..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
czwartek, 31 stycznia 2013

Śniło mi się, że USG robiła moja terapeutka.
- Rozwarcie na trzy palce - diagnozuje.
- Ale ja jeszcze nie mogę urodzić! To za wcześnie.
Na co ona pokazuje mi monitor i mówi:
- Ale córka jest już spakowana.
Na monitorze Polka głową w dół, tuż przy wyjściu. Pod jedną pachą pępowina, pod drugą zabawki:)

***
Jutro kolejna wizyta u lekarza. Boję się. Zagłuszam się jak umiem.
Czytam Masalę Maxa Cegielskiego, oglądam niezły film "Ballada o Jacku i Rose" i uczę się portugalskiego na jutrzejszą klasówkę.
A strach siedzi na moich ramionach i drapie mnie lubieżnie.
Idę zakopać się w sen.
Dobrej nocy.



Marie Nakaji

Historie Kopciuszka zawsze są piękne i wzruszające.
Ta również, tym bardziej, że dotyka bolesnego problemu Afryki, jakim był (i wciąż jest) rytuał obrzezania dziewczynek.

I tutaj znów mogę powiedzieć, że czasy, w których żyjemy (mowa o kulturze europejskiej) są wyjątkowe. Nareszcie seksualność człowieka przestaje być tematem tabu. Nasze dzieci mogą już dorastać bez poczucia winy i wstydu - coraz więcej kobiet bez żenady wymiawia słowo "cipka", masturbacja przestaje być zboczeniem, uczymy się, że seksualność jest w każdym od urodzenia.

(mój syn na przykład odkrywa teraz moc siusiaka. Niektórym chłopcom poczucie fallicznej mocy zostaje aż do śmierci:)

W styczniowym "Zwierciadle" fajna rozmowa z Kasią Miller o seksie pozbawionym tabu. Taki seks może być tylko dobry.
Bo choć seks obarczony zakazami na pierwszy rzut oka wydaje się bardziej podniecający, to jak twierdzi Miller,  staje się on narzędziem do załatwiania przy okazji wielu innych spraw. Seks obciążony tabu bywa kompulsywny: łatamy nim emocjonalne dziury,  manipulujemy innymi, dowartościowujemy siebie, zagłuszamy nim samotność, starość i szarość życia. 

A teraz jest taki czas, że możemy zrzucić z ramion cały ten kulturowy bagaż, który wrzocono do worka z seksem. I jak dzieci cieszyć się bliskością, dotykiem, fantazjami i wszystkim, w czym lubi się kąpać nasze drogie ciało.

Kwiat Pustyni z przepiękną Liyą Kebede

wtorek, 29 stycznia 2013

Antek uwielbia piec ciasta, a najbardziej babeczki. Szczególnie, kiedy są z czekoladą. Dziś skoro świt też zażyczył sobie pieczenia babeczek, ale wykręciłam się brakiem składników, więc popołudniu, ledwo wyszedł od Marty, zaciągnął Endriuszę do Bławatka po składniki.
Ostatnio najbardziej do gustu przypadł nam przepis
Nigelli - prościutki i niezawodny.

***
Mieszamy składniki, a Antek wzdycha:
- Uwielbiam czekoladę!
- On ma to po Tobie
- zwracam się do Endrju.
- A Ty co? Nie lubisz czekolady?
- Lubię, ale nie aż tak jak Ty.

- Bo dla Ciebie czekolada do zwykłe hobby, a dla mnie to pasja. 

Prawdziwą pasję obserwuję, kiedy Antek wylizuje garnek.
Wylizywanie garnka to jedno z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa.


***
wczoraj wieczorem, ciąg dalszy porodowej schizy:
ja: Nie masz wrażenia, że obniżył mi się brzuch?
Endrju: Ale w stosunku do czego? Poziomu morza?

***
Zasypiamy. Ja mam potrzebę poużalania się nad sobą.
ja: Jestem taka biedna, podrap mnie po plecach.
Endrju drapie.
ja: Jesteś tu ze mną?
Endrju: Nie. Drapie Cię mój awatar.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Na poprawę humoru - własnego - wrzucam fotę w "spodniach niezgody":)

Nie pisałam do tej pory, ale moją domową sielankę zakłóca nieco ciążowa obsesja - lęk przed przedwczesnym porodem.
Staram się nie myśleć, ale mimowolnie wsłuchuję się w moje ciało bardziej niż zwykle i co chwila mam wrażenie, że czuję główkę Poli między nogami:) Tu mnie boli, tam mnie kłuje - ciagle coś. Wiem, że to w dużej mierze głowa, staram się ją czymś zająć, ale i tak co jakiś czas zdarzają mi się napady paniki i wtedy po raz kolejny wpisuję w google "miękka szyjka macicy", w nadziei, że znajdę tam pocieszenie.

Idiotyczne, ale silniejsze ode mnie.

Na szczęście sny mam cudne - bo erotyczne:)


niedziela, 27 stycznia 2013

Dlaczego TAK dla związków parterskich?

Moje TAK dla związków parterskich, to nie tylko głos tolerancji dla par homoseksualnych, ale głebokie przekonanie, że każda para (homo, hetero, konkubinat, przyjaciele - bo czemu nie?), która tworzy tzw. "gospodarstwo domowe", powinna mieć prawo do dziedziczenia i wstępu do szpitala w razie choroby.

Dlaczego?
Ano dlatego, że epoka, w której żyjemy, podważyła stabilność instytucji zwanej małżeństwo i rodzina. Ludzie żyją w pachworkowych rodzinach, niedomkniętych relacjach, chcą mieć poczucie wolności, nie chcą składać deklaracji "na zawsze".
Nie wiem, czy to jest dobre czy złe. Ale to fakt. Takie są czasy. 
Zaś
 rolą państwa jest wspierać swoich obywateli i nie decydować za nich, kto komu bliższy - siostra czy przyjaciółka, mamusia czy konkubent.

I tyle.
Takim związkom jak mój i mi podobne ta ustawa jest najmniej potrzebna, bo nasza relacja niczym nie różni się od małżeńskiej i w każdej chwili możemy iść do USC i "się zalegalizować", ale bez trudu mogę wyobrazić sobie pary, które nijak nie mieszczą się w formule "małżeństwo". I dla nich właśnie jest ta ustawa. Aby udowodnić, że w Polsce mamy wolność, a nie ułudę wolności i szanujemy różnice, zamiast równać wszystkich do jednej sztancy.

piątek, 25 stycznia 2013
Mój krótki głos w sprawie związków partnerskich również nie pomógł:)
Komentować nie będę. Rwać włosów z głowy też nie. Wynik głosowania mnie nie zaskakuje. Na wszystko trzeba czasu - Polacy potrzebują go trochę więcej.

czwartek, 24 stycznia 2013

Dziś mijają trzy lata od dnia, kiedy Antek pojawił się w moim świecie i przewrócił go do góry nogami. Każdy następny miesiąc i rok to więcej radości i więcej satysfakcji.
Choć nie powiem - dał mi popalić, nie odrywając się od piersi przez pierwsze 3 miesiące, napędził nam stracha podczas operacji serca, nie raz wyprowadził mnie z równowagi, bywa że nas męczy i irytuje.

Ale to wszystko to są krople w wielkim morzu fantastycznej przygody, jaką jest macierzyństwo i związane z nim odkrywanie dziecięcego świata - zarówno w tym małym wspaniałym człowieku, jak i we mnie samej.
Dzięki Antkowi staję się dorosła, i dzięki Antkowi mogę pielęgnować własne dziecięce emocje: entuzjazm, ciekawość, zachwyty.

A zatem wszystkiego najlepszego życzę Antkowi i jego Tacie.
Sobie też, a co tam!:)



- Kto to? - pytam Endrjuszę
- Poznaję, poznaję: Ty.
Po czym obraca ją, ogląda uważnie i dodaje:
- Prawie taka sama. Ale Ty masz lepszy tyłek.

To moja lalka od Mananko:)

środa, 23 stycznia 2013

obejrzałam dwa mocne filmy.
Pierwszy krzepiący - Irina Palm - opowieść o silnej kobiecie, która znajduje wyjście w sytuacji pozornie bez wyjścia. Co ciekawe, tytułowa Irina dowodzi, że nawet w najbardziej upokarzającej roli można zostać sobą i siebie nie stracić. Ona - pomimo pracy, którą się zajmuje - zachowuje szacunek dla siebie. Nie potrzebuje do tego ani wykształcenia, ani stanowiska, ani pieniędzy.

Po dobrym filmie o mocy, obejrzałam kolejny o niemocy.
"Nasza-klasa" - 7 dni z życia gimnazjum, studium przypadku znęcania się nad klasowym kozłem ofiarnym. Kino, od którego boli brzuch, a na koniec pozostaje tylko uczucie bezradności.
Kto jest winny?
Po pierwsze - kultura, bo nie piętnuje przemocy i znęcania się nad słabszym, a gloryfikuje mocnych, przebojowych, takich, którzy zawsze dadzą sobie radę. Dostać łomot - wstyd. Pobić słabszego - dowód siły.
Po drugie - dom i wychowanie: chłopiec ma być silny i samowystarczalny, musi umieć oddawać. Plus konformizm: gdy ciebie nie dotyczy, lepiej się nie wtrącaj. Siedź cicho, bo jeszcze oberwiesz.
Po trzecie - system: priorytet biurokracji nad rzetelnym szkoleniem kadry nauczycielskiej, brak motywacji wśród pedagogów, oderwany od życia i okrojony z nauki o wartościach program szkolny.

Temat przemocy jest mi ostatnio bardzo bliski, bo kiedy otworzy się oczy, to wszędzie jej pełno: u sąsiadów, wśród znajomych, w rodzinie. 
Czasem jest dosłowna, częściej w białych rękawiczkach. Ale nawet najbardziej wysublimowana forma przemocy pozostaje przemocą.
AMS zorganizował konkurs na plakat: Przemoc - Twoja sprawa.
Nadesłano mnóstwo świetnych prac.
Ja wybrałam tą.
Magdalena Wąsik - ASP Wrocław.
Inne znajdziecie tu:
http://galeriaplakatu.ams.com.pl/nadeslane-prace/edycja-13

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Ciocia Hanka nosiła w portfelu cytat z Goethego:
„Na­leży każde­go dnia posłuchać krótkiej pieśni, przeczy­tać dob­ry wier­sz, zo­baczyć wspa­niały ob­raz i jeśli byłoby to możli­we - wy­powie­dzieć kil­ka rozsądnych słów.”

A ja ładne myśli najpierw zapisuje, a potem porzucam w starych zeszytach i kalendarzach. Lubię czasem niespodziewanie je odnaleźć - zwykle podczas porządków:)
Te są sprzed ładnych kilku lat. Czterech, pięciu?
Ale wciąż są świeże, jakby przed chwilą zerwane z krzaka. Zajadam i leżę dalej:)




niedziela, 20 stycznia 2013

No takiego weekendu to jak żyję, nie pamiętam. Nieustannie w łóżku - choć nie powiem, wewnętrzna dyscyplina kazała mi koło południa zdejmować piżamę i za dnia leżeć na złożonej kanapie, a nie w poduchach i pierzynach. Czyli szczytu rozmemłania jeszcze nie osiągnęłam. 
Antek zakatarzony asystował mi dzielnie - ja podawałam mu syropy, on mi  tabletki (magnez, nospa, luteina).

Co robiłam? Sama do końca nie wiem. Byłam trochę dla siebie, trochę dla Antka, wieczorami oglądałam z Endriuszą ostatni sezon Housa. Dziś zrobiłam porządek w pudłach z biżuterią, a także w dokumentach, starych zeszytach z zapiskami i kuferkach z rupieciami różnego pochodzenia. Robiąc miejsce Poli w naszej maleńskiej mansardzie, pozbyłam się bez sentymentu kilku sentymentalnych pamiątek: a to muszelki, a to kamyczka, a to obrazka, który mi się dobrze kojarzył i wielu innych przedmiotów, które miło się trzyma, ale w gruncie rzeczy nie wiadomo, po co.

Endrju tymczasem nie tylko posprzątał nasze mieszkanko, bo to czyni co tydzień od wielu mięsięcy, ale (!) zadebiutował w roli kulinarnego maestro i zrobił pierwszą w swoim życiu pizzę. A była przepyszna!

Teraz on gra w Księcia Persji, a ja zamierzam skończyć czytanie zmysłowej powieści i otworzyć kolejną. Do takiego życia w pozycji horyzontalnej można się przyzwyczaić:))

***
Kiedy Antek zaczął chodzić, nauczył się, że wystarczy plastikową miskę obrócić dnem do góry i można na nią wejść, aby umyć ręce lub sięgnąć tam, gdzie nie sięga.

Antek wchodzi do łazienki i drze się na całe gardło:
- Tatooooooo, MISKĘ, MISKĘ!!!!
- Ale czemu tak krzyczysz, wystarczy poprosić.
Antek lekceważąco macha ręką:
- Poproszę następnym razem.

piątek, 18 stycznia 2013

Nigdy nie mówiło się tak dużo o tym, jak ważne jest dzieciństwo, jak mocno determinuje ono nasze dorosłe postawy. Pokolenie naszych rodziców wychowywało swoje dzieci intucyjnie, wierząc, że wystarczy nakramić, ubrać i kochać. Kochali więc tak jak umieli, nieświadomie wykorzystując nas do zaspokojania własnych potrzeb, których nie zaspokoili ich rodzice - nasi dziadkowie. 
Niewielu z nas wyszło z domu z poczuciem bezwarunkowej akceptacji, silnym sercem i mocną świadomością siebie. 

Dziś mamy znacznie szerszy dostęp do wiedzy.
To nasz bagaż, ale i wielka szansa.

Po pierwsze możemy zrobić rozrachunek z przeszłością, nie po to, by szukać winnych, ale po to, aby odkryć źródła naszych lęków, kompleksów, niezapokojonych potrzeb. Możemy na nowo przeżyć dawne traumy i wyzwolić się za kręgu krzywdy i winy. Stanąć na własnych nogach.
Ale najważniejsze - my jesteśmy pierwszym pokoleniem, które może przerwać łańcuch błędów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Wyjść z błędnego koła i powiedzieć "dość".

Czas wziąć za siebie odpowiedzialność, zatkać dziury samodzielnie, aby nie oczekiwać od dziecka, że to ono wypełni bolesne luki, załata nasze braki. Jeśli sami się sobą zaopiekujemy, nie obarczymy dzieci takimi roszczeniami. Pozwolimy im na naturalny dziecięcy egocentryzm, na to, aby były przede wszystkim dla siebie.  

Jestem pewna, że nie unikniemy błędów, bo nie ma jednej doskonałej recepty, ale głęboko wierzę, że jako pierwsi mamy szansę wychować dzieci  na autonomicznych zdrowych ludzi, związanych z rodzicami zdrową relacją, a nie pępowiną nieporadnych niemowląt, odcinających się buntowników czy uniżonych giermków.

Bardzo bym chciała nie zmarnować tej szansy.

środa, 16 stycznia 2013

Czy wiecie, że dożyliśmy czasów, kiedy tulipany w styczniu nikogo nie dziwią?

Mnie zdziwiły ogromnie:)

Dziś był pyszny dzień.
A jutro osobisty głos w sprawie odpowiedzialnego rodzicielstwa i przerywania pokoleniowego łańcucha krzywd.

Tymczasem - dobrej nocy!





wtorek, 15 stycznia 2013
Tyle by się chciało, a ciągle mało, mało, mało...
niedosyt czytania, niedosyt kochania, niedosyt bycia,
 nie wspominając o... niedosycie picia:)

Zasypiam dziś z uśmiechem na twarzy.
A jutro będę leżeć brzuchem do góry.
Zaczyna mi się to podobać:))

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Mimo że w łóżku - to dzieje się.
Pierwszy roboczy dzień leżenia minął mi na rozmowach telefonicznych i gadaniu online. Wiadomość o moim stanie obiega przyjaciół wszerz i wzdłuż - a oni reagują i jest to bardzo miłe. Dziękuję zatem za wszystkie deklaracje odwiedzin i ciepłe słowa.

Ten dzień upłynął mi również na próbie zaplanowania czasu na najbliższe tygodnie: jak sobie zrobić dobrze i jak dobrze wykorzystać czas?

Stanęło na sprawach oczywistych:
- nałykać się literatury na zapas,
- obejrzeć trochę filmów, na które mam apetyt,
- pouczyć się portugalskiego (wreszcie jest okazja!),
- pooglądać coś po angielsku, może jakiś serial w oryginale?
- i napisać bajkę dla Poli, którą zaczełam kilka tygodni temu

Czwarta powieść czeka cierpliwie na wydanie, więc na razie żadnych poważnych wyzwań literackich nie podejmę:)

i wsio.
A poza tym się dzieje -
każdy dzień ostatnio to  nowe fajerwerki i nowe problemy do rozwiązania.
A najgorsze, że to ludzie ludziom gotują ten los.
Ech, szkoda.

niedziela, 13 stycznia 2013

Byłam wczoraj u lekarza.

Anda Rottenberg w wywiadzie modowym dla Wysokich Obcasów powiedziała, że strój odzwierciedla jej stan ducha. Im jest w gorszej depresji, tym lepiej i staranniej się ubiera.

Ja maluje brwi. Maluje brwi zawsze i wszędzie - po namiotem, w szpitalu, w święta i w niedziele. Jeśli kiedyś nie umaluję brwi, to znaczy, że się poddałam.

Dziś też pomalowałam brwi jakbym chciała tym gestem wciągnąć na maszt flagę zwycięstwa.
Bo dla mnie nakaz leżenia to klęska, mały koniec świata.

Jestem gotowa składać hołdy wszystkim moim koleżankom, które całą ciążę spędziły w łóżku. Ja umieram już drugiego dnia. Czuję się dobrze, nic mnie nie boli, ba! góry mogę przenosić, a tu dupa. Leżeć, odpoczywać, bo ryzyko przedwczesnego porodu ponoć wysokie.
- A seks? - pytam doktora.
- Wam tylko jedno w głowie kobiety!
- Mogę?
- Delikatnie, bardzo delikatnie.


Od wczoraj próbuję jakoś pogodzić się z tą sytuacją - na przemian szlocham albo snuję wielkieplany - co obejrzę, co przeczytam, może wykorzystam czas i coś napiszę?

Od jutra otwieram drzwi na wizyty domowe.
Kto chce, niech wpada - wodę na herbatę i kawę mam bez limitu, a i jakaś słodkość na ząb pewnie się znajdzie:)



czwartek, 10 stycznia 2013

ja -podjarana moimi odkryciami i olśnieniami, w ferworze porządkowania relacji z bliskimi, w przełomowym momencie, bo po 30 latach życia, nagle czuję, że pozbywam się krępujących zależności i nie ma w tym nic złego... -

zrozumiałam dziś

że to nie mogło wydarzyć się wcześniej.

Musiałam dojrzeć. I do książek, i do terapii.
Bo, żeby coś zmienić w życiu, trzeba chyba dojść do ściany, znaleźć się w kryzysowej sytuacji. Trzeba każdym kawałkiem siebie chcieć zmiany.
Ja wreszcie jaskrawo ujrzałam toksyczną plątaninę zawiedzionych nadziei, niezaspokojonych potrzeb. Dorosłam do zmiany. Rozsupłuję problem od samego początku i pruję tę dziergankę, zadziwiona łatwością, z jaką lecą kolejne oczka.

Czuję, że ta wielka czarna dziura, do której przez ostatnie pietnaście lat wlałam rzekę łez, morze alkoholu, ocean jałowych podniet i romansów, kurczy się i zasklepia.  

To jeszcze trochę potrwa, ale się dzieje. 
Ten łobuz poniżej pozwolił mi zrobić pierwszy krok ku dorosłości, Pola skłania mnie do kolejnych. Dalej pójdę sama:)







środa, 09 stycznia 2013

dzisiejszy dzień to pewnego rodzaju test
zdany nienajgorzej
choć za wysoką cenę

a był to dzień fatalny, upiorny, taki, którego się nie lubi
a jednocześnie wewnętrznie bardzo mobilizujący. Do zmian.
 To jest ta twórcza moc kryzysu, zdaje się.

Po takim dniu nie ma jak gorący prysznic - a nawet dwa - plus słodkie łakocie, wizyta Ani, krótka pogawędka z Endriuszą i duża dawka pieszczot z dzieckiem. A potem łóżeczko i pępek w górze.

Pozdrawiam z łóżeczka i idę spać!

wtorek, 08 stycznia 2013

A dziś oficjalnie, w obliczu kierowniczki USC w Olsztynie, Pola Anna została uznana w łonie, czyli Endrju przyznał się do ojcostwa:)

poniedziałek, 07 stycznia 2013

Skończyłam czytać Bradshawa  i mogę z czystym sumieniem zaliczyć tę książkę do jednej z pięciu najważniejszych dla mnie lektur. Teraz odprężam się, czytając "Historię poszukiwacza przyjemności", a w międzyczasie powrócę do mojego terapeutycznego stosiku.
Dobrze mi w miejscu, w którym teraz jestem, co nie znaczy, że jest łatwo i gładko. Może wręcz przeciwnie.
Ale wreszcie idę swoją drogą, a rzeczywistość zupełnie nieoczekiwanie skłania się ku mnie - pomaga mi podjąć decyzje, ułatwia mi wybory. W końcu pozbywam się tego, co mnie krępowało, bez wstydu i winy (!) przyglądam się własnym pragnieniom, zaczynam sobie ufać.
Podoba mi się ten stan cholernie:)




JOSEF PALEČEK

ps.dla tych, którzy nie lubią długich książek, świetny mądry artykuł na dobranoc:

SYPIAJĄC Z WROGIEM, czyli 1 część cyklicznych wywiadów o...

niedziela, 06 stycznia 2013

Noworoczne posiedzenie KGM-u przyniosło mi wiele frajdy i dużo satysfakcji.   
Spotkałyśmy się przy winku i przekąskach w Playschool Marty Niedźwiedź na dobrym babskim gadaniu, po prostu.
A ten, kto baby zna, doskonale wie, że gadanie jest ponad wszystko:)







***
Z Antkiem w hipermarkecie. Wybieramy dla niego bajki na DVD. Wybór pada na dwupak - Traktor Tom plus w gratisie Dzwonią Dzwonki.
Antek trzyma film, obraca go w dłoniach, po czym wykrzykuje:
- To są dwa filmy, a ja myślałem, że jeden!
I dodaje z podziwem:
- Ale z Ciebie spryciara!

piątek, 04 stycznia 2013
Leżymy dziś rano. W pokoju jest jeszcze ciemno, palą się tylko lampki na choince.

Antek wylicza:
- Lubię Inkę, mamę, tatę.
- I kogo jeszcze?
- Choinkę!
- To jak powiesz: lubię Inkę i Choinkę to będzie się rymowało.
- Inkę-Choinkę! -
rymuje i siada zaskoczony - Jak na to wpadłaś?!



Antek w rozmowie z 84-letnią prababcią:

- I będę miał siostrzyczkę, Polę. Ona jest dziewczynką i będzie miała, miała, miała... - duka aż w końcu prosi o pomoc  - Mamo, ty  powiedz..
- Ale nie wiem, co masz na myśli...
I wreszcie olśnienie:
- No cipkę będzie miała, nie siusiaka!

czwartek, 03 stycznia 2013

Guzik to przedmiot, który ma dla mnie znaczenie szczególne i sentymentalne. Kiedy byłam kilkuletnią dziewczynką, uwielbiałam otwierać skrzyneczkę Babci,w której znajdowały się dziesiątki kolorowych guzików. Zanurzałam w nich palce, potem wyjmowałam je pojedyńczo niczym drogocenne klejnoty, układałam w rzędach, cieszyłam nimi oko, aby na końcu z żalem odłożyć je z powrotem na miejsce.
Już wtedy pytałam Babcię, czy po jej śmierci będę mogła dostać te guziki w spadku. (Od prababci wtedy wycyganiłam jeszcze obietnicę, że po jej śmierci dostanę bujany fotel. I dostałam. Pamiętam tę noc, gdy przyjechał wielki robur pod nasz dom, a w nim...fotel! Miałam wtedy nie więcej niz pięć lat.)

Wracając do guzików, moją ulubioną bajką dzieciństwa była wymyślona na poczekaniu przez Babcię bajka o guziku właśnie. W skrócie chodziło to, że dziewczynka zgubiła w trawie guzik od sukienki, krowa ten guzik zjadła, guzik długo wędrował po przewodzie pokarmowym krowy (tutaj babcia ubarwiała opowieść anatomicznymi detalami), a na końcu powracał na łono natury, ku uciesze dziewczynki:)))

Z guzikowych wspomnień, mam jeszcze jedno, dość świeże. Pamiętam moje zdziwienie i zaskoczenie, kiedy podczas litewskich wakacji z Walerkami, natknęliśmy się na kamienicę całą oblepioną guzikami. Kto, był w Kiejdanach, nie mógł jej przeoczyć. Totalny odlot!

I wreszcie guzikowe korale.
Zobaczyłam je w Sylwestra na rodzinnej imprezie. Okazało się, że to dzieło 5-letniej Leny dla jej Mamy - Gosi. Zainspirowana tym prostym aczkolwiek fantastycznym pomysłem, pojechałam w Nowy Rok do Babci, która już prawie nic nie widzi i szyć już nie będzie, i zapytałam, czy nie zechciałaby dać mi spadku jeszcze za życia. Dała z radością.
A ja guzik z tego mam, poza... wielką frajdą:)

środa, 02 stycznia 2013

Dziś całkowicie wyłączyłam się z myślenia.

Najpierw, leżąc na kanapie, zrobiłam korale z guzików (zainspirowana koralami autorstwa 5-letniej Lenki), a potem obejrzałam komedię Saramonowicza, która w niczym nie przypomina całej reszty kretyńskich polskich komedii i ma kilka doskonałych momentów:

Oto jeden z nich:

Ewa: W gruncie rzeczy każdy penis jest bezbronny, zziębnięty i niepewny siebie.
Kornelia: Mam wrażenie, że poznałam kilka, które przeczą tej teorii.
Ewa: To, co poznałaś, to nie był penis, tylko pasożytujący na nim mężczyzna – i to jest właśnie największa tragedia penisów.
Kornelia: Jaka tragedia? Bo się zgubiłam trochę...
Ewa: Chodzi o to, że nie występują luzem, każdy ma podczepionego do siebie rozczarowującego faceta. Tymczasem gdyby penisy były dostępne luzem...

A teraz pójdę spać i też się wyłączę z myślenia.
Niech pobuszuje moja podświadomość:)

Dobrej nocy!


jutro korale w kolorze:)

wtorek, 01 stycznia 2013
Narodziny i śmierć są do siebie takie podobne.
Mają wielu świadków, podczas gdy bo
haterowie zdarzeń znajdują się zupełnie gdzieś indziej - na granicy światów, o których nie mamy pojęcia.
Któż pamięta swoje narodziny, kto jest gotowy na chwilę odejścia?

Narodziny i śmierć to przeżycie bliskich.

Nigdy tak bardzo nie czułam oddechu śmierci jak wtedy, gdy pojawił się Antek.
Bo poród to taka mała śmierć.
Kiedy kobieta rodzi dziecko, kawałek jej umiera i odradza się w innej postaci.

Teraz przygotowuje się na kolejne narodziny.
I to
w nadchodzącym roku jest dla mnie najważniejsze .
Wam również na Nowy Rok życzę tego, co dla Was najważniejsze.




Duy Huynh