..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
niedziela, 29 stycznia 2012

Dobry koniec przedziwnego tygodnia.

Spokojny piątkowy wieczór i intensywna sobota - sanki z Bartkami, kawa u Alutki, która twierdzi, że takie odloty i zapaści, o jakich czyta u mnie na blogu, to chyba bez narkotyków nie są możliwe. Zapewniam ją, że są:)

Później piwo z Tymisiową i wieczór, podczas którego jestem i małą kobietką, i dużą dziewczynką - zlepkiem sprzeczności zdominowanych przez tęsknotę.  Za.

Niedziela - rodzinna.
Wyprawiamy na wsi drugie urodziny Antka. Młody szaleje z kuzynem "Simomem" i jest przeszczęśliwy. Czy znacie milszą melodię niż śmiech własnego dziecka? Jest wesoło, blisko, moja Babcia znów mnie cudnie zaskakuje, a do domu wracamy późnym wieczorem zmęczeni dobrym zmęczeniem.

Czuję się lekko. Wreszcie mogę swobodnie oddychać.
Dziś zasnę z modlitwą na ustach.

O spokojne sny, dobry poniedziałek i miękki następny tydzień.
Proszę o energię i radość, o ciszę i równy kurs.

A to - wątek humorystyczny - "UROKI PRACY W DOMU, czyli reporter radiowy i Groszek pod jednym dachem"

piątek, 27 stycznia 2012

Na Trójkowej liście leci właśnie Show me the way Cranberries.
Pamiętam, jak jeszcze niedawno, na końcu świata, tańczyłam do tej piosenki.
Chciałabym mieć w brzuchu tyle radości, co wtedy.

Otwieram wino - zaczynam wieczór.

czwartek, 26 stycznia 2012

Co można zrobić, gdy nie można zrobić już nic?

Można pojechać o zmroku na plażę miejską, aby posiedzieć z sobą samym w samochodzie, wziąć z ulubionej knajpy sałatkę na wynos, kupić kolejną bluzkę w przepięknym kolorze maliny. Można słuchać do znudzenia płyty Happysad (w aucie) i Bjork (w domu). Można  poszukać apetycznej powieści na przepastnym regale nieprzeczytanych książek. Można wreszcie otworzyć bezalkoholowe piwo i plik z własną powieścią.


Można też zrobić porządek na służbowym komputerze.
Gdy nie da rady nic innego zmienić, zawsze można zmienić zdjęcie na pulpicie. To też coś.

środa, 25 stycznia 2012

Dzień jak co dzień.
Ale w głowie i sercu tak pysznie
- spokojnie, radośnie, zwyczajnie cudną zwyczajnością.


Ech, żeby tak zawsze było mi jak dziś...  por toda vida:)


wtorek, 24 stycznia 2012

- Antek, ile będziesz miał lat?
- Ci!
- Nie trzy, tylko dwa!
- Ka!
- To ile będziesz miał niedługo lat?
- Ci!

tak od kilku tygodni wyglądają moje przekomarzania z Groszkiem.

I wreszcie nadszedł ten dzień - Antek skończył dwa lata. Dziś Ktoś  mi podpowiedział, że to nie tylko Antkowy jubileusz, ale również mój. Od dwóch lat jestem mamą. Jak mi z tym?
Najszczersza odpowiedź to: ciężej i wspanialej.

Jaki jest mój dwulatek?
Żywiołowy, towarzyski, zmyślny, samodzielny, ale i rozsądny, wyrozumiały dla nas oraz gotowy na kompromisy. Nie boi się ludzi, ale potrafi zachować ostrożność na schodach. Usypia sam, lecz gdy nie chce spać, nie ma siły, która go do tego zmusi. Lubi się mądrzyć, choć jego jezyk sprowadza się do kilkudziesięciu dźwięków. Ma genialne poczucie humoru, a kiedy trzeba bywa bezceremonialny i złośliwy. Jego ulubione wyrazy to:
- NIE,
- SIAM, czyli ja sam
- KUHI - pierwsze przekleństwo. A znaczy oczywiście "kurczę"

Kocham go jak nikogo innego na świecie. Kocham go bardziej niż siebie.

Ale to nie zmienia faktu, że gdy oglądam jego stare zdjęcia, to nie mogę się nadziwić, że wydawał mi się takim ładnym dzieckiem:))









Dwuletni Antek w dorosłych butach

poniedziałek, 23 stycznia 2012

"Dzienniki Kołymskie" Jacka Hugo-Badera to dla mnie  cenny dziennik pokory.

***
uśmiechem można ocalać, uśmiechem można miażdżyć

niedziela, 22 stycznia 2012

Ten weekend był gładki jak tafla jeziora ścięta pierwszym podmuchem mrozu. Dni sączyły się spokojnie, radośnie, zwyczajnie i dokładnie tak jak powinny - bez pędu, pracy i gonienia własnego ogona.  

Miałam czas na spotkania towarzyskie, i czas dla Antka i Endriuszy, chwilę na czytanie, na sen, na seks, na objazdówkę po babciach.

Ale jak to w jeziorze bywa. Im głębiej, tym ciemniej. A dna nie widać.
Lecz dziś  nurkować nie będę. Dziś będę robić ósemki na gładkiej posadzce mojego jeziora.

 

fot. Tomek
W Pozytywce

sobota, 21 stycznia 2012

wiecie co lubię w starzeniu się?
że im jestem starsza, tym rzadziej miewam poczucie straty. Łatwiej mi sobie odmawiać: nie kupić sukienki, wyjść wcześnie z dobrej imprezy, zrezygnować z czegoś w imię komfortu, czasem z rozsądku, a bywa że i z konieczności. Ale dziś już nie mam poczucia, że życie mnie może ominąć. 
A kiedyś tak było. W nastolęctwie wizja niepojachania na obóz, niepójścia na imprezę, przegapienia filmu, opuszczania spotkania towarzyskiego była jak koniec świata. Jak to? Mnie nie będzie?

Z gorączką jeździłam na rajdy, z mokrą głową w mroźne wieczory latałam za chłopakami.

Im jestem starsza, tym mocniej czuję, że życie jest tam, gdzie ja. Nic mnie nie omija, niczego nie tracę. Coraz mniej muszę. Polubiłam styl Kopciuszka - z imprezy wychodzę koło północy, wtedy, kiedy robi się najfajniej. Dzięki temu wynoszę ze sobą moc dobrej energii, a rano budzę się wyspana.

Tak było i wczoraj, na KGM-owym spotkaniu przy winie, jedzeniu i książkach. Jak zwykle żywiołowym, pełnym śmiechów i babskich wygłupów.

Dziś - powtórka z rozrywki, tyle że w koedukacyjnym składzie:)

***
ja: Iwo, a Ty jaką książkę przyniosłaś na nasze spotkanie?
Iwo: Żadnej. Nie mam w domu miejsca na regał. Nie mam żadnej książki poza Twoją!
Ika: (do mnie): No proszę, wygrałaś nawet z Biblią.

piątek, 20 stycznia 2012
Miałam sen. Śnił mi się K.
Odwiedziłam go w jego mieszkaniu na Mokotowie, a potem pobiegłam do przyjaciół. Następnego dnia zadzwonił do mnie wściekły i powiedział:

-  Może jesteś superdziewczyną do zabawy, ale do życia się nie nadajesz! Nie mógłbym się z Tobą ożenić!
- A co się stało? - zapytałam.
- Wniosłaś mi tyle śniegu na swoich butach, że uzbierało się z tego sześć wiader wody!

czwartek, 19 stycznia 2012

Endrju(przed kompem): Znalazłem Ci samochód z charakterem. Jeep Cherokee, czerwony, na gaz, za jedyne 2700. Tyle tylko, że ma 25 lat.
ja: To cudownie! 25 lat, czyli jest już po studiach!

Post scriptum do wczoraj:
g.23.00 - zdjęcie z telefonu
"Chory Antek u szczytu formy"



środa, 18 stycznia 2012
Dziś rewelacji nie będzie.
Wieczorami, gdy zbliża się pora pisania bloga, o sobie
myślę najmniej . Od kilku dni zagrzebuję się po uszy w pisaniu  i wprawdzie kopię w głębinach własnej jaźni - do których od lat nie docierało światło słoneczne - ale to tylko na potrzeby powieści.
A kiedy wreszcie wychylam nos na powierzchnię ziemi, wpadam w ramiona codzienności. Ostatnio łaskawej dla mnie. Bo i mam nowy dopalacz, i dobrze mi jakoś w świecie. W pracy, w domu, poza domem też. Antek rozbraja
mnie na każdym kroku - jest taki słodki i chłonny. Nawet teraz - kiedy chory i zakatarzony - skacze mi po głowie, cuduje i sam siebie prześciga w głupich pomysłach.
Wie, że jego Mamusia niczego bardziej nie kocha niż głupie pomysły właśnie.
Czy to przypadkiem nie one nadają życiu smaczek?:)


A propos głupich pomysłów. Rozwala mnie strona na Facebooku "Głupie teksty Helveticą na artystycznych zdjęciach." Tak głupie, że aż fajne:) I za to lubię FB. Kopalnia wszystkiego.
poniedziałek, 16 stycznia 2012

W poniedziałki mam skórę cieńszą niż zwykle
-
tak mogłabym zacząć ten wpis.

Ale ten sam wpis skończę zupełnie inaczej:
- Mam fruwające buty!

A pomiędzy końcem i początkiem - olśnienie:

Samotność w rozkoszy bywa bardziej dotkliwa
niż samotność w cierpieniu.

Dlatego bawcie się razem Kochani.
Dmuchajcie w swoje skrzydła, inspirujcie się nawzajem i szybujcie w kosmosie, trzymając się za ręce.
Ja frunę, a Wy?

niedziela, 15 stycznia 2012

Dzieje się tak dużo na wszystkich biegunach kosmosu, że nawet nie próbuję tego ogarnąć. Dziś zamiast syntezy, niech będą skrawki gadania.

Mama: Rozmawiałam z ojcem i doszliśmy do wniosku, że powinnaś kupić duży porządny samochód, z napędem na cztery koła.
ja: Noo, jeepy mi się podobają. Samochody z charakterem.
Mama: (z przekąsem): już raz kupiliście. Mieszkanie z duszą...

A a propos mieszkania z duszą, przypomniała mi się jeszcze pewna stara rozmowa z babcią.

Endrju: Babcia jeszcze u nas nigdy nie była. Może nas babcia kiedyś odwiedzi?
Babcia: A jak ja wejdę na to poddasze? Chcecie mieć mieszkanie i z duszą, i z trupem?

sobota, 14 stycznia 2012

Czy za Waszym oknem jest tak cudnie? Bo za moim przepysznie!
Świat - jak w baśni - tonie w miękkim puchu, a w radiu pewnie podali, że zima - jak co roku - zaskoczyła drogowców:))

Wczoraj był dobry dzień, zakończony piwnym szlakiem po olsztyńskiej starówce. Highlander-Młynek-Pozytywka. Spotkało nas wprawdzie kulinarne rozczarowanie, bo moja ulubiona Weranda bałkańska zamknięta!, ale na szczęście wciąż nie brakuje miejsc, gdzie leją piwo, gdzie można gadać i się piątkowo chilloutować.


A dziś czuję się radosna, wyspana i wypoczęta.
Zaraz jedziemy z Antkiem na bal, a potem pójdziemy na sanki.
W czasie śniegu, dzieci się nie nudzą.
Ja też nie zamierzam!

***
Po.
Na bal nie dotarliśmy, ale nad jezioro - owszem:)


***

Kilka dni temu. Wieczór.
Ja czytam, a Endrju siada na klęczkach na podłodze i zamiera.
- A Ty co?
- Nie mam siły robić pompek, więc pomyślałam, że je sobie chociaż zwizualizuję
.

czwartek, 12 stycznia 2012

bam!, mama, tata, dziadzia, baba, cici (ciocia), ciga (zegar), pi (piję), di (drzwi), gaka (czekolada), kuchi (klucz), bibi (picie), miau-miau, hau-hau, kaka (ptak), kuku (kogut), łaba (żaba), nie, posie (proszę), goy (goryl), da (dwa), ci (trzy),  baja (bajka), dyn (dym), bom (dom), niania, jem, ja, mo! (no), koń (kon lub konik polny), kała (krowa, kawa), mimi (mysz, miś), jiba (ryba), bija (piwo), łoko (oko), mok (smok), gowa (głowa),didi (dziecko), aaa (radio, telefon, spać), kuku (kuleczki), kem (krem), ijo (karetka, straż pożarna, policja), bum (samochód), bob (budowlanka - sprzęty, ludzie, pojazdy), ma (nie ma), koć (kość), pupu (pupa), bupa (buty), gil, maja, łała (woda), tiga (tygrys), bum (siku).

oto repertuar słów niemalże dwuletniego Groszka.
Dziś kolejna zdobycz technologii fonetycznej:

"Cika!"

Kto przetłumaczy? 

Wczoraj mocny dzień.
Rodzi się tytuł mojej nienapisanej książki i jeszcze kilka innych pomysłów na twórcze przeżycie życia.
Kreatywny dzień wieńczy wieczorna sesja foto u Magdy w Emka Studio.
Cztery kobiety, przebieranki, wygłupy i dużo śmiechu.
Efekty pewnie wkrótce!

A to foty z bekstejdżu:











Do domu wróciłam grubo po północy,  z przekonaniem, że będę ten teatralny mejkap skrobać do świtu. Na szczęście wystarczył kwadrans szorowania, aby  dokopać się do własnej twarzy:) Uff!
wtorek, 10 stycznia 2012
fot. z jesiennej sesji KGM-u.


poniedziałek, 09 stycznia 2012

Poranek słaby, łzawy, trudny.
Ramiona moje ciążą ku ziemi i nie wiadomo do końca dlaczego.
Gorsza od smutku jest ta bezsilność.
- Mam doła, jakiegoś potwornego doła - zwierzam się koleżance zza biurka naprzeciwko, bo jak tego z siebie nie wyrzucę, to prędzej pęknę.
- Ty?? - patrzy zdziwiona. - Nie wierzę.

No tak. Trudno uwierzyć, że ktoś, kto ciągle się szczerzy w uśmiechu,
z trudem wlecze na barkach własne ciało.

Aż do popołudnia.
Bo popołudniu stał się cud.
Endrofinowy zastrzyk prosto w serce.
Przetańczyłam z Antkiem całą płytę Strachów na Lachy (the best of) i teraz  mi dobrze, po prostu dobrze i lekko.

Moje ciało jest ciężkie radosnym zmęczeniem, a dusza lekka za sprawą spraw wielkiej wagi:)

Piosenka z dzisiejszej płyty:

Grabaz I Strachy Na Lachy - Mamy Tylko Siebie
niedziela, 08 stycznia 2012

Warszawa jak zwykle smaczna i - nie oszukujmy się - konsumpcyjna.

Chociaż nie do końca - w podróży przeczytałam "Siddhardhę" Hessego (piękna wzruszająca przypowieść) i zaczęłam Dzienniki Kołymskie, które zasysają od pierwszej strony. Ale na tym koniec wrażeń intelektualnych.

Na pierwszy ogień wizyta w boskim Desigualu i kilku innych sklepach, obiad z Pawłem i Agą w Wooku, potem kameralna imprezka u Ani i Ducha z Ewą oraz jej towarzyszem.
Antek w szale popisów przed Ciotką i Wujkiem robi demolkę i po 20.00 pada nieżywy. My też padamy, ale grubo po północy, bo dobrze się siedzi, słucha i gada. A pizza Ducha na supercienkim cieście - kulinarny majstersztyk!

W nocy mam sen, który przynosi mi na tacy olśnienie. 
Moja podświadomość dała mi podarunek.  

Po leniwym poranku i pysznym śniadaniu, ruszamy do domu.
Powrót - tradycyjnie - przez outlet w Piasecznie.
Ale bez szału. Coraz mniejszą namiętnością darzę szmaty i niewiele ciuchów wzbudza moje pożądanie.
Na ostatniej prostej - obiad w Starej Zielarni w Olsztynku i przyjemny prysznic w domu.
Wszędzie dobrze, ale...:)


Endrju: na tym zdjeciu wyglądamy jak celebryci przyłapani na zakupach.
Wiesz, do rubryki w stylu: "Oni tacy jak my".

 
fot. Paweł

Endrju: Od roku obiecuję sobie, że przy okazji wizyty w Warszawie pójdziemy do Zachęty albo CSW.
ja: Ale ostatecznie wygrywa galeria w Piasecznie:))

sobota, 07 stycznia 2012

Cudnie spędzać czas z ludźmi, z którymi nie potrzeba alkoholu do dobrej zabawy.

Wczorajszy wieczór w Pozytywce rozpoczęłam i zakończyłam Podpiwkiem.
I było mi bardzo dobrze.

Mam niedosyt. 
Nie picia.
Bycia wśród takich.

Chyba lepszego kryterium na bliskość nie ma.

www.daily.art.pl - POLECAM.

***
A dziś Wawa!

piątek, 06 stycznia 2012

gdybym Cię wczoraj spotkała, poszłabym z Tobą na koniec świata

- to zdanie wyrwało mnie dziś ze snu. 
Prawdziwe, choć adresat nieznany, a nadinterpretacje niemile widziane:)
Siadłam do pisania.

Wczoraj był wieczór błogi, wesoły, tak wesoły, że byłam w domu po trzeciej w nocy, co już od wieków mi się nie zdarzyło. Jak przystało na Kopciuszka, z każdego balu uciekam koło północy. Ale wczoraj nie było balu, tylko dużo gadania i śmiechu. Najpierw Browarnia, potem Młynek. W Młynku okazało się, że niektórzy Goście mają wstęp do VIP-owskiej toalety, bo do zwykłej są straszne kolejki.
Pisarze. Ale tylko nominowani do Nike:)
Więc ja stałam w kolejce.

Piotrek zabił nas swoim noworocznym postanowieniem:

"Obiecałem sobie, że teraz będę jadł tylko jedzenie z parowaru".

Kebaba z parowaru nie było, więc późną, późną nocą pojechaliśmy do domu.
Tym razem nie na hasło: "Heca u Romana", ani "Szafran w Szanghaju", ale prościej: "Bombolada". Tak smaczne hasło wstępu, że pierwszą taksę nam podprowadziła jakaś baba, a o drugą musieliśmy się niemal bić.

Fajnie było!

gdybym Cię wczoraj spotkała,
poszłabym z Tobą na koniec świata

aż do pępka ziemi

W moim brzuchu wschód słońca

***
Łóżkowe rozmowy

Endrju: Bardzo cię kocham.
ja: (z westchnieniem) Ja też kocham siebie.
Endrju: Nie wytrzymałbym życia z Tobą, gdybym Ciebie tak nie kochał, .
ja: (z jeszcze większym westchnieniem) Ja też chyba nie dałabym rady...gdyby nie moja miłość własna.
***

środa, 04 stycznia 2012

Może być gorzej. Boli mnie każdy dotyk - bliskich, słońca, deszczu, nawet światło, które dotyka mojej skóry - boli. Zamiast naskórka, mam otwartą ranę. Za głośno mi, za cicho, za blisko, za daleko, za słabo, za mocno, za wolno, za szybko. Doznaje ulgi, gdy przymykam oczy. Zamykam oczy i zaglądam do środka. A tam pusto, cicho. Jakby mi wszystko zamarzło, zasnęło, jakbym wszystko z lęku przed bólem wymiotła.
Złudzenie.
Taka się czuję zmęczona.

Ale gdy źle mi się żyje, dobrze mi się pisze.
To moja ucieczka, moje ukojenie.
Najpierw przedzieram się przez zasieki odręwienia, potem odnajduję drogę i nabieram tempa, a na końcu płynę. I wtedy, przez tę krótką chwilę, jest mi tak cudnie, tak błogo.

Jutro będę  odurzać się inaczej.
Jutro może być tylko lepsze.

Chodźcie na piwo tam, gdzie ja.

wtorek, 03 stycznia 2012
Dziś czuję się jakbym stała na peronie i nie mogła zatrzymać pociągu, w którym odjeżdża moja radość.
Ale ten pociąg wróci, bo przecież pociągi wracają, prawda?

A może być nawet tak, że radość wróci wcześniej?
Może to tylko noworoczne przesilenie, utrata krwi miesiączkowej, nabieranie tempa przed mocnym towarzyskim weekendem. Chwilowy zjazd przed wzlotem?

Przecież nie mogę co dzień włazić do przerębla! Chyba są jakieś inne sposoby na pobudzenie krążenia i energię do życia?

A oto koronny przykład jak radość i łzy bywają blisko siebie:)
U Alutki:


mi też dziś tak jakbym właśnie zeszła z traktorka:)))
poniedziałek, 02 stycznia 2012

W Nowy Rok weszłam z siłą i energią torpedy. Endorfiny szumiały mi w głowie, a poranny morsing tylko bardziej mnie podkręcił.

Dziś niestety ktoś przeciągnął świat brudną szmatą - jest byle jak za oknem i we mnie też jest nijak.

Dlatego ku pokrzepieniu serca własnego, a i dla Waszej uciechy wrzucam zdjęcia z zimowych kąpieli.

Ostatni nieudany morsing w 2011






mądrzy powiadają, że czasem największą sztuką jest zrezygnować:)

i NOWOROCZNY SUKCES:))



rozgrzewka:)





Ci sami mądrzy twierdzą, że jednak  nie warto się poddawać:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 75