..................Pomylone słowa składają sie na cud wiersza, pomyleni ludzie składają sie na cud tego świata
Matylda Agnieszka Kacprzyk

Klinika kukieł Agnieszka Kacprzyk
Polowanie Na Niebieskie Migdały


Blog > Komentarze do wpisu

Maraton po Poznaniu

Dla mnie poznański maraton zaczął się już w piątek. Poznań w półtorej doby, z Mamuśką, Krisem, Asią i małym Antkiem - to dopiero jest wyczyn! 


Tatulek sypnął kasą, więc wyjazd miał dwa nadrzędne cele: czas w gronie rodziny i... szoping!  I udało się. Ba! Wyszło przepysznie, bo po 31 latach życia odnalazłam markę, która projektuje i szyje specjalnie dla mnie. A imię jej DESIGUAL. 

Popołudnie. Padamy z nóg po szale zakupowym w outlecie w Luboniu. Kris gada przez telefon ze sponsorem eskapady:
- Już mam dosyć! One powariowały. Ledwo weszliśmy do środka - poszły wszystkie jak ogary w dym. Dziecko mi zostawiły, biedne takie. A Agnieszka? Jak zerwana z łańcucha! Z jednego sklepu wyszła to wyglądała jakby pół kilo amfy wciągnęła. Oczy rozjechane, banan na gębie. Nigdy jeszcze jej takiej nie widziałem!"

A ja jeszcze nigdy nie widziałam tak kolorowej, odważnej i pojechanej sieciówki. Dawno temu miał swoje pięć minut Promod, ale hiszpański Designual bije go na głowę. A mnie na głowę wjechał do tego stopnia, że przepuściłam tam prawie całą pulę wyjazdową:)

Z outletu popędziliśmy do IKEI, bo Mamie zamarzyły się nowe fotele.
Kolejna rozmowa telefoniczna z ojcem. Tym razem ja:
Tata: Na Boga, wybijcie matce z głowy te fotele. Przecież mamy nowe. Ona ma jakiegoś bzika. Kolekcjonuje fotele, dywany, buty, maście i... bandaże.
ja:
No widzisz jaka wszechstronna! Ma aż pięć pasji!
Tata:
A wystarczyłaby jedna!
ja: No właśnie! Mogłaby kolekcjonować tylko bandaże.

Z IKEI ruszyliśmy na obiadokolację na starówkę, ale Antek po całym dniu wrażeń zbuntował się i zakłócił kulinarny chillout, więc zlądowaliśmy w ekskluzywnym apartamentowcu Krisa i Asi.

Kolacyjka - made by Asia, beczka piwa i beczka śmiechu. A powodów do śmiechu sporo. Najpierw nabijaliśmy się z ekskluzywnej mentalności poznaniaków mieszkających na Różanym Potoku, którzy nie tolerują żadnych odchyleń od normy - tam nawet drzewa rosną pod linijkę. Potem zaś okazało się, że zgubiłyśmy część drogocennych zakupów. Prowadzenie dochodzenia, kto zawinił i kiedy to się stało, wypełniło nam pół wieczoru, a ja aż posiusiałam się ze śmiechu. 

(Ostatni raz zdarzyło mi się to na karuzeli z Kołobrzegu w 86 roku, kiedy dziadek urwał wajchę i wisieliśmy w powietrzu).

Ostatecznie powzięliśmy decyzję, aby w niedzielę powtórnie pojechać do outletu i jeszcze raz kupić to, co zostało zgubione.
Na szczęście nie było takiej potrzeby, bo wszystko się szczęśliwie odnalazło w biurze centrum handlowego (takie rzeczy zdarzają się tylko w Poznaniu:), a ja jeszcze raz zatonęłam w kolorowym sklepie.

- Pani chyba u nas już była? - zagaduje mnie sprzedawca.
- Owszem. - Odpowiadam, zadowolona, że już mnie tutaj poznają.  
- To ja już wiem. - Uśmiecha się porozumiewawczo. - Już wiem, z kim mam do czynienia.
W odpowiedzi robię tajemniczy grymas, bo ja ni w ząb nie wiem.
- Tym razem też szuka Pani czegoś na scenę? - docieka.
A ja przybieram jeszcze bardziej tajemniczą minę:
- Nie, nie, tym razem coś na co dzień - bąkam i znikam w przebieralni, zanim facet odkryje, że podszywam się pod gwiazdę poznańskiej estrady.
Zniżkowej karty stałego klienta, którą wyrobiłam sobie dnia poprzedniego, nawet nie pokazuje, aby mnie nie zdemaskował.

A z Lubonia pojechaliśmy już na dworzec i tyle nas Poznań widział.
Mój osobisty poznański maraton okazał się truchtem - przyjemnym, aczkolwiek wymagającym rychłego powrotu w wielkopolskie progi.

Bo kawa u Walerków i małego Wojtka była za krótka, a ważne tematy ledwie dotknięte. Bo nie widziałam się z Jozi, z Mareczkiem. z p. Bogusią, z Makówką, z wiedźmami z Teatru. Bo nie spacerowałam starówką i nie robiłam tysiąca innych rzeczy, które zwykłam robić w Poznaniu.

Ale nie można mieć wszystkiego. Priorytety tej wyprawy zostały osiągnięte.
Mam kolorowe sukienki i uśmiech na gębie, ilekroć wspomnę żółty bukiet i momenty z moją szurniętą familią. 

 
Tak jak przypuszczałam frajda była! I to jaka!

niedziela, 16 października 2011, leelooo

Polecane wpisy

  • I tu

    https://www.facebook.com/chuliganica/

  • Co nieco

    co nieco mnie tu: www.chuliganica.wordpress.com

  • Ostatni wpis

    A nie mówiłam, że dzieją się rzeczy przedziwne? Jeszcze rano nie wyobrażałam sobie tego pożegnania, a teraz wydaje mi się to tak naturalne, jakby od tego pożegn

Komentarze
2011/10/16 21:49:50
ach jak zazdroszcze! w ten weekend zdecydowanie powinnam byla byc w Poznaniu:( tyle by mnie spraw ominelo.
Desigual pokochalam w Barcelonie, ale ceny byly takie, ze moglam sobie tylko popatrzec, ale jak sie obkupilas to jest to kuszace. zostawiam sobie Poznan na jakis okropny listopadowy weekend.
buziaki:*
-
Gość: lurituri, *.adsl.alicedsl.de
2011/10/16 23:49:29
A ja prawie rok temu skusiłam się raz na 1000kolorowy płaszczyk desiguala, wyrzuty sumienia spowodowane ceną osładzając sobie przekonaniem, że przynajmniej nie będę go zbyt często widywać na ulicy... Co się nie sprawdziło ;-) W sumie to nic, gorzej, że niestety ich rzeczy nie mają zbyt dobrej jakości, bo płaszczyk ma słabe szwy, a piękna superkolorowa koszula mojego R. w pierwszym praniu sie wytarła... Ale wzory i kolory maja fajowe, zauważyłam, że już, na szczęście, powielane przez tańsze marki :-)
-
Gość: powsternacy, *.adsl.inetia.pl
2011/10/17 08:22:30
szoping i kobiety .... o rany :)
-
Gość: mimmou, *.superkabel.de
2011/10/17 11:53:53
Aga, nie zachwalaj tak tej podrozy pociagiem bo dzieki Tobie jeszcze ceny biletow pojda w gore ;)
-
Gość: gustaw, *.play-internet.pl
2011/10/17 22:41:20
kto tak k...... kładzie plecak na ziemi?!?!?!fail!!!!!!
-
2011/10/21 08:33:59
Dla zainteresowanych: w Warszawie też jest outlet Desiguala. Poza tym ta marka też jest jakby specjalnie dla mnie ;) A ostatnio będąc w Serbii pokochałam również to: www.ivko-knits.com (niestety, na razie tylko platonicznie).