..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
poniedziałek, 30 marca 2015
- Nie wiem, czy wiesz, ale zostałam Twoją rzeczniczką prasową - powiedziała dziś Tymi. - Ludzie dzwonią i pytają, o co chodzi i ja im muszę coś mówić!

Ale nie tylko moja "rzeczniczka" dostaje telefony.
Ja dostaję od ludzi, od WAS,  tak dużo wsparcia - w telefonach, esemesach, wiadomościach na Facebooku, spotkaniach na żywo czy komentarzach na blogu, że co by się nie działo, jest lżej, cieplej.
DZIĘKUJĘ!

I może również dzięki Wam:
nie leżę zalana łzami na kanapie, nie piję co wieczór butelki wina, nie drę włosów z głowy, ani nawet kotów nie drę. Rozmawiam, planuję, biegam, staram się być dla nas sprawiedliwa. Andrzeja nawet rozumiem.

I najważniejsze:
Żyję, ogarniam, jestem dla siebie dobra, przyjmuję prezenty od bliskich i dalszych mi ludzi i tylko moje ciało, gdzieś zaciśnięte w środku, przypomina mi, że to stan wyjątkowy.

Stan wyjątkowy zakończony znakiem zapytania.
A ten znak to jing jang niepewności i ekscytacji.



czwartek, 26 marca 2015


Mieszam w tym kotle emocji jak jakaś wiedźma - to chichoczę, to ocieram łzy, zaklinam i przeklinam. Co za różnorodność!
Lęk i ekscytacja, niedowierzanie i ulga, ,smutek i wesołkowatość, ciężar i lekkość - to wszystko bełta się i wrze.
W marcu jak w garncu.

Tyle w emocjach, a jeszcze więcej w działaniu.
Przekuwam dramat na przygodę. Tyle mogę zrobić dla dzieci.
Dziś pomalowałam im pokój. Mają nową lampę w potwory i zrobiło się u nich jakoś jaśniej, przyjemniej.
A Antek  - jak to Antek - wariacko podekscytowany. Do tego stopnia, że nawet nie bardzo zauważa, że Endrju jest tylko gościem w domu.
I niech tak na razie będzie.
A potem się zobaczy.


Dziękuję Wam wszystkim za słowa, telefony, esemesy.
Jest dobrze. Moc adrenaliny na razie nieźle mnie trzyma.

wtorek, 24 marca 2015
Po dwóch dniach od atomowego wybuchu, odzyskuję spokój i tropię jasne strony.

Będę mogła zasypiać przy muzyce i zlikwidować na dobre przepastną szufladę pełną napoczętych słodyczy.

Będę mogła spać w poprzek łóżka, bezkarnie nie domykać szaf, otworzyć drzwi dla Gości, dodać ser pleśniowy do sałatki i na obiad zaserwować śledzie.

Szukam radości w drobiazgach, przestawiam meble, uśmiecham się do dzieci promiennie za siebie i za cały świat.
- I pomyśleć, że w życiu trafiają się tak szczęśliwe chwile! - westchnął Antonio dźwigając do swojego pokoju mój stolik, który postanowiłam wymienić na jego komodę.
Cieszył się z "biurka" cały wieczór i mówił, że musi na nim "rozgościć" swoje zabawki.

A ja ciągle słyszę za plecami chichot losu - chciałaś nowe, masz nowe.

Zgodnie z własnym życzeniem, niespodziewanie układam klocki od nowa.

Nie o te klocki wprawdzie chodziło, ale nie bądźmy drobiazgowi:)



A to zdjęcie pewnie przejdzie do mojej małej historii.


niedziela, 22 marca 2015
To były niebywałe cztery dni - tak intensywne, że chyba musiałaby wybuchnąć bomba atomowa, żeby mnie bardziej poruszyło.

Był wernisaż w BWA i premiera naszej książki "Smerek - życie za trzech"


leżę na nakładzie:)


Było osiedlowe palenie Marzanny - pierwsza inicjatywa nowej Rady Osiedla


był wreszcie mój debiut na zawodach biegowych



Było też BODY/CIAŁO Szumowskiej, którą czuję każdym fragmentem mojego ciała.

Był rodzinny śmieszny off road


I było bardzo ciche, spokojne i wyważone cięcie nożykiem prawdy.
A nożyk prawdy pociął równiutko wszelkie złudzenia i nadzieje. 

I to jest prawdziwa bomba atomowa, po której można tylko zginąć i narodzić się znów.


środa, 18 marca 2015
Dziś moja Zbójecka Królewna skończyła dwa lata.
Gada jak najęta, a charakter ma nie lada.

Gdy rusza w miasto, nie ma człowieka, który się za nią nie obejrzy.
Kto na żywo widział jej brawurowy chód, ten wie.

A ja kocham wszystkie oblicza mojej Rozbójniczki - i te diabelskie, i te anielskie.




wtorek, 17 marca 2015
- Mam wrażenie, pewnie zaprzeczysz, że jakoś Ci ostatnio niewygodnie w życiu.
- Nie zaprzeczę, jakoś mi niewygodnie.


Moszczę się, moszczę w tym swoim grajdołku i jakoś mi ciągle nie tak.
Wychylam głowę, rozglądam się wokół i coś bym chciała.
Ale co? Nie wiem. Trochę wiem, ale więcej nie wiem.

To nie frustracja.  Raczej twórcze telepanie, nerw, który nęci: "zmień coś"i wraz z pokusą wręcza mi w pakiecie lęk przed zmianami.
A ja nawet nie wiem, jakie zmiany.

Po prostu nieporządek mi się marzy - wziąć, rozsypać klocki i ułożyć na nowo. Ułożyć inaczej.
Żeby było to miłe łaskotanie nowego.
Bo ja lubię, gdy nowe łaskocze.



a potem kładę się spać, zamykam oczy i myślę sobie: jestem zdrowa.
Kocham i jestem kochana.
Cała reszta to dodatki.

niedziela, 15 marca 2015
Lubię weekendy takie jak ten, bo choć grafik napięty jest jak struna, to dzieje się dużo i dobrze.

Warsztaty bajkopisarstwa w Playschool - wreszcie dużo dzieciaków, dobra energia i fajne pomysły.

Wystawa w stodole - impreza w galerii w prawdziwej stodole, gdzieś na końcu świata. Zaczęliśmy o 18.00, o 22.00 byliśmy już złożeni i spełnieni, wpadliśmy jeszcze na grecką kolację i przed północą leżałam już najgrzeczniej na świecie we własnym łóżku. To moje największe odkrycie weekendu - zaczynać imprezy o 18.00:)

Wietrzenie szafy - estrogeny dziś szalały, dużo kobiet, masa ciuchów, wpadłam na chwilę, powdychałam trochę dobrych babskich fluidów, wyhaczyłam ładną sukienkę i już.

Urodziny Poli - za trzy dni moja córka kończy dwa lata. Dziś dmuchaliśmy świeczki. Pola jest w tak słodkim wieku, że można siedzieć i patrzeć na nią jak na najwdzięczniejszy boski twór. Patrzę więc na te moje dzieci i zjadłabym je z miłości i nie mogę uwierzyć, że cztery chwilę temu chciałam je zamordować.
I tak w kółko.

I wreszcie finał naszej akcji PO CO TEN FEMINIZM.
Więcej TU:
https://pocofeminizm.wordpress.com/




czwartek, 12 marca 2015
Wczoraj wróciłam z Ustki i wydawało mi się, że nawet nieźle się trzymam, nie mam żadnego zjazdu i jest ok, ale dziś obudziło mnie telepanie umysłu, który trzęsie się w mojej głowie jak galareta: z potrzeby zmian i z lęku przed zmianami.
Bo ja muszę coś zmienić. Coś więcej niż fryzurę.

Ale ten zaczęty telepaniem poranek przerodził się w dobry dzień pełen wewnętrznych zaskoczeń i małych-wielkich odkryć. A potem pobiegałam dyszkę w kolejnym życiowym tempie, co po owulacji zdarzyć się nie powinno, a jednak się zdarzyło.

W tym życiowym wyniku, nawet przystanęłam na chwilę, aby przeprosić rowerzystkę, która trzy dni temu wjechała w Antka, a ja jak matka lwica rzuciłam się jej do gardła. 3 minuty później już czułam, że przesadziłam, więc dziś - pod wpływem wcześniejszego olśnienia - przeprosiłam.
I jestem z siebie dumna:)

A teraz lecę na wieczorną herbatę do Marty.
Nie wiem, kiedy znów się zatrzymam.
Pa!




wtorek, 10 marca 2015
Żeby człowiek w tak poważnym wieku musiał się wydurniać w celach czysto biznesowych!
Taka branża:)

A ja pozdrawiam dziś z Ustki!


niedziela, 08 marca 2015
Weekend był obfity
-
dużo we mnie niepokoju, jakiegoś balansowania na krawędzi, pytań bez odpowiedzi, ale też sporo powodów, żeby odbijać się na trampolinie i lądować na manowcach nieba.
Jest RÓŻNORODNIE.

Dziś natomiast było bardzo energetycznie.
Czarna Łapa powróciła z akcją:


te panie to Rosjanki, które po polsku próbowałam odpytać z tematu równouprawnienia. Gdy zapytałam, czy rosyjski mężczyzna robi coś w domu, odpowiedziały:
- Tyci
:)



Wy jesteście oprócz tego, że piękne to i lepsze od nas. Łagodniejcie dla nas, życie czynicie delikatniejszym, za mało jest  Was wśród nas.



Bardzo dziękuję olsztyniankom i olsztyniakom, Bibliotece, Iwonie, Fotografowi, dziewczętom z KGMu i wielu innym babkom z mojego świata, które wpadły i powiedziały jak jest:)
czwartek, 05 marca 2015
To był dobry dzień.
Patrzyłam jak nasza książka trafia w tkliwe objęcia maszyny drukarskiej, jak rolki biorą w miłośnym uścisku arkusz za arkuszem.

A potem pojawił się pomysł - tak oczywisty i naturalny i tak genialny zarazem, że poczułam wielki przypływ mocy. Jakbym dostała drugie życie, a przynajmniej szansę na nie.

Niesiona dobrą energią popędziłam 10 kilometrów w tempie dla mnie dzikim i łamiąc godzinę (całe 4 sekundy!), wróciłam do domu zmęczona i spełniona.

I może za dużo chciałam, może mi się rozbuchał apetyt, może za bardzo uwierzyłam w siebie, a może po prostu dziś miałam za cienką skórę na to delikatne, prawie bezbolesne podcinanie skrzydeł.

Bo cóż to jest podcinanie skrzydeł?

To najdelikatniejsza forma przemocy w jedwabnych rękawiczkach.
Prawie nic nie waży, prawie niezauważalna, prawie nie istnieje.

Dowód?
Ograbiona z entuzjazmu czuję się zraniona i pokiereszowana.

Mnie wystarczy.
środa, 04 marca 2015

Spanie z dziurami na niespanie - 7 h, praca - 7 godzin, dzieci - 4 godziny, bieganie/Ewcia - 1 godzina, transporty/logistyka/gotowanie/krzątanina/toaleta poranna-wieczorna - 3 godziny.

Zostają 2 godziny na:

- kompa - blog/pisanie/oglądanie/gadanie na FB
- wypady do kina
- spotkania ze znajomymi
- portugalski
- Radę Osiedla
- drobne fuszki


I ciągle wierzę, że można lepiej, że można wydajniej:)

wtorek, 03 marca 2015
Zawsze czułam, że będę rządzić światem!
Wy też możecie:)



poniedziałek, 02 marca 2015
- kocham Cię.
- ja kocham Cię bardziej.
-  Ty masz kochać najbardziej siebie samego.
- Nie! Ja najbardziej kocham Ciebie i... słodycze.

Ciekawe, kiedy mu przejdzie i kiedy usłyszę pierwsze: Nienawidzę Cię!






niedziela, 01 marca 2015
Jak tu podsumować pięć intensywnych dni?

O czym napisać?
O tym że po służbowym wieczornym piciu z klientami miałam totalną zapaść - mrok i więcej nic?

A może o tym, że również służbowo wylądowałam na moim ulubionym skrawku ziemi, czyli na Wzgórzach Dylewskich, które uwielbiam za bezkres, ciszę i wrażenie, jakbym była na końcu świata.

Choć jeszcze chętniej uchyliłabym rąbka prywatnych tajemnic.
Ale tajemnice są po to, aby ich nie zdradzać, więc napiszę o tym, co żadnym sekretem nie jest.

Sekretem nie jest...
że jestem już oficjalnym zaprzysiężonym sekretarzem Rady Osiedla. Po urzędowym zaprzysiężeniu nastąpiło wesołe zaprzysiężenie w kameralnym gronie. Cieszę się na te cztery lata i na działania w fajnym gronie ludzi.

Sekretem nie jest...
że biegałam i było to dobre bieganie - raz w duecie, raz solo - nie bez wysiłku, ale z energią. No i ta wiosna! Wiosną pełną gębą.

Sekretem nie jest...
że wyskoczyłam z mężem na sobotnią randkę-rundkę po mieście. Tym razem udało mi się namówić go na Highlandera, gdzie dają pysznego tatara. Mniam!

Sekretem nie jest również...
że byłam na filmie "Joanna", z którego wyszłam rozbita i łkająca. Książki nie czytałam i nie dam rady przeczytać.

Reszta jest sekretem i milczeniem.

Dobrej nocy!








środa, 25 lutego 2015
Jaka krótka ta doba!
A tyle by się chciało - i ciągle mało i mało.

Pierwszy dzień cyklu - mój apetyt rośnie.
A na co rośnie?
Na wszystko!

Od jutra mocne przyspieszenie:
ukonstytuowanie rady osiedla, piwny triathlon, sobotnie szlajanie z mężem, przygotowanie do kobiecej akcji na Starówce, ostatnie szlify książki, która ma wkrótce premierę, Goście w Olsztynie i jeszcze dużo, dużo rzeczy - tajnych i jawnych prodżektów i tylko ta doba - cholera - dlaczego 24-godzinna?!
To jakiś skandal i niesprawiedliwość!

I jeszcze spać trzeba.
A spać trzeba, bo w snach dzieje się jeszcze więcej.


 

poniedziałek, 23 lutego 2015
Bardzo chciałabym dziś napisać o zmysłowych snach, zwariowanych projektach, zakładach i układach, bo to jest to, co najbardziej lubię w życiu: seks i poezja.

Ale że już późny wieczór -  będzie dziś kawałek prozy życia.
Choć ta proza jest moją najukochańszą poezją.

Oto Pola w czułym obiektywie.

Kto zgadnie gdzie?






niedziela, 22 lutego 2015
Nie muszę czekać na oskarową noc.
Nie wiem, czy film jest godny Oscara, ale historia rodziców Leo - na pewno.
Po takim filmie wstyd narzekać na macierzyńskie umęczenie.
Trzymam kciuki!

A film można obejrzeć TU:

http://www.nytimes.com/2015/02/02/opinion/our-curse.html?src=vidm&_r=1




czwartek, 19 lutego 2015
Nauka kiedyś to wyjaśni.

Piękno - tak różne dla wszystkich.
Piękno nieszablonowe, niedoskonałe, ze skazą.
Kogoś przyciąga, na kimś innym nie robi żadnego wrażenia.
Mnie urzeka, zniewala, rozbudza tęsknoty, a dla Ciebie takie zwyczajne, może piękne nawet, ale cóż z tego?

Testuję to na co dzień z moimi koleżankami w pracy albo z KGMu, komentując mężczyzn wokół. Każdą kręci ktoś zupełnie inny. Spoglądamy więc na siebie z niedowierzaniem: naprawdę on!??

Ale dziś będzie o kobiecie, którą poznałam w  "Idealnych Matkach", a teraz spotkałam ją w serialu House of Card (Jol-ene, pamiętam jak mi mówiłaś z rok temu, że ona tam gra:).

Nie wiem, co w niej jest AŻ tak wyjątkowego, ale ja się nie mogę nasycić.

A jak nie wiadomo, co to -  to musi być miłość:))

ROBIN WRIGHT

dziś z nią idę do łóżka
a Wy idźcie z kim chcecie:)
środa, 18 lutego 2015
To było z soboty na niedzielę.
Poprosiłam Endriuszę, żeby wyjątkowo to on wstał o świcie wraz z dziećmi, a mi dał pospać do 8.30...
(układ jest taki, że on wstaje do Poli w nocy, a ja czuwam od świtu)

Endrju się zgodził, więc kładłam się spać przeszczęśliwa jakbym wygrała na loterii nie sen do 8.30 ale jakieś hedonistyczne wylegiwanie się w łóżku co najmniej do siedemnastej.

Dzieci wstały przed siódmą.

- Mamaaaaaa, sooook! - wykrzyknęła Pola.
- Ja zrobię Ci sok - wystękał Endrju i heroicznie podniósł się z łóżka.
- Nieeeeee! - rozdarła sie Pola - Maaammmaaa sok!
Chwilę później obudził się Antek.
- Tylko cicho, mama śpi - uprzedził go Endrju.
- Mama, mama, mama! Wstawaj! - rozdarł się Antek z miną człowieka, który robi wszystkim świetny dowcip.

Mnie to nie rusza. Uszu nie zamknę, ale oczy owszem, więc zaciskam powieki. Niby śpię.

- Mamama, budka! - dołącza Pola, która nie lubi zostawać w tyle.
Chwilę później siedzi już na mnie okrakiem i klepie mnie po twarzy:
- Bubka! Mama luli nie!
Ja twardo nie przejawiam żadnych oznak życia.
- Jestem głodny, chcę naleśniki!!!
- Ja zrobię naleśniki - zainterweniował dzielny ojciec Polak.
- Chcę, żeby Mama zrobiła! - wykrzykuje Antek i w ryk.
Ja śpię dalej niezłomnie.
Chyba się uspokoił.
Moment ciszy.
Pola grzebie mi we włosach, ale przynajmniej się nie drze.
Zakrywa mi twarz włosami, odsuwa się i ustami naśladuje dźwięk końskich kopyt:
- O! Mama koń!
Nie poddaję się.
Nie poddaję się nawet wtedy, gdy Antek z chichotem rozbójnika, który właśnie rozbił bank, wbiega do pokoju, trzymając w dłoniach dzwoniący budzik.
- Pobbuuudka!!!
- Antek! - to Endru teatralnym szeptem krzyczy na synka - mówiłem Ci, że mama śpi do dziewiątej.
- Do dziewiątej?!!? - Antonio popada w ton z tragedii greckiej - to za sto lat!!!!!!
Pola szybko podchwytuje i siedząc na mojej głowie zaczyna głośno śpiewać
- To lat! To lat!

...niech żyje żyje nam!

Chwilę później dochodzi ósma trzydzieści. Zanim wstanę, Endrju wymęczony i zdruzgotany pada do łóżka i zawija się kołdrą.
Teraz moja zmiana:)

wtorek, 17 lutego 2015
Wystawiłam dziś buzię do słońca.
Zamknęłam oczy.
Czułam, jak pulsują mi nadgarstki.
Otworzyłam dłonie i łapiąc promienie, przebierałam palcami delikatnie, aby ich nie spłoszyć, aby nie uciekły.

Tylko pękający na jeziorze lód lamentował jakby przeczuwał, że wszystko ma swój koniec. Tymczasem bezczelnie nagie słońce śmiało mu się w twarz.
Wiedziało, że pędzimy w stronę ery słońca i nic nas juz nie zatrzyma.
Zima musi odejść.
To pewnik na dziś.
Reszta jest pytaniem.




poniedziałek, 16 lutego 2015
Moja vis vitalis spadła na łeb na szyję.
I choć na świecie dzieją się cuda, słońce grzeje i szczerzy się do nas pełną gębą, ja jestem zupełnie pozbawiona energii.
Znużenie codzienności toczy we mnie walkę z wiosennym rozświergoleniem. I chciałabym fruwać, i sił mi brak.
Więc siedzę i sobie o fruwaniu fantazjuję, to mogę robić bez końca.
I bez konsekwencji - cha, cha!

Dziś z tego zmęczenia odłożyłam na bok wszelkie ambicje (po tym jak machnęłam Chodakowską i pracę domową z portugalskiego:) i włączyłam  serial z filmowego pakietu od Mareczka.
Pierwszy od dawien dawna.

I urzekł mnie jeden kadr.
Taki pokoik chciałabym mieć tylko dla siebie.

Kto zgadnie, jaki to serial?:)


niedziela, 15 lutego 2015
Kończę weekend wyczerpana do imentu hedonizmem piątkowo-sobotnim.
To był dobry tydzień, ale gdyby każdy taki był, nie dożyłabym trzydziestki. Bardzo proszę o wolniejsze tempo i trochę nudy.

Kilka szczegółów -
w piątek spotkanie z cyklu dużo alko i masa chichotania.
O północy miałam zakwasy na gębie, a rozwalił mnie kumpel, który na pytanie, czy jeszcze domawiamy po szocie żołądkowej, rzekł, a właściwie wybełkotał:
- Tak, ale powiedz w barze, że chcemy tak.. delikatnie.

W sobotę - impreza radiowa i w jednym miejscu same fajne twarze.
Bo KOMP, który grał,  i Gosia z Grześkiem, Piotrek z Kamillą, a Kamilli nie widziałam trzy lata (cóż z tego, że pracuje w sąsiednim budynku) i Jankes - trochę jak przybysz z kosmosu i Aurelka. Aurelkę poznawałam już kilka razy, ale wreszcie chyba poznałyśmy się na dobre.
Poza tym spotkałam też kilka radiowych gąb, które Endrju lubi i o których czasem opowiada.

Cóż jeszcze?
Ano poranne bieganie oczywiście - sobotnie górki i dołki, a w niedzielę pierwszy raz od grudniowej kontuzji godzinna trasa. Gdyby nie jakaś czarodziejska motywacja (bo to są czary), odpuściłabym po trzecim kilometrze.
Tak mi się nie chciało, a jednak się dało:)

A w międzyczasie:
fajna kawa u moich ulubionych sąsiadów, wietrzenie książek u Tymisiowej, trochę gotowania, które mnie odpręża
i wiadomo: dzieci-śmieci, które w weekend staram się wypieścić i wycałować za cały miniony tydzień.

A jutro od nowa - muszę iść spać, bo inaczej padnę.
Boa noite os meus Amigos!




czwartek, 12 lutego 2015
W związku z tym, że mam za dużo wolnego czasu (a jakże!) postanowiłam podziałać jeszcze społecznie. A co:)

Wracam dziś z wyborów do rady osiedla.
Antek pyta:
- I co będziesz tam pracowała?
- Trochę będę.
- A Pan Wojtek będzie prezydentem naszej ulicy?
- Tak jakby.
- A Ty kim będziesz?
- Ja może zostanę jego sekretarzem.
- I będziesz ukrywała wszystkie jego sekrety?

Wszyściutkie:)


środa, 11 lutego 2015


i tak co miesiąc:))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 105