..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
wtorek, 03 marca 2015
Zawsze czułam, że będę rządzić światem!
Wy też możecie:)



poniedziałek, 02 marca 2015
- kocham Cię.
- ja kocham Cię bardziej.
-  Ty masz kochać najbardziej siebie samego.
- Nie! Ja najbardziej kocham Ciebie i... słodycze.

Ciekawe, kiedy mu przejdzie i kiedy usłyszę pierwsze: Nienawidzę Cię!






niedziela, 01 marca 2015
Jak tu podsumować pięć intensywnych dni?

O czym napisać?
O tym że po służbowym wieczornym piciu z klientami miałam totalną zapaść - mrok i więcej nic?

A może o tym, że również służbowo wylądowałam na moim ulubionym skrawku ziemi, czyli na Wzgórzach Dylewskich, które uwielbiam za bezkres, ciszę i wrażenie, jakbym była na końcu świata.

Choć jeszcze chętniej uchyliłabym rąbka prywatnych tajemnic.
Ale tajemnice są po to, aby ich nie zdradzać, więc napiszę o tym, co żadnym sekretem nie jest.

Sekretem nie jest...
że jestem już oficjalnym zaprzysiężonym sekretarzem Rady Osiedla. Po urzędowym zaprzysiężeniu nastąpiło wesołe zaprzysiężenie w kameralnym gronie. Cieszę się na te cztery lata i na działania w fajnym gronie ludzi.

Sekretem nie jest...
że biegałam i było to dobre bieganie - raz w duecie, raz solo - nie bez wysiłku, ale z energią. No i ta wiosna! Wiosną pełną gębą.

Sekretem nie jest...
że wyskoczyłam z mężem na sobotnią randkę-rundkę po mieście. Tym razem udało mi się namówić go na Highlandera, gdzie dają pysznego tatara. Mniam!

Sekretem nie jest również...
że byłam na filmie "Joanna", z którego wyszłam rozbita i łkająca. Książki nie czytałam i nie dam rady przeczytać.

Reszta jest sekretem i milczeniem.

Dobrej nocy!








środa, 25 lutego 2015
Jaka krótka ta doba!
A tyle by się chciało - i ciągle mało i mało.

Pierwszy dzień cyklu - mój apetyt rośnie.
A na co rośnie?
Na wszystko!

Od jutra mocne przyspieszenie:
ukonstytuowanie rady osiedla, piwny triathlon, sobotnie szlajanie z mężem, przygotowanie do kobiecej akcji na Starówce, ostatnie szlify książki, która ma wkrótce premierę, Goście w Olsztynie i jeszcze dużo, dużo rzeczy - tajnych i jawnych prodżektów i tylko ta doba - cholera - dlaczego 24-godzinna?!
To jakiś skandal i niesprawiedliwość!

I jeszcze spać trzeba.
A spać trzeba, bo w snach dzieje się jeszcze więcej.


 

poniedziałek, 23 lutego 2015
Bardzo chciałabym dziś napisać o zmysłowych snach, zwariowanych projektach, zakładach i układach, bo to jest to, co najbardziej lubię w życiu: seks i poezja.

Ale że już późny wieczór -  będzie dziś kawałek prozy życia.
Choć ta proza jest moją najukochańszą poezją.

Oto Pola w czułym obiektywie.

Kto zgadnie gdzie?






niedziela, 22 lutego 2015
Nie muszę czekać na oskarową noc.
Nie wiem, czy film jest godny Oscara, ale historia rodziców Leo - na pewno.
Po takim filmie wstyd narzekać na macierzyńskie umęczenie.
Trzymam kciuki!

A film można obejrzeć TU:

http://www.nytimes.com/2015/02/02/opinion/our-curse.html?src=vidm&_r=1




czwartek, 19 lutego 2015
Nauka kiedyś to wyjaśni.

Piękno - tak różne dla wszystkich.
Piękno nieszablonowe, niedoskonałe, ze skazą.
Kogoś przyciąga, na kimś innym nie robi żadnego wrażenia.
Mnie urzeka, zniewala, rozbudza tęsknoty, a dla Ciebie takie zwyczajne, może piękne nawet, ale cóż z tego?

Testuję to na co dzień z moimi koleżankami w pracy albo z KGMu, komentując mężczyzn wokół. Każdą kręci ktoś zupełnie inny. Spoglądamy więc na siebie z niedowierzaniem: naprawdę on!??

Ale dziś będzie o kobiecie, którą poznałam w  "Idealnych Matkach", a teraz spotkałam ją w serialu House of Card (Jol-ene, pamiętam jak mi mówiłaś z rok temu, że ona tam gra:).

Nie wiem, co w niej jest AŻ tak wyjątkowego, ale ja się nie mogę nasycić.

A jak nie wiadomo, co to -  to musi być miłość:))

ROBIN WRIGHT

dziś z nią idę do łóżka
a Wy idźcie z kim chcecie:)
środa, 18 lutego 2015
To było z soboty na niedzielę.
Poprosiłam Endriuszę, żeby wyjątkowo to on wstał o świcie wraz z dziećmi, a mi dał pospać do 8.30...
(układ jest taki, że on wstaje do Poli w nocy, a ja czuwam od świtu)

Endrju się zgodził, więc kładłam się spać przeszczęśliwa jakbym wygrała na loterii nie sen do 8.30 ale jakieś hedonistyczne wylegiwanie się w łóżku co najmniej do siedemnastej.

Dzieci wstały przed siódmą.

- Mamaaaaaa, sooook! - wykrzyknęła Pola.
- Ja zrobię Ci sok - wystękał Endrju i heroicznie podniósł się z łóżka.
- Nieeeeee! - rozdarła sie Pola - Maaammmaaa sok!
Chwilę później obudził się Antek.
- Tylko cicho, mama śpi - uprzedził go Endrju.
- Mama, mama, mama! Wstawaj! - rozdarł się Antek z miną człowieka, który robi wszystkim świetny dowcip.

Mnie to nie rusza. Uszu nie zamknę, ale oczy owszem, więc zaciskam powieki. Niby śpię.

- Mamama, budka! - dołącza Pola, która nie lubi zostawać w tyle.
Chwilę później siedzi już na mnie okrakiem i klepie mnie po twarzy:
- Bubka! Mama luli nie!
Ja twardo nie przejawiam żadnych oznak życia.
- Jestem głodny, chcę naleśniki!!!
- Ja zrobię naleśniki - zainterweniował dzielny ojciec Polak.
- Chcę, żeby Mama zrobiła! - wykrzykuje Antek i w ryk.
Ja śpię dalej niezłomnie.
Chyba się uspokoił.
Moment ciszy.
Pola grzebie mi we włosach, ale przynajmniej się nie drze.
Zakrywa mi twarz włosami, odsuwa się i ustami naśladuje dźwięk końskich kopyt:
- O! Mama koń!
Nie poddaję się.
Nie poddaję się nawet wtedy, gdy Antek z chichotem rozbójnika, który właśnie rozbił bank, wbiega do pokoju, trzymając w dłoniach dzwoniący budzik.
- Pobbuuudka!!!
- Antek! - to Endru teatralnym szeptem krzyczy na synka - mówiłem Ci, że mama śpi do dziewiątej.
- Do dziewiątej?!!? - Antonio popada w ton z tragedii greckiej - to za sto lat!!!!!!
Pola szybko podchwytuje i siedząc na mojej głowie zaczyna głośno śpiewać
- To lat! To lat!

...niech żyje żyje nam!

Chwilę później dochodzi ósma trzydzieści. Zanim wstanę, Endrju wymęczony i zdruzgotany pada do łóżka i zawija się kołdrą.
Teraz moja zmiana:)

wtorek, 17 lutego 2015
Wystawiłam dziś buzię do słońca.
Zamknęłam oczy.
Czułam, jak pulsują mi nadgarstki.
Otworzyłam dłonie i łapiąc promienie, przebierałam palcami delikatnie, aby ich nie spłoszyć, aby nie uciekły.

Tylko pękający na jeziorze lód lamentował jakby przeczuwał, że wszystko ma swój koniec. Tymczasem bezczelnie nagie słońce śmiało mu się w twarz.
Wiedziało, że pędzimy w stronę ery słońca i nic nas juz nie zatrzyma.
Zima musi odejść.
To pewnik na dziś.
Reszta jest pytaniem.




poniedziałek, 16 lutego 2015
Moja vis vitalis spadła na łeb na szyję.
I choć na świecie dzieją się cuda, słońce grzeje i szczerzy się do nas pełną gębą, ja jestem zupełnie pozbawiona energii.
Znużenie codzienności toczy we mnie walkę z wiosennym rozświergoleniem. I chciałabym fruwać, i sił mi brak.
Więc siedzę i sobie o fruwaniu fantazjuję, to mogę robić bez końca.
I bez konsekwencji - cha, cha!

Dziś z tego zmęczenia odłożyłam na bok wszelkie ambicje (po tym jak machnęłam Chodakowską i pracę domową z portugalskiego:) i włączyłam  serial z filmowego pakietu od Mareczka.
Pierwszy od dawien dawna.

I urzekł mnie jeden kadr.
Taki pokoik chciałabym mieć tylko dla siebie.

Kto zgadnie, jaki to serial?:)


niedziela, 15 lutego 2015
Kończę weekend wyczerpana do imentu hedonizmem piątkowo-sobotnim.
To był dobry tydzień, ale gdyby każdy taki był, nie dożyłabym trzydziestki. Bardzo proszę o wolniejsze tempo i trochę nudy.

Kilka szczegółów -
w piątek spotkanie z cyklu dużo alko i masa chichotania.
O północy miałam zakwasy na gębie, a rozwalił mnie kumpel, który na pytanie, czy jeszcze domawiamy po szocie żołądkowej, rzekł, a właściwie wybełkotał:
- Tak, ale powiedz w barze, że chcemy tak.. delikatnie.

W sobotę - impreza radiowa i w jednym miejscu same fajne twarze.
Bo KOMP, który grał,  i Gosia z Grześkiem, Piotrek z Kamillą, a Kamilli nie widziałam trzy lata (cóż z tego, że pracuje w sąsiednim budynku) i Jankes - trochę jak przybysz z kosmosu i Aurelka. Aurelkę poznawałam już kilka razy, ale wreszcie chyba poznałyśmy się na dobre.
Poza tym spotkałam też kilka radiowych gąb, które Endrju lubi i o których czasem opowiada.

Cóż jeszcze?
Ano poranne bieganie oczywiście - sobotnie górki i dołki, a w niedzielę pierwszy raz od grudniowej kontuzji godzinna trasa. Gdyby nie jakaś czarodziejska motywacja (bo to są czary), odpuściłabym po trzecim kilometrze.
Tak mi się nie chciało, a jednak się dało:)

A w międzyczasie:
fajna kawa u moich ulubionych sąsiadów, wietrzenie książek u Tymisiowej, trochę gotowania, które mnie odpręża
i wiadomo: dzieci-śmieci, które w weekend staram się wypieścić i wycałować za cały miniony tydzień.

A jutro od nowa - muszę iść spać, bo inaczej padnę.
Boa noite os meus Amigos!




czwartek, 12 lutego 2015
W związku z tym, że mam za dużo wolnego czasu (a jakże!) postanowiłam podziałać jeszcze społecznie. A co:)

Wracam dziś z wyborów do rady osiedla.
Antek pyta:
- I co będziesz tam pracowała?
- Trochę będę.
- A Pan Wojtek będzie prezydentem naszej ulicy?
- Tak jakby.
- A Ty kim będziesz?
- Ja może zostanę jego sekretarzem.
- I będziesz ukrywała wszystkie jego sekrety?

Wszyściutkie:)


środa, 11 lutego 2015


i tak co miesiąc:))

niedziela, 08 lutego 2015
W ten weekend nie piłam na mieście, niewiele się włóczyłam (bieganie, śniadanie w Chilli, kino), spędziłam go przede wszystkim z dziećmi, wieczorami pracowałam (bo tym razem to Endrju pił na mieście), a niedzielę zakończyłam w kinie na świetnym filmie "Turysta".

I wiecie co?
Idę spać wypoczęta i dobrze mi.
Ale film - mocny, choć jak ktoś chce pochichotać, znajdzie okazję.

 

piątek, 06 lutego 2015
"przestali rozmawiać w chwili, kiedy zaczęły porozumiewać się ich ciała. Miłość jednak potrzebuje słów. Przez krótki czas można polegać na pozbawionych słów uczuciach, na dłuższą metę nie istnieje jednak miłość bez słów, ani miłość z samymi tylko słowami. Miłość to żarłoczna bestia. Żywi się dotykiem, powtarzanymi zapewnieniami, potrzebuje oka wpatrzonego w inne oko. Kiedy oko jest zbyt blisko drugiego, żadne z nich nic nie widzi"
Bez opamiętania, s.80

Dziś dobry pracowity wieczór solo z Trójką i winem.
A teraz poczytam o miłości i pójdę spać.
Lubię bestie.

Jutro akt drugi.


A poza tym ruch, gadanie przy kawie, chichranie i duperele życia
czwartek, 05 lutego 2015

tyle melodii we mnie gra, a każda z nich to cała ja...

Po dzisiejszym bardzo kreatywnym energetycznym spotkaniu w Wawie - znów mam straszny głód.

Nie, to nie jest głód innego życia.
To jest głód zmieszczenia w jednym życiu kilku żyć.

Przegadałam się dziś kilka godzin z facetem, który robi świetne kreatywne projekty, ale nie ma rodziny, mieszka sam w swoim nowym mieszkaniu, do którego przychodzi pani, aby wyprasować mu koszule na następne sześć tygodni.
On dokonał wyboru - postawił na rozwój zawodowy.

Znam kilku artystów - mają czas i komfort, aby tworzyć. Nie robią tego w biegu, pomiędzy 20.45 a 21.30 w przerwie między opowiadaniem bajek a wstawieniem prania. Oni tak wybrali.

Znam ludzi, którzy nie mają ani ambicji twórczych, ani zawodowych, mają rodziny i żyją z dnia na dzień. Tak chcą.

A ja bym chciała wszystko.
Nie mieszczę się w jednym życiu.

Chcę tworzyć, chcę działać, chcę mieć rodzinę.

Kręci mnie zgiełk dużego miasta i cisza prowincji, lubię włóczęgi knajpiane, nowe twarze, przygodne gadanie o niczym, ale potem muszę zanurzyć się w życiu - pogadać głęboko, wtulić się w ciałka dzieci, dotknąć stopami gołej ziemi, popatrzeć na jezioro.

Jak zmieścić w jednym życiu tyle sprzecznych potrzeb? Jak nadmuchać dobę, aby na wszystko starczyło czasu i energii?

Na to nie ma lekarstwa.
Urodziłam sie głodna i pewnie głodna umrę - ale po drodze będę się zażerać, kompulsywnie, zachłannie, zupełnie po mojemu.
środa, 04 lutego 2015
"Kiedy człowiek kocha i jego miłość jest przyjmowana, ciało czuje się lekkie. Kiedy zdarzy się odwrotnie, każdy kilogram waży trzy. Rodząca się miłość pozwala tańczyć na cieniutkim ostrzu"
Lena Andersson, BEZ OPAMIĘTANIA, s. 64.

Moje ciało też jest lekkie.
Chociaż ważę coraz więcej.

A gdy biegam, to nie ważę prawie nic:)


a na zdjęciu lato w środku zimy
poniedziałek, 02 lutego 2015
Pamiętacie taki film "Kobieta, która pragnęła mężczyzny"? Oglądałam go kilka lat temu w kinie i mnie rozwalił. Teraz czytam książkę, która zmierza w podobnym kierunku, a jak ją skończę, to Wam powiem, co to za tytuł. Chyba, że ktoś zgadnie. W Polsce wydana w 2014.

Strzelajcie:)

A poza tym, że czytam, to oczywiście w biegu jestem - a jakże.

Dzień zaczęłam bieganiem o świcie, a skończyłam ćwiczeniami z Ewcią (przeszłam z nią na Ty, odkąd na stałe zagościła w moim domu i codziennie mnie chwali, podczas gdy ja ją przeklinam).

Zaś pomiędzy:
- pracowałam

- gotowałam (zupa ziemniaczano-czosnkowa zainspirowana przez Piotra - doskonała! i sałatka curry na jutro do roboty)

- malowałam ścianę, która ucierpiała tej nocy, kiedy dzieci nie było (a co?! starzy też się potrafią zabawić:)

- przeglądałam słówka z portugalskiego, bo mnie saudade za językiem dopadło

I chyba nie muszę już dodawać, że wznoszę się na dobrej fali, bo jest to pewne co miesiąc jak pełnia i nów księżyca.

Równie pewne jest to, że gdy wybija 23.00 zbieram się powoli do łóżeczka, bo szczerze wierzę, że nic tak dobrze nie robi dla ducha i urody jak sen.

Dobrej nocy Nocne Marki
i dzień dobry Skowronki takie jak ja:)


A to kadr z mojego drugiego domu - niedługo przebiję stałą bywalczynię Tymisiową. Kurczę, chyba już przebiłam:))
niedziela, 01 lutego 2015
Pomimo tego, że w piątek żegnałam się z życiem, bo dopadł mnie podły wymiotny wirus, słaniałam się drgająca i rzygająca, weekend okazał się nadzwyczaj intensywny, a życia mi nie brakowało.

Z Monią zjadłam śniadanie w Chilli, z Alutką-Elficą wypiłam kawę w Housie, wpadłam do sąsiadów na wiśniówkę i wyciągnęłam Endriuszę na wieczorne picie w mieście, gdzie dołączył do nas Piotrek, którego nie widzieliśmy trzy lata.

To był weekend dawno niewidzianych twarzy!

A poza tym biegałam, przeglądałam prasę,  spacerowałam z dziećmi i z rodzicami gadałam - wszystko w krótkie dwa dni.

Teraz najchętniej bym odpoczęła.

Bo nie dość, że rzeczywistość taka skondensowana, to jeszcze w głowie się dzieje.
Rodzą się kolejne projekty, wyzwania, pomysły - aż łeb pęka, a doba nie balon, nie nadmucham.

Dlatego idę spać, ładować energię na następny tydzień.




czwartek, 29 stycznia 2015
Uwielbiam filmy, na których mój śmiech plącze się ze wzruszeniem.
Ocieram łzy i już nie pamiętam, czy to łzy chichotu, czy łkania.

Polacy takich filmów robić nie umieją.
Francuzi są mistrzami.


środa, 28 stycznia 2015
Moja Córcia mnie zachwyca tak bardzo, że czasem ów zachwyt aż mnie rozrywa od środka.  
Jest taka słodka, bystra, szelmowska i psotna!

A ja - może nienajświętsza Matka Polka - ale potrafię dostrzegać ważne momenty i celebrować chwile. Potem lecę do siebie, ale gdy się sycę moją córcią, to sycę się każdym skrawkiem jej skóry, każdy gestem, każdą miną, każdym wyspelenionym słowem. A słów już jest bez liku!

Dziś moje dziewczę rozbawiło mnie do łez.
Przebudziła się w środku nocy i cichuteńko wysunęła się z naszego łóżka. Udawałam, że śpię, licząc, że wróci i zaśnie.
Wróciła po chwili.
Wróciła po chwili z mieczem w dłoni.
Wróciła po chwili, odpaliła grający i świecący miecz i stojąc nad nami, wycelowała go we mnie, śmiejąc się triumfalnie.
Czwarta nad ranem.

Zachwyca mnie moja córa - ma wdzięk i moc, jest delikatna i harda za razem, taktowna i krnąbrna. Jest taka, jaka w danym momencie chce być.

I tego życzę Wam na dobranoc moje drogie małe duże dziewczynki.
Bądźcie takie, jakie chcecie w danym momencie być.




poniedziałek, 26 stycznia 2015
Nie trzeba było karczować, wystarczyło wyciąć to, co podcinało nogi albo skrzydła - sama nie wiem, co. Znów się przekonałam o tym, że Codzienność wystarczająco mnie krępuje, żebym jeszcze ograniczała swoją wolność w Niecodzienności.
Żeby unieść zwyczajność dni, muszę mieć swoje niecodzienne ucieczki, w pełni wolne od słów "muszę" i "powinnam".

Moja Niecodzienność to dwa słowa: "chcę" i "pragnę".

Dziś - zupełnie nieoczekiwanie - miałam bardzo zwykły, ale niecodzienny dzień.

pogadałam
posłuchałam
postanowiłam
pobiegałam
poczytałam
popisałam

Mam jeszcze tyle do przeżycia, że bardzo chciałabym zdążyć się zestarzeć.




niedziela, 25 stycznia 2015
Weekend upłynął nam pod znakiem urodzin Antka.
Pierwszy raz tak hucznie obchodziliśmy jego urodziny. Była impreza dla dzieciaków i objazd po rodzinie z tortem (uznaliśmy, że lepiej bałaganić u kogoś niż żeby ktoś miał bałaganić u nas:)))

Antek już od tygodni żył urodzinami, a pech chciał, że z rana w sobotę dopadł go jakiś żołądkowy wirus, który powalił kilkoro dzieci z grupy, a Antka
też próbował powalić. Mały wymiotował co chwilę, ale dzielny był jak cholera. Dał radę na przyjęciu dla dzieciaków, pojechał z dziadkiem po nowy rower (wymiotował, a pomiędzy wymiotami ekscytował się rowerem:), potem jeszcze przetrwał wizytę u dziadków, a wieczorem cudownie ozdrowiał.

Strasznie fajnie być Mamą pięciolatka - mądrego, wrażliwego, czasami poważnego, a jednocześnie wciąż malca, który sepleni i nadal jest bobasem do zacałowania.

To tyle słodyczy.

Impreza w Playschool - rewelacja.
Antek zażyczył sobie formułę kapitańską z elementami Angry BIrds, a ja nie miałam pomysłu, jak to połączyć. Na szczęście dziewczyny miały:)
Do ostatniej chwili jednak nie byłam pewna, czy dwie godziny z animatorami, okażą dla dzieci równie atrakcyjne jak kulki, zjeżdżalnie i małpie gaje, ale ze szczerym sercem mogę powiedzieć, że wyszło ekstra - dzieciaki były podjarane, mamuśki się nagadały. Dobre dwie godziny fajnej integracji.

Dobre miejsce dla dzieciaków w różnym wieku, bo scenariusz można napisać i pod pięcio i pod piętnastolatka.
Polecam więc bardzo i uczciwie:)





środa, 21 stycznia 2015
Zmęczenie poznańsko-warszawskimi eskapadami plus ciśnienie w robocie i jakaś koszmarnie długa lista spraw, osób i obszarów zaniedbanych sprawiły, że dziś zjechałam do bazy.

Nie ogarniam rzeczywistości.
Czego bym nie robiła, towarzyszy mi poczucie winy, że gdzieś mnie nie ma, że ktoś na mnie czeka, że o czymś zapomniałam. Mam poczucie, że na żadnym polu się nie wyrabiam, że łapię za ogon kilka srok, ale to wszystko płytkie jest i miałkie, a ja za chwilę zwariuję.

MUSZĘ ZROBIĆ PORZĄDEK, czyli WIELKIE KARCZOWANIE.

Żeby nie zwariować, zrobiłam sobie listę WAŻNE-NIEWAŻNE.
Ten, kto ją widział, może się tylko uśmiechnąć albo nawet pęknąć ze śmiechu, bo ustalanie priorytetów idzie mi marnie. Wszystko wydaje się konieczne!

Ale ja muszę odpuszczać, bo inaczej umrę młodziej niż bym chciała.
Dlatego, dla jednych spraw zniknę, dla innych powrócę do żywych.

Sama jeszcze do końca nie wiem, ale coś zmienić muszę.

A na koniec dowód, że nawet w hałaśliwej codzienności, można pokusić się o akt twórczy:

***
ENDRJU PISZE
 Mój osobisty mąż napisał rok temu opowiadanie. Tekst, który mnie wzrusza do łez, bo dotyka intymnego świata ojca i córki. Lubię go.
A Wam polecam jako lekturę przed snem.
Strona 8.
http://www.wbp.olsztyn.pl/publikacje/variart/variart042014.pdf

sobotni poranek


wtorek, 20 stycznia 2015
A dziś dla odmiany była Wawa.
Urocza, bo z biznesowym pitu-pitu szybko się ogarnęłam i mogłam spotkać się z moim ulubionym Krzyśkiem, który mnie napoił, nakarmił i kupił ciasteczko na podróż powrotną. I to jakie!


A nakarmił mi w przesmacznej meksykańskiej klitce, co się zowie Gringo Bar
- Jeśli nie będzie Ci smakowało, reklamacje złóż Basi, bo to ona polecała - uprzedził mnie na wejściu, a potem już było tylko pysznie.


Z gorących niusów warszawskich
- Krzysiek zdradził. Masakra. Wiecie już?
Mało czyja niewierność zrobiła na mnie takie wrażenie:)

Z niusów wprost z mojej głowy -
Muszę zrobić sobie jakieś porządne wietrzenie, bo ciągle jestem w niedoczasie. Mam wrażenie, że z niczym się nie wyrabiam, ale to chyba tylko stan mojego umysłu.

Z niusów jeszcze innych -
Albo ucieknę do Nowego Jorku, albo zrobię Nowy Jork w Olsztynie.
Trzeciego wyjścia nie ma:)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 105