..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
sobota, 18 kwietnia 2015

Gdybym teraz był dzieckiem
I miał wszystko przed sobą
O tobie mógłbym tylko śnić
Tylko śnić o tobie
Gdybym miał niewiele lat i niewielki dość był
Nie umiałbym przewidzieć, że kiedyś będę z tobą żył

Jakiż sprawił to bóg?
Jakiż sprawił to bóg?

Gdybym później wyglądał jak nasi synowie
Zrozumiałbym czemu tak zawróciłem ci w głowie
Chwali mi się jednak, że
Przez całe lata, zatrzymałem cię
By zabrać dziś na koniec świata

Jakiż sprawił to bóg?
Jakiż sprawił to bóg?

 

Wojciech Waglewski

Dziś w Trójce na pierwszym miejscu piosenka, od której miękną mi kolana.
Kiedyś byłam grupies Fisza, dziś Fisza wciąż wielbię, ale to WW wygrywa.

Cóż jeszcze dziś?
Pierwsza lekcja portugalskiego po długiej przerwie. Tym ciekawsza, że przez skype.
Pierwsza od miesiąca dyszka w nienajgorszym czasie.

Za mną mocne wrażenia zawodowe i trzy bardzo pracowite wieczory.

Od jutra chillout i same atrakcje. A zapowiada się pysznie i gęsto.
Czego i Wam życzę:)

 

czwartek, 16 kwietnia 2015
Po tym, jak stanęłam przed wizją samotnych nocy z moją ukochaną Córcią, znaną z tego, że w nocy pije hektolitry wody płynów i ktoś musi wstawać i jej robić następne i następne picie, dostałam w prezencie dwie wielkie butle.

Od tej pory zasypiam z czterema butelkami tuż nad głową - ja śpię, a królewna w nocy pije jak smok wawelski:)



A cudnego króliczka wydzierganego dłońmi Wiedźmy Angie, która kiedyś mnie zahipnotyzowała, dostałam wczoraj na Chłodnej 25.
Chłodna 25 mocno straciła ze swego danego uroku, Angie za to  jest coraz barwniejsza.


środa, 15 kwietnia 2015
Nie mógłbym być z Tobą, bo jesteś zbyt wymagająca i pamiętam Twoją skłonność do niewierności.
Chociaż może przydałby mi się Twój wysoki poziom wymagań, wysoki poziom ambicji, w dodatku poparty własnym autentycznym talentem,  bo to działałoby na mnie mobilizująco.
A skłonność do niewierności? Może wtedy i ja mógłbym legalnie skakać w bok?
Więc w sumie.. wady przekłułaś na zalety:)


Z. z poznańskich akademickich czasów.




 
wtorek, 14 kwietnia 2015
Bardzo lubię takie drobne upominki, które wyskakują jak królik z kapelusza w chwilach szczególnych. 
Dwa lata temu dostałam od wujka kilka szpul taśmy 8mm, na której miały być stare rodzinne nagrania. Bez większej nadziei dałam je znajomemu filmowcowi.
A wczoraj - zupełnie niepsodziewanie - znalazłam na swoim biurku filmy z mojego dzieciństwa. Jakość fatalna, ale wzruszeń co niemiara!

Patrzę w oczy tej dwójce dzieciaków, które są tak ufne i radosne i chciałabym je przytulić bardzo bardzo mocno, bo wiem, że przyjdzie dla nich trudniejszy czas.
Ale one tego nie wiedzą, a ja im bardzo tej niewiedzy zazdroszczę. 





niedziela, 12 kwietnia 2015
Koniec weekendu, dwa tygodnie od wieczoru szczerości, czas wziąć po lupę moje emocje. Bo może nie wyglądam, ale emocje miewam.

Bardzo kolorowe.

Zacznijmy może od ciemniejszych odcieni i tego, co najgłębiej.

Najgłębiej mam duże poczucie porażki, świadomość, że projekt "rodzina" się nam nie udał,  że to, co budowaliśmy 8 lat, zbyt łatwo zostało odpuszczone, przekreślone jednym zdaniem: "ja już nie chcę walczyć o małżeństwo".


- Jak możesz być taka spokojna? - zapytała mnie wczoraj Tymi ze łzami w oczach.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, dlaczego jestem spokojna.


Może dlatego, że więcej we mnie współczucia niż złości. Uważam, że mój życiowy partner zwyczajnie po ludzku wymiękł, a ja chcę i mam siłę, aby biec dalej. I czuję, że on się zgubił, popełnił błąd, wyrzekł się czegoś trudnego, ale czegoś, co daje sens w życiu. I żadna dodatkowa godzina snu nie jest tego warta. I może zrozumie to za kilka, kilkanaście lat, a może nigdy - tego nie wiem.

Może dlatego, że odchodząc, dał mi kawałek życiowej przestrzeni, którą się zachłystuję. Mogę spontanicznie zaprosić gości, słuchać do snu muzyki, przestawić meble, zamontować na oknie suszarkę na pranie (moje wielkie marzenie przez lata blokowane:)

Może dlatego, że już nie muszę nikogo na nic namawiać, po prostu jak chcę, to robię, planuję, marzę, celebruję drobiazgi dnia,  cieszę się na każde jutro i nie słyszę, że coś nie ma sensu.

Może dlatego, że nawet w najbardziej dramatycznej sytuacji, jakaś część mnie umie się wznieść wysoko i pośmiać się, bo tam gdzie są łzy jest i miejsce na śmiech.

- Ty Kacprzyk zawsze się wymkniesz banałowi - zachichotała Walerka na piątkowym śniadaniu na Taczaka 20 - A już byłam pewna "dopadło ją: ma dwójkę dzieci, męża" a tu proszę! Znów zaskakujesz!

Dlaczego jestem spokojna?
Bo za mną dobry czas, a wokół mnie dobrzy ludzie.
Ostatnie dni to same fantastyczne spotkania:
W Poznaniu kolacja z Mareczkiem i śniadanie z Walerką (jak ja ją kocham!),
w Olsztynie kino i wino z Tymi, kawa z Agą i nasiadówka pod gwiazdami na tarasie Casablanki z Betką i Magdą. To ogrom wsparcia, ale też śmiechu, bo bez tego się nie da.

Dlaczego jestem spokojna?
Bo kocham i jestem kochana.
Bo mam dwójkę największych skarbów świata.

Tu w koszulkach z Poznania:



Ale nie zawsze jestem spokojna.
Jest we mnie spory potencjał złości.
Wtedy zapalam się na chwilę - wybucha we mnie złość zmieszana z żalem i wówczas walę na oślep.
Wystrzelam się, wezmę głęboki oddech, a potem macham ręką i idę dalej.
Tak mam. I lubię to.

piątek, 10 kwietnia 2015
Wróciłam z Poznania z Targów Motoryzacyjnych późnym wieczorem i ledwo przekroczyłam próg domu, Antek dopadł mnie i poprosił o cowieczorną bajkę. A cowieczorne bajki są dlatego fajne, że powstają na gorąco w momencie opowiadania.

Ta zaczęła się tak:
Dawno dawno temu, za górami, za lasami zorganizowano Targi Motoryzacji. Przywieziono tam kilkaset samochodów - pięknych lśniących jaguarów, volvo, mustangów, nissanów, fordów, toyot i wielu wielu innych. Za dnia bogaci ludzie chodzili po wielkiej hali i oglądali te wszystkie auta.
A wieczorem, gdy wszyscy poszli do domów i w hali zgaszono światła, białe volvo zamrugało światłami i powiedziało do innych aut:
- Hej podoba Wam się tutaj? Stoimy bez ruchu jak jakieś pajace. Ludzie wsiadają do nas, robią sobie z nami zdjęcia, jest gorzej niż w zoo. Czy wy też tak się czujecie??
- Tak! - odpowiedziały chórem auta.
- To co koledzy? Spadamy stąd?
- Pewnie!
Pierwszy wyjechał wielki tir, burząc jedną ze ścian, a za nim podążyły fordy 4x4, toyoty hiluxy, jeepy i mniejsze auta.

I kiedy rano ludzie weszli do hali, nie było tam żadnego samochodu.
- Co jest grane? - pytali, a wtedy sprytny właściciel targów mówił:
- Wszystkie auta stały się niewidzialne.
- Naprawdę? - dziwili się ludzie, a potem każdy z nich wykrzykiwał:
- Chcę mieć niewidzialne auto! Muszę je kupić, choćby kosztowało majątek!
I w ten sposób właściciel targów od każdego wziął po 100, 200
 i 300 tysięcy, wmawiając ludziom, że kupili niewidzialne auta. Tymczasem sprzedał im po prostu kawałek powietrza.
- O co chodzi? - dziwili się. - Nie mogę wsiąść do tego auta, nie mogę nim ruszyć, nie mogę wlać paliwa, bo nie zatankuję przecież powietrza!

Kiedy wreszcie zorientowali się, że sprzedawca ich nabrał, chcieli go złapać, ale on z kieszeniami wypchanymi pieniędzmi, leciał już samolotem. Pożyczono nawet drabinę strażacką, żeby go pochwycić na niebie, ale nic z tego nie wyszło. Uciekł i ślad po nim zaginął.

A Ci wszyscy bogaci ludzie, którzy wydali całe swoje pieniądze na niewidzialne auta, musieli zacząć jeździć tramwajami. Marzli na przystankach, tłoczyli się w środku i stali się zupełnie zwyczajni jak każdy inny człowiek.


A to pomarańczowy jeep wrangler.
Na 35. urodziny jak znalazł:)

Jutro opowiem Wam niebajkę - o poznańskich spotkaniach i o tym, jak mi jest na świecie i co mi w duszy gra.


środa, 08 kwietnia 2015
I złamała się wieloletnia rutyna:
- Goście wtargnęli do mansardy, burząc spokój i rytuały -
zrobiło się gwarnie, wesoło, a przy tym tak bałaganiarsko, że Endrju dostałby zawału serca albo wyskoczyłby oknem.

W zeszłym tygodniu wpadł Bartek z Kasią i dziewczynkami, a wczoraj zagościła u mnie Betka z Magdą
- chaos nie z tej ziemi, dzieci wyczyniały cuda, był wrzask, śmiech, płacz i cała menażeria zachowań skrajnych.
I nam w tym wszystkim nawet udało się pogadać.
Pola chciała się popisać i zaśpiewała swój ulubiony szlagier "taty nie ma, taty nie ma"
(śpiewa go od miesięcy, zmieniając tylko tatę na mamę, albo mamę na Antika")
Betka nie wiedząc, że to jej stary hicior, w pierwszej chwili pomyślała, że jest to pieśń porzuconego dziecka i aż się popłakała ze wzruszenia, czym i mnie niemal doprowadziła do łez... śmiechu.


***
A dziś kolejny fajny dzień.
Dobry czas w robocie, potem obiad z P. , który zapytał:
- A wąsy już Andrzeja namierzają?
- Jakie wąsy?
- Twój Ojciec! Nie chce go zamordować? Ja bym zamordował!


Ja chichoczę, a P. patrzy na mnie z mieszanką głębokiego współczucia i przerażenia:
- I co Ty sobie myślisz? Że z dwójką dzieci księcia z bajki znajdziesz?

Chichoczę znów. Teraz to tylko księciowie w grę wchodzą.

Po spotkaniu z P. popędziałam do Chilli na spotkanie założycielskie bandy Rozbójniczek.
Na razie kwartet inicjatorski to Ania, Marta, Gosia i ja.
Olsztynie bój się!
Będzie się działo.

To był dobry dzień.
A jutro Poznań. Służbowo. Jadę na Targi Motoryzacji.

Może się jakiś narzeczony z jaguarem znajdzie?
 

wtorek, 07 kwietnia 2015
dziś powiem głosem nieswoim
ale to bardzo mój głos




poniedziałek, 06 kwietnia 2015
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też kocham. Spraw proszę, żebym nie chciała mieć już więcej żadnego męża.
"Niewiadoma", księga II



W te święta było wszystko, co kocham.
Czas z dziećmi i czas bez nich, śniadanie w domu moich rodziców, było wesołe szlajanie z Tymi poprzedzone mocną rozmową (to lubię:) i świetne spotkanie z Betką, Kasią i Magdą. Był czas na bieganie w dobrym czasie, były słodkie chwile, kiedy mogłam przymknąć oczy i pozwolić, aby zassał mnie inny wymiar, czytałam, drzemałam, jadłam wspaniałości i gadałam z ludźmi.

I choć każdy dzień podszyty jest delikatnym smutkiem, to jednocześnie odczuwam lekkość jakby nagle ktoś wyjął mi z dłoni ciężką walizkę.
Smutek i lekkość - ładny duet.
Zamykam oczy i widzę, jak tańczą. Kruche łatwopalne figurki origami.
Czy przeżyją do jutra - to się okaże.

***
A na zdjęciu Kasia i Magda. Betka po drugiej stronie obiektywu.


***
Przyłapuję Antka w chwili, gdy pakuje naleśnika do DVD.
- Hej?!! Zwariowałeś?! Co Ty robisz?!
- Byłem ciekaw bajki o naleśniku.



piątek, 03 kwietnia 2015
Konie i delfiny śnią mi się od dziecka.
Dosiadam ich grzbietów, a one mnie niosą, dając mi dziwne bezgraniczne szczęście, totalną wolność.

Pierwszy impuls był w zeszłym roku, gdy po raz pierwszy odwiedziłam stadninę w Pałacu Pacółtowo i pogłaskałam konie.

Kilka dni temu miałam sen. 
Wylądowałam w górach w pięknym letnim domu pełnym ludzi. Latem dziewczyna,  która zajmuje się stadniną planowała wyjazd, a ja podjęłam się, że ją zastąpię. Rany, jak ja się w tym śnie cieszyłam na ten czas!

Dziś po raz kolejny pojechałam na Wzgórza Dylewskie - dla mnie najpiękniejsze miejsce na ziemi, najbardziej magiczny koniec świata -  i tam, znów, konie.

A potem popołudniu poszłam pobiegać i pobiegłam z prędkością dla mnie niemożliwą, bo 5 km w tempie 5:24/km. Ale gdy zerknęłam do Endomondo, uderzył mnie podpis: Pr0myczek jeździła konno, przebyła 5 km.


I wtedy mnie olśniło: ja przecież mogę nauczyć się jazdy konnej!


Mogę wsiąść na grzbiet i zacząć jeździć. Poczuć cielsko bestii, poczuć tę moc i lekkość jednocześnie. Mogę spełnić swoją wielką fantazję, która drzemie we mnie ponad trzy dekady. Bardzo tego chcę, bardzo potrzebuję.




To był dobry dzień.
Dzień, w którym życie przerasta fantazje.
Dzień improwizacji i impresji.

To nie był postny dzień - oj nie.
czwartek, 02 kwietnia 2015

"Myślę, że nie odpowiadałoby mi tempo i styl życia, który osoba z Twoim temperamentem chcąc nie chcąc narzuca bliskim. Ja mam gawędziowstręt, a Ty lubisz być w centrum zdarzeń".

K., który zna mnie 32 lata:)


***



środa, 01 kwietnia 2015


od jutra, w związku z wiosenną blogową ramówką, cykl "Dzika kobieta mówi", czyli
JAK ZE MNĄ ŻYĆ - instrukcja obsługi plus obiektywne wypowiedzi tych, którzy mnie znają.

A wszystko po to, żeby już żaden mężczyzna nie uciekł ode mnie z krzykiem, nawet jeśli to tylko niemy krzyk wymalowany na twarzy głęboką ulgą:)

wtorek, 31 marca 2015
- Ale Ty się dobrze trzymasz - mawiają z niedowierzaniem ci, którzy widzą mnie na żywo. - Normalnie żyjesz i  w ogóle. Ja bym tak nie mogła.

A ja wiem, że byś mogła, bo człowiek ma w sobie tak ogromną umiejętność dostosowywania się do okoliczności, że może dużo więcej niż mu się zdaje
(Chodakowska na każdym treningu też mi mówi, że mogę więcej niż podpowiada mi moja głowa:)

Dlatego, gdy dzieje się coś dramatycznego, jakaś część mnie wzbija się wysoko i obserwuje wszystko z lotu ptaka, z należytego dystansu.

Bo tylko wtedy można znaleźć winę po środku, można oderwać się od emocji, a nawet zachichotać.

Takie wzbijanie się w górę i nabieranie dystansu to świetny trening radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Jest jeszcze drugie lekarstwo - MIŁOŚĆ.
Jeśli kochasz i jesteś kochana - przeżyjesz wszystko.

Amen.

A tu - nasze poranki - droga do niani i do przedszkola.
Nie straszne nam słońce, ulewa i śnieg (był dziś)
Jest moc.



poniedziałek, 30 marca 2015
- Nie wiem, czy wiesz, ale zostałam Twoją rzeczniczką prasową - powiedziała dziś Tymi. - Ludzie dzwonią i pytają, o co chodzi i ja im muszę coś mówić!

Ale nie tylko moja "rzeczniczka" dostaje telefony.
Ja dostaję od ludzi, od WAS,  tak dużo wsparcia - w telefonach, esemesach, wiadomościach na Facebooku, spotkaniach na żywo czy komentarzach na blogu, że co by się nie działo, jest lżej, cieplej.
DZIĘKUJĘ!

I może również dzięki Wam:
nie leżę zalana łzami na kanapie, nie piję co wieczór butelki wina, nie drę włosów z głowy, ani nawet kotów nie drę. Rozmawiam, planuję, biegam, staram się być dla nas sprawiedliwa. Andrzeja nawet rozumiem.

I najważniejsze:
Żyję, ogarniam, jestem dla siebie dobra, przyjmuję prezenty od bliskich i dalszych mi ludzi i tylko moje ciało, gdzieś zaciśnięte w środku, przypomina mi, że to stan wyjątkowy.

Stan wyjątkowy zakończony znakiem zapytania.
A ten znak to jing jang niepewności i ekscytacji.



czwartek, 26 marca 2015


Mieszam w tym kotle emocji jak jakaś wiedźma - to chichoczę, to ocieram łzy, zaklinam i przeklinam. Co za różnorodność!
Lęk i ekscytacja, niedowierzanie i ulga, ,smutek i wesołkowatość, ciężar i lekkość - to wszystko bełta się i wrze.
W marcu jak w garncu.

Tyle w emocjach, a jeszcze więcej w działaniu.
Przekuwam dramat na przygodę. Tyle mogę zrobić dla dzieci.
Dziś pomalowałam im pokój. Mają nową lampę w potwory i zrobiło się u nich jakoś jaśniej, przyjemniej.
A Antek  - jak to Antek - wariacko podekscytowany. Do tego stopnia, że nawet nie bardzo zauważa, że Endrju jest tylko gościem w domu.
I niech tak na razie będzie.
A potem się zobaczy.


Dziękuję Wam wszystkim za słowa, telefony, esemesy.
Jest dobrze. Moc adrenaliny na razie nieźle mnie trzyma.

wtorek, 24 marca 2015
Po dwóch dniach od atomowego wybuchu, odzyskuję spokój i tropię jasne strony.

Będę mogła zasypiać przy muzyce i zlikwidować na dobre przepastną szufladę pełną napoczętych słodyczy.

Będę mogła spać w poprzek łóżka, bezkarnie nie domykać szaf, otworzyć drzwi dla Gości, dodać ser pleśniowy do sałatki i na obiad zaserwować śledzie.

Szukam radości w drobiazgach, przestawiam meble, uśmiecham się do dzieci promiennie za siebie i za cały świat.
- I pomyśleć, że w życiu trafiają się tak szczęśliwe chwile! - westchnął Antonio dźwigając do swojego pokoju mój stolik, który postanowiłam wymienić na jego komodę.
Cieszył się z "biurka" cały wieczór i mówił, że musi na nim "rozgościć" swoje zabawki.

A ja ciągle słyszę za plecami chichot losu - chciałaś nowe, masz nowe.

Zgodnie z własnym życzeniem, niespodziewanie układam klocki od nowa.

Nie o te klocki wprawdzie chodziło, ale nie bądźmy drobiazgowi:)



A to zdjęcie pewnie przejdzie do mojej małej historii.


niedziela, 22 marca 2015
To były niebywałe cztery dni - tak intensywne, że chyba musiałaby wybuchnąć bomba atomowa, żeby mnie bardziej poruszyło.

Był wernisaż w BWA i premiera naszej książki "Smerek - życie za trzech"


leżę na nakładzie:)


Było osiedlowe palenie Marzanny - pierwsza inicjatywa nowej Rady Osiedla


był wreszcie mój debiut na zawodach biegowych



Było też BODY/CIAŁO Szumowskiej, którą czuję każdym fragmentem mojego ciała.

Był rodzinny śmieszny off road


I było bardzo ciche, spokojne i wyważone cięcie nożykiem prawdy.
A nożyk prawdy pociął równiutko wszelkie złudzenia i nadzieje. 

I to jest prawdziwa bomba atomowa, po której można tylko zginąć i narodzić się znów.


środa, 18 marca 2015
Dziś moja Zbójecka Królewna skończyła dwa lata.
Gada jak najęta, a charakter ma nie lada.

Gdy rusza w miasto, nie ma człowieka, który się za nią nie obejrzy.
Kto na żywo widział jej brawurowy chód, ten wie.

A ja kocham wszystkie oblicza mojej Rozbójniczki - i te diabelskie, i te anielskie.




wtorek, 17 marca 2015
- Mam wrażenie, pewnie zaprzeczysz, że jakoś Ci ostatnio niewygodnie w życiu.
- Nie zaprzeczę, jakoś mi niewygodnie.


Moszczę się, moszczę w tym swoim grajdołku i jakoś mi ciągle nie tak.
Wychylam głowę, rozglądam się wokół i coś bym chciała.
Ale co? Nie wiem. Trochę wiem, ale więcej nie wiem.

To nie frustracja.  Raczej twórcze telepanie, nerw, który nęci: "zmień coś"i wraz z pokusą wręcza mi w pakiecie lęk przed zmianami.
A ja nawet nie wiem, jakie zmiany.

Po prostu nieporządek mi się marzy - wziąć, rozsypać klocki i ułożyć na nowo. Ułożyć inaczej.
Żeby było to miłe łaskotanie nowego.
Bo ja lubię, gdy nowe łaskocze.



a potem kładę się spać, zamykam oczy i myślę sobie: jestem zdrowa.
Kocham i jestem kochana.
Cała reszta to dodatki.

niedziela, 15 marca 2015
Lubię weekendy takie jak ten, bo choć grafik napięty jest jak struna, to dzieje się dużo i dobrze.

Warsztaty bajkopisarstwa w Playschool - wreszcie dużo dzieciaków, dobra energia i fajne pomysły.

Wystawa w stodole - impreza w galerii w prawdziwej stodole, gdzieś na końcu świata. Zaczęliśmy o 18.00, o 22.00 byliśmy już złożeni i spełnieni, wpadliśmy jeszcze na grecką kolację i przed północą leżałam już najgrzeczniej na świecie we własnym łóżku. To moje największe odkrycie weekendu - zaczynać imprezy o 18.00:)

Wietrzenie szafy - estrogeny dziś szalały, dużo kobiet, masa ciuchów, wpadłam na chwilę, powdychałam trochę dobrych babskich fluidów, wyhaczyłam ładną sukienkę i już.

Urodziny Poli - za trzy dni moja córka kończy dwa lata. Dziś dmuchaliśmy świeczki. Pola jest w tak słodkim wieku, że można siedzieć i patrzeć na nią jak na najwdzięczniejszy boski twór. Patrzę więc na te moje dzieci i zjadłabym je z miłości i nie mogę uwierzyć, że cztery chwilę temu chciałam je zamordować.
I tak w kółko.

I wreszcie finał naszej akcji PO CO TEN FEMINIZM.
Więcej TU:
https://pocofeminizm.wordpress.com/




czwartek, 12 marca 2015
Wczoraj wróciłam z Ustki i wydawało mi się, że nawet nieźle się trzymam, nie mam żadnego zjazdu i jest ok, ale dziś obudziło mnie telepanie umysłu, który trzęsie się w mojej głowie jak galareta: z potrzeby zmian i z lęku przed zmianami.
Bo ja muszę coś zmienić. Coś więcej niż fryzurę.

Ale ten zaczęty telepaniem poranek przerodził się w dobry dzień pełen wewnętrznych zaskoczeń i małych-wielkich odkryć. A potem pobiegałam dyszkę w kolejnym życiowym tempie, co po owulacji zdarzyć się nie powinno, a jednak się zdarzyło.

W tym życiowym wyniku, nawet przystanęłam na chwilę, aby przeprosić rowerzystkę, która trzy dni temu wjechała w Antka, a ja jak matka lwica rzuciłam się jej do gardła. 3 minuty później już czułam, że przesadziłam, więc dziś - pod wpływem wcześniejszego olśnienia - przeprosiłam.
I jestem z siebie dumna:)

A teraz lecę na wieczorną herbatę do Marty.
Nie wiem, kiedy znów się zatrzymam.
Pa!




wtorek, 10 marca 2015
Żeby człowiek w tak poważnym wieku musiał się wydurniać w celach czysto biznesowych!
Taka branża:)

A ja pozdrawiam dziś z Ustki!


niedziela, 08 marca 2015
Weekend był obfity
-
dużo we mnie niepokoju, jakiegoś balansowania na krawędzi, pytań bez odpowiedzi, ale też sporo powodów, żeby odbijać się na trampolinie i lądować na manowcach nieba.
Jest RÓŻNORODNIE.

Dziś natomiast było bardzo energetycznie.
Czarna Łapa powróciła z akcją:


te panie to Rosjanki, które po polsku próbowałam odpytać z tematu równouprawnienia. Gdy zapytałam, czy rosyjski mężczyzna robi coś w domu, odpowiedziały:
- Tyci
:)



Wy jesteście oprócz tego, że piękne to i lepsze od nas. Łagodniejcie dla nas, życie czynicie delikatniejszym, za mało jest  Was wśród nas.



Bardzo dziękuję olsztyniankom i olsztyniakom, Bibliotece, Iwonie, Fotografowi, dziewczętom z KGMu i wielu innym babkom z mojego świata, które wpadły i powiedziały jak jest:)
czwartek, 05 marca 2015
To był dobry dzień.
Patrzyłam jak nasza książka trafia w tkliwe objęcia maszyny drukarskiej, jak rolki biorą w miłośnym uścisku arkusz za arkuszem.

A potem pojawił się pomysł - tak oczywisty i naturalny i tak genialny zarazem, że poczułam wielki przypływ mocy. Jakbym dostała drugie życie, a przynajmniej szansę na nie.

Niesiona dobrą energią popędziłam 10 kilometrów w tempie dla mnie dzikim i łamiąc godzinę (całe 4 sekundy!), wróciłam do domu zmęczona i spełniona.

I może za dużo chciałam, może mi się rozbuchał apetyt, może za bardzo uwierzyłam w siebie, a może po prostu dziś miałam za cienką skórę na to delikatne, prawie bezbolesne podcinanie skrzydeł.

Bo cóż to jest podcinanie skrzydeł?

To najdelikatniejsza forma przemocy w jedwabnych rękawiczkach.
Prawie nic nie waży, prawie niezauważalna, prawie nie istnieje.

Dowód?
Ograbiona z entuzjazmu czuję się zraniona i pokiereszowana.

Mnie wystarczy.
środa, 04 marca 2015

Spanie z dziurami na niespanie - 7 h, praca - 7 godzin, dzieci - 4 godziny, bieganie/Ewcia - 1 godzina, transporty/logistyka/gotowanie/krzątanina/toaleta poranna-wieczorna - 3 godziny.

Zostają 2 godziny na:

- kompa - blog/pisanie/oglądanie/gadanie na FB
- wypady do kina
- spotkania ze znajomymi
- portugalski
- Radę Osiedla
- drobne fuszki


I ciągle wierzę, że można lepiej, że można wydajniej:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 106