..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
niedziela, 20 maja 2012
Kończy się dobry weekend.
Wczoraj fantastyczny kameralny wieczór w Zaułku przy migdałowym grzańcu. Z Asią i Monią próbujemy nadrobić 15 lat, płyniemy lekko przez chaos opowieści i wspomnień, gadamy o tym, co było, co jest, co będzie. Dobrze mi. Na tyle dobrze, że wracam do domu z niedosytem.

Niedziela wypełniona po brzegi.
Przedpołudniem kibicujemy Marcie, Tomkowi i Tymkowi w biegu Copernicusa. Gdzieś w międzyczasie znów się ścinamy z Endriuszą o jakąś głupotę. Gadamy potem w domu - i jest to rozmowa dobra i ważna. Endrju się wkurza, że z tego naszego gadania to za wiele nie wynika, bo i tak ciągle łamiemy wzajemne obietnice. A ja uważam, że dopóki gadamy, dopóki nie mamy w sobie zgody na bylejakość, to jest dobrze. Mimo że czasem bywa źle.

Popołudnie już lekkie, przyjemne, idealnie niedzielne.
Robię gulasz z serc, koszę trawę w ogródku, sadzę pierwsze kwiaty, Antek mi pomaga, a potem szaleje z dzieciakami sąsiadów. Przychodzi Marta z Tymkiem, potem dobijają do nas panowie. Sączymy sobie bezalkoholowe piwo, jest ciepło, zwyczajnie, leniwie.
Ot łagodne zakończenie naprawdę pysznego weekendu.
Oby więcej takich.

GULASZ Z SERC krok po kroku:)








sobota, 19 maja 2012
Wczoraj fajny wieczór w Pozytywce z Martą i Tomkiem.
Antek pożegnał nas tekstem:
- Mama piwko iść, tata piwko iść, syscy piwko!

Upiłam się na wesoło, chichotałam jak głupia, a smak wiśniówki (prawie tak pysznej jak Jin-Jingia) wciąż czuję na podniebieniu. Niestety nie pamiętam zbyt wiele, ale dziś idę w miasto po nowe wspomnienia z Monią i Asią.
U mnie w głowie już wakacje:)
Miłego!

MARTA I TOM


4 OBLICZA ENDRIUSZY

W OBIEKTYWIE TOMKA

czwartek, 17 maja 2012
Jest lepiej, dobrze jest.
Wczoraj ważna rozmowa, kolejne decyzje, znów wywracamy wszystko do góry nogami. Powoli staję się mistrzynią od radykalnych zmian życiowych - na razie ciągle na etapie myślenia i gadania:)

Dziś dzień lekki, przyjemny, jak droga usłana cukierkami. Szłam sobie powoli, schylałam się po każdy z nich, szeleściłam papierkami, aby potem delektować się słodkim smakiem własnego podniebienia.

Popołudnie spędziłam w BWA z Antkiem na wystawie ilustratorów dziecięcych i w interaktywnym placu zabaw.

Ktoś kiedyś mi napisał:
fajnie jest obserwować Twoje przemiany zwłaszcza w świetlistą stronę.

Znów jestem po lepszej stronie lustra. Znów mam w sobie moc i dobrą energię. 
W Olsztynie znów na niebie słońce, a u Was jak?


Antek w galerii


i ja - po lepszej stronie lustra


środa, 16 maja 2012
Po takim dniu, najlepiej położyć się spać.
A gdy się obudzę, zacznę nowe życie.

Każdego dnia można zaczynać na nowo żyć, prawda?


ulubiona Yelena Bryksenkova po raz kolejny

**
Endrju siada na fotelu.
Antek: To mamy fotel.
Endrju: Ale mama siedzi na kanapie.
Antek: Fotel mamy! Mykaj kakuś.  Ciasiu nie mam!
(tłum. : Zmykaj tatuś. Czasu nie mam !)

wtorek, 15 maja 2012
Ratuję się piciem i pisaniem. Piszę powieść, piję wino.
Gdyby nie picie i pisanie rozpuściłabym się w powietrzu.

Poza piciem i pisaniem są na tym świecie ludzie,
wspaniali ludzie, którzy mnie wyciągają za uszy.


Dzięki Wam za to.





foto by Antek
poniedziałek, 14 maja 2012
Ten poniedziałek zaczął się zbyt pięknie, żeby równie pięknie się skończyć.
Miałam siłę, aby wstać po szóstej rano i rozpocząć dzień od biegania nad jeziorem, w którym przeglądały się chmury, a mgła sunęła po tafli, kłębiła się bajecznie jak w czarodziejskiej opowieści.
Miałam przyjemność ze słonecznego spaceru do pracy - zrywaliśmy z Groszkiem dmuchawce, było rześko i cudnie.
Po pracy odebrałam Antka, miałam ochotę na tatara i pogawędkę u Alutki. Miałam też jeszcze resztki energii, aby po powrocie do domu upiec z Groszkiem marchewkowe ciasto.
Miałam dobry humor i dużo pozytywnej energii.


A potem przyszedł do domu mężczyzna - zjawił się niczym dementor z Harrego Pottera, który zdmuchuje ze świata szczęście.
Teraz jest mi zimno i źle.
Znów pewne rzeczy widzę jaskrawiej.

niedziela, 13 maja 2012
To był bardzo dobry dzień!

Może dlatego, że zaczęłam go wcześnie rano?
A może dlatego, że gwoździem programu była impreza u Moni i Błażeja, gdzie czułam się tak jakbym po stu latach podróży znów trafiła na drogę do domu. Tak czuć się można chyba tylko z przyjaciółmi - nawet jeśli to przyjaźń dawna, zagubiona gdzieś w biegu. Stare szkolne przyjaźnie i wspólne dorastanie to fundamenty, o jakie trudno w dorosłym życiu. To chyba jedyna relacja, która może przetrwać niepielęgnowana i odrodzić się po latach. Był też Marek, Asia i mały Michałek. A na stole duuużo wina, jeszcze więcej jedzenia (naleśniki ala teściowa, sałata z brzoskwini i kapusty oraz ciacho -pyycha, na resztę nie starczyło mi miejsca:)
Istne bachanalia!

Na dobitkę ruszyłam jeszcze w miasto. Ale dziś miasto nie było w stanie dorównać klimatowi imprezy u Moni, a ja po hektolitrach wina najbardziej marzyłam o łóżeczku, więc zawinęłam się grzecznie do domu jak stuprocentowy Kopciuszek.
Wprawdzie bez księcia i karety, ale nie bądźmy drobiazgowi:)

Grunt, że to był naprawdę cudny, przecudny dzień!


chłopaki u Moni oglądają TV:)


A tu Chilli. Zdjęcie zatytułowane: "Kobiety esemesy piszą":)))

sobota, 12 maja 2012
Macie pomysł na wiosnę?
Ja mam mnóstwo.
Chciałaby skończyć powieść, zasadzić kwiaty w ogrodzie, odpalić wreszcie moją maszynę do szycia i zrobić jeszcze kilka innych rzeczy, które przyniosą mi szczyptę zwyczajnej radości.

Jednym z pomysłów jest też zabawa w szukanie domu.

Jeździmy po powiecie i oglądamy stare, zrujnowane chaty  - strasznie to fajne. Poznaję w ten sposób bliskie okolice, o których wcześniej nie miałam pojęcia - a im dłużej jeżdżę, tym bardziej upewniam się, że żyję i mieszkam w jednym z najbardziej uroczych zakątków świata. Zaś każdy z tych domów to ogromna pożywka dla wyobraźni. Jak tu było, ja tu będzie, jakby potoczyło się moje życie, gdybym tu zamieszkała.

I tak sobie jeździmy, i tak się jaramy. Bo codziennie mieszkamy gdzie indziej. A wieczorem i tak wracamy do serca miasta, w bezpieczne objęcia mansardy:)

   

a to dom po Dywitami:)

czwartek, 10 maja 2012

Przyjdź do mnie jawnogrzesznico
będę cię rozdzierał powoli
na wszelkie nadzieje kolorów i zespolenie

może zakwitniesz nad ranem
piękną duszą słonecznika

świetna płyta duetu Babu Król, którzy wskrzesili Stachurę, odkopali nie tylko  zakurzone już teksty, a przede wszystkim udowodnili, że Stachura to niekoniecznie brzdąkanie przy ognisku na trzy gitarowe chwyty.

Nie wiem jak Wam, ale mnie się bardzo podoba.

Dziś spośród rzeczy ważnych, najważniejsze jest wyznanie Groszka.

- badzo kocham ci mamo!

Pierwsze "kocham" z ust każdego mężczyzny pamięta się chyba do końca życia.
Z ust syna tym bardziej:)


środa, 09 maja 2012
Równo rok temu Antonio zwycięsko przeszedł operację serca.
To zdjęcie zrobiłam dzień po wyjściu ze szpitala, a fotomontaż wisi w szpitalu, aby przynosić otuchę innym rodzicom, których dzieci czekają na chirurgiczny skalpel.



wtorek, 08 maja 2012
Dziś będzie wpis wspominkowy, bo maj to dla mnie dwie ważne rocznice, miesiąc dwóch serc.
Pierwsza - coś dla mojego serca, czyli wyjście z trudnego toksycznego związku.
Druga - 9 maja - coś dla serca Groszka, czyli operacja i łata!


Z tej okazji, pewnie już przytaczany, fragment dziennika sprzed 7 lat, bo co roku chcę dziękować  wszystkim, którzy mi wtedy pomogli. Chcę też podziękować sobie, że umiem kochać siebie bardziej.


06.05.2005
Jadę do domu -- pół nocy siedzimy z mamą i gadamy. Wreszcie nie jest to gadanie dla gadania. Jeden papieros za drugim, hektolitry herbaty, księżyc wędruje nad naszymi głowami. Dom śpi. Śpią koty i psy, a my gadamy... Musisz wreszcie to zrobić. Dla siebie, Twojego szczęścia, przyszłości... Ekscytacja i stres. Euforia i strach. Muszę to zrobić... muszę, muszę, muszę -- powtarzam to jak mantrę, kiedy prawie o świcie kładę się spać, a nade mną już niebo bez księżyca.


07.05.2005

Od rana skręcam się z bólu -- teraz już zamiast gadania, trzeba działać. Czas na wypróbowanie przyjaciół i znajomych. Nie zawodzą. Mam nocleg, transport, opiekę nad kotem.
Nie wiem, skąd wokół mnie tylu cudnych ludzi. Specjalne podziękowania dla: Ramzeska, p.Bogusi, Walerci, Tadeusza, Sebusia, Jordana. Alutki, Kasiuli, Elu i Zdzicha -- za wsparcie.

08.05.2005
Wczoraj zgubiłam świętego Benedykta. A było tak.
Jesienią zeszłego roku mama Tomka przywiozła z Rzymu każdemu z nas po medaliku ze świętym Benedyktem, który chroni od złych ludzi. Jako zagorzała ateistka uśmiechnęłam się pobłażliwe, ale umieściłam Benedykta w portfelu, żeby nie robić jej przykrości. Niedługo po tym dostałam pracę w Teatrze, gdzie spotkałam ludzi, których ot tak zwyczajnie na tej planecie nie sposób znaleźć. I przez ten cały czas nie zaznałam nic złego od innych. I właśnie wczoraj, kiedy podjęłam decyzję, że kogoś skrzywdzę w imię własnego szczęścia, Benedykt wyskoczył z mojego portfela, potoczył się w nieznanym kierunku i zapadł się pod ziemię. Szukało go kilka osób. Bez skutku.
Kilka razy wracałam w to miejsce. Niestety.
Może Benedykt spełnił swoją misję i odszedł do kogoś innego?

09.05.2005
Cały dzień muszę grać. Na jutro wszystko przygotowane, niemalże zapięte na ostatni guzik. Wysiada mi organizm, chudnę w oczach -- przez ostatnie trzy dni -- dwa kilo.
Wieczorem Kubuś zaciąga mnie na Targi Sztuki do Starej Rzeźni -- nakręcamy się niesamowicie nowoczesnymi instalacjami i w drodze do kawiarni zagorzale dyskutujemy o granicach w sztuce. Jest fajnie. Jeszcze można z kimś pofilozofować.
(...)
10.05.2005
O 8.00 rano już jest Ramzes. Pakowanie. Punkt 10.00 wpadają chłopcy z teatru niczym brygada antyterrorystyczna walą do drzwi. W siedem minut mam zapakowane wszystko do samochodu.
Kot zostaje w Teatrze, moje graty piętrzą się pod sceną, a ja z jednym plecaczkiem wędruję zamieszkać u Ramsika.
Obiad, w ramach oszczędności i nowej strategii życiowej za tysiąc złotych miesięcznie, jem w barze mlecznym „Pod arkadami". Chłodnik 1,64 zł i placki ziemniaczane po cygańsku 3,40 zł. Pycha:)
Jakbym znów była na pierwszym roku i zaczynała studiować.
Jakbym się narodziła na nowo.

poniedziałek, 07 maja 2012

ps. na szczęście dzień taki jak dziś zdarza się tylko raz na jakiś czas
niedziela, 06 maja 2012
Uff!
Nareszcie koniec.
Ile można imprezować, odpoczywać, pić, spać, nudzić się, nadrabiać zaległości, spotkać się z rodziną, albo zwyczajnie trwonić czas w łóżku do południa. Koniec, basta. Czas wrócić w ramy rzeczywistości, w imadło obowiązków, regulowanych przyjemności i cotygodniowego oczekiwania na weekend.
Zbyt długie święto to brak święta.


Co warte odnotowania z ostatnich dni?

- Ważna decyzja, która wcale nie była tak katastroficzna, a może uchroniła nas od katastrofy
- Kilka dobrych rozmów - z Basieńkami i wczoraj z dziewczętami z KGM-u
- Inauguracja ogródka z Asią i Markiem
- Fajna, niespodziewana wizyta warszawskich znajomych z "branży"
- Dużo świetnego czasu z Groszkiem - mojego zachwytu i śmiechu, czasem złości
- Kilka mocnych chwil z Endriuszą
- Krótkie, ale potrzebne spotkania z Krisem
- Pisanie (dziś dotarłam do przedostatniego zakrętu)
- Sen, seks, relaks, nuda i odpoczywanie, i jak zawsze tęsknota za tym, czego się nie ma na wyciągnięcie ręki.


sobota, 05 maja 2012
Ilekroć idę w miasto, wydaje mi się, że nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć, bo te miejskie szlajanki bardzo są do siebie podobne. Ale od czasu do czasu zdarza się miła zaskoczka. I wczoraj się zdarzyła.
Na tradycyjnym szlaku: Pozytywka - Awangarda Bis - Sznaps trafiliśmy na retro imprezę w klimacie starej Teatralnej. Były tańce hulańce swawole, a ja już dawno tak przyjemnie nie tonęłam w objęciach Endriuszy.


 a to dziś.
Antek i motory:)

piątek, 04 maja 2012
Jan Jakub Kolski, choć pewnie o tym nie wie, robi filmy z myślą o mnie. Jego baśniowe opowieści - tak poetyckie, delikatne i okrutne zarazem, trafiają we mnie jak złote strzały Amora. Zakochuję się w jego obrazach od pierwszego wejrzenia i już na zawsze.
Podobnym uczuciem obdarzam kreacje aktorskie jego żony. Grażyna Błęcka-Kolska która wprawdzie zawsze jest taka sama, uwodzi mnie swoją łagodnością. Patrzę na nią z uwielbieniem i zazdrością, patrzę i też tak chcę:
do diabła, skąd ona bierze ten spokój i harmonię?


Wczoraj na dobranoc obejrzałam "Wenecję", która ciągle jest we mnie i już pewnie zostanie. Bo opowieści Kolskiego nie ulatują mi z głowy tak łatwo, a wiele kadrów kradnę sobie na dłużej.
W końcu Jan Jakub Kolski robi filmy z myślą o mnie:)


Najlepsze jednak jest to, że ten wpis nie miał być wcale o Kolskim, tylko o pasji życia. Najwyraźniej dziś moją pasją życia jest jego dzieło i... knajping.

Ruszam w miasto z konkubentem pod rękę, a jutro poszlajam się z panienkami, aby dwoma drobnymi akcentami zakończyć najdłuższy weekend świata.
Wy też się szlajajcie - bon voyage!


czwartek, 03 maja 2012
Mam dziś wolną chatę i długi wieczór.
Nałożyłam ulubioną piżamę i oblekłam świeżą pościel.
Prawie jakbym czekała na kochanka.
A ja dziś randkuję sama ze sobą - są smakołyki, alkohol, dobre kino, nastrój i wszystko, co potrzeba do szczęścia.

Na niebie księżyc tuż przed pełnią.
Zupełnie jak ja.

środa, 02 maja 2012
Jak mi dobrze! Wróciłam właśnie z kolacji z Krisem - bratem mym, wskoczyłam do łóżka, otworzyłam zimne piwo i napawam się myślą o czterech kolejnych wolnych dniach - bez żadnych wielkich planów, ciśnień i takich tam.
Endrju zapakował teleskop i pojechał odwieźć Krisa na wieś, a przy okazji pooglądać gwiazdy. Więc siedzę sama w mansardzie, nie licząc Groszka za ścianą oraz kota, siedzę -  leżę właściwie - i delektuję się byciem.

Dziś będzie wieczór oświadczeń:

Oświadczam, że:
*mam zajebistego brata, który potrafi dokonać rzeczy niemożliwych, ma też kilka wad - a jakże!, ale i tak jest najfajniejszy pod słońcem.

**mam też świetnego faceta, zwanego potocznie konkubentem, który poza mnóstwem przywar - hihi!, ma kilka mega zalet. Jedną z nich jest to, że umie przy mnie być. Umie być blisko w trudnych sytuacjach i jest wspaniałym wsparciem.

***mam jeszcze równych staruszków, którzy czasem potrafią dopiec - oj tak, tak!, ale są naprawdę nietuzinkowymi i fajnymi rodzicami.


****mam super babki wokół siebie - poniedziałkowe piwko z Magdą i Natalą dało mi bardzo, bardzo dużo satysfakcji i naładowało mnie pozytywnie.

*****mam też wielu innych ludzi wokół siebie, których nie będę wymieniać

...dążę jednak do tego, aby uroczyście oświadczyć, że cudnie jest
żyć ze świadomością, że obok nas są ludzie, z którymi można kraść konie, pić na umór, czytać wiersze, kochać się, razem iść na wojnę i rabować na banki.
Ot co.

A to foty z wczorajszego kameralnego spotkania w ogródku:




Menu wieczoru:
szaszłyki i sałatka - Asia,
ja - babka biednego kochanka, zwana potocznie babką ziemniaczaną, warzywa z sosami, ciasto marchewkowe.


Pierwsza kropka ospy wietrznej. Dziś już jest ich więcej.




niedziela, 29 kwietnia 2012
W "Zapiskach z Toskanii" reżyser wyprowadza nas na totalne manowce. Niewinnie, niespiesznie, na tyle delikatnie wodzi za nos, że zanim się orientujemy, lądujemy pod toskańskim słońcem, pomiędzy młotem a kowadłem, na darmo próbując rozgryźć, co jest prawdą, a co tylko grą.

Film to intrygujący z kilkoma genialnymi scenami, doskonały operatorsko, nie wspominając o pięknej i boskiej Juliett.

Film godny polecenia - albo na refleksyjny wieczór, albo na taki jak mój - wieczór przed katastrofą. Dawno mój instynkt samozachowawczy aż tak nie alarmował.  Będzie piekło.
Ale lepsza pierwsza złość niż druga złość - jak mawia Marta, cytując swojego tatę. A ja dziś bardzo w to wierzę.




nie ma jak z energią rozpocząć najdłuższy majowy weekend świata.
Ja - ostry ból gardła i telepanie, Antek chory zakatarzony łzawy i płaczliwy, Endrju w pracy. Nic, tylko skakać z radości. Gdy głowa pęka, w emocjach przesilenie, w nogach zero życia, a w duszy pustynia.

Najpierw postanowiłam się poddać i nie wychodzić z łóżka. Odwołałam wszystkie spotkania towarzyskie i zaczęłam pisać.
Jakby się rozjaśniło.
Potem kilka drobnych promieni - m.in.cygańska spedycja z Dziennikiem Pilcha - podniosło mnie na nogi.
Zapakowałam zabawki, koc, picie i jedzenie i przenieśliśmy się do ogródka. W końcu w pierwszy dzień majowego najdłuższego weekendu świata wypada zainaugurować sezon ogródkowy. Więc zainaugurowaliśmy - ja czytałam Pilcha, wylegując się w słońcu, a Antek integrował się z sąsiedzkimi dziećmi.

Potem znów zjazd - padliśmy oboje zmęczeni upałem i kolejne podniesienie - tym razem siłą woli.
Dzień kończymy łagodnie, łapiąc ostatnie nitki słońca. Czytam świetny wywiad z Grabowskim w GW, a Sokolińska we wstępniaku do "WO" przekonuje mnie, że wszyscy się boją, a bać się nie należy. Na chwilę przestaję.

Po zmierzchu huśtawka kołysze się jeszcze mocniej.
Płaczę i piję. Gadam przez łzy. Wypłakuję wszystkie swoje żale - do świata, siebie, Endriuszy. Zasypiam zmęczona, ale lekka. Śpię mocnym dobrym snem, a gdy budzę się o świcie, serce mam wypełnione łagodną radością poranka.
Za oknem słońce.
Dziś naprawdę mnie ono cieszy.


piątek, 27 kwietnia 2012
Znam takie kobiety, które czego się nie dotkną, wychodzi im prosto, równo i gładko. Naleśniki z ich patelni są idealnie okrągłe, warzywa kroją w drobną kosteczkę, noszą wyprasowane sukienki, a każdy włos na głowie ma ściśle określone miejsce.

U mnie jest odwrotnie.
Wczoraj  na przykład zrobiłam kopytka. Potrawa prosta i banalna, która statystycznej Polsce zajmuje pół godziny. Mi też zajęło to pół godziny, ale sprzątania było na półtorej. A efekt? Smaczne, lecz w niczym nie przypominały kopytek - ot, góra farfocli, każdy innej wielkości i innego kształtu. Jeśli chodzi o kuchnię - tak jest zawsze. Spod moich rąk wszystko wychodzi krzywe i dziwaczne jak sen wariata.

I ta reguła dotyczy wszystkiego. Bo u mnie nic nie może być równe i gładkie.
W głowie, na głowie, w szafie i na patelni.
Jestem królową chaosu i w tym chaosie dobrze się czuję. Również emocjonalnym.
A jednak czasem tęsknię za światem, w którym obwód naleśnika ma zawsze 2πr.



- Antek, zjesz jeszcze jedno kopytko? Za dziadka?
- Dobze.
- A za babę?
- Staczy! - Antek zeskakuje z krzesła - I nie ma kusji!

w tłumaczeniu dosłownym: i nie ma dyskusji!:)


wtorek, 24 kwietnia 2012
U mnie zielono.
Wiosna rozgościła się pysznie, a ja się szwendam tu i tam.
I gapię się i się zachwycam.

A wy?
Co ostatnio Was zachwyciło?

Proszę o listę zachwytów. Tego, co jeszcze budzi w Was dziecinne zadziwienie.
Ja zaś pójdę dalej zachwycać się wciąż i wciąż.



sobota, 21 kwietnia 2012
Sobota o świcie.
Wy jeszcze śpicie, a ja nie.
Wyszłam z mojego snu delikatnie, leciutko. Może nawet nie zauważył i śni się dalej, tyle że beze mnie?
To strasznie fajne uczucie siedzieć w ciszy, kiedy dom nie jest pusty.
Popijać kawę przy kuchennym stole, gapiąc się na śpiącą ulicę i słyszeć senne pomrukiwania z pokoju obok.
Zaraz mogę wrócić, przytulić się do Groszka, złapać Endriuszę za rękę.
Ale na razie nie.
Na razie piję kawę i dobrze mi.
To ten ostatni spokój przed fruwaniem.

Wam też fruwania życzę!


środa, 18 kwietnia 2012
Dziś Antek wstał przed szóstą i z radością wskoczył do naszego  łóżka, krzycząc:
- Stawać! Dzień jest!
Próbowałam mu wytłumaczyć, że wiosną i latem szybko robi się za oknem widno, ale to wcale nie znaczy, że już dzień.

- Umówmy się, że dzień będzie wtedy, gdy mama Ci powie, że już jest dzień. - próbowałam bezskutecznie zmanipulować dwulatka.
Oczywiście mnie olał i dalej jeździł ciężarówką po mojej nodze.
Więc dałam nogę z domu i rozpoczęłam dzień od biegania nad jeziorem.

Tak zaczynają się tylko dobre dni.
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo dobry i niech będzie
to pomyślna wróżba na kolejne.

Lans w okularach przeciwsłonecznych:)


wtorek, 17 kwietnia 2012
Wstyd to film o dziurze.
Wielkiej czarnej dziurze samotności, którą wszyscy łatamy podobnie - forsą, żarciem, piciem  i seksem.
Bohater wstydu łata przede wszystkim seksem.

Dobry to film, mocny.
O mnie, o Tobie, o innych jeszcze bardziej.
Im bardziej przypadkowy, perwersyjny seks, im mocniejszy poranny kac,  tym większa emocjonalna dziura.

Przyglądam się w tym filmie sobie.
Urodziłam się z dziurą samotności i z tą dziurą pewnie umrę.
Ale pocieszające jest to, że ona się goi, bardzo, bardzo powoli zabliźnia się i maleje. Zawdzięczam to ludziom wokół, ale i sobie. Bardzo sobie. Umiem już sama zaspokoić pierwszy głód miłości. Gorzej z drugim. Aczkolwiek robię postępy. Przy odrobinie szczęścia, umrę z emocjonalną dziurą wielkości łebka od szpilki:)

Natomiast w filmie najbardziej rozłożył mnie wątek relacji bratersko-siostrzanej. Nie rozumiem rodzeństw, które w dorosłym życiu zaprzepaszczają to, co ich łączy.  Nie rozumiem rodziców, którzy nie próbują posklejać rozsypanych więzi rodzinnych
.

Patrzę na filmowego brata i siostrę, i sama nie wiem, do kogo mi bliżej.
To nie był przyjemny film. Nie był to też film o moim wstydzie. Nie wstydzę się. 
Bo - jak mówi Sissi:
"Nie jesteśmy złymi ludźmi, tylko przyszliśmy ze złego miejsca"

poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Poniedziałek - jak to poniedziałek - zaczął się błyskawicznie i błyskawicznie się kończy. Pomiędzy startem a metą: zawrót głowy w pracy, utarczki z Groszkiem, babka ziemniaczana (Endrju: możesz startować z kulinarnych zawodach na Podlasiu:) i wieczorne zmaganie się z pisaniem powieści.

***

Rozmowy z Antkiem:

ja: Tu jeżdżą samochody, masz mi dać rękę!
Antek: Sam.
ja: Ale nie ma dyskusji!
Antek: Jest kusja!
***

U niani. Antek piszczy.
Niania: Antek nie piszcz tak. Nianię aż uszy bolą!
Antek: Niania gucha kucze felek!

***

A to fragment ze starego pamiętnika, który mnie bardzo rozbawił:

6 maja 1998 , środa

No i już po maturach.
Dzisiaj pokłóciłam się z W.
Spotkałam go koło Wysokiej Bramy, gdy wracał z matury.
Był szczęśliwy, gdyż zrobił wszystkie zadania. W rękach trzymał jakąś brzydką maskotkę. (Ja przed maturami pożyczyłam mu swojego małego zielonego słonia) Nie wiem, dlaczego, ale straciłam humor. Po prostu byłam zazdrosna. I oczywiście powiedziałam mu to. Odpowiedział, że mojego słonia ma także, tyle że w kieszeni. No i zaczęła się kłótnia, bo ja mówiłam, że mój słoń jemu nie wystarcza itp. Dopiero potem on powiedział, że ta druga maskotka była po to, żeby mógł ściągać. Ale sytuacja była zbyt napięta, żeby można było wszystko odwrócić. No i w ten sposób znaleźliśmy się na Moście Jana...

a wiecie, co zdarzyło się potem?
Obie maskotki wylądowały w rzece. I była gonitwa za słoniem, próba łowienia,  skakanie do wody i.. happy end. Do następnej katastrofy:)

***
Chwila przed północą. Endrju już zasypia koło mnie. Nagle wybucha śmiechem.
ja: A Tobie co?
Endrju: Przypomniał mi się taki obrazek na fejsie. Leci tupolew, a zanim prom kosmiczny z Gwiezdnych Wojen i podpis: cała prawda o Smoleńsku.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78