..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
piątek, 31 stycznia 2014
Lubię piątkowe wieczory z Endriuszą, ale te bez niego - są jak święto. Wtedy to tylko moje piątki.

Dzisiejszy repertuar to:
lawendowe piwo z browaru Kormoran, kołderka i film na podstawie opowiadania jednej z moich ulubionych pisarek - Doris Lessing - "Idealne matki".

Oglądam i cieszę się, że młodzi chłopcy mnie nie kręcą, bo niechybnie zaczęłabym uwodzić synów moich koleżanek:)
Chociaż, kto wie, co to będzie za lat dziesięć?

A film - nota bene - świetny, choć jeszcze nie znam zakończenia. 



Antek dostał od prababci na urodziny chiński zdalnie sterowany samochód, który oprócz tego, że jeździ to jeszcze świeci, tańczy i gra. A gra paskudne techno - łomot w chacie jak w tancbudzie, a Młody przeszczęśliwy. 

- Mamo! Podoba Ci się ta muzyka? - przekrzykuje samochód. 
- Nie bardzo! - odkrzykuję w odpowiedzi. 
- A mnie się podoba! Jest taka bohaterska!
środa, 29 stycznia 2014
Dziś moja pracowa kumpelka zapytała mnie, czemu się tak emocjonuję, gdy dyskutujemy. A co to za dyskusja bez emocji. Bez emocji to można o pogodzie co najwyżej gadać.

Dziś akurat dyskutowałyśmy o biegaczach nad Długim. Ja w nich widzę kulturowy produkt - odziani w markowe ciuszki, obwieszeni gadżetami, podłączeni do serwisów, aplikacji, które mierzą im trasę, prędkość, tętno i huk wie, co jeszcze. Jadą tacy przez całe miasto na naszą ścieżkę, jakby nie mogli w swoim lesie pobiegać.
Ale jaki sens w lesie truchtać, gdy nikt nie widzi. Trzeba walić nad Długie, bo nad Długim jest lans. 

Oczywiście generalizuję, opisuję zjawisko, nie konkretnego Kowalskiego, który biegał przed modą na bieganie i będzie biegał po. A ci biegacze, to oczywiście tylko niewielki puzzel wszechogarniającej tendencji, w której mieści się i konsumpcja, i przerost formy nad treścią, i płycizna umysłowa, i lans, i słitfocie na fejsa też. 

Co wcale nie znaczy, że mam się za taką super alternatywną, słitfocie też lubię, i lans, i fajne ciuchy, dopóki nie przesłania mi to rzeczy po stokroć ważniejszych i prawdziwszych. 

- Ale co Cię obchodzi, jak inni żyją? - Kumpelka wzrusza ramionami. 
A ja sobie myślę, że znów pojedynczy Kowalski mnie nie interesuje, ale społeczeństwo, w którym żyję - owszem. 

Dlatego trzęsie mnie gdy:
1. Słyszę wszystkich ignorantów, którzy wypowiadają się o gender, a nie mają o nim pojęcia. 
(Tutaj pochwalę się, że o gender to uczyłam się 15 lat temu, a kiedy rozpętała się wojna przeczytałam cały program "Równościowe przedszkole", więc gdy mówię, to wiem, o czym).

2. Osoby z mojego kręgu gadają o tym, jak jest im źle finansowo, a mi staje przed oczami świat cały (ten zagłodzony, zacofany, albo uwikłany w wojny domowe) i mam głębokie poczucie cywilizacyjnego luksusu,  jakiego nie znajdziemy na innych kontynentach, i jakiego nie zaznali nawet moi rodzice czy dziadkowie. 

3. Mężczyźni wokół mnie okazują się bezrefleksyjnymi seksistami. I nie mówię tu o droczeniu się czy humorystycznych utarczkach, ale prostackim pojmowaniu świata. A kobiety naiwnymi idiotkami, które gotowe są przehandlować swoją suwerenność, za szczyptę męskiej łaski.

4. Trzęsą mnie głosy nietolerancyjne, i te, które podcinają skrzydła, i takie, które swój punkt widzenia uznają za jedyny słuszny. Trzęsie mnie ludzka zawiść, i kombinatorstwo, i małostkowość, i malkontenctwo też. 

A gdy tak się mocno wytrzęsę, to nie jestem ani trochę politycznie poprawna - i mam wrażenie - nie! jestem głęboko przekona! - że to głupota zaludnia nasz świat. Ciemna masa, pełna lęków i kompleksów. I chyba  zawsze tak było. 

Na szczęście historia pokazuje, że to nie masa pcha świat do przodu. 
Mam nadzieję, że masa go też nie cofnie.

A dziś trzęsie mnie przede wszystkim dlatego, że obejrzałam ostatni odcinek programu BABILON:

http://tvnplayer.pl/programy-online/babilon-odcinki,346/odcinek-4,S00E04,25582.html

wtorek, 28 stycznia 2014
Dziewczyna z szafy - czołowego polskiego offowca, Bodo Koxa. 
Jakże odświeżające kino!
A wszystko dlatego, że zastrajkował mój ulubiony serwis online, na którym jest dosłownie wszystko, również z aktualnymi kinowymi premierami. Myśl, że nie mam w zasięgu ręki, na jedno kliknięcie, tysięcy najlepszych filmów hollywoodzkich i europejskich, wywołała u mnie panikę. Co ja będę oglądać?!
W popłochu przejrzałam oficjalny vod.pl i dogrzebałam się do offowego filmu Bodo Koxa - Dziewczyna z szafy. 
Poezja, abstrakcja, groteska i parodia w idealnych proporcjach, a przy tym świeżość kina niezależnego, które niegdyś darzyłam miłością absolutną. Chichotałam i wzruszałam się na przemian. 
Dziękuję Bodo - i za Dziewczynę, i za dość przypadkowy powrót do kina, które tak lubię.  


poniedziałek, 27 stycznia 2014
Moja rodzona matka nigdy nie była zadowolona z mężczyzn, których wybierałam. Nie dość, że - w jej ocenie - nie zasługiwali na jej mądrą i śliczną córeczkę, to jeszcze:
- A co on taki ponurak? - dociekała, ledwie za  chłopakiem zamknęły się drzwi. - Czy ty nie możesz znaleźć sobie normalnego wesołego chłopaka?

Nie mogłam.
Fakty oraz fantazje mówią same za siebie - wesoły facet to dla mnie oksymoron. Facet nie może być wesoły, on wesoły może co najwyżej bywać.
I to najlepiej za moją sprawą:)

Jaki jeszcze nie może być mój facet?
Nie może być gadułą (Osioł ze Shreka czy Leniwiec z Epoki Lodowcowej - odpada), nie może być Don Juanem, Playboyem i Casanową - bo w tym zawsze dopatruję się ukrytych kompleksów, nie może być także śliczniutki i gładki jak sam Apollo, ani zbyt delikatny jak Hugh Grant albo Jude Law na przykład. 

Ja lubię trzy typy:

STAŚ TARKOWSKI, albo jak kto woli Matt Damon w Tożsamości Bourne'a - czyli męski chłopiec - odważny, odpowiedzialny, opiekuńczy, a jednocześnie wrażliwy, pełen ideałów, doskonały partner, z którym można pójść na koniec świata - być mu i kochanką, i kumpelką. 

WILK STEPOWY lub bardziej pop - DOKTOR HOUSE
pociągający, ale trudny w codziennym życiu. Piekielnie inteligenty, ale i cholernie egocentryczny. Facet, o którego trzeba walczyć, taki, co łazi swoimi drogami i nie sposób go ujarzmić. A jednak, kiedy się zakocha, można być go pewnym w stu procentach. 

BESTIA albo Bohun - mężczyzna dziki, taki co bierze kobietę za włosy i do jaskini:) Który mnie wielbi, choć nie rozumie. A gdzieś pod sierścią skrywa wielkie pokłady wrażliwości i czułości, lecz w łapach ma moc, a w oczach barbarzyńcę. Przy takim mogę być maleńka, krucha i bezbronna.

Oto moje typy - tacy mnie kręcą, takich zawsze wybierałam.
A Wasze? Mówcie, mówcie!  

ps. Miało być o Antku, więc tylko dodam, że to jedyny wesołkowaty i rozchichotany mężczyzna mojego życia. I za to też go uwielbiam!
niedziela, 26 stycznia 2014
Kiedy wracam do swojego życia sprzed pięciu lat, niewiele znajduję styków z teraźniejszością. Żadnym zawodowych zobowiązań, nieustająca impreza, i do znudzenia wydeptane ścieżki:  dom-kino-knajpa.
(Ostatnio z sentymentem wspomniałam, jak w pewny letni dzień  w samo południe 
kompletnie wstawiona opuściłam knajpę upadłych artystów i  możliwie prostym krokiem próbowałam wrócić do domu. Dziś wracam jak Kopciuszek z balu, najwyżej na lekkim rauszu.) 

Cztery lata temu byłam już świeżo upieczoną matką - szczęśliwą i zlęknioną; bohaterską, ale i wyczerpaną przedłużającym się pobytem w szpitalu oraz diagnozą: wcześniak, ostra żółtaczka i dziura w sercu. 

Dziś zamiast dziury jest łata, a moje serce zamieszkuje dorodny czterolatek i prawie roczna Pola.
Czasem odnajduje jeszcze ścieżki do kina i knajpy, ale na co dzień chodzę zupełnie innymi drogami.

Codziennie kroczę tym samym duktem domowo-dziecięcych rytuałów, przetartym szlakiem biegam do pracy, a najwięcej błądzę i kluczę po namiętnych tropach moich snów i fantazji, a wreszcie książek. Literatura mnie wabi, kusi, uwodzi -  jest jak obietnica dalekiej podróży, ekscytującej przygody, ucieczki od bezpiecznego tu i teraz. Książki przynoszą mi ocalenie. 

Miałam napisać o tym, że mój syn ma już cztery lata, a napisałam o sobie.
Egocentryzm jest jak szydło z worka:)
O Antku będzie więc jutro, chyba, że jutro zaskoczy mnie czymś niezwykłym.

I na zdjęciach też Antek. 
Tyle że po drugiej stronie obiektywu:)





i te, które mnie kuszą, czekają w kolejce


czwartek, 23 stycznia 2014
Nie wiem, jak u Was, ale u nas zimno jak cholera. 
Do tego dziś w firmie powiało chłodem - bo okna nieszczelne i jakiś przewrót się szykuje: z rańca mieliśmy przedsmak biznesowego totalizmu. Było zabawnie - ciekawe, że wobec jakiegokolwiek nacisku władzy, zaraz rodzi się ruch oporu - czysta fizyka:)
A potem było już tak zimno, że ubrałam się w czapkę i kurtkę, i w pełnym rynsztunku stukałam w klawiaturę. Na szczęście chłopcy wybawili nas z opresji i przyszli zasilikonować okna. 
Ja zaś w tym czasie ległam na niebieskiej kanapie z feministyczną lekturą i herbatą z plastrami imbiru. Trzeba się zbroić na nowe czasy, a jednocześnie - dla dobra ogółu -  pacyfikować wewnętrznego szydercę. 
Uczę się niezgłębianej przez lata sztuki dyplomacji, przekorę przekuwam na pokorę;)







środa, 22 stycznia 2014
Ubieramy się.
Antkowi czapka spada na oczy:
- O! Mam czapkę niewidkę!
- Czemu niewidkę?
- Bo nic w niej nie widzę!




wtorek, 21 stycznia 2014
- Myślisz, że mogłabym być dobrą matką?
(...)
- Jeśli spełnisz trzy warunki, będziesz wspaniałą matką. 
- Jakie warunki?
- Przede wszystkim Bóg musi tego chcieć, więc w twojej księdze musi pojawić się nowy rozdział. - mówi.
- Po drugie, oczywiście, ty musisz tego chcieć, z głębi serca, podobnie jak Twój partner. 
- A jaki jest trzeci warunek?
- Trzeci warunek ma związek z łowieniem ryb - wyjaśnia. Musisz nauczyć się tego, co wiedzą rybacy i wędkarze. (...) Czy kiedykolwiek widziałaś rybaka biegnącego w stronę morza? Nie mogłaś tego wiedzieć, bo ten, kogo można nazwać rybakiem, nie rzuca się w pogoń za rybą. Czeka, aż ona przypłynie do niego.(...)
Przestań gonić fale. Pozwól morzu przypłynąć do cieb
ie. 

Czarne mleko, s. 106-107

Bardzo ładna książka o byciu matką i pisarką, o wyborach, godzeniu ról, wewnętrznym rozedrganiu pomiędzy miłością do dzieci, a miłością do pisania.

Sama dopiero uczę się czekać na przypływ. 

Nie jest łatwo być matką i pisać powieści. 
Ale być matką i nie pisać wcale - to dla mnie wielka lekcja pokory.

 
C. Rebeyre

poniedziałek, 20 stycznia 2014
Są takie dwie godziny w ciągu doby, które przypominają morderczy bieg, ale tuż po nich jest meta i chwila, na jaką czekam cały dzień. 

Bieg rzeźnika zaczyna się o 18.00.
Sprzątanie zabawek. 
- Antek! Czas sprzątać zabawki!
i w odpowiedzi histeryczne:
- Już?!!! Ja jeszcze się bawię!!!!- zakończone atakiem wściekłości. 
Przeczekujemy, prosimy, grozimy. 

O tej porze Pola już od 30 minut jest senna, poirytowana i wymaga noszenia na rękach. Więc noszę jedyne 12 kilogramów, które wierzga i jęczy oraz pacyfikuje 17 kilogramów, aby się ruszyło i posprzątało zabawki. 

18.20 siadamy do kolacji.
Chwila wytchnienia. Nic nie dźwigam. Karmię młodsze, ponaglam starsze: jedz, gryź, nie pchaj tyle do buzi. 
Młodsze tymczasem w pełnym rozbawieniu pluje kaszą. 
Ja w kropki, stół w kropki, podłoga w kropki. Przecieram kropki z okularów. 

18.45 zaganiam do wanny. 
Jest szansa na moment relaksu. Ale przedtem jeszcze syropy. 
- Antek rozbieraj się!
- Rozbieraj, bareraj, fareraj!
- słyszę w odpowiedzi. 
Pięć minut później załadowani do wanny. Wrzucam zabawki, siadam na kibelku. Oni się chlapią, ja uczę się portugalskiego, odpisuje na zaległe esemesy. W międzyczasie kilka razy wyciągam spod wody przerażoną Polę i po raz 87 upominam syneczka, aby nie oblewał mnie pistoletem na wodę. Kto mu dał ten pistolet, zapytacie? Odpowiem: babcia.
Ma fantazję.  
19.10 kiedy poziom wody na kafelkach w łazience jest wyższy niż w wannie, to znak, że czas kończyć. 
Oboje lądują zawinięci w ręczniki na naszym łóżku. 
Wtedy zaczyna się najtrudniejszy etap. Antek skacze z ręcznikiem na głowie, krzycząc: jestem zielony duuch!!!, a młoda próbuje na golasa uciekać do kuchni. Kiedy próbuję ubrać ją w piżamę, wije się w ekstremalnej złości, szarpie jak opętana, a jej braciszek z tym samym natężeniem decybeli urządza rytualny taniec przeplatany skokami z rozpędu na moje plecy. Mam  więc stereo - dur i moll. 
Kiedy upchnę ich w piżamy, robię przerwę, aby uspokoić tętno. To chwila na zabawę. Młoda rozchichotana ucieka do kuchni, ja ją łapię, a po drodze natykam się na Antka, którego muszę wygilgotać i rzucić na łóżko. Tę czynność powtarzamy jakieś 14 razy. Dochodzi 19.30. Aplikujemy lekarstwa.
Kropelki do oczu, nosów, maści, syropy i całą baterię innych specyfików. Tym razem drą się oboje po równo i w tej samej tonacji. 
o 19.33 niosę Polę do łóżeczka i zatykam butelką. Antkowi robimy inhalację. 
Chwila ciszy. Chyba, że śpiewa. 
Pięć minut później idziemy na mycie zębów, za następne trzy minuty w dziecinnym pokoju wymieniam butlę na smoka. 
19.44 - Endrju czyta bajkę, ja idę pod prysznic. 
Potem jeszcze tylko buziak, krótkie:
- Mamo poleż ze mną
- Ale tylko chwilę synku

 (a w duchu: zaśnij już do jasnej cholery)
Głaski, buziak i ...WOLNOŚĆ!

Dziś na wolności byłam w Lizbonie. 
Razem z ładnym filmem IMAGINE. 
Przespacerowałam się raz jeszcze portugalskim brukiem i wróciłam do łóżka. 

Właśnie wybiła 22:32.
Dzisiejsza WOLNOŚĆ dobiegła końca. 

A jutro zaczniemy wszystko od nowa.


Uciekinierka na mecie
niedziela, 19 stycznia 2014
Pollyannie wczoraj stuknęła dyszka. 
Dziesięć miesięcy Kochani to już nie byle co. 
Co potrafi taki dorodny dziesięciomiesięczniak?
Ano potrafi:
Bardzo sprawnie przemieszczać się przy meblach, jeść wszystko łącznie z tatarem podżeranym niani:))

Potrafi też samodzielnie zejść z kanapy, pomachać na pożegnanie, dać buziaka, gdy się ją o to prosi oraz bić brawo, głównie sobie (czyż nie wspaniała afirmacja? Oby zostało jej jak najdłużej:)

Mówi też "KO!" na kota, "Ba!" - co znaczy bach, potrafi pokazać misia, oko i nos, a także bawić się w berka (ona ucieka z piskiem na czworakach, a ja ją gonię). Sami więc rozumiecie - powodów do dumy mam wiele. 

I jedyne czego brakuje mojej idealnej córeczce to chęć do spania. Bo choć ślicznotka zasypia w mig i pozostaje w swoim łóżeczku od 20.00 do 5.00 rano, to pomiędzy budzi się dwa a czasem trzy razy, przez co my już chodzimy jak zombie. 

Jeśli macie jakieś recepty na spokojny wielogodzinny sen dziecka, czekam. 

A oto i ona w całej krasie - wynurzona z piany:)




sobota, 18 stycznia 2014
Jako typowy skowronek - najbardziej lubię poranki. Poranek kojarzy mi się z narodzinami, kolejnym początkiem, nadzieją i dobrą energią. Dlatego z łóżka zwykle wyskakuję jednym susem, od razu chce mi się gadać, tworzyć, żyć. I pewnie dlatego, ze wszystkich posiłków najbardziej lubię śniadanie!

Na co dzień wybiegam z domu na czczo i jem dopiero w pracy. I nawet gdy mam huk roboty, pozwalam sobie na małą celebrę. Owsianka z rodzynkami, twarożek ze śmietaną i cynamonem, świeże grahamki z żółtym serem, plus kawa i dobre towarzystwo. 

Ale największym sentymentem darzę śniadania odświętne - te z przyjaciółmi po dobrej imprezie, rześkie śniadania na jachcie, albo letnie, w ogrodzie, gdzieś na wyjeździe.

Uwielbiam też śniadania w knajpach. 
Z uśmiechem wspominam poznańskie śniadania w Ptasim Radio z Ramsikiem czy Walerką, albo warszawskie z Bachą, na kacu, w ursynowskiej knajpie, gdzie wypatrywałyśmy Fisza. 

Od jakiegoś czasu moją ulubioną śniadaniową metą w Olsztynie jest Chilli. 
Tydzień temu z KGM-em, dziś z Martą. 

Leniwe smaczne śniadanie w przyjemnym miejscu i dobrym towarzystwie to dla mnie jeden z luksusów życia. I ja to mam:)





piątek, 17 stycznia 2014
Na prośbę Alutki - Elficy przygotowałam swoje książkowe TOP 10, które rozrosło się do TOP 30 i więcej. Bo ciężko po niespełna tylu latach czytania zrobić rzetelny remanent i wygrzebać hity trzech dekad. 
Ale spróbowałam.
Jest jak w dobrej wiosennej zupie - wszystko w jednym garze.
Style, gatunki, tematy. 

TOP 5 dzieciństwo

1. L.M. Montgomery - Ania z Zielonego Wzgórza
2. Astrid Lindgren - Pippi Langstumpf
3. Musierowicz - Opium w Rosole
4. Tomek Tryzna - Panna Nikt
5. Aleksander Kamiński – Kamienie na szaniec

 TOP 8 liceum

1. Olga Tokarczuk – Prawiek i inne czasy
2. J. Austen – Duma i uprzedzenie
3. Anka Kowalska – Pestka
4. Osiecka – Piosenki
5. Boy Żeleński – Reflektorem w mrok
6. Hłasko - opowiadania
7. Stachura - wiersze
8. Poświatowska - wiersze

TOP 10 studia

1.Sławomir Mrożek – Karol i Męczeństwo Piotra Oheya
2.Kundera – Nieznośna lekkość bytu i inne
3.S.Grodzieńska - Kawałki żeńskie, męskie i nijakie
4. Aglaja Veteranyi - Regał ostatnich tchnień i Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze
5. Tyrmand – Dziennik 1954
6. Gretkowska – tryptyk – Polka, Europejka, Obywatelka
7. Głowacki – Z głowy
8. Marquez - Sto lat samotności
9. Szymborska – Wiersze
10. Przybora – Piosenki


TOP 10 – i potem
1. Biegnąca z wilkami
2. Harpenter Lee – Zabić drozda
3. Wiesław Myśliwski – Traktat o łuskaniu fasoli
4. Katarzyna Miller – Chcę być kochana tak jak chcę
5. Tochmann – Wściekły pies i Dzisiaj narysujemy śmierć
6. Magda Skopek – Dobra krew
7. Szczygieł - Gottland i Zrób sobie raj
8. Hesse - Wilk Stepowy
9. Rosamunde Picher – Poszukiwacze muszelek
10. Bukowski – Kobiety 

Gdybym miała podsumować, to powiedziałabym, że ukształtowała mnie literatura o silnych kreatywnych i niezależnych dziewczynkach lub kobietach (Lindgren, Montgomery, Austen, Gretkowska), a także - samą mnie to zaskoczyło - zapisy szowinistycznych uwodzicieli (Bukowski, Tyrmand, Głowacki). W moim sercu wielkie miejsce zajmują mistrzowie humoru - jak Mrożek i Grodzieńska, a także ulubieni poeci - Osiecka, Przybora i Szymborska. 
Po lekturze Boya-Żelenskiego, w trzeciej klasie liceum, postanowiłam stać się muzą małopolską, co mi się nawet udało. Dopóki nie zabiła jej Matka Polka:))

Sentymentalne powroty do dzieciństwa - Aglaia - poetycko, Lee - powieściowo. Oba jakże inne, ale doskonałe.
Z kolei książka Kasi Miller okazała się dla mnie przełomowa - dzięki niej zrozumiałam, że to ja jestem odpowiedzialna za swoje szczęście. Nikt inny.
Tochman - język jak żyletka, czytanie go boli. Wstrząsa nami, żebyśmy nie okrzepli w samozadowoleniu, nie pozwolili głowie i sercu na błogi sen.  
Varga - genialny głos pokolenia. Czytając Tequilę, płakałam ze śmiechu, a moja miłość do autora trwa niezmiennie do dziś. 

Dobra krew - Magdy Skopek to dla mnie przeżycie magiczne. Przypomina mi o tym, że im prościej, tym prawdziwej, mądrzej, pełniej.

I mogłabym tak dłużej i więcej, ale kto to przeczyta?
Tym, którzy dobrnęli do końca wpisu - gratuluję. Przeczytaliście teraz więcej niż statystyczny Polak w ciągu całego roku.

A Wasze TOP 5, 10, 15?

Jestem bardzo ciekawa!

środa, 15 stycznia 2014
- Mój telefon mi mówi, że pojutrze dostanę okres - oświadczyła któregoś dnia kumpela w pracy, a ja zrobiłam wielkie oczy, bo sama telefonu używam tylko jak Bóg przykazał: do dzwonienia i pisania esemesów. A tu proszę, takie rzeczy. 

Potem okazało się, że sporo moich koleżanek zagląda do telefonu, aby sprawdzić, czy mają owulację, czy zbliża się miesiączka. 

Ja zaglądam w siebie i czytam jak z otwartej księgi. 
Na przykład teraz - czuję gigantyczny odpływ energii. Pustkę, w którą wkrada się - no właśnie - sama, nie wiem, co: smutek, znużenie, apatia? 
Zamykam się, zwijam, zatulam do środka. Tam jest mi spokojnie i miękko.
A za tydzień, najdalej dwa, osiągnę przeciwny biegun - rozsadzać mnie będzie żywioł.
I wtedy zapragnę kochać się z całym światem.
Dziś kocham się tylko ze sobą.  



Słowo na dziś - Świetlicki

Tę wąską czarną gumkę, którą ściąga włosy
Nocą nosi na ręce żeby nie zginęła
Jej nocne obyczaje są zachwycające
Długo by można na ten temat
Długo by można na ten temat

Wyjechała lecz wróci i niech wraca ciągle,
Niech ciągle powracają jej popołudniowe obyczaje
Poranne i wieczorne
Znowu mam życie, ona mi je robi
Znowu mam życie ona mi je robi
wtorek, 14 stycznia 2014
Śniło mi się, że wybuchła wojna, bo wojna w moich snach wybucha nader często. Miasto było sparaliżowane. Biegłam czteropasmową Bałtycką w tłumie innych ludzi, których wyprowadzono z domu, tak jak stali. Gnano nas niczym stado owiec - spłoszonych i beczących. Biegliśmy w ścisku i panice, ja z Polą na rękach i duszą na ramieniu. Nie wiadomo po co, dokąd. Była wojna. Za chwilę każdy z nas mógł zostać rozstrzelany. Nie wiem kiedy znalazłam się pod jakimś murem. Nad głowami szalały wrogie okrzyki, strzały karabinów i wybuchy granatów.
Nie miałam przy sobie ani kurtki, ani torebki, ani telefonu - nic. Na moich rękach spała Pola. 
Pomyślałam wtedy, że w jednej sekundzie zniknęło wszystko, o co zabiegałam w całym swoim życiu. Wraz z wojną przestało być ważne moje wykształcenie, praca, mieszkanie, kredyt. Wszystko straciło ważność, zostało tylko nagie życie. 
I wówczas - jeszcze w tym śnie - olśniło mnie: wszystko straciłam, a jednak wciąż wszystko mam. Mam dziecko i siebie. 

Kiedy się obudziłam, zalała mnie fala totalnego szczęścia. Mansarda pogrążona w ciszy oddychała snem równym i spokojnym, a ja przez chwilę poczułam się pieszczochem życia. 
Bo przecież wojna to nie fikcja.
Nam po prostu udało się urodzić w lepszym miejscu i czasie.  



poniedziałek, 13 stycznia 2014

Książki stoją w kolejce do mnie - przepychają się między sobą, trzepoczą okładkami, wdzięczą się, abym je wzięła w dłonie, zaprosiła do łóżka, umościła w torbie.

Skończyłam fantastyczny wywiad-rzekę z profesorem Mikołejką pt. "Jak błądzić skutecznie". Teraz otwieram prezent od Basi - "Czarne Mleko".
Za każdym razem, gdy zaczynam nową książkę, czuję przyjemne łaskotanie - to łaskocze ciekawość i apetyt. Jakbym siadała do uczty.
Kiedy dochodzę do ostatniej strony wypełnia mnie: i żal, że już koniec, i radość z dobrego przeżycia. Podobnie się czułam, wyjeżdżając z obozu harcerskiego;)

Pamiętam, że pod koniec studiów znajomy intelektualista, starszy ode mnie o 13 lat, wkręcony już w tryby pracy, powiedział:
- Zobaczysz. Zaczniesz pracować i zapomnisz o czytaniu. Nie będziesz miała na to ani czasu, ani energii.

Nie mam czasu i nie mam energii, a jednak czytam. I niezmiennie  dziwię się ludziom, którzy nie czytają i żyją.
Można nie czytać i żyć? Da się? Nie wierzę. 

Ja czytam i żyję.
Z każdą wspaniałą książką rodzę się na nowo, jestem w innym miejscu, w innym czasie i w innej skórze.
Za chwilę otworzę prezent od Basi i na sekunde zniknę z tego świata. 
Znajdziecie mnie pomiędzy okładkami. 

niedziela, 12 stycznia 2014
Lubię finał Orkiestry. To chyba najradośniejszy dzień w roku. To jedyny dzień, kiedy można poczuć, że jesteśmy jedną wspólnotą, której towarzyszy ten sam cel. Tego dnia każdy z nas chce być odrobinę lepszy. 
Takich emocji, jakie co roku funduje nam Owsiak, nie dają nawet Święta Bożego Narodzenia, bo w święta zamykamy się w domach i zwykle tylko z najbliższymi dzielimy się radością. Owsiak dzieli się z całym światem i zaraża nas entuzjazmem.

W piątek podczas spaceru do przedszkola zaproponowałam Antkowi:
- To dziś opowiem ci o Jurku Owsiaku. 
- Już mi o tym wczoraj mówiłaś
- odrzekł znudzony. 
- Wczoraj? - zdziwiłam się. - Co Ci mówiłam o Jurku Owsiaku?
- No, że mówił, żeby nie bić dzieci. 
- To był Janusz Korczak!
- sprostowałam i opowiedziałam o Owsiaku. 

Bo nam Orkiestra jest szczególnie bliska. Kiedy operowaliśmy Antkowe serce we wspaniałej gdańskiej klinice, to większość specjalistycznych sprzętów pochodziło właśnie z pieniędzy zebranych podczas Orkiestry. 

Dziś więc - trochę dla frajdy, a trochę dla poszerzania młodocianych horyzontów - zabrałam Antka na światełko do nieba i wrzucenie pieniędzy do puszki. 

Ale że nie lubię kłaść dzieci spać później niż 20.00, przed wyjazdem była kąpiel, kolacja, inhalacja i mycie zębów. Antek ubrał się w piżamę. Na piżamę narzuciliśmy spodnie oraz kurtkę i ruszyliśmy:
- A wy na światełko pewnie! - zakrzyknął taksówkarz na nasz widok - Pani Kochana, ma pani szczęście, bo 
w mieście taksówek  zabrakło, wszyscy na światełko jadą!

I rzeczywiście, na miejscu było chyba całe miasto. 
Któż inny, jeśli nie Jurek Owsiak, pociągnąłby za sobą tylu ludzi - młodych, starych, katolików, ateistów, feministki i konserwatystki, gejów, lesbijki, cyklistów i Żydów, którzy tego dnia stoją obok siebie. 
Chylę czoła i przyznaję z radością - tego dnia i ja jestem częścią tłumu i z tym tłumem się identyfikuję. 

o 20.21 Antoś leżał już w łóżku:)

A to migawka z rańca - olsztyńskie morsy morsują na starówce!
Ja wchodzę do wody wiosną. Brrrr!



i wieczór w obiektywach innych:






czwartek, 09 stycznia 2014
A to mała migawka z pracy:


Chłopcy chichoczą, że bajzel, ale my się upieramy: artystyczny nieład i już.
W końcu stanowisko kreatywnej zobowiązuje:)
środa, 08 stycznia 2014
Świat się zmienia, kobiety walczą o swoje prawa, powoli odzyskują głos, ale pewne rzeczy na pewno się nie zmienią. Na przykład to, że wysokie obcasy - dla wielu feministek atrybut kobiecego zniewolenia - były, są i będą seksowne. (Sama noszę je rzadko, ale ich siłę znam doskonale:)
I niestety, mimo wielkich starań Kingi Dunin, nigdy ich miejsca nie zajmą tenisówki. 

Skąd taka refleksja?
Dziś po pracy poprosiłam Endriuszę, aby przyniósł mi ze strychu buty. Do rozmowy włączył się niespełna czteroletni mężczyzna. 
- A mnie się podobają takie buty z podpórką, masz takie?

Stanął na palcach, wskazał paluszkiem piętę i dodał:
- No wiesz, jakie? Na takich dłuuuugich podpórkach. 

Zniesione ze strychu buty mają wysokie obcasy. 
- Właśnie takie! - zareagował synek entuzjastycznie, westchnął i zakończył temat - Lubię buty z podpórkami. 

Ja też lubię. Jednak w obcasach wygodniej mi leżeć niż chodzić;))
Więc na co dzień - wbrew męskim oczekiwaniom, od dziś i mojego własnego syna - przemierzam świat w buciorach.
I basta.
wtorek, 07 stycznia 2014
Wojenko, wojenko cóżeś ty za pani
Że za tobą idą, że za tobą idą
Chłopcy malowani, sami wybierani.

Kto wie, ten wie, że do pracy mam rzut beretem. Idę wzdłuż jeziora, potem hyc przez mostek, chwila lasem i jestem w dawnych koszarach. 


Autorka Ewa 

Wielu spacerowiczów nad Długim zachwyca się tym pokoszarowym budynkiem (który pieszczotliwie nazwałam moim Alcatraz), ale niewielu ma okazję przyjrzeć mu się z bliska. Tymczasem ja tropię fantastyczne ślady po dawnych żołnierzach, które bawią mnie i rozczulają. Duch testosteronu unosi się w nim wciąż w wysokim stężeniu. Wprost proporcjonalnie do inteligencji, co potwierdzają poniższe arcydzieła arytmetyki:) 



i wyższa szkoła dodawania:



zapiski bardzo stare:



i ciut nowsze:



A na deser:

pornograficzne pismo obrazkowe - istne cacuszko:)


poniedziałek, 06 stycznia 2014
Jako ludzie miewamy różne namiętności i każdy z nas ma choćby jedną pokusę, której trudno się mu oprzeć. 
U mnie zawsze byli to mężczyźni, u Endriuszy - słodycze. 
Niewinna ta jego namiętność, a jednak wkurzająca, kiedy potajemnie podkrada moje ulubione przysmaki. Wyczulona jestem na to strasznie, bo całe dzieciństwo to 
Kris  wyżerał mi słodkości, a że człowiek często powiela stare schematy - teraz znów dzielę mieszkanie ze złodziejem łakoci. Życie z kimś takim wymaga, albo łapczywego pożerania wszystkiego, co jest (na zasadzie, kto pierwszy, ten lepszy), albo ukrywania smakołyków w skrytkach, do których łasuch nie ma dostępu. 
Dziś wypróbowałam kolejny sposób. Zaznaczam na pudełku, ile czekoladek zostało. Niech no tylko zniknie choć jedna!



niedziela, 05 stycznia 2014
Zasada: masz mało miejsca, kup kozę - dopada mnie na każdym kroku. 

Po tym jak wyrzuciliśmy choinkę, nasze mieszkanie stało się niewiarygodnie przestronne, a kiedy Antek pojechał do dziadków na noc, zgodnie stwierdziliśmy, że mieć jedno dziecko, to jak nie mieć dziecka wcale. 
Poszliśmy więc na obiad do Malty (wyprawa z jednym dzieckiem jest tak bajecznie prosta:), wieczorem po jakiejś gigantycznej przerwie wróciliśmy do oglądania serialu Homeland, a dziś rano mogłam pospać do dziesiątej (żeby jednak nie było aż tak różowo, nie spałam między piątą a ósmą:)

Może, aby zyskać więcej czasu powinnam znaleźć jeszcze jedną pracę albo pójść na studia podyplomowe?

Póki co 20 minut dziennie uczę się portugalskiego (rywalizacja w grupie trwa - zamierzam rozłożyć przeciwnika na łopatki), czytam doskonały wywiad z profesorem Mikołejką "Jak błądzić skutecznie" oraz lekką przyjemną fabułę "Szmaragdowa tablica". 

Moje życie jest gęste, a grafik napięty jak struna. 
Największe marzenie to nuda. 
Ale wiem, że dzień, w którym się ono spełni, wcale nie będzie szczęśliwy. 
Boa noite os meus amigos!



czwartek, 02 stycznia 2014
Antek wkurzony na mnie:

 -Ty, ty, ty niedobra Mamuko! Ty...(szuka dalej), ty, ty jesteś Mamuka, Mamut jesteś! I tata też jest mamut. A trzeci mamut jest u niani!
- Skoro ja, tata i Pola jesteśmy mamuty, to kim Ty jesteś? 
- Ja? Ja jestem pracownikiem ZOO!


środa, 01 stycznia 2014
Mieliśmy zostać w domu i zadość uczynić naszej Sylwestrowej tradycji, która jest przy okazji siódmą rocznicą naszej pierwszej pieszczoty, ale w ostatniej chwili padła propozycja Imprezy w...Wilii Park! Takiej okazji przegapić nie można!
Spakowaliśmy walizki, wzięliśmy dzieci pod pachę, w dłonie michę sałatki, blachę ciasta i stanęliśmy w progu u Niedźwiedzi, obwieszczając, że jak się nam spodoba, zostaniemy na dłużej.
 
W ten sposób spędziliśmy baaardzo fajną Sylwestrową noc w kameralnym gronie: my, Niedźwiedzie i Gośko-Grześki, nie licząc kwartetu nieletnich i dwóch kotów.

Leitmotivem wieczoru była ideologia gender, a upraszczając damsko-męskie przepychanki. Poza tym nie obyło się bez znamiennej dla Olsztyna licytacji, które liceum było lepsze: jedynka czy dwójka (dwójka, wiadomo!:)
Do północy dryfowaliśmy po różnorakich tematach, starszaki z powiekami na zapałki czekały na fajerwerki, Pola spała w najlepsze, a mały Iwo chyba czuł, że noc to niezwykła, bo z oczami niczym pięciozłotówki siedział  jak trusia - to na kolanach, to pod choinką. 

Jak na Kopciuszka przystało, chwilę po powitaniu Nowego Roku zawinęłam się do łóżeczka i wstałam o trzeciej, zmienić wartę. Wszyscy poszli spać, a ja do piątej pacyfikowałam Pollyannę.

Na szczęście noworoczny poranek zaczęliśmy leniwie - długim śniadaniem w piżamach, jeszcze dłuższą kawą, gadaniem o fajnych pomysłach i o tym, że trzeba coś zrobić. 

To był bardzo udany wieczór - bez obcasów, nadęcia, tiulów i krawatów.
- A szampan?
- Szam pan pij!


Bo nawet w Sylwestra najważniejsze jest spotkanie, cała reszta to tylko ozdobniki. 



Marta i Iwo pod choinką


Pola dosiadła Rena


Antek zapatrzony w Tymka


- Tomek, mój aparat nie obejmuje stołu - skarżę się. 
Tomek bierze mój aparat i udowadnia:
- Wystarczy się cofnąć!


Chłopcy czekają na fajerwerki. Antek pierwszy raz w życiu w śpiworze - jest podjarka. 


Najczęściej powtarzane zdanie wieczoru:
- Tomek mów ciszej, bo Iwo się obudzi!



I noworoczny poranek tuż po pobudce