..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
poniedziałek, 29 lutego 2016
środa, 17 lutego 2016
wtorek, 03 listopada 2015
A nie mówiłam, że dzieją się rzeczy przedziwne?
Jeszcze rano nie wyobrażałam sobie tego pożegnania, a teraz wydaje mi się to tak naturalne, jakby od tego pożegnania zależało to, czy otworzę kolejne drzwi.

Po 10 latach żegnam się z Wami Drodzy Czytelnicy, dziękuję, że byliście ze mną przez ten czas - dzięki za wszystkie dobre słowa, myśli, poczucie, że nie jestem sama.

Nadeszła chwila,  w której żeby pójść dalej, muszę porzucić, to co mnie zatrzymuje - nawet jeśli, a może właśnie dlatego, że to ważna część mojego życia.

Zaraz, zaraz, kto to powiedział:
"Kto chce znaleźć swe życie, straci je"

Dzięki za te dziesięć dobrych lat!





poniedziałek, 02 listopada 2015
Co za przedziwny weekend za mną - od chichotów do łez, od euforii po zapaść, a wszystkie stany graniczne, jakbym ocierała się o kontury własnego istnienia. Krok dalej już tylko nic.

I ja tego NIC dotknęłam. Po raz pierwszy w życiu nie znalazłam nadziei, ugrzęzłam w chłodnym mroku i pozwoliłam, aby wplątał się w moje myśli.
Z  jakąś sado-masochistyczną przyjemnością pozwoliłam, by mnie powalił, by mnie opętał, by zabrał mi wszelkie złudzenia.

A potem nastała odwilż. Przyniosła ciepło, które powoli rozlało się po moim ciele, światło, które przeniknęło mój umysł.
Sam przyszedł i sam poszedł.

Co ciekawe - przedtem i potem było dobrze, blisko, lekko, wesoło.
Doświadczyłam nawet olśnień, dzięki którym uwierzyłam, że może się uda.


Zaś przecudnym akcentem tego weekendu była dziecięca podjarka Halloween  - Antek miał Halloween w przedszkolu, miał Halloween w Playschool i wreszcie uparł się, żeby zrobić Halloween
w domu dla kuzyna Rafałka, więc w piątek wycinał dynie i nietoperze, i duchy z Endrju, a w sobotę ze dwie godziny wieszałam w chacie wycięte przez nich dekoracje. Piekłam też paluchy wiedźmy, przygotowałam halloweenowe gry i miałam strasznie dużo przyjemności, patrząc na moje dzieciaki, które są takie podekscytowane, takie radosne.

Przedziwny był ten weekend, ale to nie jest przypadek. Od miesiąca grzebię w sobie jak w zakurzonym archiwum - co chwila otwieram inną księgę, która przynosi mi ból, zdumienie, niezgodę. Nie wiem, jak dotrwam do marca i ostatniej sesji. Ale jak już przekopie się przez ten księgozbiór, na pewno będę mądrzejsza. Czy szczęśliwa, to się okaże:)



*****
Dziś wieczorem zabrałam dzieci na cmentarz. Pola jak zobaczyła świeczki, zaczęła na całe gardło śpiewać "Sto Lat!". Antek zaś stanął pod słupem elektrycznym z drewnianą poprzeczką u góry, podniósł głowę i krzyczy:
- Mamo! Zobacz, jaki wielki krzyż!
I po chwil:
- Jest krzyż, a grobu nie ma!
niedziela, 01 listopada 2015
Antek zamarzył sobie, aby zrobić w domu Halloween. Zadecydował, że zapraszamy jego kuzyna Rafałka.
Rano, jeszcze w łóżku, Pola pyta:
- Mamo, a psyjdzie do nas Lafałek Antika?
- Tak, przyjedzie Rafałek, kuzyn Antka i Twój
- wyjaśniam.
- Mamo, a co będzie - pyta dalej, a buźkę ma zafrasowaną - A co będzie jak on mi się znudzi?


Hej,  Córciu, takie pytania to ja zaczęłam zadawać sobie dopiero po 15 roku życia!
środa, 28 października 2015
Rozkładam pokusy i propozycje jak karty w pasjansie.
Czuję, które są niebezpieczne, które są nietrafione, które lepiej odłożyć na później. Umiem je okiełznać, choć nie przychodzi mi to naturalnie. Bo normalnie rzuciłabym się w wir - skoki na główkę z zamkniętymi oczami to przecież moja specjalność.
Ale nie. Ja mam oczy szeroko otwarte i choć jeszcze nie wiem, co dla mnie najlepsze, czuję już, co dla mnie dobre. To taka jasność, która aż oślepia.
Idę za instynktem ciała - tego, co we mnie drży.
Dziś wierzę w ten kompas.




wtorek, 27 października 2015
Karmią mnie takie spotkania. Wspólne przeżycia młodości to tak żelazne fundamenty, że nie ma znaczenia czy widziałyśmy się wczoraj, czy pół roku temu. Umysł pamięta, a ta pamięć jest świeża i rześka mimo upływu lat. Czytelność gestów, mimiki, dowcipu równa się  100 procent.

To była przefajna doba pełna śmiechu, ważnego gadania, luzu i zwykłego bycia ze sobą.
Walerka - w moich oczach niemal święta - zaskoczyła mnie arsenałem grzechów i wykroczeń.
Na kolację zaciągnęłam ją OCZYWIŚCIE do Chilli, potem do Amnezji na najbardziej kameralny koncert świata, a stamtąd do Vinyla, gdzie się pięknie mieliło.
Mieszałyśmy trunki i tytonie, mieszałyśmy w Vinylowym kotle, a o drugiej w nocy mieszałam na patelni jajecznicę, bo głodne byłyśmy okrutnie.

Dobre leniwe śniadanie na plaży zwieńczyło czas, a  my obiecałyśmy sobie powtórkę. Bo takie rzeczy trzeba powtarzać. Najlepiej aż do śmierci.



poniedziałek, 26 października 2015
Wszyscy żyją wynikami wyborczymi, a ja dziś żyję sobą.
Za mną przedobry weekend, który skończył się jakieś siedem minut temu.

Dobrej nocy Kochani!


czwartek, 22 października 2015
***
Wychodzimy wieczorem z domu, Antek wzdycha:
- Ale wilgotny wieczór! Lubię takie gładkie i zimne zapachy, a Ty mamo?

***

Kolacja. Pola rozwala jedzenie, a Antek chichocze pod nosem, co jeszcze bardziej ją do tego zachęca.

Wkurzona krzyczę:
- Antek, to jest mało śmieszne!
Antek wzrusza ramionami i mówi:
- I własnie dlatego śmiałem się z tego malutko.

***
Wracamy z zajęć. Czekam, żeby wyjechać z podporządkowanej. 
Antek wzdycha:
- Noc nadejdzie, a my jeszcze będziemy tu drętwieć.
środa, 21 października 2015
Świat bez mężczyzn - ciężko mi to sobie wyobrazić, bo jednak facet to facet, nie ma co gadać. I czułość, i seks, i poczucie bezpieczeństwa, i frajda w wzajemnego odkrywania, ale przede wszystkim głód inności, łaknienie świata, do którego kobiecy umysł nie ma dostępu. 

Świat bez kobiet - tego sobie nie wyobrażam!
Bo wokół mnie mnóstwo kobiet - to one dają mi moc, uskrzydlają, rozśmieszają, inspirują. Przy nich czuję się ważna i dobra. 

Jedna z najbliższych mi kobiet wkrótce będzie mamą. I cieszy mnie to bardzo, i wzrusza mnie to ogromnie.

Druga - choć dziś nie mamy ze sobą ścisłego kontaktu, lecz ma u mnie stałe miejsce w sercu - wpadła na chwilę do Olsztyna. 

- Dobrze było znów zajrzeć w Twoje oczy - powiedziała Basia po wspólnym śniadaniu w Spiżarni, a ja nie mogłam się nią nasycić. 





Dziś kolacją z Tymi, jutro Lole - ole!
poniedziałek, 19 października 2015
Dzieją się rzeczy przedziwne.

Nic nie robię, niczym się nie zajmuję - leżę jak ta księżniczka na tuzinie pierzyn i próbuję poczuć, gdzie mnie uwiera to ziarno grochu.

Kręcę się, wiercę, obracam i... mam!
 
A potem kolejne i kolejne. Bo pod pierzynami nie ziarno, ale pole grochu. I będę grzebać, drążyć, łuskać ten groch, tak powolnie jak Myśliwski, gdy pisał swój "Traktat o łuskaniu fasoli", aż się dokopię, aż się wyczyszczę, aż się narodzę na nowo.

Na razie niemożliwe wczoraj, staje się realnym dziś.
I można to unieść, i można z tym żyć.



Pomimo rozstaju, na jakim stoję, pomimo rozgrzebanych trudnych tematów, pomimo wielkiego pytajnika, który wisi mi nad głową, zdarzają się dni dobre, cudne, pełne, takie jak dwa ostatnie.

W piątek dobry żeglarski wyjazd nad Zalew, przed którym wzbraniałam się do ostatniej chwili, a było tak jak lubię: gwarno, wesoło, blisko. Wirowaliśmy na parkiecie, piliśmy do dna i bawiliśmy się do głębokiej nocy.
A powrót też był pełen emocji, bo prowadziłam czołg, i automat, i w ogóle czułam się jak królowa drogi.

A w niedzielę fantastyczny warsztat "Odważ się" na festiwalu rozwoju i inspiracji - Baba Fest - prowadzony przez Lole. Tu też nie zamierzałam się jakoś specjalnie udzielać, ale los mnie do tego zmusił i okazało się, że odnalazłam w tym moc i spełnienie. Dziewczyny się otworzyły, więc wyszło i zabawnie, i poważnie,  i nawet wzruszająco. A po dwóch godzinach wspólnego pozytywnego wzajemnego ładowania się, wyszłam stamtąd uskrzydlona i z poczuciem, że zrobiłam coś zupełnie nowego w moim życiu.
I mam z tego frajdę!

A najlepszą nagrodą był telefon Bartka:
- Nie wiem, co zrobiłaś mojej żonie, ale rób jej tak częściej.

I chce się żyć:)
 

I spać się nie chce.
Ale trzeba. Więc idę, bom rozsądna.
I siłę muszę mieć do życia.
Pa!


piątek, 16 października 2015
Jak dobrze, że ten tydzień się kończy!
Dużo pracowałam, mało spałam, smuciłam się więcej niż zwykle.
A teraz zamierzam odpuścić i zamienić proporcje. 

I skakać, fruwać, unosić się na fali. 
Do kolejnego upadku. 



 
środa, 14 października 2015
Lalka Barbie zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Może dlatego, że na pierwszą Barbie czekałam bardzo długo. Wszystkie moje koleżanki miały już po kilka, a ja nie.
Wreszcie w czerwcu 1987 roku, na koniec mojej 1 klasy, dziadek przysłał rodzicom 20 dolarów. Akurat było zakończenie roku szkolnego i tata w nagrodę za "czerwony pasek" zabrał mnie do Pewexu, gdzie za 17 dolców kupił mi najpiękniejszą Barbie świata. Za pozostałe 3 dolary kupili z wujkiem piwo, kupę słodyczy i kilka resoraków dla mojego brata.

Wracaliśmy do domu starym taunusem, a ja patrzyłam na najpiękniejszą Barbie świata za plastikowym okienkiem pudełka i nie mogłam doczekać się chwili, kiedy ją w domu rozpakuje. Wracając, zajechaliśmy jeszcze do kwiaciarni kupić babci kwiaty na imieniny. Wujek się uparł, że muszą być herbaciane róże, więc zaczął się objazd po wszystkich kwiaciarniach miasta w poszukiwaniu róż. A ja siedziałam na tylnej kanapie, gapiłam się w moją lalkę z zachwytem i obgryzałam paznokcie, nie mogąc doczekać się chwili, kiedy ją rozpakuję.
Byłam dzieckiem, które samo wyznaczało sobie standardy zachowań i samo konstruowało etykietę i wedle mojej intuicji otwieranie prezentu w aucie było nie na miejscu.
Och, jak ja cierpiałam!
Po dobrej godzinie kluczenia po mieście zrezygnowany wujek kupił bukiet goździków i mogliśmy wracać. Pobiegłam do pokoju, rozpakowałam lalkę jakbym wyjmowała klejnot ze szkatułki i chwilę później usłyszałam, że mnie wołają.
Jechaliśmy na imieniny do Babci.
I znów - nawet nie zapytałam, czy mogę wziąć lalkę ze sobą, znów byłam przekonana, że nie wypada, więc z pękającym sercem posadziłam ją na regale i wyszłam.
To były najgorsze imieniny w moim życiu, tak bardzo chciałam być z powrotem!

To moja pierwsza i ostatnia Barbie.
Jeszcze do niedawna ją miałam, ale zaginęła po serii przeprowadzek.
A że dla mnie Barbie jest lalką symboliczną, dobry los uśmiechnął się do mnie i proszę:
Po 28 latach - prosto z Nowego Jorku, dzięki M. - przyleciała do mnie.
Moja lalka.




Żeby nie było nieporozumień, od razu wyjaśniłam dzieciom, że lalka jest moja. Późny wieczór, Pola już prawie śpi, wreszcie mamrocze coś pod nosem:
- Mamo, a dlacego Ty mas Barbę?
- TY masz swoje lalki, a ja też chcę mieć swoją.
- Jak dzidzia urośnie i będzie wieksa tes kupi sobie Barbę!

***
ps. I zawsze wiedziałam, że Barbie jest feministką:)

https://www.youtube.com/watch?v=l1vnsqbnAkk

poniedziałek, 12 października 2015
Jeszcze rano miałam łzy na wierzchu. Wystarczyło głębiej popatrzeć mi w oczy.
A potem weszłam w nowy cykl i poczułam przypływ mocy. Nie jest to energetyczne tornado, ale powiew dobrej siły, którą tak kocham.

Popołudnie spędziliśmy na basenie.
Antek jeszcze w domu, ni z tego, ni z owego, powiedział:
- Dziś mamo chcę popłynąć bez deski.
I popłynął! Pierwszy raz!
Wlazł do wody, zaczął nurkować z wariackim zapałem, mimo że do tej pory nurkował niechętnie, a potem nabrał powietrza i po prostu popłynął przed siebie jak strzała.
I cieszył się, tak bardzo był z siebie zadowolony, że moje serce śmiało się w głos wraz z nim.

To był dobry dzień.
A to piosenka z wczoraj, z pociągu:




niedziela, 11 października 2015
- powinnaś dostać medal za odwagę.
- powinnam.

Na wyjazd zdecydowałam się w ostatniej chwili. Pojechałam rozedrgana, pokruszona, nie wiedząc do końca, dlaczego-dlakogo chcę biec.

Całe szczęście, że trafiłam pod dach Asi i Krisa, bo tam było mi ciepło i błogo. Asia zgotowała mi królewskie powitanie - były placuszki z cukinii i kurczaka, bruschetty i pyszne ciasto z mchu i granatów.
Oddali mi również wielkie łoże, skazując się na niewygody. A mnie całą noc śniło się, że przez objazdy spowodowane maratonem, spóźniam się na start.

Nie spóźniłam się. A jednak start był trudny. Z jednej strony niebywała atmosfera, uśmiechnięci ludzie, z drugiej gigantyczna samotność w 7-tysięcznym tłumie.
Przez pierwszy kilometr biegłam we łzach - już sama nie wiem, czy to wzruszenie, czy jakieś wewnętrzne łkanie. A potem było cudnie. Słońce głaskało mnie po twarzy, zamykałam oczy i czułam jak płynę razem z tą masą zapaleńców. Pierwszych 10 kilometrów nie zauważyłam, na 15 kilometrze pojawił się podszept "po co Ci to?" i już nie dawał mi spokoju. Dotarłam do 18 i uznałam, że dość.
Zabrakło mi 3 kilometrów do celu, kilkunastu minut, a jednak jakaś zbuntowana we mnie dziewczynka postawiła na swoim.

Wróciłam z satysfakcją, że MIMO WSZYSTKO stanęłam na starcie, że zrobiłam życiowy wynik, ale i z poczuciem, że w drugim trudnym momencie, gdy jeszcze ciało mogło, zabrakło mi motywacji, jakbym sama sobie chciała odwodnić, że nic nie muszę. Nie muszę spełniać nawet własnych oczekiwań.

A potem była długa podróż powrotna - melancholijna jak jesień za oknem.
Zaś na dworcu czekały dzieciaki z Endrju i Antek wręczył mi medal.
- Zrobiliśmy z Tatą dla Ciebie medal, żebyś chociaż od nas miała!

I dodał, jakby chciał mnie wesprzeć na duchu:
- Z tymi prawdziwymi medalami, to nie wiadomo, co robić. A taki walflowo-czekoladowy to przynajmniej można zjeść!


sobota, 10 października 2015

pociąg mnie przyjemnie kołysze Czarne Skrzydła"  koją  Za oknem  rudo i złoto mieni sie jesień Jutro pobiegnę, ile zdołam.

16:22, leelooo
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 października 2015
Mielę, włosa na czworo dzielę, czytam, żyję, oddycham, gadam, piszę, śmieję się, mrużę oczy z zadowolenia, zamykam oczy, żeby nie płakać.
Jest mi lekko i ciężko - w sercu mam bombę słońca i otwartą ranę -jamę mroku.

Czuję się jakbym połknęła wszechświat, a teraz czkam wszystkimi odcieniami radości i smutku.





czwartek, 08 października 2015
Pierwsza sesja na fotelu terapeutki i po kilkunastu minutach Eureka. Skąd oni wiedzą, jaki nacisnąć guzik? I dlaczego tak ciężko wyjść z wypracowanych dawno temu schematów?
Ale, żeby nie było za lekko i za szybko, pani zapowiedziała mi kilkanaście sesji, a dziś zakończyła prośbą: proszę na razie nie podejmować żadnych ważnych decyzji.
Więc powiszę tak sobie jeszcze tygodnie, miesiące, i ciekawe, gdzie wyląduję wiosną.

A potem poszłam ściąć włosy, żeby mi się na głowie zrobiło lżej.
I poćwiczyłam, aby ulżyć ciału.
Teraz czytam, piję wino i lęk przekuwam w ekscytację -
mam pierwszą w życiu szansę stanąć na własnych nogach.

Boję się i cieszę się.

Wychodząc z gabinetu, znalazłam na podwórku pełno gołębich piór.
Pozbierałam wszystkie.
Zrobię sobie z nich pióropusz na odwagę.



środa, 07 października 2015

Boję się, ale jednocześnie wiem, że intuicja dobrze mnie prowadzi.
Ufam swoim impulsom. A impulsy są w tym wypadku radykalne do bólu:
Muszę zniknąć, bo w tym zgiełku emocji, nigdy siebie nie usłyszę.
Muszę sama skoczyć na głęboką wodę bez żadnych kół ratunkowych, bez motylków na ramionach i w brzuchu też.

Nigdy nie byłam tak zupełnie sama, więc ostrożnie otwieram drzwi i czuję na zmianę: paraliżujący strach i ekscytację.

Dziś dobry dzień, bo nie było czasu, aby przepychać się ze strachem - intensywny czas w robocie, potem rada osiedla, wreszcie dobry wieczór z Anią i przygotowania do warsztatu na Babie Fest. Zjadłam zupę ogórkową, wypiłam dwie herbaty z sokiem malinowym, połknęłam liker z czterech beczułek czekoladowych i poczułam się mocna.

A co daje mi najwięcej siły?
Dzieci oczywiście.
A najbardziej moja mocna córa. Uwielbiam patrzeć, jak kroczy przez świat pewnie, ufnie i z radością.

 

moja terrorystka

wtorek, 06 października 2015

Antek co rano biegnie po bułki do piekarni, żebym mogła mu zrobić świeże kanapki do przedszkola.
Pobiegł. Wraca. Puka do drzwi. Pola biegnie mu otworzyć, ale zanim dobiega, Antek już wchodzi.
- Nie zdążyłam otworzyć! Ja chciałam otworzyć! - krzyczy Pola i wpada w histerię. Siedzi, ryczy i w żaden sposób nie można jej uspokoić.
Wreszcie Antek przemawia spokojnym głosem.
- Pola, nie płacz. Jeszcze nie raz w życiu otworzysz drzwi.

niedziela, 04 października 2015
- Nic się nie zmieniłaś!
- Wyglądasz tak samo jak 20 lat temu!

A potem uściski, cmoki i autentyczna radość jakbyśmy spotkali się po bardzo długiej podróży w tym samym miejscu i czasie jak kiedyś. Kilka zmarszczek więcej, ale wystarczy chwilę pogadać i jest żywy dowód na to, że ludzie się nie zmieniają:
Temperament, charakter, nawet styl ubierania się - to wszystko okazuje się dane raz na zawsze, odporne na czas.

30 lat minęło
Do Perkoza zjechaliśmy się już w piątek z okazji XXX-lecia 2OMDH "Szarpie".
Sztab organizacyjny przygotował bogaty program nie tylko dla nas, ale i dla naszych latorośli. Było i ognisko, i kuźnica o miłości, był film dla dzieciaków "Czarne Stopy" (Antek zachwycony), 30 lat Szarpi w slajdach, były też harce w terenie, granie na gitarach, a przede wszystkim był klimat.

Kto z kim i na jakiej warcie

Pewnie dlatego, że nasz feminizujący zastęp w składzie: Betka, Kasia, Zielina, Magda i Gosia angażował się również w zajęcia fakultatywne, które dostarczały nam mnóstwa radości. Po pierwsze omijałyśmy ledwo zauważalnie, ale jednak prawo harcerskie, zapraszając do swojego grona wiśniówkę, po drugie założyłyśmy szeptaną lożę szyderców - głównie szydząc z siebie nawzajem, po trzecie miałyśmy zapędy archiwizatorskie. Pogrzebałyśmy trochę w alternatywnym drzewie genealogicznym drugiej męskiej drużyny, czyli próbowałyśmy ustalić kto, z kim i kiedy i wyszła nam z tego tak poplątana miłosna sieć, że aż strach ją rysować, ale cóż się dziwić - był to czas burzy i naporu hormonów. Zresztą - jak się okazało - uchowały się wśród nas istoty czyste i niewinne, które nie pojmowały, czemu Kasia uważa, że nadawanie drużynie numeru 69 jest nieco perwersyjne.

Stracone szanse
Odbył się też rachunek straconych szans:
Otóż Beta przepuściła życiową szansę, śpiąc w jednym namiocie z Makaronem i... nie wykorzystując sytuacji! Bo Makaron - wciąż zabójczo przystojny - to facet, do którego wzdychały wszystkie kobiety. Teraz po latach Zielina opowiada mi o tym, jak z dziewczynami obstawiały, że jeśli ktokolwiek ma szansę go wyrwać, to ja.
Rychło w czas - wtedy nawet oczami do niego nie strzelałam.

Stare kochane piosenki
Fajne były poranki - pobudka, śniadanie - jak mi wszystko smakowało!, nawet zaprawa w słońcu. Fajne były wieczory - przy ognisku, z gitarą. Okazało się, że pamiętamy teksty piosenek, których nie śpiewaliśmy dekady.
We mnie obudziły się żydowskie korzenie i nie mogłam usiedzieć na miejscu, a że przy ognisku tańczyłam solo, byli i tacy, którzy nie do końca wiedzieli, czy to na trzeźwo czy nie. A co jak co, ale do tańca poza muzyką nic nie potrzebuję.

Moje dzieciaki
Moje dzieciaki jak wszędzie, i tu świetnie się odnalazły. Brały udział w zabawach, Antek zaliczał wszystkie stacje z harcami, Pola to kokietowała, to broiła (np. ulubioną Ciocię Betę ugryzła w nogę, ale jak!), wyciągała też kasę od kogo się da, bo w holu był automat z kulkami. A wiadomo, kulki lubią się gubić.
Gdy w sobotę odwoziłam dzieciaki do Olsztyna, Antek skomentował:
- Wiesz Mamo, na tym wyjeździe to byli sami specjaliści od zabaw. Od razu widać, że oni się na tym dobrze znają.

A jakże!


Z drobiazgów
- Jedną z konkurencji harców był ...bat Kędziora - 50 twarzy Greya w realu. Bosko!

- Kuźnica o miłości - choć wyszłam z niej z poczuciem, że opuszczam  akademicką dyskusję, ale ziarno zostało zasiane. Przez dwa kolejne dni ludzie gadali o... miłości.

- Peroz - bardzo sentymentalne miejsce. Jakbym otworzyła worek z migawkami z lat 90.


Może coś jeszcze dopiszę, ale teraz lecę spać.
To był dobry czas.
- A co ci się podobało najbardziej? - zapytał ktoś.
- Chichranie. Ale tego nie da się opowiedzieć.



czwartek, 01 października 2015
A dziś zjechałam Polskę wszerz i wzdłuż - byłam w Ostrzeszowie, Mikstacie i Pradze - gdzieś między Łodzią a Kaliszem.
Wróciłam padnięta, a w domu czekał na mnie bukiet kolorowych liści i moja bluza w wersji jesiennej. Antek doczepił do niej klonowe liście - jest klimat.

A jutro od samego rana zamierzam robić sobie dobrze - na wiele sposobów.
Będzie trochę wysiłku, trochę relaksu, coś dla podniebienia i dla duszy też.
A jakże!


Miłego!




środa, 30 września 2015
Dzieci hasały na placu zabaw, ja popijałam kawę, grzałam się w zachodzącym słońcu i z wielu powodów było mi wyjątkowo dobrze.

Nagle usłyszałam sprzeczkę między Antkiem, a jakimś chłopcem:
- Ja jestem lepszy!
- Nie! Ja jestem lepszy!
- Właśnie, że ja!

Na to wszystko wtrąciła się Pola i głosem pełnym szczerego przekonania, jakby wyrażała oczywistą oczywistość, rzekła tylko:
- Ja jestem najlepsza.


A tu odprysk z błyskawicznej sesji - same najlepsze i przypadkowy on.


- A czy wy wiecie, piękne panie, że ja jestem wilkiem morskim?
- O! Wiking! Bierzemy do zdjęcia!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 111