzewających esemesach i rozmowach telefonicznych.

MIÓD
Pożyczyliśmy piano małej Amelce, dzięki czemu znalazło się miejsce na mój stolik do pracy. Pierwszy raz - od czasów poznańskiej Marcinki - mam swój mikrokącik na komputer. Nie sądziłam, że nasze 30 metrów mansardy ma aż takie możliwości powiększania przestrzeni. Co by tu jeszcze pożyczyć?:) 

CZOSNEK
Piszę. Niemal codziennie. Piszę uporczywie. Często, ale mało. Jak z czosnkiem. Zbyt duża ilość leży na żołądku:)


przeglądam pierwszy wydruk fragmentu powieści na firmowej kanapie

niedziela, 12 lutego 2012

Ten weekend niepodobny był do żadnego. Nie sposób zredukować go tylko do kilku zdań.

Niech miarą dobrego czasu, będzie moje zmęczenie.
Ale jest to zmęczenie, które bardzo lubię - to koktajl spełnienia, radości i śmiechu przyprawiony iskrami i snem.

A tutaj fotka.
Mimo próśb i gróźb nie mogę skrywać przed światem.
(Chociaż jak dziewczyny się wściekną, to będę musiała ją usunąć)



Dwie ważne dla mnie kobiety: Asia - bliska mi dusza od lat kilku, mimo że znamy się ze dwadzieścia i Monia - moja wielka przyjaciółka z podstawówki i harcerstwa, której nie widziałam od wieków.

sobota, 11 lutego 2012

Wczoraj fantastyczny wieczór w kameralnym gronie u Tymisiów.

Marta, poza pełnym stołem przystawek, upichciła boski makaron z małżami, które dla Endriuszy okazały się zbyt liberalanym daniem. (Małże wyglądały jak małe cudne waginki:)

Gdybym miała naszkicować fabułę wczorajszej kolacji to mogłabym ją skrócić do jednego wątku: nasz liberalizm kontra Endrju-konserwa.

- Ech Ten Możdżer tak mi się podoba! - westchnęła Marta, spoglądając na ścianę, na której wyświetlał się koncert tegoż. 
- Wiesz co? Będziemy go mieli jakoś na imprezie firmowej, może chcesz jechać w charakterze hostessy? - zapytałam.
- Pewnie! Pojadę! Dla niego mogę być hostessą - zapaliła się Marta.
- I przespałabyś się z nim? - zapytał Tomek.
- Kochanie?! - oburzyła sie Marta. - Z Możdżerem! No pewnie! Wyobraź sobie. Wracam do domu i mówię, że spałam z Możdżerem. Tym Możdżerem!
- No rzeczywiście!  Skakałbym z radości pod sufit.

W ten sposób ustaliliśmy, że z Możdżerem to nie zdrada.  100 kilometrów od domu też nie zdrada. Po ciemku, od tyłu - również:)

- Ten Wasz liberalizm jest nie do zniesienia na trzeźwo - westchnął Endrju i otworzył sobie drugie piwo.

Potem gadaliśmy jeszcze o kulkach gejszy (Endrju znów wznosił oczy do nieba) oraz o tym, że jak są dzieci, to już nie tak łatwo się rozstać.
- Wyobrażasz sobie, że Twój Antek nie miałby ojca??? - zapytał mnie Tomek, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, wtrącił się Endrju:
- Jak ją znam, to Antek na pewno miałby JAKIEGOŚ OJCA!

Jeszcze później opowiadałam wszystkim o wyjeździe firmowym w góry.
- Ile Was jedzie? - zapytała Marta.
- Około 10 osób, ale prawie sami faceci.
- O! To może ja też pojadę!
- podjarał się Tomek.
- No napewno! Nie zgadzam się - obruszył się Endrju.
- No wiesz? -  zdziwił się Tomek nieco urażony - puszczasz ją z ośmioma obcymi facetami, a mi nie pozwalasz jechać????!

Z kręgu ryzykownych tematów wyrywały nas wyjścia Endriuszy i Tomka na papierosa, awaria hydrauliczna i przyjście Dominiki, która rozmowę przeniosła na bardziej bezpieczne tory.

Ale co się nachichotałam to moje. Dobrze mi było.

A dziś jestem słomianą wdową, bo Endrju pojechał na imprezę do Warszawy, a ja będę się bawić tu. Bo tu jest faaajnie:)


1. Literowe układanki - świetny dodatek do picia, jedzenia i gadania
2. Tomek i Marta z rukolą w zębach
3. Marta prezentuję małżę-waginkę
4. Głaszczę grubego i potulnego Radzia

piątek, 10 lutego 2012
Co robicie w piątek kwadrans przed końcem pracy?

Bo ja właśnie kupiłam w necie kulki gejszy:)
Po dokładnym researchu  obejmującym design, kolory i ceny (ile tego jest!), zdecydowałam się na ekskluzywny zestaw "lelo luna".
Pseudonim zobowiązuje:))


- Kurczę, 150 złotych, trochę drogo - dzielę się wątpliwościami z koleżanką zza biurka.
- Drogo?! Za wielokrotną przyjemność to drogo!?

Nie było wyjścia.
Zamówiłam przesyłkę. Na adres firmy.
Bo jak przekonują autorytety: kulki to idealny gadżet również w biurze:)

środa, 08 lutego 2012

"Potrzebujesz mnie. Pewnie mnie nawet kochasz. Ale nie troszczysz się o mnie" - mówi Cuddy do House'a.

"Potrzebujesz mnie. Pewnie mnie nawet kochasz. Troszczysz się o mnie. Ale się mną za mało interesujesz"  - to ja.

A co na to odpowiada House?

- Złości się, bo jest genetycznie zaprogramowana na rozdmuchiwanie drobiazgów.

I wszystko jasne:)

wtorek, 07 lutego 2012

Dziś miałam napisać o moim rozżaleniu, ale skrócę to do jednego zdania, bo już późno: 

Uwaga bywa termometrem uczuć. 

Dziś między nami była jesień - jesienna mgła i plucha. I mój pluszowy żal.  

***

A
na dobranoc cytat-zgadka:

Jedni przez grzech się wznoszą, inni przez cnotę upadają.

Kto to powiedział?
ja wiem.
Wiem też, kto to powiedział dziś:))

poniedziałek, 06 lutego 2012

Czy można oddychać czymś innym niż powietrze?

Można! A jakie to fajne!

Dziś - zamiast powietrza i słów - fotka małego konesera sztuki współczesnej -  wystawa rzeźb Anny Baumgart w olsztyńskim BWA:)

niedziela, 05 lutego 2012

Moja Warszawa zaczęła się od "12 stolików, a skończyła na skrzydełkach Szymborskiej w KFC.
(Noblistka kupowała je kilogramami i mroziła)

Pomiędzy było jeszcze Bacio di Angelo na Wilczej 8, trochę pracy, trochę przyjemności i półsenny powrót do domu w zmęczeniu i... w spełnieniu.

czwartek, 02 lutego 2012

Mam w sobie ekscytację i radość jakbym była tuż, tuż.
Bo jestem tuż, tuż. 
To tak miło łaskocze!
Jak chce mi się żyć.
Jak nie chce mi się spać.

I pomyśleć, że to mowa o pisaniu:)
...albo o owulacji:))

środa, 01 lutego 2012
W grudniu kupiłam jej tom wierszy -
bo zatęskniłam
za nią, a tom jest pięknie wydany aż trudno się oprzeć.

"Duszę się miewa
Nikt nie ma jej bez przerwy
i na zawsze.

Dzień za dniem,
rok za rokiem
może bez niej minąć.

Czasem tylko w zachwytach
i lękach dzieciństwa
zagnieżdża się na dłużej.
Czasem tylko w zdziwieniu,
że jesteśmy starzy.

Rzadko nam asystuje
podczas zajęć żmudnych,
jak przesuwanie mebli,
dźwiganie walizek,
Czy przemierzanie drogi w ciasnych butach.

Przy wypełnianiu ankiet
i siekaniu mięsa
z reguły ma wychodne.

Na tysiąc naszych rozmów
uczestniczy w jednej,
a i to niekoniecznie,
bo woli milczenie.

Kiedy ciało zaczyna nas boleć i boleć,
cichcem schodzi z dyżuru.

Jest wybredna:
niechętnie widzi nas w tłumie
mierzi ją nasza walka o byle przewagę
i terkot interesów.

Radość i smutek
to nie są dla niej dwa różne uczucia.
Tylko w ich połączeniu
jest przy nas obecna.

Możemy na nią liczyć,
kiedy niczego nie jesteśmy pewni,
a wszystkiego ciekawi.

Z przedmiotów materialnych
lubi zegary z wahadłem
i lustra, które pracują gorliwie,
nawet gdy nikt nie patrzy.

Nie mówi skąd przybywa
i kiedy znów nam zniknie,
ale wyraźnie czeka na takie pytania.

Wygląda na to,
że tak jak ona nam,
również i my
jesteśmy jej na coś potrzebni."

Wisława Szymborska "Trochę o duszy", w: "Milczenie roślin", Kraków 2011.