..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Archiwum
O autorze
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Kategorie: Wszystkie | Codzienność | Dialogi | Kobieco | Kultura i Sztuka
RSS
niedziela, 24 maja 2015

- Dlaczego?
- Bo cenię Twoją niezależność w myśleniu i w życiu.

futro1111_kopia1

 

 

21:46, leelooo
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 maja 2015

Ale to był wieczór!
Planując kolejną rozbójnicką akcję, nasze synapsy tak się zagrzały, że ryczałyśmy ze śmiechu aż trzęsła się cała knajpa.
Ania z Martą płakały rzewnymi łzami, ja co chwilę parskałam śmiechem, niektóre z nas chichotały nieco zakłopotane coraz to śmielszymi pomysłami, a Gosia co chwilę pytała:
- Dziewczyny, czy wy na pewno lubicie facetów!
- Ależ lubimy!
- odpowiadałyśmy chórem.
- Ja nawet za bardzo - dodawałam, aby rozwiać wszelkie wątpliwości.

Ale to nie przeszkadzało zupełnie w szyderczej uczcie, która zaowocowała wieloma genialnymi pomysłami.
Królował
MOPMAN< CHATABOY< STRONKMĄŻ<MASTER PAN <PAN TOFEL

Jeśli tak wyglądają "ryczące czterdziestki" to mogę ryczeć.


A to grzeczny portrecik jeszcze przed burzą mózgów:)

czwartek, 21 maja 2015
Ależ mnie ratują takie krótkie wypady!
Jakby na chwilę wystrzelono mnie w kosmos!
Nałykam się gwiezdnego pyłu i wracam z nową energią.

Wszystko było za szybko i w biegu, ale Poznań przeżywany z prędkością światła, też ma swój urok.

Mareczek zaciągnął mnie po raz kolejny do indyjskiej knajpki nad Maltą (jak tam jest smacznie!), a z Walerką na Taczaka zjadłam śniadanie i wypiłam poranną kawę.

Gdzieś pomiędzy były jakieś biznesy, bo każdy pretekst jest dobry, aby powrócić na stare śmieci.

Zwolniłam dopiero w pociągu, gdzie:
- pograłam w QUIZWANIE
(może ktoś się dołączy, jestem pr(zero)myczek i jestem cienka)

- skończyłam czytać "Potarganą w miłości", której rogi są gęsto pozaginane, bo to książka o moim sercu.

A w Iławie dosiadł się do mnie bardzo interesujący facet, który dowiózł mnie do stacji końcowej.

Wysiadłam i jeszcze na poznańskim haju od razu poszłam biegać.

A potem - nałykana kosmosem - wyciszyłam się w gwarze dzieci i na dobre wróciłam.
Więc oto jestem.


jedyna fota - groszki i pieprzyki - jeszcze z auta.
Potem nie było czasu ni głowy.

wtorek, 19 maja 2015
Miałam coś napisać, ale tak kleją mi się oczy, że ledwo stukam w klawisze.

W niedzielę wygrałam rywalizację, która trwała do stycznia i polegała na tym, aby w każdym tygodniu zebrać co najmniej 5 treningów, które sumują się w jeden duży punkt z całego tygodnia.
Mimo różnych wichur i przewrotów, nie przebimbałam żadnego tygodnia, a moja średnia to 6 treningów w każdym tygodniu.
Siła dyscypliny.

W poniedziałek doznałam banalnego, ale jednak olśnienia. Magdalena Tulli - goszcząca w Czytankach Marginesu, zupełnie niechcący przekonała mnie o tym, że narzędzia krytyczne może bywają w czytaniu przydatne, ale nigdy nie zastąpią czucia.
Wniosek - w małżeństwie bez chemii jakoś się pociągnie. W literaturze, gdy nie ma chemii między czytelnikiem a pisarzem - katastrofa.

We wtorek,
czyli dziś.
Posprzątałam chatę, spakowałam manatki, zainstalowałam sobie quizwanie na telefonie i mogę jechać.

W środę - wpadam jak po ogień do Poznania.

W czwartek - wracam.

Pomyślności moi mili!
poniedziałek, 18 maja 2015
A dziś był taki dzień, który zaczął się słabo, a skończył fajnie, więc idę spać fully dressed with smile.

A tu nasz pierwszy rozbój uwieńczony na filmie:

https://www.youtube.com/watch?v=XbLH66GYcDo





niedziela, 17 maja 2015
Pamiętacie początek lat 90. i sejmową femme fatale - Anastazję Pe?

Jej erotyczny pamiętnik trafił do biblioteczki moich rodziców, a ja żądna "dorosłych" wrażeń, z wypiekami na twarzy, podczytywałam go ukradkiem.
Co to były za emocje!

Potem była Magda Em - śliczna i słodka. Rozkochała w sobie Polki i każda z nas chciała być taka jak Magda Em. Magda Em rządziła polskimi umysłami.

A teraz nadszedł czas Ewy Pe.
Ewa Pe jest kulinarną femme fatale.
W sobotę z okazji światowego Restaurant Day Ewa Pe wyprawiła wegańską kolację i zawładnęła naszymi podniebieniami.

Jej potrawy są jak małe dzieła sztuki - przed zjedzeniem trzeba konteplować.  Najpierw kuszą zapachem, potem sycą oczy, a na końcu zaskakują rozmaitością smaków. Ona natomiast niczym wiedźma-czarodziejka miesza kolory i faktury, egzotykę łamię polnym kwiatem czy zielskiem wprost z warmińskiej łąki. 


Istna zaklinaczka podniebień!

a o nasze wizualne wrażenia zadbała Marta Niedźwiedź przy wsparciu Marianny Sztymy - było pięknie!


* chutney cebulowo-rabarbarowy
marynowane boczniaki w cydrze z jabłkami i rzeżuchą łąkową



mus daktylowy z bananem, płatkami kokosowymi + płatki stokrotki, kwiaty fiołka, mięta i borówki


brownie z fiołkami

www.ewape.blogspot.com
piątek, 15 maja 2015
Que dia bom! Que dia surpreendente!

Primeiro - pierwsza w życiu piętnastka, półtorej godziny nieprzerwanego biegu. Przebiegłam, przeżyłam i nawet nie przemęczyłam się jakoś przesadnie.

Oto moja pętelka:)



Segundo - śniadanie na plaży. Już zamówiłam, już siadam, już jest cudnie, nagle wchodzi znajomy z branży i mówi, że umówił się tutaj z moim szefem.

- O rany, a ja mam urlop! - zaczęłam biadolić. - Błagam, idźcie obok, żebym mogła się nacieszyć moim wolnym dniem!
Zachichotał i poszedł obok.

Terceiro - spotkanie z Tymi. Ważne, po którym może być już tylko dobrze.
A jutro będzie podwójne dobrze, bo w Playschool jest Restaurant Day, który zapowiada się smakowicie nie tylko dla podniebienia.

Quarto - popołudnie z Antolkiem. Były i lody, i księgarnia i przepiękny film "SEKRETY MORZA". Seans obowiązkowy dla każdego dziecka - cudna alternatywa dla disneyowsko-pixarowych produkcji. Dla mnie półtorej godziny przyjemności wizualnej i wzruszeń. Ja chlipałam wciśnięta w fotel a Groszek oczarowany aż wstał z fotela i oglądał film na stojąco:)



Quinto - zaskoczenie dnia i smutny akcent na koniec.
Babcia w szpitalu. Babcia, o której od trzech dni piszę, wkładając jej werwę i charakter w powieściową postać wakacyjnej babki.
Na szczęście Babcia - jak to ona - jest w dobrej formie.
Prawdziwa kobieta z żelaza.

Boa noite os meus amigos:)
czwartek, 14 maja 2015
O Wzgórzach Dylewskich pisałam wielokrotnie - nie umiem tego wyjaśnić racjonalnie - ale to miejsce, gdzie moje serce trzepocze żwawiej.
Uwielbiam falujące pejzaże, wrażenie końca świata i bezkres. Wyjątkowym sentymentem darzę dylewskie miejscówki - hotel Ireny Eris, Starą Szkołę z kuchnią moich marzeń, a Kalinówka urzeka mnie wszystkim. Od kiedy pierwszy raz tam pojechałam, do dziś siedzę przy kalinówkowym kominku, w kalinkówkowym ogrodzie, sypiam w zielonej sypialni.

Kilka miesięcy temu odkryłam Pałac Pacółtowo.
Niezwykłe kobiece miejsce, bo to kobieta przywróciła mu czar i świetność.
To tam konie mają kryształowe żyrandole w stajni i to tam dziś urządziłam sobie małe bachanalia.

Kiedyś będę tam miała swój pokój i swojego konia.
Nie w Pałacu, ale w pięknie odrestaurowanej oficynie.

BYŁO TAK


A JEST TAK



www.palacpacoltowo.com
środa, 13 maja 2015
Wiosenny remanent trwa - zaczęłam od redukcji męża, a tu proszę - cała lawina zmian - w relacjach sąsiedzkich, zawodowych i przyjacielskich.

Jakbym nagle wpadła do wielkiego sita i tak mną telepie aż wytelepie ze mnie wszystko, co słabe, miałkie i niepotrzebne.

Bieganie jest dobrym sitem - można wytrzepać z siebie złość i żal. Przesiać negatywne emocje i zostawić te zdrowe i pożywne.

Ale teraz najbardziej potrzebuję harmonii.
Równego dokarmienia ciała, duszy i umysłu, równowagi między pracą a odpoczynkiem, domem a fruwaniem, bliskością a samotnością.

A że czas nie jest zbyt sprzyjający, dopieszczam się pośpiesznie i pomiędzy.

Jak dziś na fajnym kawo-montażu rozbójnickiego filmu,
jak tydzień temu podczas błyskawicznego wypadu nad morze.



a to skarby znalezione na brzegu:



wtorek, 12 maja 2015
Wtorek - i proszę, zupełnie inna energia!

Popracowałam, podukałam po portugalsku z naszą panią na Skype, wysprzątałam mansardę, pobyłam z dziećmi, a na końcu przełamałam passę i usiadłam do pisania.
Kilka tygodni temu miałam trzydniówkę z "piórem", kiedy co wieczór głucha na brzdęki fejsbuka, pisałam bajkę dla Antka. W trzy dni stworzyłam tyle, ile niegdyś tworzyłam w miesiąc. Wtedy przypomniało mi się, jakie pisanie jest cudne i jak bardzo ja go potrzebuję.

Dlatego teraz siadam i piszę.
I strasznie mi z tym dobrze.
Będę dziergać moją nową powieść rok, dwa, nieważne.
Byle by tylko oczko za oczkiem, rządek za rządkiem szły.

Bo pisanie to jedna z najtrudniejszych, ale i najlepszych ucieczek, jakie znam.


poniedziałek, 11 maja 2015
Rany, co za dzień!
Dzień absurdalnych katastrof normalnie - dziwne manowce w dyskusjach, pobity telefon, laptop roztrzaskany o podłogę (na szczęście pękła tylko obudowa), a do tego Polcia jeszcze wczoraj prawie zdrowa dziś mi ledwie dycha i Antek, który chodzi za mną i mówi, że mu się ten poniedziałek wyjątkowo dłuży.

Mi też się dłuży, więc niech się już kończy.
Do lepszego jutra futra!

A!
Jest już FANPAGE Rozbójniczek.
Polubiajcie!:)
https://www.facebook.com/lolerozbojniczki

niedziela, 10 maja 2015
No i pierwsza rozbójnicka akcja za nami. 
Było energetycznie i wesoło, a wisienką na torcie okazało się spotkanie z Martą Frej, która zgodziła się zostać honorową "członką" grupy wytwórczej LOLE ROZBÓJNICZKI i obiecała zrobić nam mema.

Jest MOOOC!

Więcej o akcji tu:
http://ro.com.pl/lole-rozsiewaly-usmiech-w-olsztynie/01206788













od prawej: ja, Marta Frej, Ania Góralska, Monia Falej


A moc była też na nocnym spotkaniu z dziewczętami z KGMu i niedzielnym popołudniu u Kasi.
To dobra nagroda po bardzo pracowitych dwóch tygodniach.
Od jutra zwalniam i wracam do normalnego życia, czyli dbam o work-life balance i dopieszczam się na każdym poziomie: umysłu, duszy i ciała.

czwartek, 07 maja 2015
Poetka znikła w oddali,
Bardzo Dalekiej Oddali,
Wszyscy Ją świetnie znali,
Wszyscy Ją strasznie kochali.
Lecz skoro tak ją kochali,
tak bezgranicznie, tak mocno,
czemu w co drugim Jej wierszu
taka straszliwa samotność?
Jeśli aż tylu Przyjaciół
wciąż przy Niej, za Nią się snuło,
czemu w co drugiej piosence
takie błaganie o czułość?


Wojciech Młynarski


Z okazji urodzin, rocznic i świąt uwielbiam dostawać biżuterię.
Bez okazji uwielbiam dostawać książki.

Ta książka wylądowała na moim biurku kilka dni temu.
Wczoraj otworzyłam ją po raz pierwszy i po raz pierwszy załkałam już na 22 stronie. To będzie piękna opowieść.

A piękne opowieści to najlepsze uwodzicielki.



środa, 06 maja 2015

Przy porannej kawie:
- Nareszcie mam energię, znów mam energię!
- Ale coś się wydarzyło?
- Nic. Wczoraj po południu po prostu poczułam, że wraca. Czułam nagły przypływ mocy.
- Czyli po prostu przytkała Ci się rurka z dopływem hormonów, a wczoraj się odblokowała?
- Nie, po prostu w weekend miałam poowulacyjny zjazd, a teraz poziom hormonów rośnie aż się ustabilizuje w normie.


Znacie to uczucie?
Ja tak mam - jak lecę w dół po równi pochyłej, to lecę. Jestem zatulona od środka, zastygła i spięta.
A potem nagle - dzień, a czasem trzy dni później - zupełnie nieoczekiwanie czuję, jak wewnątrz coś się rozluźnia, otwiera i wpływa tam fala wszystkiego, co dobre. Ta fala niesie ze sobą lekkość, radość, wiarę w ludzi, w życie i to cudowne poczucie mocy.

Mam tę moc, mam tę moc!
Mogę się podzielić, ale nie oddam:)




wtorek, 05 maja 2015
Moja mała Rozbójniczka robi się coraz większą gadułą, a ja zapominam, aby łapać te chwile i utrwalać, aby mogła siebie kiedyś zobaczyć. 

Oto film z wczoraj:

https://www.youtube.com/watch?v=wXfacOeWaAE&feature=youtu.be





poniedziałek, 04 maja 2015
Majowy weekend huśtał mną od radości po smutek, od werwy po wyczerpanie.
Ta werwa to wynik heroicznego wysiłku, aby się nie zapaść, aby nie odpuścić.
A dzięki tej walce przeżyłam kilka fajnych chwil.

Bo była piątkowa impreza u Alutki w gronie starych harcerzy.
Było miłe sobotnie śniadanie i premierowy grill u nas w ogródku z Asią, Markiem i Michałkiem.
Było niedzielne plażowanie z dziećmi i kolacja z Mamą też na plaży.

A wszystko to są drobne dowody na to, że życie nawet w tym ciemnym momencie otwiera przed nami okna i wpuszcza trochę światła.

A ja jestem z tych, co póki żyją, zawsze wyjrzą przez okno.
Więc wyglądałam.
I proszę:








sobota, 02 maja 2015
Pierwszy dzień bez dzieci, przed mną pierwsza bez dzieci noc.

Biegnę rozlewiskiem Łyny - jest pięknie, tak pięknie, że aż zapiera dech. Nagle zaczyna kropić, nieoczekiwanie przychodzi gwałtowna burza. Chowamy się pod drewnianą wiatą, burza mija, a my biegniemy w deszczu i w słońcu. Las miejski pustoszeje. Nad jeziorem nikogo. Tylko łabędzie majestatycznie suną w deszczu, jakby im nic nie padało nad dzioby.
A mi pada i jest fajnie. Jest dobrze.

Widzę galopującego jednorożca. To jednorożec, który wyłania się w chwili, gdy zachwycasz się światem, gdy masz poczucie, że świat należy do ciebie. Śmieją się nam gęby, a ramiona mamy lekkie jak ptaki. Jednorożec pędzi dalej, a my pędzimy do swoich domów.

W dobrym rozpędzie biorę prysznic, robię sobie sałatkę, kładę się do łóżka z książką i włączam Trójkową Listę polskich wszech czasów. Co jedna piosenka, to mocniejsza. A wszystkie o miłości.
Nawet nie wiem, kiedy zasypiam. Gdy się budzę nade mną wisi głowa bestii. Nie odganiam jej, choć to głodne spojrzenie wysysa ze mnie całe zapasy szczęścia. Puste oczy chłoną wszystko, co dobre. Wszystko, co dobre przepada w czarnych źrenicach bestii zwanej PUSTKĄ.

Patrzę jej w oczy, bo wiem, że nie zabawi tu długo. Za chwilę wyjdę z domu, pojadę na fajny wieczór, zagadam ją, zaśmieję, zapiję butelką wina. Ale na razie ona patrzy na mnie, a ja na nią. I przez te kilka długich minut jestem najsamotniejszą osobą na świecie, a serce szamocze mi się w klatce i wali na oślep, jakby i ono chciało mnie zostawić, ode mnie uciec.

Nie przeganiam jej.
Muszę ją oswoić.
Odchodzi wolnym krokiem, gdy wstaję, aby zrobić makijaż.

Może kiedyś wyciągnę do niej dłoń, a jej źrenice nie będą aż tak czarne?




czwartek, 30 kwietnia 2015
Parzą mnie macki życia - gorąco jest i nerwowo, ale nawet w tych ciasnych objęciach rzeczywistości, zdarzają się chwile cudne, czas staje w miejscu, a mnie jest najlepiej na świecie. 
Taki rewers i awers codzienności.
Ale to chwile ulotne jak płonąca iskra.
Bo życie iskrzy. Oj iskrzy.

Bo wiosna, bo sztuka,bo wino, fajki, ośmiornice i co tam jeszcze chcecie:
może być seks i smażone zielone pomidory.

A! i jeszcze grill przyszedł cygańską spedycją. Leżał na wycieraczce wraz z workiem węgla. Dzieci uwierzyły, że to dobra wróżka.

A to rewers i awers ośmiornicy - perwersyjnie smaczna!




wtorek, 28 kwietnia 2015
A ja w biegu.
A po biegu - biegnę,
aby przewietrzyć głowę, wyprowadzić na spacer ujadające myśli.

Byle do połowy maja - potem usiądę, odpocznę, wezmę urlop, wykąpię się pierwszy raz w jeziorze.

A teraz lecę spać, bo od jutra... znów biegnę!:)




Oto dzisiejsze arcydzieło Antolka,  w obliczu sytuacji - wzruszające.
Wierzę jednak głęboko, że jeśli się kocha dzieciaki, a siebie nawzajem choć trochę lubi, można tak przejść przez rozstanie, aby do końca trzymać się za ręce. Bo co by się nie działo, zawsze będziemy ich rodzicami, a one już zawsze nas będą łączyć czymś znacznie silniejszym niż to, co łączyło nas bez nich.

I tak nam dopomóż Bóg czy Niebóg,
a najlepiej jeśli dopomoglibyśmy sobie sami:)



poniedziałek, 27 kwietnia 2015
To nie jest zwykła wiosna!
To jest WIOSNA LUDÓW - dookoła same rewolucje, pociski śmigają mi nad głową, a ja kurwa nie wiem, czy mam do schronu lecieć czy iść w pierwszym szeregu.

A wszystko zaczęło się od chwili, gdy założyłam na palec pierścionek z fioletowym oczkiem - pierścionek Arabelli.

Jeśli pragniecie świętego spokoju i życia w harmonii, trzymajcie się ode mnie z daleka.

Bo u mnie kurwa Wiosna Ludów.



niedziela, 26 kwietnia 2015
Za mną fantastyczny piątek, który zaczął się dobrym czasem w robocie, a raczej poza nią. Potem był wiedźmowy wernisaż Samograja w Koszarach Dragonów. A dzień skończyłam spontanicznym rozbójnickim spotkaniem. Było ukrywanie się w krzakach i śpiewanie Happy Birthday mężowi (nie mojemu), wylizywanie michy po cieście, był atak na miasto, a tam jedzenie, picie i garść przezabawnych opowieści o facetach. Niektóre już puściłam w obieg, bo warte są upamiętnienia. Ja się chichrałam do łez.



Za mną też sobota i niedziela, które spędziłam na wsi u rodziców. Gdzie jadłam, gadałam, zajmowałam się dzieciakami, nacieszałam się słońcem, moczyłam nogi w wodzie i... biegałam.
Dzisiejszą dyszkę po górkach w życiowym tempie dedykuję maratończykom Orlen Warsaw Marathon.


Antek trzęsie stołkiem, na które nabite jest metalowe wiaderko.
Dudni i łomocze, aż się chata trzęsie.
- Maaamooooo, fajną muzykę robię?

Tak się robi domową perkusję:)

***
Za mną fajna kawa z Monią i nieoczekiwane wieczorne spotkanie biznesowe.

Przede mną bardzo pracowity mocny czas.
Jak przeżyję najbliższe dwa tygodnie, to będę żyć.

czwartek, 23 kwietnia 2015
Miesiąc nowego życia upłynął tak szybko, jakbym zamrugała kilka razy oczami.
W międzyczasie wydarzyło się jeszcze trochę innych zadymek, że ta moja, nawet we własnych oczach, powoli traci na znaczeniu w obliczu armagedonu wokół.

Mojego męża wciąż lubię, może i nawet kocham,  jeśli wziąć pod uwagę, że miłość to nie tylko chemia:) Ale nie mogę powiedzieć, że życie bez niego to udręka. Co więcej, mam wrażenie, że osobne życie służy nam obojgu. On jest wypoczęty i szczupły, a ja mam w głowie więcej nieposkramianej radości.
A nieposkramiana radość to dla mnie źródło siły i kreacji. To moc.

Ale żeby nie było aż tak różowo, rozstanie jest świetnym testem równouprawnienia w praktyce.
Więc powiedzmy sobie szczerze: RÓWNOUPRAWNIENIA NIE MA.
Jest za to kryzys męskości, bo mężczyźni rozpaczliwie szukają dobrego balansu pomiędzy maczoizmem a partnerstwem.

Wczoraj, kiedy przedstawiłam swoje plany na przyszły tydzień, Endrju lekko obruszył się, że nic tylko wychodzę i wychodzę. Takie jest wrażenie, prawda?
Mnie samej też się tak wydaje, ale - uwaga! - od miesiąca wszystko zapisuję i fakty są druzgoczące:
oto miesięczny bilans opieki nad dziećmi:

- moje są wszystkie poranki, poza dwoma, kiedy byłam na wyjeździe
- wszystkie noce, poza jedną, którą spędziłam w Poznaniu
- w popołudniach osiągamy remis
- a w wieczorach biję męża na głowę z wynikiem 20:8


Dziś natomiast, nie od męża wprawdzie, usłyszałam, że jak dziecko chore to zamiast posyłać do niani, powinnam wziąć dwa dni urlopu. O ojcu nikt się nie zająknął. Jakby dzieci były półsierotami.

Równouprawnienia nie ma.
Wystarczy odwrócić sytuację.
Endrju zostaje z dziećmi w mansardzie, a ja się wyprowadzam.
Lincz społeczny gwarantowany.

Ale świat idzie do przodu, świat się zmienia.
Dlatego jestem feministką, jestem rozbójniczką i choć nie wierzę w równouprawnienie, będę do niego dążyć w myśl hasła, że nie cel się liczy, lecz droga:)

A to nasza dzisiejsza droga na starówkę i lody



środa, 22 kwietnia 2015
Jeszcze mi życie osobiste nie zwolniło, a w robocie rozpętał się młyn.
Dwie rewolucje w jednym czasie to stanowczo za dużo nawet na mnie.
Świat pędzi do przodu, a mnie się marzy wysiąść na chwilę, odetchnąć, zasnąć dobrym mocnym snem w ramionach silniejszych niż moje. 


wtorek, 21 kwietnia 2015

Jedziemy z dzieciakami za miasto obejrzeć rezydencję mojej przyjaciółki, o której już plotkuje całe środowisko, bo i basen, i kort, i staw z wyspą.

Antek:
- Ciekawe, jaki jest ten nowy dom cioci. Jeśli będzie brzydki, to nie powiem cioci, żeby jej nie sprawiać przykrości. Tobie powiem, gdy będziemy wracać, dobrze?
- Dobrze.

Wracamy.
Antek:
- Mamo,bardzo mi się podobał ten dom i to jezioro przy domu. Ale mówiłaś, że on jest duży, a on jest o wiele, WIELE, WIELE mniejszy od naszego!



To się nazywa przewaga mieszkania w bloku:))))

To był prawdziwy GIRLS POWER WEEKEND.
A każda z Dziewczyn inna - różne spotkania i różne temperamenty!

Na sobotnią kawę o poranku wpadła do mnie Ramsik - dzieci czekały na ciocię Anię od świtu, a gdy przyszła, krążyły wokół nas podekscytowane i zakłopotane.
Wieczorem miałyśmy ciąg dalszy w Highlanderze i po czterech godzinach gadania, po piwie, whisky i wódce z cytryną, zgodnie stwierdziłyśmy, że za mało, za mało.
Gadania, nie wódki.

A w międzyczasie pojechałam jeszcze do Mamy, aby pokazać jej filmy naszego dzieciństwa, zaś popołudniu pobiegłam na kolejne spotkanie Rozbójniczek - mamy konkrety i jak dobrze pójdzie, to pierwsza nasza akcja  już w maju.

Niedzielę rozpoczęłam śniadaniem z KGM-em, które płynnie przeszło w spacer z moją kuzynką Emilą (nie widziałam jej ze 2 lata!), a niedzielę skończyłam koncertem Caci Vorba też w towarzystwie kobiet.

Nie pamiętam, kiedy wokół mnie było tyle kobiecej energii.
Jest moc.



A poniedziałek był dniem mężczyzn - najpierw panowie w pracy, potem panowie w domu wyssali mi całą energię.
Na szczęście są to zasoby odnawialne.
Więc od wczorajszego wieczoru odnawiam:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 107