..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Blog > Komentarze do wpisu

Jak mnie kochać, żeby nie zwariować?



od jutra, w związku z wiosenną blogową ramówką, cykl "Dzika kobieta mówi", czyli
JAK ZE MNĄ ŻYĆ - instrukcja obsługi plus obiektywne wypowiedzi tych, którzy mnie znają.

A wszystko po to, żeby już żaden mężczyzna nie uciekł ode mnie z krzykiem, nawet jeśli to tylko niemy krzyk wymalowany na twarzy głęboką ulgą:)

środa, 01 kwietnia 2015, leelooo

Polecane wpisy

  • I tu

    https://www.facebook.com/chuliganica/

  • Co nieco

    co nieco mnie tu: www.chuliganica.wordpress.com

  • Ostatni wpis

    A nie mówiłam, że dzieją się rzeczy przedziwne? Jeszcze rano nie wyobrażałam sobie tego pożegnania, a teraz wydaje mi się to tak naturalne, jakby od tego pożegn

Komentarze
2015/04/01 23:26:08
no to sobie poużywamy :)
-
Gość: irek, *.olsztyn.mm.pl
2015/04/01 23:35:35
A sugestie osób, które osobiście Cię nie znają, ale regularnie śledzą Twoje wpisy, są mile widziane?
-
Gość: N., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/04/02 09:01:43
Nie chcę się wymądrzać, a już na pewno nie chcę powiedzieć nic złego na Andrzeja, ale życie pokazuje, że kobiety silne, nietuzinkowe, "kolorowe" są dobre do romansów. Na dłuższe życie są za trudne dla naszych mężczyzn :)

Pisz...będzie się działo :)
-
Gość: jasiak9, *.ut.ee
2015/04/02 10:03:26
Nie mogę się doczekać.
-
Gość: , *.dyn.telefonica.de
2015/04/02 12:30:19
Bardzo fajny pomysl. A sledzie i ser poslalabym Ci na zajaca :-)
-
2015/04/02 13:11:16
Chetnie poczytam.
-
2015/04/02 15:08:06
po prostu rozsypało się...trudno uwierzyć, tak bardzo podziwiałam pełne ciepła relacje, zazdroszcząc "współdziałania", twojej wolności, możliwości powieszenia na partnerze rodzicielstwa by gonić za swoją dziką naturą, by nie mieć wrażenia że czegoś brakuje...rozsypało się i kropka. teraz trzeba tylko posprzątać na nowo, poodkładać swoje myśli na właściwe półki, uporządkować wiosenny bałagan, przewietrzyć głowę...ja wiem że to zrobisz bo jesteś kobietą z krwi i kości, taką udzierganą z własnych marzeń, podążającą za sobą, wierną sobie, ale też masz dla kogo "sprzątać"- dla siebie, by z czasem otworzyć komuś pokój, dla nich, by poczuli powiew świeżości...z serca ci tego życzę...:)
-
2015/04/02 18:24:19
kochać szczerze i bezgranicznie.... to moja odpowiedź na pytanie w tytule....
-
Gość: irek, *.olsztyn.mm.pl
2015/04/02 19:46:08
Widzę, że nie ma chętnych, którzy by pisali coś innego niż to, że jesteś wspaniała, idealna, nietuzinkowa, wyjątkowa itp. A chyba nie o to Ci chodziło. A więc niech ja będę pierwszy. Będę się starał być obiektywny, lecz oczywiście moje odczucia i uwagi są subiektywne. Nie mam innej możliwości, jak tylko wyobrazić sobie związek z kimś takim, jak Ty. Czyli "wejść w skórę" Twojego męża i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy konkretnie JA czułbym się szczęśliwy i spełniony w takich związku oraz czy miałby on szanse przetrwania. Oczywiście mam świadomość, że ktoś inny miałby zupełnie inne odczucia, stąd wcześniej napisałem, że moja ocena mimo największych chęci musi być traktowana jako subiektywna, a nie obiektywna.
Wykorzystując wiedzę zdobytą na szkoleniach:) , która to mówi, że chcąc komuś dać informację zwrotną na jakiś temat, należy zastosować tzw. "kanapkę" (czyli najpierw jakaś pochwała, coś pozytywnego, w środku "punkty do poprawy" i na zakończenie znów jakiś pozytywny sygnał), zastosuję tę zasadę. No to jedziemy.
Po pierwsze - śledzę Twój blog od jakiś 2 lat. Jest to jedyny blog, który czytam. To, że cały czas to robię wynika z faktu, że masz wiele ciekawych rzeczy do napisania. Śledząc Twoje wpisy mogę śmiało stwierdzić, że jesteś kobietą inteligentną, mającą wiele zainteresowań, aktywną, seksowną i pociągającą (to oczywiście wiem ze zdjęć:)). Wiele Twoich zainteresowań jest mi osobiście bardzo bliska i wiem, że na wielu płaszczyznach byśmy znaleźli wspólny język. Czy jednak mógłbym żyć z kimś takim jak Ty? Wydaję mi się, że ja akurat nie. I tu płynnie przejdę do elementów, które miałbym problem zaakceptować. Czytając Twojego bloga jawisz mi się również jako osoba zafascynowana sobą , skupiona na sobie i swoich potrzebach, przedkładająca realizację swoich planów życiowych bez względu na wszystko. Czytając o Twojej aktywności (praca zawodowa, pisanie, sport, bardzo bogate życie towarzyskie) zawsze zastanawiałem się, czy jest wystarczająca ilość czasu na rodzinę. W moim pojmowaniu rodziny, tego czasu było zbyt mało. Miałem wrażenie, że wszystko chciałaś naraz, a doby nie starczało. A tak się nie da - życie to nieustanne wybory. Ja też mam wiele małych i dużych marzeń, ale godzę się z tym, że zapewne wielu z nich nie zrealizuję (albo zrealizuję później). Twoje tempo życia może być dla partnera męczące. Do tej pory sądziłem, że w Waszym związku obydwoje to akceptujecie i lubicie. Jeśli tak jest to oczywiście nie ma problemu. Ja odnoszę to do siebie. Kilka razy zastanawiałem się, czy będąc na miejscu Twojego męża akceptowałbym taki model życia. Moja odpowiedź brzmiała, że nie. Potwierdzeniem, że moja opinia nie jest całkiem bezpodstawna jest chyba inny komentarz, który się tutaj pojawił:
"tak bardzo podziwiałam pełne ciepła relacje, zazdroszcząc "współdziałania", twojej wolności, możliwości powieszenia na partnerze rodzicielstwa by gonić za swoją dziką naturą, by nie mieć wrażenia że czegoś brakuje..."
Myśląc o Waszym związku stwierdziłem, że:
a) albo macie bardzo podobne podejście do w/w kwestii
b) albo Twojemu mężowi należałoby postawić pomnik, że to wytrzymuje
c) albo jest pod pantoflem, i nie ma nic do gadania
Skłaniałem się ku odpowiedzi a. A jaka jest prawda to nie wiem, bo jego bloga nie czytam (jeśli takowy istnieje).
Kolejny punkt - ja osobiście nie mógłbym mieć za partnerkę kobiety o tak zagorzałych poglądach feministycznych, jak Twoje. Tego tematu nie będę dalej rozwijał, gdyż już kiedyś wdałem się tu w dyskusję nt temat.
No i przechodząc teraz do kolejnego etapu, czyli bardziej pozytywnego w odbiorze zakończenia. Czy to wszystko, co napisałem wyżej, powinno być powodem do tego, co Ciebie spotkało? W moim przekonaniu oczywiście nie. To nie są powody, dla których zostawia się żonę z małymi dziećmi. Nie poznaliście się miesiąc temu, znacie się od lat. Twój mąż wiedział, z kim się wiąże i z kim będzie mieć dzieci. Ja mam bardzo tradycyjne podejście do rodziny i nie wiem co musiałoby się stać, abym odszedł od żony, mając dziecko czy dzieci.
-
Gość: irek, *.olsztyn.mm.pl
2015/04/02 19:48:07
P.S. Od 3 lat jestem rozwiedziony. I to nie ja odszedłem od żony...
Pozdrawiam
-
Gość: ja, *.icpnet.pl
2015/04/02 20:42:50
A moim zdaniem my-czytelnicy bloga, mamy za mało informacji żeby się w ogóle wypowiadać...Bo nie wiadomo, czy A.odszedł nagle i niespodziewanie? czy było to poprzedzone czymkolwiek- rozmową, kłótnią etc.?Może zanosiło się na to od dawna?A może stoi za tym inna pani?...Autorka bloga jak zwykle pisze nie do końca wprost, nie czuję się zatem w mocy by komentować tak intymne wydarzenie jak rozstanie.Co nie zmienia faktu, że moim głównym odczuciem jest zupełnie wykluczające się - z jednej strony myśl : jak to możliwe, że taka fajna para już nie jest parą??A z drugiej strony - jak to możliwe,ze oni przetrwali razem choćby tydzień?? I jeszcze jedno smutne i mam nadzieję, że to tylko przypadek -to już kolejna znana mi para, która była baaardzo długo ze sobą, a rozstała się...krótko po ślubie...:/
-
Gość: irek, *.olsztyn.mm.pl
2015/04/02 20:56:57
Niestety coraz więcej par się rozwodzi. Niedawno ktoś w komentarzu napisał mądre zdanie - kiedyś ludzie rozwiązywali problemy, teraz się rozstają. Sprawa jest dość prosta, gdy nie ma małych dzieci. Ale gdy są to naprawdę muszą być mocne powody do takich decyzji. Nawet, gdy któreś z małżonków pobłądzi, popełni błędy, uczucie wygaśnie - należy próbować to naprawić. Dla dobra dzieci. Rozstanie to najgorsze rozwiązanie. To ucieczka od problemu. To egoizm. Ale oczywiście obydwie strony tak muszą to widzieć. Chęć odbudowania związku musi leżeć po obu stronach - w przeciwnym wypadku nic z tego.
Mam nadzieję Agnieszka, że to tylko pewien kryzys, który przezwyciężycie i za jakiś czas będziecie się z tego śmiać. Wyprowadzka nie oznacza jeszcze rozwodu, choć to bardzo mocne (zbyt mocne) posunięcie.
-
2015/04/02 22:14:18
Kochani, dzięki za Waszą aktywność, głosy różne, każdy dla mnie cenny. Irku, dzięki za pozytywną krytykę, trudno się z nią nie zgodzić:) w dużej mierze tak jest jak mówisz, może poza czasem z dziećmi, którego nawet w tym kotle znajduje możliwie sporo, bo wiele z moich aktywności robię albo do 16.00, albo po 20.00, gdy śpią:) Ale o czasie z dzieciakami często nie piszę, bo dzieci to dla mnie temat najintymniejszy i mam poczucie, że nie ma nic gorszego niż zanudzać ludzi swoim własnym dzieckiem:)))
Tak czy inaczej - Twoje opinie cenne są i trafne.